Karuzela, CCC i ruletka

03/11/2009 - autor: laudate44

Wiadomością dnia jest niewątpliwie orzeczenie czeskiego TK stwierdzające zgodność Traktatu Lizbońskiego z konstytucją Republiki Czeskiej. W efekcie tego pierwszy hamulcowy jednoczącej sie Europy Vaclav Klaus zdecydował się podpisać Traktat. teraz urzednicy w Brukseli mają już z górki, mogą wybierać prezydenta Europy, wprowadzać w zycie postanowienia Traktatu. Wypada mieć nadzieję, że pójdzie im to sprawniej niż polskim posłom wylonienie składu komisji śledczej d/s hazardu. Kto tam się awanturuje o stanowiska, kto z gorejącą czapką woła “łapaj złodzieja!” nie muszę przypominać. Tak, tak to ta sama partia, która Pazurami i Szponami trzyma się stołków w telewizji publicznej. Prezesem TVP ma zostać były kierownik sekretariatu Gosiewskiego, Tomasz Szatkowski.

Tomasz Szatkowski z wykształcenia jest prawnikiem. Za czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości był szefem sekretariatu wicepremiera Przemysława Gosiewskiego, wiceprezesem i członkiem rady nadzorczej Bumaru, państwowej spółki zbrojeniowej oraz członkiem komisji weryfikacyjnej WSI. Od końca lipca zasiadał w radzie nadzorczej TVP. Znalazł się tam z rekomendacji PiS. (źródło TVN24)
I w ten sposób jest jasne kogo telewidzowie tej stacji będą oglądać najczęściej. O kim będzie się w TVP mówiło dobrze, a kogo posypywało popiołem i kropiło wrzątkiem. Pisowskie porządki medialne nie znają litości: albo dziennikarzu wykonujesz zadania dla dobra partii, albo szukaj sobie innej pracy. Przykładem są byli dziennikarze z Kielc, którzy byli straszeni wyrzuceniem z pracy za niedostatek zaangażowania partyjnego.

Teresa Czajkowska 25 czerwca musiała w pośpiechu opuścić uroczystość wręczania doktoratu honoris causa Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach poecie Tadeuszowi Różewiczowi. Od wydawcy “Informacji” dostała SMS: “Jest na wesolej. Natychmiast masz tam jechac, bo dyr. cie zwolni”. Gdy próbowała protestować, przyszło ponaglenie: “Natychmiast”.
W siedzibie PiS przy ul. Wesołej czekał poseł Gosiewski.
Michał Łagowski we wrześniu pojechał na uroczystości 70. rocznicy wybuchu wojny do Starachowic. Od wydającej “Informacje” też otrzymał SMS z poleceniem nagrania Gosiewskiego: “Zrób cokolwiek i wracaj, nagraj setki [dźwięk i obraz] pare obrazków i tyle… wiesz czym to grozi, mnie i tobie”. Za chwilę kolejny SMS: “Już dyro dzwonil i pytal czy nagrales. Zaczyna sie”.
Łagowskiego i Czajkowską we wrześniu (dyrektor TVP Kielce)Tarczyński odsunął od współpracy. Nie musiał zwalniać, bo jak większość dziennikarzy nie byli zatrudnieni w TVP Kielce, ale w zewnętrznej firmie. Bujak sam zrezygnował 21 października. Obsługiwał spotkanie samorządów z minister Elżbietą Bieńkowską. Twierdzi, że od wydawcy dostał przed wyjazdem instrukcję zmiażdżenia marszałka województwa Adama Jarubasa z PSL i dokopania PO. Do materiału miał dorzucić telefoniczną wypowiedź Gosiewskiego.
- Nie będzie miejsca w redakcji dla malkontentów. Jeżeli ktoś uważa, że promuję Gosiewskiego, nie znam się na pracy redaktora naczelnego i nie czuje się komfortowo w TVP Kielce, powinien zrezygnować i udowodnić swoją wartość na rynku pracy mediów lokalnych – komentuje Tarczyński. (źródło: GW)

Dyrektora rozumiem: nie ma innego wyjścia, tylko dobierać sobie podwładnych wg własnego uznania, które to uznanie nie uznaje poety Różewicza, uznaje natomiast przemowy Gosiewskiego. Jego zaniedbywać medialnie nie można. Wszak dyr. Tarczyński też kiedyś będzie musiał wypowiedzieć sławetną frazę: “melduję wykonanie zadania”. Cieżki dyrektorski chleb na partyjnych drożdżach.
A to, że w pracy pozostają jedynie dziennikarze usłużni, nie jest żadną tajemnicą: poznajemy po owocach. Czy są to owoce jadalne? – nie mnie oceniać. Wybredny jestem szalenie.
Swoją drogą ciekawe, czy obecni studenci dziennikarstwa zdają sobie sprawę z tego, czym jest ten zawód lub czym może być pod rządami pazernych na władzę prostaków? Jeśli nie, trzeba im to powiedzieć.

W kolejnej, trzeciej wiadomości dnia znowu pojawia się temat owocowy. A raczej owocowo-warzywny. Na Ukrainie zaczyna brakować trzech strategicznych produktów zwalczających objawy przeziębień. Ceny Cytryn, Czosnku i Cebuli wzrosły ponad 30 procent. Specjalna komisja ma przeciwdziałać spekulacjom rynkowym.
Czy polski prezydent już zareagował? Wszak grypa u przyjaciół to prawie jak pożar w Kamieniu Pomorskim. Czy głowa państwa zechce medialnie wykorzystać te okoliczność? Sądzę, że tak. W chwili gdy to piszę, Szczygło osobiście podczepia parowóz do składu towarowego z owocami bogatymi w witaminę C. Oczywiście na całej trasie od Warszawy przez Terespol do Kijowa stoją wyposażone w kamery brygady dziennikarzy TVP. Ukraińska epidemia może się Pisowi przydać, bo z komisją hazardową to nie będzie tak łatwo. Dla Pisu może to być rosyjska ruletka.

PS. Przerwa w pisaniu bloga do 12 listopada. Ukłony dla czytelniczek i czytelników. Laudate

Bo się wstydzimy

01/11/2009 - autor: laudate44

Od tragicznej pomyłki wyborczej w 2005 roku minęło już cztery lata. Obywatele poznali z grubsza czym były i czym mogą być rządy Kaczyńskich. Wydłuża się lista tych, co się wstydzą, że kiedykolwiek przyłożyli rękę do rządów PIS. Intrygujące jest jednak to, że dziennikarze i osoby publiczne, które wydawałoby się miały czas, żeby przejrzeć na oczy, nadal nie widzą nic zdrożnego w rozwalaniu przez PIS stabilności państwa, w stosowaniu brudnych metod niszczenia niewygodnych polityków.
Ciekawe, czy artyści Krzysztof Cugowski, Olgierd Łukaszewicz, Jerzy Zelnik nadal będa gorliwie wspierać starania Lecha Kaczyńskiego o prezydenturę, tak jak to robili poprzednio?
Na mój gust, dali się wpuścić w szumne hasła i manipulacje szaleńców ze sztandarem IVRP. Teraz pozostaje im występować w maskach, aby nie było widać rumieńca wstydu. Jak tajni pisowscy eksperci na rysunku Krynickiego:
null
(rys. Artur Krynicki, źródło: www.wp.pl)

