Folwark, znachor i linia podziału

24 Kwiecień 2016

Ciekawego eksperymentu dopuściła się wczoraj Gazeta Wyborcza oddając łamy zaproszonym pisarzom. Przeczytałem większość tekstów lekko rozczarowany. Varga miewał lepsze wejścia, Piątek przyzwyczaił nas do przenikliwości i finezji tudzież słownej ekwilibrystyki, wiec jego przydługi wypis nienawistnych (autentycznych, spisanych z internetu) odzywek dotyczących drugiego sortu wydał się po prostu przygnębiający. Szczerek trzyma poziom, walczy za pomocą słowa z upiorami polskimi usiłując na naszych oczach rozwikłać dylemat czy wojna tocząca się w Polsce, to wojna między lewicą a prawicą czy coś zupełnie innego.

O ile istnienie dwu wrogich plemion jest faktem, interpretacje dotyczące linii podziału różnią się między sobą. Po jednej stronie jest dzikość, irracjonalizm i barbarzyństwo, po drugiej dążenie do ładu, spokoju, respekt dla żelaznych zasad ekonomii, nauk społecznych, geopolityki a nawet ekologii (patrz Puszcza Białowieska). Ale zgody nie ma. Socjologowie i religioznawcy (prof Mikołejko) mówią o religii smoleńskiej, która przejęła narrację w Polsce i wciąga do swego grona coraz większą liczbę osób. Historycy, opisując sytuacje w Polsce, na wyścigi wskazują analogie z faszyzmem i bolszewizmem. W ten nurt wpisał się Jacek Santorski, który zauważył w pewnej dużej firmie silną, zupełnie nieprzystającą do okoliczności, potrzebę hierarchii i współzawodnictwa wśród pracowników, którzy wyraźnie męczyli się w sytuacji , gdy zagraniczny pracodawca dał im „zbyt dużo wolności”. Psycholog powiązał te postawy z zaszłościami historycznymi wskazując na folwarczną mentalność większości Polaków tęskniących do rządów silnej, choć nie zawsze sprawiedliwej ręki. I co ciekawe, potomkowie robotników folwarcznych a w lepszym wypadku szlachty zagrodowej sami wytwarzali polaryzacje, szukali wrogów, sami ustawiali się w roli ciemiężonych ofiar, aby, jak ich dziadowie i pradziadowie, przeżywać nienawiść do „pana”, gardzić jego ogładą i bogactwem. W podobnym, równie pesymistycznym, kierunku idą rozważania antropolożki, prof. Joanna Tokarskiej-Bakir.

Polacy tradycyjnie skłaniają się do tworzenia społeczeństw typu „sekta”, o silnych więziach i dużym ciśnieniu grupy na jednostkę (…) Jest to skutek traum i wiktymizacji, lat niewoli, dominującej pozycji Kościoła z jego nauką o uwznioślającej roli cierpienia, a także niskiego czynnika realnej skolaryzacji – bo współczynnik skolaryzacji „nierealnej” podskoczył nam nieproporcjonalnie wskutek boomu pozornej edukacji.

oraz

(…) sekta nie jest w stanie wytworzyć stabilnego „niepokalanego” centrum.
Jej polityka polega na nieustannym denuncjowaniu tego centrum – pojawiają się tu oskarżenia o czary, niepobożność, światowość lub kosmopolityzm. Są to grupy o silnie zarysowanych granicach, ale małych możliwościach przemiany wewnętrznej, czemu odpowiada niska samoocena jednostek przy wielkich aspiracjach zbiorowości.
W instytucji typu sekta szczególnie upośledzona jest zdolność rozpoznawania ryzyka, co sprawia, że podejmuje ona zadania niewspółmierne do sił, często kończące się spektakularną klapą.

Przy takich rozpoznaniach podział na prawicę i lewicę rzeczywiście wydaje się anachroniczny. Podejmowana tu i ówdzie analogia do walki postu z karnawałem jest chwytliwa literacko lecz dalece za mało precyzyjna. Podobnie jak metafora z przeciąganiem liny pomiędzy załogą średniowiecza a drużyną oświecenia. To już zdecydowane nadużycie. Gołym okiem widać, że naprzeciw średniowiecza, którego książkowym reprezentantem jest pisowski rząd z takimi tuzami jak Jurgiel, Szyszko, Ziobro, Kamiński, Macierewicz i Gliński (tudzież stojący w drugim szeregu Rydzyk, Michalik, Gądecki, Jędraszewski, Mering) stanęła drużyna ledwie renesansowa, momentami sięgająca moralnych zdobyczy epok ciut późniejszych, robiąca leciutkie ukłony w stronę feminizmu i gospodarki rynkowej ale stroniąca od Karty Praw Podstawowych, całkowitego odseparowania Kościoła od Państwa oraz zajęcia się na serio losem zwierząt. Światopoglądowa zachowawczość trzech najważniejszych partii opozycyjnych jest, niestety, gwarantem długiego rządzenia PISu. Ciamciaramcia nie wygra z wiejskim rzeźnikiem.

Konflikt postaw i interesów jeszcze trochę potrwa, ale spory wokół jego genezy wcale nie są jałowe. Warto wiedzieć, skąd wyszedł ten motłoch, który dorwał się do władzy, jakie bazyliszki wysiadują jaja pod brunatnymi koszulami jego wodzów. Na różnych forach piśmienni egzorcyści usiłują nazwać diabła, który coraz energiczniej miesza w polskim tyglu. Potrzebnie, bo nazwanie diabła jest pierwszym krokiem do jego wypędzenia tak jak diagnoza choroby jest fundamentem jej leczenia. Był taki etap w rozwoju medycyny, że wszelkie choroby tłumaczono zalegającą w organizmie flegmą i waporami, dlatego przy najmniejszej niedyspozycji usuwano ową flegmę z pacjenta za pomocą środków przeczyszczających, lewatywy i upuszczania krwi. Metody te, stosowane także wobec kobiet w ciąży i w połogu, miały przez wieki gorących zwolenników tak po stronie lekarzy jak pacjentów, chociaż daleko im było do skuteczności. Dopiero rozwój wiedzy medycznej sprawił, że teorie o zaleganiu w ciele „złej materii” odłożono między bajki a szkodliwych kuracji zaniechano.
Czy tak będzie z leczeniem Polski? Nie wiadomo. Na razie trwa rozległe zakażenie pobudzane łopotem nazistowskich flag i sączeniem medialnej trucizny. Oby podstarzały znachor mamroczący zaklęcia w żoliborskiej willi nie kazał upuszczać krwi.

Pod wieszakiem, tylko pod tym znakiem…

10 Kwiecień 2016

Wiem, jaka dziś data, ale wpis ma być o tym, co zdecydowanie ważniejsze od martyrologii i smoleńskiej choroby umysłowej, na którą cierpią miliony Polaków. Chodzi o wypowiedzi członków Episkopatu dotyczące dalszego zaostrzenia prawa antyaborcyjnego czyli całkowitego zakazu przerywania ciąży, niezależnie od warunków i okoliczności.

Podniósł się w tej sprawie słuszny protest, bo wprowadzenie tak drakońskiego prawa skazałoby wiele kobiet na śmierć, o fizycznych cierpieniach i psychicznej gehennie nie wspominając. Protest tym gorętszy, że PIS mając większość w Sejmie i Senacie bez trudu mógłby stosowną (niestosowną raczej) ustawę wprowadzić chyłkiem w życie. Nie zdarzyło się dotychczas, by prezes odmówił w czymś Episkopatowi. Jednocześnie Szydłowa na antenie radia zadeklarowała się, że jest zwolenniczką całkowitego zakazu przerywania ciąży, a Jarosław ją publicznie poparł. Potem z tych zapowiedzi oboje się wycofali, ale poczucie zagrożenia zmobilizowało tysiące kobiet i mężczyzn. Uliczne demonstracje objęły wiele miast w Polsce i za granicą. Wczoraj protestowaliśmy, na razie w niewielkiej grupie, także  w Dublinie.

Przy okazji podpisałem listę z postulatem do władz polskich o całkowitą liberalizację prawa do aborcji. Chodzi o łaskawą zgodę rządu (nie tego rządu, to innego) na obdarzenie kobiet zaufaniem i przyznanie im wolnej woli w kwestii własnej rozrodczości. To kobiety a nie Episkopat i członkowie rządzącej partii miałyby decydować, czy w warunkach zagrożenia życia wywołanego patologiczną ciążą, chcą zachować życie, czy wolą umrzeć. Na razie taki wybór istnieje, ale jak pokazuje przypadek prof. Chazana, coraz trudniej wyegzekwować od zastraszonych lekarzy prawo do pełnego decydowania o losie własnym i płodu. Proponowana ustawa, zredagowana przez m.in. prof Monikę Płatek i Barbarę Nowacką ma przywrócić kobietom wolność w tej kwestii. Tylko tyle i aż tyle.

Dorastałem w czasach PRLu, kiedy nasza wolność była ustawicznie, z premedytacją gwałcona – mam na myśli tzw. obowiązek służby wojskowej dotyczący wszystkich mężczyzn, niekoniecznie tych najzdrowszych i niekoniecznie tych, którym maszerowanie i strzelanie na poligonach się podobało. Z tamtych zamierzchłych czasów wywodzi się mój osobisty fioł na punkcie wolności. W ludowym wojsku oczywiście nie byłem, do tej pory przechowuję Kartę Powołania do służby w oddziałach marynarki wojennej, ale to już historia. Kamasze, wspólne sypialnie i musztra już mi z wielu powodów nie grożą, a w warunkach emigracji wolnościowa obsesja mogłaby już samoistnie zgasnąć i w proch się obrócić. Jednak niespodziewanie nerw został szarpnięty. Okazuje się, że w Polsce wraca PRL z całą jego mentalną ohydą, ekonomicznym dyletanctwem i ciągotami władzy do fundowania obywatelom opresyjnego prawa. Wraca ideologiczny walec, który ma zgniatać ludzkie prawa i sumienia. Trudno w tej sytuacji o obojętność. Nawet jeśli się mieszka 1000 km dalej.  Przytoczę  znalezione w internecie hasło z plakatu trzymanego przez uczestniczkę jednej z licznych manifestacji w obronie praw kobiet: NORMALNIE NIE CHODZĘ NA MANIFESTACJE, ALE TERAZ TO SIĘ JUŻ WKURWIŁAM. No więc ja proszę państwa też! I nie uważam, że skoro nie jestem kobietą w stosownym wieku, ani nie mam dorastającej córki, obecne zamiary E-PISkopatu mnie nie dotyczą. Dotyczą jak najbardziej. Ufny w intelektualne możliwości Czytelników tego bloga – powstrzymam się przed szczegółowymi wyjaśnieniami.

Nie wszyscy rozumieją skalę zagrożenia i wagę problemu. Na profilu KODu jakiś młody człowiek wyburczał, że KOD mu się podobał jako ruch społeczny, ale skoro zaczął „popierać aborcję” to on się wypisuje… Ktoś zaraz dowcipnie odpowiedział mu, że jeśli nie chce, wcale nie musi dokonywać aborcji; ktoś inny odezwał się bardziej zasadniczo: „Bez całkowitej wolności jednostek, nie ma demokracji”. Ciekawe, że ludzie wciąż nie kojarzą podstawowych związków przyczynowo-skutkowych.

Choćby pewien dżentelmen ze stronki fejsbukowej, na której skrzykiwały/li się uczestniczki/uczestnicy wczorajszej demonstracji pod konsulatem (rekwizyt w postaci wieszaków obowiązkowy!) Otóż ten dżentelmen próbował udowodnić, że akcja feministek jest przedwczesna lub zgoła niepotrzebna, a cały szum robi się po to, żeby uderzyć w PIS, gdy tymczasem… „PIS wcale nie planuje wprowadzić wzmiankowanej ustawy”. Jego przekonanie wynikało z lektury „Faktu”, bo tam  napisano, że PIS najprawdopodobniej wycofa się z poparcia dla inicjatywy obywatelskiej, żeby nie tracić w sondażach, itd.

Obok artykułu widniało zdjęcie Kaczyńskiego, dlatego nie wytrzymałem i pozwoliłem sobie na komentarz:

– Ten koleś tyle razy był skazywany przez sądy za kłamstwo, co mu szkodzi raz jeszcze obrócić kota ogonem?

Odp: Na tym polega polityka… To jednak nie zmienia faktu że kłamstwem jest również informacja podana w opisie tego wydarzenia: PIS „chce wprowadzić całkowity zakaz przerywania ciąży.”

– Nie wierzę, że nie PIS chce. Na razie robi tylko uniki, a jak go Episkopat przyciśnie to w jedną noc ustawę wprowadzi i będzie „po ptokach”. Tej partii nie można ufać! W niczym!

