Thomas Merton – wiara w przypadek

Prawdopodobnie przypadków nie ma, choć równe szanse ma teza, że wszystko co sie dzieje, dzieje się przypadkiem. Nie sposób tego udowodnić, pozostaje wierzyć w jedno lub w drugie albo wybiórczo: raz tak, raz siak, w zależności od potrzeb.

Mój przyjaciel Marek po czterech latach pobytu w Dublinie podjął decyzję o powrocie do domu, do mamy, której ze względu na podeszły wiek coraz bardziej potrzebne jest wsparcie i pomoc w codziennych czynnościach. Tym bardziej, że ich dom leży na uboczu w małej górskiej miejscowości, gdzie równie często zaglądają turyści, jak diabeł mówi dobranoc. Podczas pożegnania żartowaliśmy, że Marek prosto ze zgiełku wielkiego miasta da nura do znajomej głuszy i będzie żył jak pustelnik. Wtedy zauważyłem, że czerwone wino, które popijaliśmy tego wieczora nazywa się Trapiche. Skojarzenia biegną po zwojach mózgowych z prędkością światła, więc w tej samej chwili przypomniałem sobie Thomasa Mertona, który był jedynym zapamietanym mnichem trapistą. A żeby zamknąć krąg skojarzeń dopowiem: o Mertonie usłyszałem po raz pierwszy ponad dwadzieścia lat temu od znajomego malarza i poety. Było to właśnie w tej samej malowniczej miejscowości, do której wracał Marek. Nie mogłem nie sięgnąć po Mertona ponownie. Zwłaszcza, że znając biografię Mertona i okoliczności jego śmierci, znowu zadałem sobie pytanie o rolę przypadku…

Polecam zapoznanie się z sylwetką tego niezwykłego pisarza i medytującego mnicha. Trapisty właśnie. Nie będę przepisywał ogólnie dostępnych informacji, odsyłam do stronki, która dość wyczerpująco ukazuje jego biografię i dokonania. Wklejam też fragment rozważań Thomasa Mertona na temat masowej religii i umysłowości religijnej. Przed Wielkanocą, jak znalazł.

“Być może ktoś ode mnie oczekuje jakiegoś słowa uznania pod adresem masowej religii. Obawiam się, że nic z tego. Masowa religia w znacznym stopniu zdradziła ludzkiego ducha i wydała go, jak Samsona, ostrzyżonego i oślepionego, na pastwę kultury pełnej frustracji i autodestrukcji. Popularne hasła masowej religii są często równie jałowe i fałszywe jak slogany reklamujące nowy rodzaj mydła, tylko znacznie groźniejsze, bo jakość mydła można przynajmniej łatwo sprawdzić. Grzechem religijności jest uczynienie z Boga, pokoju, szczęścia, zbawienia i wszystkich pragnień człowieka – produktów, które wypuszcza się na rynek w atrakcyjnym opakowaniu. Problem nie leży w szczerości przekonań kaznodziejów i pisarzy religijnych, ale w samych założeniach, na których bezkrytycznie opierają swą działalność. Umysłowość religijna naszych czasów rzadko wykazuje skłonność do krytycznej analizy problemów naprawdę ważnych. Wygodnie nam z naszymi nawykami i zaściankowymi niechęciami, lecz czy aby nie nazbyt łatwo godzimy się na dwuznaczności, które Ewangelie i Prorocy każą nam bezkompromisowo odrzucać.”

Thomas Merton był poetą, ale nikt chyba nie nazwał go poetą religijnym. Co tylko znakomicie o nim świadczy. Zdawał sobie sprawę, że jego osobiste przeżycia duchowe są zwykłym czytelnikom niedostępne. Jeden ze zbiorów jego wierszy nosi tytuł „W natarciu na niewypowiadalne” i jest świadectwem zmagania się poety z tym co nienazwane, lecz przez to wcale nie mniej rzeczywiste.

Trapista z Kentucky, bo tak też pisze sie o Mertonie, wymieniał listy z Czesławem Miłoszem, zdaje się, że udzielał mu nawet swojego wsparcia w wydawnictwach. Mimo pustelniczego trybu życia Merton był postacią liczącą się w środowisku amerykańskich pisarzy i wydawców. Jego eseje literackie i wiersze zyskały mu rzesze wielbicieli, których właściwie nigdy nie spotkał. Kilka tomików Mertona wydano także w Polsce, poniżej wklejam jeden z bardziej znanych jego wierszy. Niestety nie wiem, kto jest autorem tłumaczenia. Przepraszam.