Toruń wirtualny

30/10/2009 - autor: laudate44

Za oknem już zaczęli strzelać, ponad dachy wzbijają się fajerwerki, wyrostki od kilku dni zbierają kawałki drewna na tradycyjne ogniska. Wystawy sklepowe i frontowe ściany domów udekorowane pajęczynami, nietoperzami, postaciami z horrorów. Oczywiście wszechobecna wydrążona i podświetlona dynia. W Dublinie zaczyna się Halloween. Przebrane za wiedźmy, wiedźminów i batmanów dzieci zapukają jutro wieczorem do drzwi i poproszą o słodycze. Oczywiście nie odejdą z pustymi rękami. Niech mają swoje “straszne” dziecięce święto.
Nie chcę Was tym razem straszyć. Potwory i Spółka wystarczająco często pojawiają sie na tym blogu. Dlatego dziś dla wytchnienia proponuje wirtualną podróż do Torunia. Dla mnie jest to miasto wyjątkowe, bo zanim trafiłem do Dublina mieszkałem przez rok w Toruniu. Jakiś czas miałem nawet lokum w zabytkowym spichlerzu przy ul. Rabiańskiej, dwa kroki od Krzywej Wieży. Potem wyjechałem prostować swoje życiowe ścieżki, Krzywa Wieża pozostała. Stoi tam nadal – sprawdzałem ostatniego lata.
Zawsze gdy wracam do Torunia na parę dni – mam swoje osobiste święto. Za każdym razem czuję się wyróżniony tym, że mogę spacerować wśród zabytkowych budynków, oddychać toruńskim powietrzem, które dla innych może być zwyczajne – dla mnie wyjątkowe. Mam tam swoje święto, mimo, że nie przebieram się za batmana i nikt nie częstuje mnie cukierkami. Owszem, ulegam pokusie i objadam się toruńskimi piernikami, ale nie one są ważne. Oprócz spotkań z mieszkającymi tam przyjaciółmi, najważniejsza jest jednak unikalna architektura. Ktoś trafnie zdefiniował, na czym polega tajemnica urody toruńskiej starówki: na tym, że tworzące ją budynki nie przytłaczają – są “na ludzką miarę”. Bliski ideału jest układ Starówki z Ratuszem, główną ulicą Szeroką i bocznymi uliczkami schodzącymi ku Wiśle, z kościołami pamiętającymi Kopernika, ruinami zamku krzyżackiego, kamienicami kryjącymi hotele, knajpki i sklepy.
Multimedialna stronka http://www.virtualtorun.eu/ nie pozwala zajrzeć we wszystkie zaułki Starego Torunia, nie można usiąść w knajpce przy ul Podmurnej i napić sie wina. Ale wirtualny spacer po Starówce też dostarcza wrażeń, odświeża wspomnienia, no i znakomicie się przy tym wypoczywa. Zajrzyjcie też do kościołów, sa puste, można oglądać bez skrępowania.
Podzielcie się wrażeniami.

Są obrzydliwi, ale nie dam im spokoju

29/10/2009 - autor: laudate44

undefined
Adam Hoffman

Tytuł jet chyba dość wymowny. Chodzi o słowa i uczynki prominentnych członków PIS. Ilekroć pojawia się w mediach kolejne doniesienie o ich wybrykach “marnej reputacji”, przeżywam rozterki natury estetycznej: czy w ogóle podejmować temat. Czy dotykać czegoś, co cuchnie na odległość? Czy babrać się w tym szambie i zawracać Wam głowę opisami niegodziwości wiedząc, że czujecie do pisowców takie samo jak ja, a może większe obrzydzenie. Niestety, jeszcze nie odpuszczę, choć może Pisowcy i ich poplecznicy akurat tego by chcieli. Chętnie zostawiłbym ich w spokoju, ale przez parę lat udowodnili dostatecznie, ze oni spokoju nie dadzą nikomu. PIS jest jak skorpion, o czym pisał pan A.J. Wieczorkowski na Studio Opinii.

Coraz bardziej przekonuje mnie teza, że nasze obrzydzenie jest pisim nesłychanie na rękę. Dzięki temu, że coraz więcej osób nie wytrzymuje moralnego smrodu jaki wokół siebie roztaczają – pisowcy oraz ich wyznawcy obecni chociażby w internecie, czują sie coraz bardziej bezkarni. Bezkarni w kategoriach moralnych, bo ręka sprawiedliwości (tej powszechnej, nie ze sztandaru) powoli ich dosięga. Co nie znaczy, że zarzucą swoją agresję, insynuacje i kłamstwa. Nie mają już nic do stracenia, bo wszelkie granice etyki i dobrego smaku dawno zostały przekroczone. W szeregach Pisu trwa nieustający konkurs, kto mocniej się ześwini, kto przebije Jarka w aroganckim ustawianiu społeczeństwa “tam gdzie ZOMO”, kto będzie kłamał z równą łatwością i satysfakcją jak Jacek Kurski, kto matactwem i bezczelnością dorówna Putrze, Szczygle, Gosiewskiemu, Karskiemu czy Mułlarczykowi? Ech, jest ich więcej, nie ma miejsca na wyliczanki. Ostatnie rewelacje prasowe i rozstrzygnięcia sądowe pokazują, że oni wzajem siebie warci. Krok w krok, blamaż za blamażem, wyrok za wyrokiem. Zgnilizna moralna w nieznanym chyba wcześniej nasileniu. Pierwszy jej reprezentant Ziobro, który akurat przegrał apelację.
To już ostateczny wyrok. Zbigniew Ziobro będzie musiał wyłożyć 300 tysięcy złotych na przeprosiny kardiochirurga Mirosława G. w największych telewizjach. Sąd Najwyższy odmówił w czwartek przyjęcia kasacji b. ministra oświadczając, że “nie ma do tego przesłanek”. Ziobro został skazany za pamiętne słowa o doktorze G., że “już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie”.

Kolejny wyrok sądowy dotknął Jarka. Co za pech! Chodziło o “zwykłe” Jarkaczowe kłamstwa dotyczące alimentów Dorna. Gdyby Jaro miał odpowiadać pzred sądem za wszystkie nieprawdy, których sie dopuścił, wyszedł by z kicia później niż Madoff.
Najnowszy fajerwerk dotyczy co prawda jakiegoś policjanta z Malborka, który pod presją obciążył posłankę Ostrowską, ale w tle znowu widzimy Ziobrę i jego potulnych prokuratorów rutynowo produkujących “haki” na posłów opozycji.
I wreszcie nadzieja pisowskiej polityki – poseł Hoffman, młody, uczesany, elokwentny. Zawsze pryncypialny, nieustępliwy jak przystało na członka partii moralnej odnowy. Ostatnio zaatakował rząd, twierdząc, że zaniedbuje studentów i nie robi nic, aby wspierać szkolnictwo wyższe. Zapomniał najwyraźniej, że na zniżki studenckie rząd musi znaleźć środki w budżecie, w tym samym budżecie, który jego prawa i sprawiedliwa żonka uszczupliła na niezłą kwotę. Pani Joanna Hoffman od niemal dwóch lata pobierała z ZUSu po ok. 6 tys zł miesięcznie, chociaż nie jest ani emerytką ani rencistką ani też nie chodziła do pracy. Poseł coś tam tłumaczył , i może bym mu uwierzył, gdyby nie był z Pisu. Przynależność zobowiązuje, a dobre miejsce wśród kłamców utrzymać trudno. Konkurencja ogromna, choć obrzydliwa.

Misza przyjechał!

28/10/2009 - autor: laudate44

Do polskiego prezydenta z oficjalna wizytą przyjechał prezydent gruziński. Znów było kadzenie, opowiadanie bajek o napaści Rosji na Gruzję, poklepywanie po plecach i wspominanie kombatanckich przeżyć na pograniczu osetyńskim, gdzie najeźdżcy mówili po rosyjsku i strzelali po rosyjsku. Gruzińskie kule albowiem, wydają inny świst. A już polskie rakiety z “Bumaru” śpiewają w locie Bogurodzicę. Tak wspominam, dla porządku.
Panowie prezydenci we wzajemnych pochwałach wznosili się ponad szczyty Kaukazu. Mówiąc o konflikcie przygranicznym z 2008 roku, prezydenci powtarzali przyjętą wówczas wersję wydarzeń, chociaż raporty komisji UE nie pozostawiły na tejże wersji suchej nitki. Ale widocznie im obu to nie przeszkadza, bawią się doskonale, Misza nawet zgodził się zostać jeden dzień dłużej, żeby w blasku nowego dnia po raz en-ty wypowiedzieć się ciepło o polskim bojowniku o wolność naszą i waszą.

Ktoś dowcipny zapytał, czy program wizyty Saakaszwilego przewiduje spotkanie z Abdullem El-Assirem, handlarzem bronią rekomendowanym onegdaj Miszy przez Kaczyńskiego i jego ministra Drabę. Wydaje mi się to niegrzeczną ingerencją w sprawy obronne naszego zaprzyjaźnionego kraju. Ups.. Napisałem “naszego zaprzyjaźnionego” raczej z rozpędu. Ani ja, ani chyba wiekszość Polaków do żadnej przyjaźni miedzynarodowej specjalnie nie tęskni. Wiadomo, czym jest ta oficjalna przyjaźń: trochę dętych haseł, jakieś niezrozumiałe obietnice, podbijanie bębenka nastrojów, itd.

