Posts Tagged ‘świadomość społeczna’

Ostatni bastion przyzwoitości.

25 września 2016

Miała tu być relacja z pobytu w kolejnym pięknym mieście, ale ponieważ wczoraj odbył się marsz KODu, którego echa nadal są w Internecie żywe – muszę kilka słów temu zjawisku poświęcić.
Z oczywistych przyczyn na marszach nie bywam, mam nadzieję, że kiedyś mój grafik cudownie skoreluje się z grafikiem manifestacji, że do wielotysięcznego tłumu dołączę i zrobię sobie fotkę z panem Wujcem lub panią Ostaszewską. Nie mam powodów, by wątpić w dobre intencje założycieli ruchu oraz tych wszystkich, którzy biorą udział w marszach poświęcając swój czas i pieniądze. Od początku istnienia KODu mocno mu kibicuję, dostrzegam jego mankamenty, lecz jako zwolennik demokracji, wolności osobistej i paru jeszcze humanistycznych wartości – wielkiego wyboru nie mam. W powodzi chamstwa, złodziejstwa, złowrogiego nacjonalizmu oraz politycznego, edukacyjnego i ekonomicznego szkodnictwa KOD stał się ostoją rozsądku, troski o państwo i przykładem tolerancji. To bardzo dużo, bo KOD nie zamierza być bojówkarskim ruchem dążącym do konfrontacji z PISem. Lustrzane odbicie sekty kaczyńskiego to ostatnia rzecz, jaka byłaby Polsce potrzebna. KOD jest w polskim życiu społecznym reprezentantem tego, co przyzwoite, rozumne, nacechowane szacunkiem dla ludzi i dla prawa. Nie jest nim w żadnym wypadku instytucja, która winna nim być z racji swego charakteru i wyjątkowego statusu czyli kościół katolicki.

Bo kościół akurat ustawił się po drugiej stronie. Twardo trzyma ze złodziejskim, oszukańczym PISem i wcale się tego sojuszu nie wyrzeka. Dlaczego niby miałby się wyrzekać, skoro (państwowa) kasa płynie doń szerokim strumieniem, niezliczone ulgi i nieformalne układy czynią kler kastą uprzywilejowaną a zapowiedzi reform szkolnych dają biskupom podstawy, by sądzić, że koniunktura jeszcze parę latek potrwa: zindoktrynowane pokolenie młodych polaczków, nawet po zmianie władzy nadal będzie napełniać księżowskie kieszenie datkami a w razie próby oddzielenia Kościoła od Państwa stanowczo i gorliwie będzie „bronić wiary”. Tresura „janczarów” musi trwać.

Zacząłem o KODzie, a zeszło mi na kościół. Czyżbym miał obsesję? Nie, po prostu zestawiłem dwie grupy interesów, które zgodnie z prawami logiki winny się wzajemnie zwalczać i wykluczać, tymczasem u wielu zacnych ludzi deklarujących przywiązanie do demokracji i wartości ogólnoludzkich występuje rodzaj pomroczności, która nie pozwala im dojrzeć oczywistych faktów. Złowieszcza i inspiratorska rola koscioła w destrukcji zycia publicznego jest zbyt często przemilczana i bagatelizowana. Zmęczeni cała sytuacją i zagrożeni bezpośrednimi skutkami „podłej zmiany” ludzie psioczą na kaczyńskiego i jego ekipę, wieszają psy na posłance pawłowicz (ona, tak jak misiewicz albo suski jest na etacie błazna odwracającego uwagę od spraw poważniejszych), a nie zauważają, że bezpośredniej inspiracji i moralnego wsparcia udziela PISowi zwierzchnictwo kościoła katolickiego. Bandzior z Nowogrodzkiej wysyła kasę do Torunia a w zamian za to szamani z Miodowej ogłupiają elektorat. Od czasów premiera Mazowieckiego Episkopat trzęsie polską polityką a im bardziej usłużna władza, tym większe ma szanse trwać przy korycie, bo „dobrze obsłużeni” biskupi uruchomią swoich proboszczów do aktywnego uczestnictwa w kolejnej kampanii wyborczej.

Dwa wnioski: kiedy się chce zmieniać Polskę, nie można iść na marsz KODu w czasie wolnym między sumą a nieszporami. Albo się służy demokracji albo wrogom demokracji. Albo się pragnie wolności obywatelskich, przejrzystości w życiu publicznym i wyrównywania zapóźnień cywilizacyjnych albo się ma duszę niewolnika dumnego ze swojego zaścianka. Nie ma co udawać, że KK kocha demokrację albo, że biskupom zależy na relacjach Polski z Europą, na prawach kobiet i wzroście krajowego PKB.  I niech nikt nie mówi, że kościół to nie biskupi, tylko ogół wiernych. Teoretycznie tak, fajnie to nawet brzmi „my  tworzymy wspólnotę wiernych”, ale odpowiedzcie sobie od razu, ile wy w tej wspólnocie macie do powiedzenia? Praktyka pokazała, że Episkopat nie słucha nikogo prócz siebie. Jest głuchy na apele Franciszka, na opinie katolickich publicystów, na zatroskane głosy zasłużonych intelektualistów też katolickich. Zwykły parafianin jest dla kleru pospolitą owcą, która milcząco ma dać się policzyć na mszy (statystyki dają biskupom oręż w rozmowach z rządem i Parlamentem) a wcześniej wnieść stosowne opłaty i posłać dziecko do komunii.