Pierwsza lekcja nauki o człowieku

Człowiek bierze początek w zoologii
Jest najsmutniejszym ze zwierząt
Jeździ wielkim czerwonym autem
Które zwie się lęk
Nocą przychodzi sen
Jeździ bez przerwy windami
Zgubił się w korytarzach
Nigdy nie znajdzie właściwych drzwi

Człowiek jest najsmutniejszym ze zwierząt
Pożeracz porannych płatków
I amator mleka
Przesyca skóre kawą
Denerwują go wielce współbracia w gatunku

Na scianach kreską wyznaje swe grzechy
Na reklamach w podziemnych tunelach
Dorysowuje kobietom wąsy
Bowiem radość znajduje
Tylko w zoologii

Ilekroć próbuje
Dzwonić do radości
Zawsze odzywa sie pomyłka

Dlatego lubi broń
Zna stosowne nazwy
Wszystkich karabinów
Jeździ czarnym Cadillakiem
Który zwie się śmierć

Teraz w przestrzeni miedzy gwiazdami
Umieszcza swój lęk
Ze swymi problemami
Oblatuje Wenus
Wszystko na próżno

Przez gwiezdne obszary
Gdzie przez tyle wieków
Była tylko pustka
Przelatuje teraz wielką białą kulą
Która zwie się śmierć

Na tym drogie dzieci
Koniec pierwszej lekcji
Nauki o człowieku
Teraz napiszcie wypracowanie:

„Człowiek jest najsmutniejszym ze zwierząt
Bierze początek w zoologii
Po czym gubi się
W gąszczu złych nowin o sobie”

http://www.palys.interq.pl/Merton/merton-zyciorys.htm

Reklamy

Tagi: , , ,

Komentarze 4 to “Thomas Merton – wiara w przypadek”

  1. SAWA Says:

    Gubić się w gąszczu złych nowin o sobie

    – ciągle nie wiem, czy to dojrzałość, czy tak zaczyna się starość?
    To zagubienie towarzyszy nam przez całe życie, ale albo nie zdajemy sobie sprawy z zagubienia, albo uparcie wierzymy, że da się wyjść z tej matni, że tuż za rogiem, za zakrętem …., a ona bierze się w nas z niezgody …… to one są tymi przypuszczalnymi telefonami do radości.
    A jak już się nie dzwoni wcale, nie pamięta się numerów, a nawet nie ma ochoty na wzięcie telefonu do ręki?

    • laudate44 Says:

      Witaj Sawo, przypuszczałem że Ci się Merton spodoba. Miałem kiedyś jego tomik wydany w 1989 roku (jest na Allegro, kupię go jeszcze raz), tam można znaleźć znakomity wiersz „Makary i Kucyk”. Kończy się jakoś tak: „to wasze złe myśli zapełniają świat widmami…”
      PS Przecież nie mówię, że Twoje myśli 🙂 Pozdrawiam

  2. SAWA Says:

    Od samego rana, od przeczytania wiersza Mertona chodzi mi po głowie końcówka Dziewczyny Leśmiana. Początkowo tylko to pytanie „Czemuż innego nie ma świata?” Ale teraz to już mi brzmi całe zakończenie:
    „Wobec kłamliwych jawnie snów, wobec zmarniałych w nicość cudów, Potężne młoty legły w rząd na znak spełnionych godnie trudów. I była zgroza nagłych cisz. I była próżnia w całym niebie. A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie?”

    Ps. Wiem i czuję, że nie moje złe myśli zapełniają świat widmami, bo moje są nie tyle złe ile smutne. Widma mają zawsze posmak destrukcji, a każda destrukcja kończy się tragicznie.

  3. laudate44 Says:

    Dzięki, Sawo.
    Piekny fragment Leśmiana (ach ci zdolni Żydzi!) ubogaci mój dzisiejszy wpis. A o tamtym wierszu Mertona wspomniałem, bo wydało mi się, że przez pewien czas mieliśmy do czynienia z osobą, która zapełniała (także nasz) świat widmami…
    Nie zgadzam się z tą destrukcją. Czasem taki stan można za prof K. Dąbrowskim nazwać dezintegracją pozytywną. Czasem smutek jest naszym przyjacielem.

    Do oczyszczenia atmosfery po wstrząsie potrzebny jest zdrowy dystans, jako danie główne. Na deser Merton i Leśmian z jego malinowym chruśniakiem, gdzie bąk buczał basem. Tymczasem… 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: