Spacerek po blogach

9 Luty 2010 - autor: laudate44

Jak co dzień, przeczytałem kilka artykułów w prasie internetowej oraz kilkanaście wpisów blogerskich, głównie politycznych. Nie pierwszy raz odkryłem, że inni piszą o tym, czym sam chciałbym się z czytelnikami się podzielić ( w “podkradaniu tematów” specjalizuje się Romskey), ale ze swoją artykulacją nie nadążam za rozwojem wydarzeń.
Dlatego wyjątkowo moja aktywność ograniczy się do wskazania dzisiejszych lektur.
Bez wątpienia najmocniejszą rzeczą był wywiad Moniki Olejnik z generałem Jaruzelskim. Czytam właściwie wszystko co generał ma teraz do powiedzenia i mimo, że nie przesyłam mu kartek z życzeniami, to brzydzę się tymi, którzy od lat przeciwko niemu szczują. Pomijam toczące się od lat procesy sądowe. Ale Jaruzelskiego podziwiam za psychiczną odporność pozwalającą godnie przeciwstawiać się niegodnym atakom na niego. Oraz za to, że mimo wieku ma na tyle jasny umysł, aby przekonywująco bronić swoich racji. Możemy mu do końca racji nie przyznawać, ale słuchając Jaruzelskiego w roku 2010 nie ma się uczucia obrzydzenia. A takie właśnie uczucie ogarnia mnie za każdym razem, gdy słyszę wielu z obecnie czynnych polityków.

Drugi ciekawy tekst chociaż lżejszego kalibru wyszedł spod pióra człowieka równie sędziwego – pana Kutza. Wybitny reżyser kpiarsko potraktował bezradność pisowkich spin-doktorów, którzy po znamiennej decyzji premiera Tuska oraz fiasku hazardowej pułapki czują się pogubieni. Kutz radzi im zwrócić się o pomoc do przebojowej blondynki o dużym biuście, która jako jedyna może znaleźć sposób na uratowanie tonącej partii. Czyni to w sposób pozornie troskliwy, choć inteligentny czytelnik (więc nikt z PISu) łatwo wyłapie, że Autor nie widzi większych szans na podniesienie się PISu z upadku. Właściwie pisze o tej partii tak, jakby jej już nie było. W każdym razie tak to odczytałem, lecz nie mówcie mi, że projektuję na tekst senatora swoje własne heretyckie życzenia. “Głuchy nie jestem!” – że sparafrazuję błogosławioną Beatę z Sycowa.

Na blogach dominują dwa tematy: komisja hazardowa i akcja na Facebooku przeciwko partii kaczorskich zawistników i dyletantów.
Najpierw o bliskiej agonii komisji hazardowej: sporo miejsca poświęciła jej pani Paradowska twierdząc, że znaczących osiągnięć ta komisja nie ma, a wnioski formułowane po kolejnym przecieku do “Rzepy” nadal nie są oczywiste. Jedno co jest oczywiste, to łatwość ustalenia źródło przecieku. No właśnie. Publicystka “Polityki” ciekawie sugeruje, że Sobiesiak, który zeznawał już w prokuraturze, może komsję po prostu olać.
(…)myślę, że wyciąłby niezły numer, gdyby się pojawił (ponieważ nie jest osobą publiczną obowiązku nie ma), wygłosił oświadczenie w sprawach, o które się go oskarża i nie odpowiedział na żadne pytanie. W końcu to, że członkowie komisji z zadawaniem pytań istotnych mają kłopot nie jest już tajemnicą, a za aferę hazardową pan Sobiesiak Polaków akurat przepraszać nie musi. Może raczej Polacy powinni poprosić pana Sobiesiaka oraz innych, podobnych mu ludzi przedsiębiorczych, aby kilka Zieleńców jeszcze w Polsce wybudowali.
O nastawieniu państwa do przedsiębiorców było jeszcze więcej i dobitniej:
“Pan Sobiesiak stał się tym, kim Jan Kulczyk był dla komisji orlenowskiej, a pan Krauze dla tak zwanej afery gruntowej śledzonej przez komisję do spraw nacisków(…) Jak widać każda komisja musi mieć swojego “Czarnego Luda. Najlepiej, aby był to ktoś, komu się powiodło w interesach, coś wybudował, coś w życiu osiągnął. Takiemu zawsze nasłanie prokuratura i śledczych, także sejmowych, przywróci poczucie rzeczywistości, czasem na parę lat z kraju wygoni, bo przecież podatki ludzi bogatych nie są nam potrzebne. Niech je płacą gdzie indziej.”
Tu z poglądem Autorki jak najbardziej się zgadzam, to znaczy rozumiem Jej sarkazm, bo przecież na litość Boską, powinno być zupełnie odwrotnie!

Natomiast niestrudzony Benfranklin zajął się zapowiedzią pis-łanki Gęsickiej, która wraz z innymi oburzonymi (a może zaburzonymi) posłami swojej formacji zamierza oficjalnie zapytać Grzegorza Schetynę, czy to Platforma Obywatelska jest inspiratorem akcji internetowej “aby PIS nie wrócił do władzy”. Benfranklin nazywa takie posunięcie bezczelnością i odpowiada tej pani, która ponad rok temu zostala paprotką prezesa i teraz chyba wydaje jej się, że kwitnie.

TAK, droga Pani poseł, widzę powód żeby ruszyć na wojnę antypisową i ponad 7 tysięcy internautów takie powody również dostrzega. Nie chcę, aby Polską rządzili ludzie, którzy w swoim programie zakładają ograniczenie swobód obywatelskich, którzy są w stanie do tego wykorzystywać służby specjalne i tworzyć kolejne coraz to dziwniejsze narzędzia apratu represji wobec obywatela.(…) Nie podoba mi się kraj rządzony przez sektę toruńską i z jej aparatem represji tzw. Rodziną Radia Maryją, w którym ministrowie chodzą na klęczkach zdawać relacje ze swoich prac jakiemuś zakonnikowi o niewyjaśnionej przeszłości. Nie chcę mieszkać w Polsce, która za swój główny cel w polityce zagranicznej uważa rozdrapywanie starych ran i wzbudzanie fobii antyniemieckiej i antyrosyjskiej. Nie chcę też, droga Pani Grażyno Gęsicka, mieszkać w kraju, gdzie wielkim historykiem zostaje się pisząc dyrdymały o siusianiu jakiegoś dziecka do kropielnicy

Starałem się sumiennie podawać linki do cytowanych tekstów. Można będzie do nich zajrzeć także wtedy, gdy omawiane sprawy przestaną być tak parszywie aktualne.

Było wesoło, będzie jeszcze bardziej

7 Luty 2010 - autor: laudate44

Wczoraj w krakowskim teatrze Groteska odbyła się szopka z udziałem polityków wszelkich opcji. Niektórzy po nocnej popijawie w euforii opisują swoje popisy estradowe na blogach, jakby dopiero teraz odkryli, że to co im wychodzi najlepiej to błaznowanie.
Od wesołków z sejmowej lewicy i prawicy gorszy nie chciał być były poseł, były europoseł, były minister kultury, były członek KW ZSL w Lublinie, były członek PSL, kandydat do Europarlamentu z list “Libertasu”, obecnie szef Stronnictwa “Piast” Zdzisław Podkański.
Pan Zdzisław obwieścił dziś, że zamierza zostać prezydentem Polski. Decyzję ogłosił ponad dwie godziny temu. Od tej chwili komentatorzy wstrzymali oddech, w serwisach informacyjnych nastała taka niezręczna cisza, spłoszeni dziennikarze dzwonią do swoich szefów z prośbą o zalecenia co powiedzieć w tych okolicznościach. Dramatyzm sytuacji wywołany jest gorzkimi słowami przyszłego prezydenta, który obnażył kosmopolityczne korzenie dotychczas zgłoszonych kandydatów. “Nie widać kandydatów większości narodu, ludzi myślących kategoriami patriotycznymi, głęboko wierzących i uważających, że po Bogu najważniejsza jest Polska”

Taka prawda musi boleć, musi odcisnąć się głębokim piętnem w naszych sumieniach. Co tu dużo mówić, jest nam okropnie głupio: zapatrzyliśmy się na tych wygadanych liberałów i kanapowych kosmopolitów, a okazuje się, że to nie są patrioci i wcale nie cały naród ich popiera. Dobrze, że taki mąż stanu jak pan Podkański nam tę pomyłkę uświadomił. Strach pomyśleć, co by było gdyby nie miał nastroju do krotochwili i tych doniosłych słów nie wypowiedział publicznie. Teraz juz wiemy. Obiecujemy poprawę i wierzymy w jego przyszłe światłe przywództwo. Jak sam był łaskaw powiedzieć “kandydat o przekonaniach chrześcijańsko-ludowo-narodowych, który będzie mówił prawdę i nie ma się czego wstydzić ze swojego życiorysu, ma duże szanse na zwycięstwo”.