Kaczyński oczadzony wysokoprocentową przyjaźnią sili się nawet na uszczypliwości wobec państw zachodnioeuropejskich “ociągających się” z przyjęciem Gruzji do NATO. A na to z różnych powodów jest za wcześnie, co wiedzą zarówno Sarkozy, Merkel, Obama i paru innych przywódców. Nie wie tego Kaczyński, z którego taki przywódca jak z koziej brody saksofon. Powiedzmy sobie szczerze: tylko jemu farsa z przyjaźnią jest potrzebna.
Kaczyński jest wiernym synem PRLu, nie umie inaczej rozgrywać polityki zagranicznej jak tylko przez silne antagonizmy (Rosja) albo przez bratnie przyjaźnie ( Gruzja i jej wino). Chce być lepszy od Gierka i od Kwaśniewskiego, który zasłynął jako negocjator w konflikcie politycznym na Ukrainie. Lechowi żadna negocjacja nigdy się nie uda, bo on używa polityki wyłącznie do leczenia swoich kompleksów. Wydaje mu się, że niepowodzenia w polityce krajowej może sobie zrekompensować rozdmuchaną medialnie troską o inne narody. We własnych oczach Kaczyński jest wielkim mężem stanu walczącym o wolność Gruzji niemal tak mocno jak o suwerenne decyzje mieszkańców Irlandii.
Nie zdziwię się, gdy lada chwila zaproponuje Saakaszwilemu stanowisko w BBN.

Specgrupa w głębokim cieniu. Tajni eksperci widzą ciemność.

27/10/2009 - autor: laudate44

W nocy na pierwszym roboczym posiedzeniu zebrał się Zespół Pracy Państwowej. Spotkanie odbyło się w zupełnych ciemnościach, uczestnicy przywdziali stroje nurków, ponieważ od tej pory mieli być Specgrupą do Spec-zadań. Nawet Elżbietę Jakubiak wciśnięto w piankowy kombinezon w kolorze żabki rozjechanej przez traktor. Niezależni eksperci (dwóch ich było: jeden wysoki, siwowłosy, drugi konusowaty, w rogowych okularach i marynarce pożyczonej od menela z Podkowy Leśnej) dodatkowo na głowy nałożyli spiczaste czapki z otworami na oczy. Nie mogli ujawnić swojej tożsamości, bo, jak powiedział Prezes podczas inauguracji:
“… popieranie PiS w niektórych wpływowych środowiskach nie jest dobrze przyjmowane i niejeden człowiek pełniący funkcję w różnych miejscach, profesorską, czy jakąś ekspercką mógłby ponosić negatywne konsekwencje swojej decyzji
– To oczywiście jest sytuacja całkowicie sprzeczna z regułami demokracji, ale demokracja pod rządami PO ma rzeczywiście bardzo poważne kłopoty “

Po wspólnym uzgodnieniu, że winę za warunki, w których musi pracować Specgrupa, ponosi osobiście Donald Tusk, przystapiono do omówienia najważniejszych zadań stojących przed tajnym gremium. W zasadzie zadanie znali wszyscy przed przystąpieniem do obrad: obalić obecny uzurpatorski rząd i zakończyć nieznośną przerwę w sprawowaniu funkcji panstwowej przez Prezesa. Nienawykły do ciemności Spec-członek Mułlarczyk zapomniał wyuczonych peanów i zaczął wyliczankę ostatnich niepowodzeń akcji CBA, przypomniał żałosny efekt spotów telewizyjnych, po których widzowie zamiast obrazić się na aferzystów z PO pukali się znacząco w czoło. Osłupiałe grono wysłuchało jeszcze pretensji, dlaczego dziennikarze Rzepy i Wprost zaniedbują powierzonych im zadań i zamiast przysparzać sympatyków Pisowi publikują takie kretynizmy, że opinia publiczna się odwraca od partii i wyśmiewa prezydenta. W tym momencie Specczłonek Dziedziczak próbował zakneblować mówcę, żeby uchronić prezydenckie uszy przed słuchaniem herezji, ale wskutek ciemności najpierw uszczypnął Jakubiakową, potem rozbił okulary Specekspertowi Bugajowi (który jednakowoż nadal pozostaje anonimowy) aż wreszcie dopadł Mułlarczyka i kilkoma ciosami wyuczonymi w harcerstwie RP powalił go na wilgotną ziemię. Było już jednak za późno: siedzący za parawanem prezydent z nadmiaru wrażeń doznał nieżytu.

Narada trwała dalej, nikt nie śmiał komentować rozchodzących się zapachów. Z pogrążonej w ciemnościach mównicy płynęły słowa Prezesa: ” Zebralismy się w tej głębokiej konspiracji, żeby głęboko zastanowić się, co wspólnie możemy zbudować… przepraszam, chciałem powiedzieć, rozwalić. Sytuacja wymaga, byśmy jeszcze intensywniej zaczęli sytuację zmieniać. Zmieniać ją oczywiście tak, żeby to co było po stronie wroga, przeszło na naszą stronę, a wszelkie haniebne sprawki, na których zdążyliśmy się poznać, zamieść pod dywan wroga i potem przy świetle jupiterów ten dywan podnieść. Niesłychanie ważne jest, by ciemny lud przekonać, że my chcemy dobrze, natomiast oni chcą, żeby niczego nie było. I powtarzam: to że od lat pozostajemy wierni swoim przekonaniom, wytrwale wpajamy je elektoratowi stawia nas w dobrym świetle… tfu, co ja mówię? Nie zapalać światła!”