Wiedzcie więc przyjaciele z KODu, że źródłem obecnego zła w tym samym stopniu jest PIS co polski kościół katolicki.
Prof. Środa nie pierwsza to zauważyła:

Myślę, że czas na jakąś rewolucję. Głosowanie w sejmie nad ustawami aborcyjnymi i skierowanie do komisji tej barbarzyńskiej (Stop aborcji), to kolejny, tym razem milowy, krok na drodze ku piekłu kobiet. (…)

Trzeba uderzyć w fundamenty tego fanatyzmu, głupoty, zaściankowości i nienawiści do kobiet, czyli w Kościół i jego cynicznych hierarchów żądnych władzy. Przestańcie chodzić do Kościoła, Bóg jest wszędzie! Wiara może być piękna a w Kościele jest tylko PiS i inkwizytorzy kobiet. Jak mówiła Arendt, największą przyczyną zła jest bezmyślność, posłuszeństwo, rutyna.

Obudźcie się ci, którzy wspieracie ten nieludzki kościół, a potem dziwicie się, że nie macie praw, że jesteście otoczeni przez złych, okrutnych ludzi, którzy bardziej przejmują się zapłodnioną komórką niż waszym życiem.

Wtóruje jej dziennikarka i feministka Paulina Młynarska:
„Tak długo, jak kościoły będą pełne, tak długo będziemy w czarnej dupie.”

I ma rację: jeśli chce się przywrócić demokrację oraz wyłonić władze, które rzeczywiście zadbają o rozwój kraju we wszystkich sferach, nie wystarczy co cztery lata wrzucić kartkę do urny. Przy powszechnej głupawce niedokształconych obywateli podżeganych przez połączone siły narodowo-katolickie głosik na lewicę lub partię centrową to za mało, żeby zapełnić sejm ludźmi kompetentnymi i odpowiedzialnymi. W tym względzie potrzebna jest poważna zmiana. Żeby przywrócić znaczenie słowu demokracja, obywatele muszą nabyć trochę wiedzy i zacząć odróżniać to co mądre, od tego co głupie; co służące ogółowi a co wyłącznie wąskiej, ubranej w patriotyczne i religijne pióra grupie idącej po trupach po władzę. Wielkim, najważniejszym zadaniem KODu jest edukacja obywatelska. To jedyna szansa na całkowite odrzucenie groźby dyktatury.

Ostatnie wybory dowiodły wielkich zaniedbań na tym polu: banda zmanipulowanych durniów wybrała bandę złodziei, żeby ci w ich imieniu rozpruli państwową kasę. Dla niepoznaki okrasili ten proceder bogoojczyźnianymi hasłami i parszywą propagandą. Obecnie trwa dzielenie łupów i odbywa się to wg bolszewickiego klucza: wam damy po 500 zł a dla siebie zatrzymamy odbite od poprzedników posady w spółkach skarbu państwa, zaprzyjaźnione szkole medialnej damy sute dotacje, wesprzemy projekt Św. Op. Bożej oraz wymyślimy tysiąc księżycowych projektów, których beneficjentami będą ludzie „lepszego sortu”.
Dzięki KODowi i wszystkim ludziom zaangażowanym w jego akcje ta tragiczna sytuacja może się zmienić. Pod warunkiem wszakże… patrz wyżej.

Reklamy

Rolling Stones z udziałem Waltera

21 sierpnia 2010

Znane porzekadło mówi, że wszystko ma swój czas, a co to znaczy, każdy wie z własnego doświadczenia. Zdarzenia następujące „w czasie” od dawna fascynują filozofów, socjologów i pisarzy. O wielu wybitnych ludziach, którzy pozostawili po sobie znaczący dorobek artystyczny lecz nie zyskali uznania za życia mówi się, że wyprzedzili swoja epokę. Nie zostali zrozumiani, może nawet ukarani przez współczesnych za bezczelne wyrywanie się przed szereg. Z naszej perspektywy wygląda to smutno: bo o wiele więcej mogliby dać światu, gdyby ta epoka mogła zrobić parę szybszych kroków, żeby za geniuszami nadążyć. No, widocznie nie mogła, bo epoka to wypadkowa świadomości ludzkiej i okoliczności polityczno-społecznych.
Przykładów mamy mnóstwo w historii, więc nie wybrzydzajmy, bo od pojęcia „właściwego czasu” nie da się uciec i nawet gdy czasem lepiej niż inni widzimy dalszą perspektywę, nie warto porywać się z motyką na słońce i robić z siebie mesjasza. Prekursorom, pionierom i przedstawicielom awangardy zawsze było gorzej niż pozostałym, ale to dzięki nim świat idzie do przodu. Wypada zrozumieć nieuchronność procesów społecznych, zacisnąć zęby i pokornie czekać, aż inni (choć nie wszyscy) również dojrzeją i zrozumieją. Trzeba być nie tylko upartym wizjonerem jak Kopernik, Edison czy Martin Luter King, ale warto ufać w potworną siłę koła czasu, które w „odpowiednim momencie” przynosi to co nieuchronne, wbrew zaklęciom i egzorcyzmom nawiedzonych obrońców status quo.