Po co ta skromność? Przecież TAKI KANDYDAT ma nie tylko “duże szanse”, lecz zagwarantowane stuprocentowe zwycięstwo w kieszeni kufajki. Może trafi się jeden lub dwóch malkontentów, wrogów chrześcijańsko-zeteselowsko-libertasowskich wartości, którzy skwitują dzisiejszą decyzję skrótem “ZNP” (Zdzisiek nie pier…) Reszta pójdzie jak w dym.

Buffalo soldier

6 Luty 2010 - autor: laudate44

Wiele pięknych rocznic celebruje się w Polsce, najczęściej smutnych. Nie dlatego, że innych nie ma. Są jak najbardziej, tylko, że luneta ośrodków państwowotwórczych nakierowana jest na to co naznaczone niewolą, masowym umieraniem lub bezsensownym zrywem w walce o wolność. A rzadziej obchodzi się rocznice neutralne związane z odkryciami naukowymi, sportem lub kulturą. Media sporadycznie i bez entuzjazmu przypominają o datach urodzin ludzi zasłużonych dla nauki, kultury i edukacji. Przypuszczam, że ta koncentracja na wydarzeniach politycznych, zamachach i katastrofach to nie tylko polska specyfika.

Dlatego, dla zrównoważenia krzywdzących dysproporcji przypomnę, że 65 lat temu wydarzyło się coś radosnego i jakże znaczącego dla cywilizowanego świata: 6 lutego 1945 roku na Jamajce urodził się Bob Marley. Nie będę popisywał się przed Czytelnikami, że wiem kim był Bob Marley. Wszyscy wiedzą. Z okazji urodzin sławnego muzyka z Jamajki posłuchajmy jak śpiewa “Buffalo soldier”. Ten liść na filmie, to zapewne liść klonu, bo Marley miał sentyment do Kanady, o czym nie wszyscy wiedzą.
Nie przetłumaczę tej piosenki na język polski, a to z tego powodu, że tekst najeżony jest nieprzekładalnymi zwrotami. Nie wiem, czy komukolwiek włącznie z panem Barańczakiem udało się trafnie przetłumaczyć, co miał na myśli Bob Marley śpiewając: “Dredie woy, yoy, yoy, yoy, yoy, yoy, woy yoy, yoy, yoy” w refrenie, albo o co dokładnie chodzi, gdy żeński chórek dokłada swoje wielokrotne “wo-ho-ooh, wo-oh-ooh”. No i wreszcie najtrudniejsze, zupełnie tajemnicze “yea-hea, yea-ea”.
W ogóle poezja Marleya jest jakaś hermetyczna :) , może to kwestia jego kulturowych korzeni albo jadłospisu. Ale jest sobota wieczór, zostawmy to. Nie wnikając w znaczenia tak trudnych wyrażeń jak “buffalo sodier” i “dreadlock rasta” proponuję poddać się fali upojnego rytmu reggae.

Bo to zła akustyka była

4 Luty 2010 - autor: laudate44

Oto winowajczyni: Sala Kolumnowa Sejmu, w której panuje tak zła akustyka, że Beata Kępa z Sycowa musiała przepraszać.
Pani “Głucha-nie-jestem” przeprosiła za mówienie nieprawdy, przeprosiła nie kogo innego tylko największego szkodnika w polityce polskiej, leniwego wnuka swojego walecznego dziadka, notorycznego kłamcę, sprawcę przecieków a ostatnio tchórza Donalda Tuska zwanego w kręgach pisowskich po prostu Tuskiem.
Tusk przeprosiny przyjął, bo, jak zauważył: “A mam inne wyjście?”
Według starej piosenki Hanki Ordonówny “miłość ci wszystko wybaczy”. Ale czy poslance Kępie wybaczy prezes Jaro? Czy po takiej wpadce nie pójdzie w odstawkę jak wielu niegdysiejszych asów, o ktorych dziś nie słychać?