Po trzech godzinach przemówień, rozważań i oskarżeń o niesubordynację, pozwolono mówić Spec-ekspertowi. Tubalny głos zabrzmiał złowrogo: “mam niepokojące wieści o dobrym stanie polskiej gospodarki. Amerykański Bank Merrill Lynch opublikował raport mówiący, że złotówka jest niedowartościowana i niedługo jej kurs może wzrosnąć. Bez uzgodnienia z nami podnosi prognozy dla Polski, a to jest sygnał dla światowych inwestorów, że polska gospodarka ma się dobrze. Pozwólcie Spec-panie i Spec-panowie zacytować: <em>Według banku Merill Lynch polska gospodarka urośnie w trzecim kwartale o 2% w ujęciu rocznym po wzroście o 1%w pierwszym półroczu. W czwartym kwartale wzrost ma już przyspieszyć do 3 procent w ujęciu rocznym. Bank podniósł prognozę na cały bieżący rok z 1,1% do 1,8%. W przyszłym roku wzrost PKB Polski ma przyspieszyć do 3,5%, z szacowanych poprzednio 2%.
Jednym słowem – tu ekspert jak rasowy spiker zawiesił głos – Merill Lynch chce nas dobić. Żadnych szans na kryzys. Ciemność widzę.”

Nastała konsternacja i dziwne, jak na to rozgadane gremium, milczenie. Przerwał je prezes pytając pozostajacego za parawanem propaństwowca: czy możemy wysłać naszego tajnego agenta, żeby rozkochał w sobie i skorumpował tę Mery Lynch, czy jak jej tam?
- Tak jest, Szefie. Tylko, że trochę potrwa, zanim nasz agent się umyje i znajdzie drogę do wyjścia. Sam prezes wie, że tak głeboko jeszcze nigdy nie byliśmy…
- A gdzie my własciwie jesteśmy? – zapytała nieśmiało Superczłonkini Natali-Świat.
Odpowiedział jej posępny głos Specanalityka: w dupie! I już tu zostaniemy.

http://biznes.onet.pl/boa-zloty-bedzie-znowu-mocny,18892,3045904,1,news-detal

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Lista-doradcow-tajna-popieranie-PiS-niedobrze-widziane,wid,11631055,wiadomosc.html?ticaid=18fea&_ticrsn=3

Humbug z przerwami

26/10/2009 - autor: laudate44

Pewnie też już widzieliście, ale z aptekarskiego obowiązku wypada skomentować.
Ujawniono dokumenty świadczące o tym, że Kamiński ps. “Sztyletnik” doskonale wiedział o założeniach “tarczy antykorupcyjnej”. Pokazany raport CBA stwierdza wyraźnie, że rząd dawno temu nałożył na tę instytucję zadanie stworzenia tarczy antykorupcyjnej obejmującej nadzór nad dużymi przetargami publicznymi. Termin “tarcza” pojawiał sie w dokumentach i sprawozdaniach CBA od ubiegłego roku. Jednak fanatyczny bojownik o prawdę (!) kilka dni temu bezczelnie rżnął głupa, mówiąc, że on nie przypomina sobie takich zadań, a tarcza to tylko “hasło, za którym nie kryje się żaden dokument rządowy”.

Przynależność do Pisu zobowiązuje. Sennik żoliborski podaje następująco: “publicznym kłamstwem się posłużyć – uznanie Jarosława zdobyć”. (Pilnie korzystali z tego sennika obecni pisowscy europosłowie. Dzięki temu zostali wypromowani i objęli w Brukseli posadki wręcz wyśnione.) Kamiński, jak każdy rasowy fanatyk, nigdy nie mógł być nawet posądzony o wiarygodność, tylko szkoda, że dziennikarze wcześniej nie chcieli tego zauważyć.
Jest też druga opcja: Kamiński, który jak wiemy z ust Jarka, jest ważnym urzędnikiem na wygnaniu i odbywa przerwę w wykonywaniu funkcji – wcale nie kłamał, tylko miał przerwę w pamięci. To jest wysoce prwadopodobne! Odkąd go słucham i oglądam, mam wrażenie, że od dawna ma długą przerwę w normalnym postrzeganiu rzeczywistości i jeśli farmakologia mu nie pomoże, może doczekać przerwy w odsiadce. Ale to inna bajka.