Odp: A której można ufać? Trzymajmy się jednak faktów… w tym momencie oddolna inicjatywa obywatelska jaką jest projekt „Stop aborcji” nie może przysłużyć się ani PISowi ani antyaborcjonistom… Mało tego… Wydaje mi się że to wszystko co się dzieje, doprowadzi do jeszcze większej liberalizji obecnie funkcjonujących ustaw.

– Oby! Jestem za całkowitą liberalizacją! Wczoraj podpisałem apel w tej sprawie. Libero znaczy wolny!

Dalszych odpowiedzi nie było!

Wspierajcie kobiety, podpisujcie apele, domagajcie się edukacji seksualnej w szkołach!

Pod papugami

28 Marzec 2016

Parę tygodni temu, pod artykułem dotyczącym wypadku limuzyny wiozącej Dudę z kolejnego wypadu w góry (tym razem z Karpacza), pojawił się celny komentarz: „On powinien być instruktorem narciarskim a nie prezydentem”. Po jakimś czasie zabawny bon mot podjęła w krytycznym wobec Dudy wywiadzie Jadwiga Staniszkis.
Przykładów na to, jak gwiazdy medialne czerpią z gotowców znalezionych w internecie można przytoczyć więcej. Stało się regułą, że zanim jakieś śmielsze opinie trafią do mainstreamu, najpierw pokazują się na blogach, forach, w komentarzach. Blogerzy i wolni strzelcy nieskrępowani konwenansami ani strachem przed wydawcą, mogą formułować dowolne teorie. Znaczny z nich procent trafia od razu na śmietnik, ale część zostaje zauważona, wędruje dalej i wypływa z innych, prominentnych ust. Anonimowi internauci nie mają się o co obruszać, bo przepływ trwa także w drugą stronę: ciekawsze wypowiedzi dziennikarzy lub polityków krążą po sieci rozpowszechniane jako „głos rozsądku”, choć częściej jako żarty lub tematy memów. Podpatrujemy i cytujemy się wzajemnie. Jak jeden mąż kołyszemy się nad klawiaturami w rytm piosenki „Pod papugami”. Tylko jeden Tomasz Lis ma lepszą sytuację, bo tyle trafnych prognoz postawił, że może z powodzeniem cytować wyłącznie siebie. Ostatnio wydał książkę pt. „A nie mówiłem?”, gdzie też pewnie cytuje.

Mogę być posądzony o megalomanię, ale wbrew pozorom, przewidywanie rozwoju wypadków na podstawie bieżącego oglądu wcale nie jest trudne. Czy ktoś (poza pisowcami, kukizami i kucami od korwina) miał wątpliwości, jakie będą ekonomiczne i dyplomatyczne efekty dojścia PISu do władzy? To partia katastrofy, znakomicie sprawdzająca się w rozwalaniu i niszczeniu – więc nie trzeba być Wernyhorą, żeby skutki jej działań z grubsza przewidzieć.

To również partia głupców. Weźmy przykład pierwszy z brzegu: Puszcza Białowieska. Pisowski minister uparł się, żeby w puszczy dokonać wycinek wbrew protestom, opiniom naukowym i groźbie sankcji ze strony Unesco. Artykuł w „The Guardian” przytacza znane fakty a smaczku dodaje uwaga, że znacznie większy obszar puszczy leżący po stronie białoruskiej w całości znajduje się pod ochroną. Tamtejsze dzięcioły, żuczki i gryzonie mogą spać spokojnie. Powiedzcie, po kiego czorta rząd uwikłany w konflikt o TK i dziesiątki innych spraw budzących szeroki sprzeciw, rzuca się z siekierami na skrawek lasu? Zyski z wyrębu nie pokryją strat wizerunkowych. Zatem powstaje pytanie z dziedziny psychiatrii: jaką tym razem traumę prezes chce odreagować na zrębie dziewiczego lasu? Czy przypadkiem nie o to dziewictwo chodzi? Brak życia seksualnego aż tak uwiera?

Kilka wpisów temu przewidywałem, że idąc tak szerokim frontem (frontem już nawet nie białoruskim, bo Łukaszenko jednak Puszczę oszczędził) PIS nagrabi sobie u wielu, niepowiązanych ze sobą grup społecznych i zawodowych. Potwierdzenie, nie pierwsze zresztą, znalazłem dziś w Wyborczej:

Rząd rozwściecza przedsiębiorców, rolników, rodziców, w których uderzy wycofanie 6-latków ze szkół i brak miejsc w przedszkolach dla 3-latków, kobiety obawiające się zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej i ograniczenia dostępu do pigułki „dzień po”. Ostatnio minister Szyszko stojący na czele resortu dewastacji środowiska wywołał liczne sprzeciwy, gdy zarządził potężną wycinkę Puszczy Białowieskiej. Najpewniej zaraz obudzą się internauci zagrożeni niekontrolowaną inwigilacją sieci przez służby specjalne. Wszystkich tych konfliktów nie zrekompensuje program „500+”. Klęskom w polityce wewnętrznej towarzyszy katastrofa w stosunkach zagranicznych.

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75968,19830430,pis-jest-w-kleszczach-miazdza-go-wlasne-slabosci-oraz-sila.html#ixzz44CtpsuN7

A’propos stosunków zagranicznych: wczorajszy dzień przyniósł dwie ważne informacje: prezydent Obama nie znajdzie czasu dla polskiego PIS-prezydenta, natomiast Mateusz Kijowski spotka się w USA z przedstawicielami Senatu i wpływowymi intelektualistami. I druga rzecz: PIS chyłkiem wycofał się pomysłu organizacji wzorowanego na faszystowskich marszach Marszu Miliona. Dwie porażki wizerunkowe, które w obecnym rozhuśtaniu nastrojów mogą okazać się pierwszymi gwoździkami do trumny PISu. Za wcześnie? Mam nadzieję, że za wcześnie. To szaleństwo powinno jeszcze potrwać, żeby mocno dało się we znaki naiwniaczkom zwabionych na lep obietnic socjalnych i zapowiedziami podniesienia Polski z kolan. A także po to, aby antypisowsko nastrojeni obrońcy prawa, szlachetni zwolennicy stabilizacji i niezmordowani uczestnicy marszów KODu przyswoili sobie podstawową prawdę o przyczynach obecnego zamordyzmu. Prawdę, którą zręcznie wyartykułował internetowy komentator o ksywce duszpastuszek.