Internauci wierzą premierowi Tuskowi. Ponad 70% biorących udzial w sondzie uznało, że słowa premiera przed komisją brzmią wiarygodnie. Jakkolwiek komisja jest, nie tylko moim zdaniem, wielką farsą – premier Tusk z właściwą sobie elokwencją udowadnia pisowskim ratlerkom, że rozdmuchali aferę hazardową na własną zgubę. A zła akustyka Sali Kolumnowej wynika z tego, pociski odbijają się od marmurowej posadzki. Jakie pociski? To PIS co chwila strzela sobie w stopę.

Oryginał w wykonaniu Bogusława Lindy:

Prawo i Łaska pańska

3 Luty 2010 - autor: laudate44

Do kancelarii prezydenta RP wpłynęła prośba u ułaskawienie Jakuba Tomczaka skazanego w Anglii za gwałt i spowodowanie śmierci kobiety. Sprawa była głośna ze względu na szereg wątpliwości dowodowych,błędy w postępowaniu policji oraz nieprzejednane stanowisko sądu w Exeter. Angielska opinia publiczna w większości jest przekonana o winie Polaka, z kolei polscy obserwatorzy i media trzymają stronę 24-letniego Tomczaka poddając w wątpliwość bezstronność sędziów brytyjskich. Mówi się, że Jakub Tomczak został w to przestępstwo “wrobiony”, że jest kozłem ofiarnym skazanym nie przez sąd tylko przez żądną zemsty społeczność Exeter.

Nie chciałbym być w skórze prokuratorów, którzy na użytek prezydenta mają wystawić opinię o ułaskawieniu lub nie. Gwałt jest ciężkim przestępstwem i pobłażanie takim uczynkom może prezydenta narazić na zarzut zbyt daleko idącej pobłażliwości i stworzenie potencjalnego zagrożenia, gdy gwałciciel znajdzie się na wolności. Dodatkowo akt łaski dla przestępcy skazanego za granicą z pewnością będzie odczytany jako policzek dla tamtejszego wymiaru sprawiedliwości, a w przypadku budzącej emocje sprawy “emigranta-gwałciciela” możliwe jest powstanie napięć społecznych na tle narodowościowym. Wówczas ucierpieliby Polacy pozostających w Wielkiej Brytanii. Jeśli fakt ułaskawienia podchwyciłyby tabloidy – nastroje zostaną podgrzane.

Z drugiej strony prokuratorzy nie mogą pominąć zdania obrońców Tomczaka wskazujących na słabe punkty oskarżenia, liczne nieścisłości zbagatelizowane przez sąd podczas rozprawy. Bo jeśli sąd się pomylił i skazany na podwójne dożywocie domniemany gwałciciel jest rzeczywiście niewinny, to akt łaski jest jedyną i najszybszą drogą do zdjęcia z niego kary za nieswoją winę. Najważniejsze jest tu słowo JEŚLI.

Być może przedstawiony prokuratorom materiał dowodowy jest na tyle jednoznaczny, że nie sprawi im trudnośći rozstrzygnięcie za lub przeciw. Jeśli jednak (znowu jeśli) nie znajdą nic czego wcześniej nie prześwietlił sąd w Exeter, pozostaje im porzucenie kategorii prawniczych i zdanie się na wiarę. Albo uwierzą w niewinność Tomczaka i będą wnioskować o jego ułaskawienie albo uznają słuszność sądowego werdyktu i prośbę o ułaskawienie zaopiniują negatywnie. Prezydent jednak wcale nie musi tych opinii brać pod uwagę. W myśl przysługujących mu uprawnień, zrobi co zechce.

Niedawno podpisał akt łaski dla sprawców linczu we wsi Włodowa. Każdy kto śledził tę sprawę, decyzję prezydenta przyjął bez zdziwienia. Okoliczności przestępstwa były kontrowersyjne, od początku za ułaskawieniem lobbował Ziobro, który mimo, że już nie jest ministrem, nie przestał pozować na jedynego sprawiedliwego szeryfa. Lech Kaczyński nie mógł poczuć się mniej sprawiedliwy, poza tym wspomniana wieś leży gdzieś na Podlasiu, więc nie bez znaczenia była chęć przypodobania się najwierniejszym zaściankowym wyborcom.
W przypadku Tomczaka korzyści społeczne mogą być nikłe, w grę wchodzi prawdopodobne oburzenie Brytyjczyków a kodeks wartości radiomaryjnych nakazywałby raczej podtrzymanie kary dla groźnego przestępcy. Obecny prezydent jest na tyle nieprzewidywalny, że nie podejmuję się zgadywać, co zrobi.