Oczywista oczywistość pokazane w TVN24 dokumenty były:
a) podrabiane
b) antydatowane
c) tendencyjne
d) miały na celu odwrócenie uwagi od spraw naprawdę, pro-panią, istotnych z punktu widzenia ekonomicznych interesów państwa.

Mimo to obecnemu w studiu świstakowi o nazwisku Putra opadły wąsy i tylko coś wymruczał, że musi się zastanowić, co o tym powiedzieć.
Zatem świstak z białostockiej oczyszczalni ścieków ma przerwę na zastanowienie, a my odfajkowaliśmy kolejny humbug, którym pisowcy usiłowali ogłupić społeczeństwo. Ciekawe co jeszcze klarysewskie głowy wymyślą? Czy nadal liczą na naszą przerwę w myśleniu?

http://www.tvn24.pl/-1,1625625,0,1,kaminski-w-czerwcu-rzad-kazal-cba-zorganizowac-tarcze,wiadomosc.html

Rocznica in spe

25/10/2009 - autor: laudate44

Kartki z kalendarza:
24 października 1980 r. w warszawskim sądzie wojewódzkim dokonano wstępnej rejestracji Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”, powstałego w wyniku niezadowolenia społeczeństwa z pogarszającej się sytuacji polityczno-gospodarczej kraju. Skala zjawiska zmusiła władze komunistyczne do zalegalizowania działań związku i liczenia się z tym niewygodnym partnerem.

24 października 1989 roku zginął Jerzy Kukuczka, polski alpinista i himalaista, był drugim człowiekiem, który sięgnął po Koronę Himalajów. Aż na 11 szczytów wszedł nowymi drogami, a 4 zdobył jako pierwszy zimą. Za osiągnięcia w dziedzinie alpinizmu na Igrzyskach Olimpijskich w Calgary został uhonorowany specjalnym srebrnym medalem. Zginął podczas wspinaczki w Himalajach, zdobywając południową ścianę ośmiotysięcznika Lhotse.

24 października 2005 roku zakończył się XV Miedzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina. Laureatem został Rafał Blechacz, któremu zasłużone zwycięstwo otworzyło drogę do najwiekszych sal koncertowych świata.

Zazwyczaj obchodzimy rocznice wsteczne, czyli wspominamy to co było. Tym razem, proponuję, obchody rocznicy in spe. Forma świętowania absolutnie dowolna, bo Wielkiego Wydarzenia, które ma za rok nastąpić, nijak nie da się sprofanować.
Wg kalendarza Kuczyna już tylko rok czyli 365 dni pozostało do wyborów prezydenckich w Polsce.
24 października 2010 roku będzie dniem triumfu tych wyborców, którzy w sposób demokratyczny lecz nie pozostawiający złudzeń odbiorą prezydenturę Lechowi Kaczyńskiemu. A tym samym położą kres rządom destrukcyjnych bliźniaków.
In spe – po łacinie znaczy “majace nastąpić”.
Anglicy tłumaczą to dosłowniej: “w nadziei, że nadejdzie”.

http://eduseek.interklasa.pl/kalendarium/index.php?ID=3787&miesiac=10&dzien=24#3787

Front Jedności Kibiców

24/10/2009 - autor: laudate44

Od organizatorów akcji koniecpzpn.pl. dostałem maila:
… dnia 24 października (sobota) o godz. 13.00 rusza Akcja Znicz!
Wszyscy kibice, dla których sprawą honoru jest stan polskiej piłki, tego dnia składają zapalone znicze pod siedzibami Wojewódzkich i Okręgowych Związków Piłki Nożnej. W miejscowościach, w których nie ma siedzib związkowych znicze zapalać można w innych miejscach związanych z futbolem. Dołącz do nas! Pstryknijcie fotkę, wstawcie na nasze forum. Zbierając je wszystkie, pokażemy, że cała Polska nas wspiera, że cała Polska chce zmian w rodzimej piłce nożnej!
Wierzymy, że się do nas przyłączycie. Wierzymy, że będzie nas dużo! Niech setki zniczy zapłoną, niech będą wyrazem tego co sądzimy o rujnowaniu polskiej piłki przez PZPN! Akcja PUSTY STADION się udała. Popiera nas już 300 tysięcy osób. Wcześniej działacze kpili z protestu kibiców. Naśmiewali się z nas. Nazywali idiotami, chuliganami, terrorystami, małą grupką pieniaczy. Teraz, gdy protest przybrał na sile, od PZPN-u odwracają się sponsorzy. Uznane marki już nie chcą być utożsamiane z tym co się tam dzieje. Beton zaczął kruszeć!