Ten zamach stanu to oni, czyli kaczyści i kler, musieli razem przygotować – musiała to być zmowa, gdyż bez pewności co do poparcia biskupów Kaczyński nigdy nie odważyłby się na ten skok. Kaczyński jest tchórz i wszarz, ale głupi to on nie jest.
A przy okazji, tak się składa, że zarówno faszyści jak i katolicki kler nienawidzą demokracji – od zawsze. Nie tylko o spodziewaną przez kler kasę idzie tu zatem. Oni po prostu wspaniale się dobrali. Choć mogło się wydawać, że po doświadczeniach we Włoszech Mussoliniego, Hiszpanii za czasów Franco, Portugalii Salazara, Chile Pinocheta, Polski okresu sanacji,kler katolicki zrezygnował z rycia pod demokracjami. Nie! Kościelna reakcja antydemokratyczna trafiła na podatny grunt w Polsce.

Kiedyś, bodaj w roku 1983, wyraziłem opinię, że komuna musi upaść w ciągu kilku lat, ale największą przeszkodą dla zadomowienia się w Polsce demokracji będzie katolicki Kościół, który wyczeka okazji, by skutecznie podstawić jej nogę. Właśnie to uczynił. Pytanie tylko – na ile skutecznie.
Gdy Polska znajdzie się na śmietniku Europy – pamiętajcie o biskupach i reszcie kleru. To oni inspirują tę faszystowską bandę. To oni przyczynili się do wygranej PiSu i Dudy – do obalenia demokracji poprzez eliminację TK. Nie zapomnijcie!

To na potwierdzenie, że odważne, nierzadko prorocze obserwacje i diagnozy najpierw pojawiają się w sieci, a potem dziennikarskie i profesorskie papugi podejmują je publicznie. Pytanie tylko, czy zdążą polski lud oświecić, zanim KK w obawie przed coraz dotkliwszą utratą owczarni nie wsadzi PISu na minę i nie przyczyni się do odebrania mu władzy?

Monopoliści i uzurpatorzy

5 Marzec 2016

Dawno temu, przed epoką internetu napisałem tekst dotyczący ludzi, których sposób myślenia o świecie jest tak dalece zamknięty i wynaturzony, że nie pozostawia miejsca dla myślących inaczej. Tekst był krótki, a jego główna teza brzmiała:

Ile trzeba mieć tupetu i jak mało wiedzy o subtelnej strukturze świata duchowego, żeby mienić się posiadaczem monopolu na jedyną prawdę? Zupełnie tak jakby ktoś, kto ledwo słyszy na jedno ucho, sam siebie ogłosił znawcą muzyki i tonem nie uznającym sprzeciwu wygłaszał opinie, że tylko Chopin zasługuje na bezwzględne uznanie. Natomiast pozostali kompozytorzy jak Mozart, Beethoven lub Wagner powinni być czym prędzej zapomniani i potępieni.

Minęło kilkanaście lat, swoje zdumienie tak urządzonym światem rozszerzyłem o opis zajęć praktycznych i w 2009 r. przerobiony tekst umieściłem na świeżo założonym blogu. Mimo upływu lat, tekst nadal jest czytany, głównie przez tych, którzy w wyszukiwarce wpisują hasła „żerdzie na płot” albo „słupki dębowe”. Albowiem wpis nosi tytuł Rozmyślania przy stawianiu płotu

Żeby nie zanudzać historią: obserwacje dotyczące nietolerancji, zamknięciu się ludzi i całych środowisk na prawdy uniwersalne, niemożności wychylenia nosa zza pancerza własnych (niezłomnych) przekonań są nadal aktualne. Byłbym naiwniakiem, gdybym wówczas sądził, że kiedykolwiek aktualne być przestaną. Ale nie przypuszczałem, że zjawisko dalszego, podsycanego propagandą skorupienia poglądów i obrastania nalotem groźnego szowinizmu przybierze tak niepokojące rozmiary, jak obecnie. Dzisiaj do opisu postaw ludzi zagrzebanych po szyję w mule własnych przekonań żadnych metafor nie potrzeba. Do głosu doszła mentalna zakompleksiona  żulia a jej głos skutecznie rozpowszechnia horda fanatyków.
Nie ma mowy o pomyłce, sprawdziłem w Wikipedii:

Fanatyzm (łac. fanaticus – zagorzały, szalony) – postawa oraz zjawisko społeczne polegające na silnej wierze w słuszność jakichś poglądów politycznych, religijnych lub społecznych występujące w połączeniu ze skrajną nietolerancją wobec przedstawicieli odmiennych poglądów.

Sekciarski charakter ugrupowania dzierżącego władzę nie jest już żadną tajemnicą. Strategia kłamstw, odwracania wektorów znaczeniowych, przypisywania innym wyłącznie złych intencji i obarczania ich zmyślonymi winami przyniosła skutek. Za sprawą PISu i Radia Maryja spełnił się w Polsce XXI wieku sen sowieckich ideologów: wychowano „nowego człowieka” przydzielając mu zadanie walki ideologicznej w obronie nie pokoju i socjalizmu, lecz oblężonej twierdzy PIS. Nowy człowiek jest święcie przekonany, że PIS wespół z kościołem katolickim broni wyłącznie wzniosłych spraw i jest oddany najwartościowszym wartościom, natomiast cała reszta, ten drugi sort obywateli zdania mieć nie powinien, bo jest to zdanie szkodzące. Jak w partyjnej agitce: „kto nie idzie z nami, maszeruje przeciw nam.”

Język racjonalny do tego typu osób nie trafia. Argumenty odbijają się od wdrukowanego w ich umysły przekonania o czyhającym spisku i wrogości zewnętrznego świata. Przy takiej konstrukcji, dla delikwenta nie jest ważne, co słyszy, tylko KTO mówi A najważniejsze jest, czy to co słyszy, zgadza się wtłoczoną wcześniej do głowy wizją świata. W pewnym momencie indoktrynacji do głowy wyznawcy nie ma prawa dotrzeć nic, co by z tą – niekoniecznie szczęśliwą – wizją nie współgrało. Tak powstaje mentalność owcy, która idzie za przewodnikiem i żywi się tylko tą trawą, którą przewodnik wskazał a naczelny baran obsikał.

Rodzaj przekazu, z silnym wskazaniem na negatywne aspekty życia i natychmiastowym wskazaniem winnych tego stanu i łopatologicznym podaniem recepty na poprawę sytuacji jest atrakcyjny dla ludzi niedokształconych i niezdolnych do formułowania własnych ocen rzeczywistości. Ci ludzie – zwolnieni od dalszych dociekań – chętnie podłączają się pod grupę, której charakterystyka zawiera się w silnym przekonaniu o własnych racjach, pogardzie dla myślących inaczej i bezkrytycznym posłuszeństwie wobec zwierzchnictwa. Jak dzieci lgną do księży, tak fanatycy lgną do innych fanatyków.

Hasło „Polska w ruinie” było przykładem narracji odwrotnej do faktów. Narracja odwrotna, nazywająca sukces porażką a działania zamordystyczne przewracaniem porządku to jeden z elementów socjotechniki czyli umiejętności manipulacji. Od kilku lat opinię publiczną w Polsce kształtuje głównie narracja oparta o kłamstwa, pomówienia, wzniecanie fobii i wskazywanie wrogów. Do tego dorzucić trzeba tworzenie negatywnych i pozytywnych legend, które dziwnie łatwo znajdują posłuch. Następstwem katastrofy smoleńskiej był powszechny amok w kształcie niemal klinicznym. Ale gotowość do przyjęcia tego typu narracji i emocje towarzyszące obronie „własnych racji” narastała w Polakach od dawna.

Tego quasi religijnego zaangażowania widocznie im było potrzeba a konsekwentna propaganda PISu i pomniejszych prawicowo-narodowych ugrupowań dawała i daje znakomitą pożywkę do dalszego wzrostu nieskomplikowanych organizmów naładowanych „patriotycznie”. Oferta Kościoła instytucjonalnego przestała być wystarczająco czytelna, znaleźli sobie inną religię, którą w pewnym uproszczeniu nazwać można „religią smoleńską”. Zresztą zwierzchnictwo polskiego kościoła katolickiego bez oporów zgodziło się na takie przetasowanie, co więcej, chętnie uczestniczy w procesie zastępowania żarliwości chrześcijańskiej żarliwością plemienną. Aż dziwne, że brylujący w mediach podczas kampanii wyborczych a obecnie „dziwnie milczący” biskupi nie nakazali jeszcze schowania listów św. Pawła (o miłosierdziu, wybaczaniu i potrzebie wzajemnej miłości) i zastąpienia ich kodeksem Hammurabiego.
DSC02343
Można obwiniać poprzedni rząd o wiele zaniechań, ale wygrana PO w ostatnich wyborach tego stanu rzeczy by nie zmieniła. Sprawy zaszły za daleko i nawet przy minimalnej wygranej PO dalsze rządzenie społeczeństwem tak wrogo nastawionym do gospodarki rynkowej, swobód obywatelskich i racjonalizmu nie byłoby skuteczne. Ponad wszelką wątpliwość, to również, w sensie rozwoju gospodarczego i reform społecznych, byłyby zmarnowane lata. Byłyby zmarnowane podwójnie, bo nie dawałyby szansy na wstrząs psychiczny, który wielu Polakom dyletanckie i autorytarne rządy PISu fundują. Coś za coś.

We wspomnianym 2009 roku napisałem tekst Jeszcze 7 kadencji Sejmu i mamy ustawę o in-vitro . Już wtedy wiedziałem, że rozwój Polski jest skutecznie blokowany przez zwierzchników Kościoła katolickiego, dla których kwestia in-vitro, tak jak inne kwestie dotyczącej kobiecej dupy, są tylko pretekstem do narzucania społeczeństwu swojej woli, do wzniecania podziałów na lepszych i gorszych, moralnych i niemoralnych. Wiadomo, że rządzi się lepiej, kiedy pogubione społeczeństwo podzielić na plemiona. Prędzej czy później muszą skoczyć sobie do gardeł. Lecz wtedy, jeszcze niewielu dostrzegało anomalię w wypowiedzi Dziwisza i niewielu widziało jak dalekosiężne mogą być skutki oddawania pola wilkom w owczej skórze, przeciwnikom wyczekiwanego postępu, dobrobytu i stabilizacji.
Teraz widzą, ale jest za późno.

Kanoniczna kanonada

24 Luty 2016

Chujowo się dzieje w Polsce, ale na przekór medialnym doniesieniom, jestem optymistą.
Jakoś tak mam, że spośród wiadomości złych i bardzo złych potrafię wyłuskać ziarenka, w których tkwi zalążek pozytywny. Po metaforę sięgnąłem celowo, bo intuicja może mnie mylić, po drugie trzeba sporo czasu, by postpisowskie zniszczenia naprawić, po trzecie w końcu, nie ma gwarancji, że owo ziarenko nie obumrze. Bywało tak, że zasiane ziarno nie wzeszło – kto czytał Stary Testament, ten wie. Dawno temu przeczytałem oba Testamenty. Bez specjalnej przyjemności ale z pożytkiem. Powzięta wiedza uchroniła mojego syna przed religijną indoktrynacją. On do tej pory nawet nie umie się przeżegnać. Może w kinie widział, jak to się robi.

Moja znajoma zapytała w przypływie pewnej bezradności, czy jest jakiś sens tej mentalnej i gospodarczej cofki, którą Polsce funduje partia rządząca wespół ze swoim sojusznikiem Kościołem katolickim. Sensowne według niej byłoby mozolne reformowanie, cierpliwe edukowanie, spokojne dorabianie się oraz metodyczne wyrównywanie cywilizacyjnych zapóźnień. Na zdrowy rozum, znajoma ma rację. W skali rodziny, czy małej firmy tak się dzieje. W skali państwa, zwłaszcza państwa z taką historią rzecz jest skomplikowana do tego stopnia, że górę biorą niezrozumiałe emocje a zdrowy rozum idzie na urlop. Jak to zgrabnie ujął Kazimierz Kutz:

Patrzę na to z zafascynowaniem, bo Polska jest fascynująca jako praojczyzna głupoty. Na naszych oczach toczy się walka siermiężnego, starego, ponurego i smutnego nacjonalizmu jagiellońskiego z tą małą grupą oświeconych liberałów, inteligentów polskich.

Niby to nic zaskakującego. Tego się właśnie spodziewaliśmy po rządach Kaczyńskiego. Zaskoczyła może szybkość i skala przedsięwzięć zmierzających do wzięcia Polaków za mordę. Wielu z nas, którzy mamy pamięć na miarę człowieka a nie rybki akwariowej, mogło taki scenariusz przewidzieć – wszak partia Prawo i Sprawiedliwość powstała z żądzy odwetu na przeciwnikach politycznych i doszła do władzy po to, żeby ostentacyjnie niszczyć to, co mozolnie, metodycznie i cierpliwie, choć z błędami budowali jej przeciwnicy.

Widzieliśmy – ja i jeszcze paru wtajemniczonych – w jakim celu PIS obiecuje przywileje socjalne nizinom społecznym, dlaczego hołubi środowiska kibolskie, po co pompuje pieniądze SKOK-ów w żenujące pisemka propagandowe i dlaczego zakłamuje historię. Grubo przed 2005 rokiem – kiedy to po raz pierwszy PIS doszedł do władzy – zdawaliśmy sobie sprawę, po co Kaczyńscy podlizują się Kościołowi i dlaczego Kościół bez skrupułów faworyzuje politykę PIS. Działalność Radia Maryja wyraźnie wskazywała kierunek, w jakim ta polityka zmierza. Przed ostatnimi wyborami sojusz PIS i KK przybrał całkiem jawny charakter i nie trzeba było wielkiej przenikliwości, by dostrzec, że połączone formacje narobią „wespół zespół” wielkiej szkody, bo ich celem było zawładnąć instytucjami i majątkiem państwa, nasilić indoktrynację, objąć ideologiczną czapą wszystkie możliwe dziedziny życia społecznego a jeśli trzeba, obudzić narodowe upiory i podgrzewać atmosferę wzajemnej nienawiści. Ten scenariusz się realizuje na naszych oczach. Kto śledzi wiadomości na bieżąco, dostaje zadyszki nie wiedząc, czym oburzać się bardziej: tragikomicznym zachowaniem facecika, którego wybrano prezydentem, odebraniem pieniędzy na walkę ze smogiem w Małopolsce i przekazaniem ich firmie Rydzyka, czy beznadziejnie prostacką polityką kadrową (nominacja jakiegoś pisowskiego ciecia na dyrektora stadniny koni), czy wylewanie pomyj na Wałęsę, czy w końcu zamach na dobro narodowe czyli Puszczę Białowieską.

To co teraz robi PIS nie ma nic wspólnego z zapowiadanymi reformami. Z socjalnych obietnic składanych podczas kampanii powoli się wycofuje, za to inne zmiany przeprowadza z szybkością i wdziękiem kanonady karabinu Maxim. Zamachowi na trójpodział władzy i państwo prawa towarzyszy kanoniczny refren „o dobrej zmianie i mandacie społecznym, którego naród udzielił nam w wyborach”. To wszystko coraz bardziej pachnie Orwellem, a nawet – tak twierdzą osoby szczególnie wyczulone – zalatuje faszystowskim ściekiem ***), tak więc podstaw do optymizmu nie widać, tym bardziej, że ostatnie sondaże nadal dają PISowi przewagę nad pozostałymi partiami. Ale to pozór, bo polityka, zwłaszcza polityka oparta na kłamstwach, nie uznająca kompromisów i nie licząca się z realiami ekonomicznymi musi prędzej czy później się wykoleić. Gdzieś musi być ta rafa, na której piracki statek z flagą PIS się rozbije. Na razie żegluje po szerokim morzu, na razie otumanione tłumy machają chusteczkami. Ale pycha kroczy przed upadkiem. Ponieważ PIS rzucił się na władzę zbyt zachłannie i sprawuje ją po kretyńsku, więc można się spodziewać, że katastrofa wpisana jest w scenariusz. Nie wiadomo tylko, z której strony nadejdzie.

Mam wrażenie, a może to tylko życzenie, że PiS przejedzie się na poniewieraniu Wałęsy i orwellowskim przerabianiu historii. Pewnie tylko ci, którzy wierzą w zamach smoleński, i młodzi, którzy niewiele pamiętają, mogą, wbrew wszelkim faktom i świadectwom, przyjąć opowieść o III RP jako spisku ubeków z agentami. Ta kanoniczna dla PiS narracja, uzasadniająca dzisiejszą rewolucję, właśnie została poddana nieoczekiwanej próbie. (Jerzy Baczyński, red. naczelny Polityki)

To jeszcze nie ten czas. Prognoza Baczyńskiego pozostanie na razie pobożnym życzeniem, choć prawdą jest, że nagły ruch wokół teczek Kiszczaka wywołał spory wkurw w narodzie i wielu ludzi stanęło przed koniecznością rewizji swoich poglądów na Wałęsę, na historię i ewentualne skutki przyznania racji zwolennikom Kaczyńskiego.
Podobnie rzecz ma się z Trybunałem Konstytucyjnym, czystkami w państwowych spółkach i urzędach, inwigilacją internetu, bezkarnością prokuratorów, wycinką puszczy białowieskiej, stadninami koni rasowych, zarzuceniem projektu budowy elektrowni atomowej, osłabianiem wizerunku Polski przez dyletancką politykę prowadzoną wobec państw UE oraz Stanów Zjednoczonych, zapowiedziami cięć w górnictwie, ustawą o zamrożeniu obrotu ziemią rolną, nieprzyzwoitym dotowaniem Kościoła i odbieraniem pieniędzy RPO… W każdej z powyższych kwestii złamano dobry obyczaj lub prawo, naruszono interes społeczny, zakpiono sobie ze zdrowego rozsądku, poczucia sprawiedliwości społecznej, praw człowieka do wolności itd.
Na razie przeciw tym wszystkim gwałtom protestuje KOD ostro zwalczany przez bolszewickie (bo przecież nie „prawicowe”) media i atakowany przez dyżurnych malkontentów powtarzających slogany o oderwanych od koryta ludziach w futrach. Na razie trwa walka ideologiczna, bo obie strony sporu wiedzą, że kto skuteczniej zawładnie masową wyobraźnią, ten wygra ostateczną batalię o rząd dusz. Na razie przewagę ma PIS wspomagany przez Kościół, który w ostatnich tygodniach przezornie i coraz bardziej wymownie MILCZY. PIS opanował państwowe media i sączy swoje „prawdy o zamachu”, lansuje politykę godnościową i ustawia się w roli ofiary z oblężonej twierdzy. Ale to jest przekaz dla ciemnego ludu.