Swoją drogą, dziwi mnie istnienie “aktu łaski”, który odwołuje się do “dobroci władcy” a pomija ustanowione zapisy prawne. To, czy prezydent (były, obecny czy następny) komuś łaskę okaże lub nie – zależy często od sprawności lobbującego adwokata, a sprawność adwokata zależy głównie od możliwości finansowych skazanego. Zgodnie z sentencją babki Pawlakowej: “Sądy sądami, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie”. Instrument pozwalający prezydentowi wypuszczanie z więzień ludzi skazanych prawomocnymi wyrokami deprecjonuje pracę kolejnych instytucji wymiaru sprawiedliwości. Sprzeniewierza się zasadzie trójpodziału władzy, która to zasada jest fundamentem demokracji. Trójpodział władzy zakłada między innymi, że politycy nie wchodzą w kompetencje sędziów i odwrotnie. A kim jest w Polsce prezydent? Supermanem, omnipotencją, pomazańcem bożym wsławionym salomonowymi wyrokami? Nie, jest tylko politykiem, któremu dano do ręki możliwość podważania wyroków niezawisłych sądów. A przedziwna tradycja czyni go archaicznym władyką, którego “łaska” lub “niełaska” stoi wysoko ponad poczuciem sprawiedliwości społecznej.

Firma Słup a słupki sondażowe

3 Luty 2010 - autor: laudate44

Co prawda kandydat na prezydenta Andrzej Olechowski podziekował za współpracę Pawłowi Piskorskiemu, ale te dwa nazwiska nadal są mocno kojarzone. W świadomości potencjalnych wyborców może pozostać niesmak po kolejnych informacjach w sprawie toczącego się śledztwa dotyczącego podrobienia podpisu antykawriusza.
http://wyborcza.pl/1,75478,7525220,Czy_Pawel_Piskorski_podpisal_umowe_sam_ze_soba_.html

Bardziej zaznajomieni z tematem zastanawiają się, czy tym razem “Piskorz się wyśliźnie”. Były już wcześniej prowadzone dochodzenia mające na celu wyjaśnienie dochodów Pawła Piskorskiego, ale niczego mu nie udowodniono, zarzutów nie było, sprawy się przedawniły i inne trele-morele. Być może, gdyby Piskorski siedział cicho, najlepiej w swoim lesie w zachodniopomorskim, miałby spokój. Lecz tego wilka nie ciągnie do lasu tylko do polityki. Polityk jednak musi być czysty jak łza – tak przynajmniej uważają politycy z konkurencyjnych partii – zatem przypadkiem czy nie, prokurator zajął się pochodzeniem jego majątku ze szczególnym uwzględnieniem korzyści wynikłych z handlu antykami.
Z wyjaśnieniem paru spraw Piskorski może mieć problem:

- Dlaczego (Piskorski) nie rozpoznał antykwariusza na zdjęciu?
• Dlaczego mówi o spotkaniach w antykwariacie (sąsiedzi nazywają to miejsce „kanciapą”) w 1997 r., skoro antykwariat nie był czynny od 1992 r.?
• Dlaczego – poza jego matką i obecną żoną – nikt nie widział kolekcji antyków Piskorskiego (nawet kobieta sprzatająca jego mieszkanie)?
• Skąd antkwariusz miał blisko milion złotych, skoro utrzymywał się z emerytury i nie stać go było nawet na zatrudnienie pracownika?
• I kto mógł podrobić podpis antykwariusza Zygmunta M. i po co, jeśli wszyscy, którzy go znali twierdzą, że był samotnikiem u schyłku życia, do tego „bardzo zaniedbanym”?
(GW)

Trzymajmy się faktów: byłemu prezydentowi Warszawy i byłemu Eurodeputowanemu niczego jeszcze nie udowodniono, ale tak na chłopski rozum, czy to nie wygląda na założoną po partacku firmę Słup?
PS. Jakikolwiek będzie wynik dochodzenia prokuratorskiego, zapobiegliwi rentierzy ze Stronnictwa Demokratycznego z pewnością się cieszą. “Umoczonego” prezesa łatwiej usunąć.