Żeby było jasne: nie czuję się kibicem, zaledwie dwa razy w życiu byłem na trybunach stadionu piłkarskiego, nie kręci mnie śledzenie tabel ligowych a już najmniej wydzieranie się ludziom pod oknami podczas powrotu z przegranego/wygranego meczu “naszej” drużyny. Co więcej, nie czuję żeby jakakolwiek drużyna była “moja”. Dwa lata temu obstawiłem u bukmachera przegraną narodowej reprezentacji Polski z reprezentacją Niemiec i nie zawiodłem się. Niemcy zwycięską bramkę strzelili w doliczonym czasie.
Jako się rzekło, ani mnie ziębią ani grzeją wyniki polskiej drużyny – jednak protest kibiców szczerze popieram. Tu wszak nie o sport chodzi, a o elementarną uczciwość betonowych działaczy wobec tych, którzy gremialnie składają sie na ich wypłaty i premie.
Akcja koniecPZPN imponuje mi również dlatego, że pokazuje inne oblicze kibiców sportowych. Nie podjęli jej przecież rozwydrzeni “kibole”, ale ludzie świadomi tego, jakich zmian potrzeba w strukturach związku piłkarskiego. Cenne jest to, że zabrali się do walki z “betonem” mając gotowy pomysł na uruchomienie inicjatywy społecznej. Brawo!

Wpis antydatowany

23/10/2009 - autor: laudate44

Jaki dziś dzień? Powiedzmy, że 2 maja 2009, że jestem na wycieczce w Brukseli. Data i nazwisko na bilecie potwierdza mój przylot. W przegródkach torby podróżnej mam jakieś rachunki z hotelu, z restauracji, w eleganckim albumie malarstwa flamandzkiego spoczywa bilet wstępu do muzeum. Mam też w komputerze wspólne zdjęcie z Martą, która wtedy w Brukseli mieszkała, a po miesiącu wyjechała. Gdybym nie pamiętał, kiedy byłem w tym pięknym mieście, podziwiałem jego architekturę i królewska galerię obrazów – fotografie mi przypomną. Gdyby jakiś gorliwy prokurator pytał co robiłem 2 maja 2009 – moje alibi jest niezbite, bo aparaty cyfrowe mają to do siebie, ze “zapisują” datę i godzinę zrobienia zdjęcia. Mam też okolicznościową broszurkę z uroczystych obchodów święta 3 Maja w kościele Notre Dame. Wystepowali polscy artyści i uczniowie szkół artystycznych z Poznania. Patronat Ministerstwa Kultury i Ambasady Polskiej w Brukseli.
Oczywiście bywają bilety antydatowane, bywają fikcyjne rachunki z knajpy, fałszywe bilety wstępu do muzeum i podrabiane peronówki na przejazd metrem. Nawet, gdyby nosiły wszelkie znamiona oryginalności, posiadały właściwe tym kwitom kolory i znaki szczególne – nie damy sobie wmówić, że są prawdziwe, skoro wg naszej teorii są fałszywe. Antydatowane.
Niektórych dokumentów, zwłaszcza rządowych nie da się tak łatwo antydatować.
http://www.tvn24.pl/0,1625423,0,1,antydatowane-dokumenty-niemozliwe,wiadomosc.html

Ale Jaro choć doskonale o tym wie, nie waha się rzucać idiotycznych oskarżeń. Dla kaczora elektroniczny system rejestracji wysyłanych pism to bujda.
Hologramy, wydruki, potwierdzenia i datowniki możecie rozbić sobie o kant dupy, bo stoicie tam gdzie Zomo. Dlatego podejrzewamy was o nikczemne metody manipulacji i rzucamy ten zarzut publicznie. My nie damy sobie wmówić, że białe jest białe. Nie mamy przecież innego wyjścia. Do wyborów został tylko rok!