Pewna część społeczeństwa (ja i paru wtajemniczonych) zbyt ostro widzi machlojki władzy, zbyt wyraźnie czuje zapaszek unoszący się nad jej coraz bardziej brunatną polityką, żeby dać się w to wciągnąć, żeby uwierzyć w jakąkolwiek obietnicę. To zło przybrało tak konkretną postać, że natychmiast wyzwoliło odruchy obronne u całkiem sporej grupy ludzi. Spontaniczne akcje za każdym razem są okazją do manifestacji niezadowolenia z metod rządzenia oraz – co bardzo ważne – do stopniowego uświadamiania Polakom, czym grozi obywatelska bezczynność. Efekty tej ulicznej edukacji już zaczynają być widoczne – nachalna medialna nagonka na „wrogów PIS-socjalizmu” tego procesu nie zatrzyma. Im większych przekrętów, łajdactw i idiotyzmów będzie się dopuszczał PIS, tym silniejszy napotka opór, tym mocniej zostanie przeorana zbiorowa świadomość. Z opresji stanu wojennego, jako społeczeństwo, wyszliśmy wzmocnieni i bardziej świadomi. Konieczność znalezienia równowagi w zaburzonym świecie zawsze zmusza do ponownego ustawienia sobie hierarchii ważności, określenia swojego miejsca w świecie. Teraz może to być łatwiejsze, niż 35 lat temu, bo mamy internet, możemy telefonować bez limitów, podróżować bez przepustek.
Pozostaje czekać aż fala niezadowolenia i obrzydzenia kłamliwą władzą osiągnie punkt krytyczny i zacznie zbierać ze sobą rozczarowanych. Tych, którzy na razie wymachują ojczyźnianymi sztandarami i wielbią zbawcę Jarosława. To nastąpi, bo umysł ludzki nie jest w stanie strawić zbyt dużej dawki absurdu i upokorzeń – zaczyna się samoistnie buntować. To nie jest prawo zmyślone: nawet Lech Wałęsa, człowiek niespecjalnie lotny umysłowo i zawsze wierny „syn Kościoła” odburknął biskupowi: „Abp Głódź mówi, że wyrządziłem jakieś krzywdy, aż się prosi, by zmierzyć, kto więcej?”

Gdyby tak więcej Polaków potrafiło odburknąć swojemu proboszczowi i zabrało dzieci z lekcji religii, byłaby to główna korzyść z zimnego prysznica jaki sprawił nam sojusz pisowsko-kościelny. Zasadniczym problemem Polaków jest bowiem to, że jeszcze nie rozpoznali prawdziwych zagrożeń, jeszcze nie wskazali właściwych złodziei wspólnego majątku. Ale to nastąpi: PIS stara się ze wszystkich sił, żeby Polakom łuski z oczu spadły. Dlatego w tych działaniach PISowi kibicuję, albowiem dostrzegam w nich ziarno optymizmu.

***)
Jacek Pałasiński umieścił w Internecie krótkie wspomnienie zmarłego Umberto Eco. Przypomniał, jak Eco definiuje „14 cech charakterystycznych faszyzmu”:

1) Brak miejsca na rozwój wiedzy (tradycjonalizm)
2) Odrzucenie modernizmu, irracjonalizm
3) Kult działania dla samego działania, podejrzliwy stosunek do świata intelektualnego
4) Uznawanie odmiennych poglądów za przejaw zdrady
5) Rasizm
6) Szukanie poparcia przede wszystkim u sfrustrowanych klas średnich
7) Nacjonalizm, wiara w teorie spiskowe
8) Postrzeganie wrogów jednocześnie jako nadzwyczajnie silnych i nadzwyczajnie słabych
9) Uznawanie, że pacyfizm jest równoznaczny z brataniem się z wrogiem, i postrzeganie ludzkiego życia jako wiecznej walki
10) Pogarda dla słabych
11) Kult śmierci
12) Kult męskości, czyli lekceważący stosunek do kobiet i bezwzględne prześladowanie wszelkich niekonformistycznych skłonności seksualnych
13) Przekonanie, że jednostka praw jako takich nie ma, połączone z wyobrażaniem sobie narodu jako monolitu wyrażającego wspólną wolę
14) Nowomowa

Komu dziękować za to szambo?

12 Luty 2016

Niektórzy się denerwują tym, co się w Polsce dzieje. Wśród moich znajomych niemal wszyscy się denerwują, dławi ich poczucie bezradności, czują się zażenowani faktem, że są częścią tego samego społeczeństwa, które tak głupio dało się zmanipulować cynicznym populistom i kłamcom. Przecież ta formacja już raz udowodniła autorytarne zapędy i ekonomiczną ignorancję. Teraz do tamtych grzechów doszła niespotykana pogarda dla myślących inaczej, szczucie jednych na drugich i podlizywanie się obcym czyli Watykanowi i Moskwie. Tuż po wyborach, wielu z nas zadawało sobie pytanie, jak do tego doszło? Na fali niedowierzania, kiedy po raz pierwszy złamano Konstytucję, doszło do masowych protestów. Z biegiem czasu pytanie o przyczyny porażki Polski świadomej i racjonalnej zeszło na plan dalszy, bo o wiele ważniejsze jest „jak wyjść z tego bagna?”

Nie ma prostych odpowiedzi. Obok całkiem rzeczowych diagnoz pojawiają się księżycowe przewidywania oraz niebezpieczne postulaty. Autor Studia Opinii, Jacek Parol skrytykował postawę liderów KODu, którzy deklarują bezwarunkową wolę uszanowania wyniku wyborczego. W ten sposób, dowodzi autor, kto uznaje prawo PISu do rządzenia, podpisuje zgodę na dalsze rozwalanie porządku prawnego i gospodarki w Polsce. Dlatego – apeluje Parol – trzeba temu przeciwdziałać i nie poddawać lenistwu, bo PIS zachęcony biernością opozycji zechce zmienić ordynację wyborczą i tak „ustawić” następne wybory, aby zapewnić sobie zwycięstwo. Obawa słuszna, ale żaden scenariusz zastosowany pośpiesznie przez opozycję (którą opozycję?) nie da gwarancji, że takie zagrożenie uda się całkowicie wykluczyć. Bo to my jesteśmy po szyję w … szambie, a nieprzemyślana próba wydostania się z niego może spowodować, że zanurzymy się w nim głębiej. Kto wie, czy gwałtowniejszy ruch ze strony KODu i opozycji parlamentarnej nie dałby stronie pisowskiej paliwa do jeszcze większego radykalizmu? Musiał Jacek Parol taki wariant w cichości rozważyć, bo zastrzegł w artykule, że nie próbuje wyprowadzać ludzi na barykady i nie opowiada się za konfrontacją siłową. Uff, dobrze, że takie zapewnienie padło, bo najgłupsze co można teraz zrobić, to z szabelkami wyjść na ulice. Równie mało rozsądnie brzmi nawoływanie do dodatkowej mobilizacji wszystkich sił (społecznych i politycznych) niechętnych PISowi u władzy. Wszak mobilizacja już nastąpiła i objawiła się w postaci KODu, na który powołują się (ocalałe) autorytety i o którym piszą światowe gazety. Nie trzeba nic więcej. Polacy wcale nie śpią, działają na miarę doświadczenia, okoliczności i… poczucia przyzwoitości. Rewolucji pisowskiej nie można pokonać inną rewolucją. Tym bardziej nie można zniżyć się do ich standardów, bo wtedy ewentualne zwycięstwo byłoby porażką. Wszystkich.

Podoba mi się konsekwencja i spokój w wydaniu Mateusza Kijowskiego, który zdaje się rozumie, że siła KODu tkwi w jego ponadpartyjności. Żadna partia nie jest w KOD faworyzowana (prawackie szczekaczki uparcie insynuują podskórne związki KODu z Nowoczesną lub z Platformą) ani też żadna partia oficjalnie nie jest dla KODu wrogiem. Owszem PIS jest partią narodowo-katolickiego socjalizmu, więc z definicji nie znosi demokracji, ale to nie znaczy, że jedyną racją istnienia KODU ma być istnienie PIS. Takie ustawianie się KOD byłoby  kontynuacją szkodliwego i złudnego podziału na PIS i PO. Otwarta konfrontacja byłaby działaniem krótkowzrocznym i nieefektywnym, nie mówiąc o tym, że zaprzeczałaby temu co KOD ma w nazwie czyli Obrony Demokracji. Pryncypia są czasem ważniejsze niż zagrożona gospodarka.

Po lekturze artykułu Jacka Parola nadal nie wiem, na czym miałoby polegać „zdecydowane działanie”. Czy na nieustającym pokazywaniu PISowi nieprzyzwoitego gestu? To się już dzieje bez szumnych nawoływań. Opór społeczny stopniowo rośnie, filmy z wygwizdania Du*y w Gdyni a Szydłowej w Krakowie wzbudzają szczery entuzjazm, a same akcje z pewnością znajdą kontynuatorów. Natomiast pomysł na referendum dotyczące rozpisania nowych wyborów jest całkowicie chybiony. Dobrze, że KOD umywa od tego ręce. Po pierwsze byłby to niebezpieczny precedens, po drugie jest na to stanowczo za wcześnie. Nie mamy podstaw, by przypuszczać że wynik na pewno będzie dla nas korzystny. Nie wolno lekceważyć największego, tuż po aparatczykach pisowskich, beneficjenta nowych rządów. Kościół katolicki, obecnie nieco wycofany, jakby zawstydzony poczynaniami kaczystów, w każdej chwili może stanąć w obronie swoich zdobyczy.

Dlatego tym razem ja zaapeluję: poczekajmy, nie uderzajmy w histeryczne tony. „Reformy” pisowskie idą tak szerokim frontem, że katastrofa jest nieunikniona. Wiadomo, że na program 500+ rząd ma pieniądze tylko na ten rok. W dalszych latach z tego i paru innych powodów nastąpi zachwianie gospodarki, a co za tym idzie rozsierdzenie wielu grup społecznych. także tych, które w zapewnienia Szydłowej ślepo wierzyły. PIS u władzy jest największym swoim wrogiem – na tym etapie nie trzeba mu specjalnie przeszkadzać, zwłaszcza, że nie mamy prawnych możliwości.

Jak do tej pory pod Sejmem protestowały dwie grupy: najpierw obrońcy czegoś tak abstrakcyjnego jak demokracja (młodzi nie poszli, bo jeszcze się na abstrakcjach nie znają) później zrobieni w bambuko handlowcy, którzy zebrali się w obronie swoich dochodów i miejsc pracy. Po handlowcach zaczną protestować inne poszkodowane grupy zawodowe, to jest pewne jak w banku. Coraz mocniej integruje się środowisko inteligenckie oburzone nieetycznym postępowaniem prezydenta,  bezprawiem dotykającym sędziów, dziennikarzy, prokuratorów. Zadziała efekt domina.

Następne masowe protesty mają szansę przyciągnąć coraz więcej rozczarowanych wyborców Kaczyńskiego. Niepewna jest sytuacja górników, dla których też zabraknie pieniędzy. Na to warto poczekać. Obecnie, gdy poparcie społeczne PISu jest rekordowo wysokie, z wyborcami tej partii nie da się rozmawiać. Wciąż działa syndrom zakochania w Kaczyńskim i negacji „Polski na pasku Brukseli”. Ale miłość nieskonsumowana jest nietrwała,  więc i tutaj jest szansa na dobrą zmianę. Nie powinno się walczyć z tymi ludźmi. Jakkolwiek futurystycznie to brzmi, ich należy odzyskać dla działania wspólnego a nie wykluczać. Najlepszą metodą leczenia wyborców PIS z zauroczenia Kaczyńskim jest powierzenie mu władzy. Gdy po paru latach przekonają się sami, jak bolesne dla ich aspiracji i poziomu życia są rządy ludzi niekompetentnych i jawnie sprzyjających Putinowi, szczepionka zadziała. Lecz tego nie da się zrobić nagle, za pomocą zaklęcia. Jak każda terapia, jest to proces długotrwały. Zgadzam się, że cena wizerunkowa oraz cywilizacyjna będzie wysoka. Już jest wysoka, inaczej nie mówilibyśmy o wdepnięciu w szambo.
Najsensowniejsze co mogą teraz robić przeciwnicy PIS, to dbać o edukację obywatelską, nie wdawać się w ambicjonalne wojenki i cierpliwie wskazywać sprawców manipulacji. Na przyszłość warto pamiętać, że za wynik wyborów nie odpowiada tylko partyjna propaganda ulokowana w „niepokornych” mediach. PIS miał i ma sprzymierzeńca w postaci Episkopatu, któremu również nie w smak europejskie aspiracje Polaków. Logika wskazuje, że Kościołowi należy podziękować za to szambo, z którego nadal nie wiemy, jak się wydostać.

Podobne rady miał dla Polaków amerykański politolog David Ost.
http://wyborcza.pl/magazyn/1,149898,19483788,david-ost-odebrac-pis-owi-niezadowolonych.html

Link do artykułu w SO:  http://studioopinii.pl/jacek-parol-nie-dla-kolysanki/


Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 55 obserwujących.