Po co ten przydługi wstęp? Dla udowodnienia tezy, że nastąpił w Polsce przełom w postrzeganiu roli Kościoła katolickiego. Pominę liczne i oczywiste przyczyny, pozostanę przy suchych faktach: bieżące tytuły gazetowe porównane z tymi sprzed roku, albo nawet pół roku pokazują, że „w temacie krytyki KK i jego urzędników dzieje się sporo. Częściej rozważana jest uprzywilejowana pozycja instutucji kościelnej, brak równowagi w relacjach ze słabym państwem, ogromne koszty finansowe związane z utrzymaniem armii pracowników w sutannach oraz utrzymywaniem zabytków będących w rękach Kościoła. Częściej publicyści, politycy i naukowcy mówią o potrzebie renegocjacji Konkordatu czyniącego z Polski wasala Watykanu. LINK

Nie próbuję nikogo przekonywać, że proces budzenia świadomości i laicyzacji Polaków nabrał kosmicznego przyspieszenia i już za rok lub dwa obudzimy się w państwie świeckim. Tak naiwny nie jestem. Ale zauważmy, że dziś w mainstraemie mówi się głośno to, o czym parę lat temu można było poczytać tylko na forach internetowych. Teksty, które kilka miesięcy temu brzmiały niemal jak abstrakcja, dziś nabierają ostrości i wyrazistosci, choć znaczą nadal to samo. Zatoczyliśmy koło: rozpasanie zasłużonego w latach 80-tych Kościoła w 2010 sięgneło zenitu i nadszedł „właściwy czas”, aby sobie i jemu (czyli Kosciołowi) wyraźnie to uświadomić. Przy okazji zwrócić uwagę na toczące się kamienie (Rolling Stones), które zaczynają tworzyć lawinę zmieniającą krajobraz. Takim kamieniem jest ubiegłoroczny tekst Waltera. Powiedzcie sami, czy od tamtego czasu zyskał na aktualności? A może tylko szybciej się toczy, bo trafia na podłoże stawiające mniejszy opór?

Czy Bóg ubierałby by się w złote szaty?
Czy Bóg jadałby tłusto i kazał innym pracować na siebie?
Czy Bóg mianowałby jednych na królów a innych na poddanych?

Czy Bóg kazałby opowiadać sobie wyłącznie o złych uczynkach?
Czy Bóg kazałby ojcu zabić syna aby udowodnić posłuszeństwo?
Czy Bóg kazałby palić na stosach ?
Czy Bóg kazałby zabijać innych ludzi?

Czy Bóg napisałby na pasach żołnierzy idących zabijać: „Jestem z Wami”?

Czy Bóg zdecydowałby o cierpieniach i śmierci milionów?

Czy Bóg zdecydowałby że kobiety są gorsze od mężczyzn?
Czy Bóg zdecydowałby że miłość może łączyć tylko kobietę z mężczyzną?
Czy Bóg zdecydowałby że jednych kocha a innych nie?

Czy Bóg zabroniłby rozumu?
Czy Bóg zabroniłby nauki?
Czy Bóg zabroniłby książek?

Czy Bóg zakazałby pomagać ludziom w płodzeniu dzieci?
Czy Bóg zakazałby ludziom decydować czy chcą mieć dzieci czy nie?
Czy Bóg zakazałby ludziom cierpiącym decyzji o własnej śmierci?

Czy Bóg zakazałby na kogoś głosować?
Czy Bóg nakazałby na kogoś głosować?

Czy Bóg zakazałby używania imienia Boga ?
Czy Bóg nakazałby używania imienia Boga?

Czy Bóg ma imię?
Czy Bóg uważa że jest jedynym Bogiem?
Czy Bóg jest Bogiem?

I czy Bóg wie, kto mówi w jego imieniu?

Komentarz:
kiedy tylko zaczynałem cokolwiem rozumieć nie rozumiałem dlaczego ludzie dają się oszałamiać.
I dlaczego akceptują że ktoś nazywa ich „owieczkami” a siebie „pasterzem”.
Mam przyjaciół księży.
Mam przyjaciół również np. w Hare Kryszna itd.
Mówili mi, że nigdy nie doznałem „łaski objawienia” i że dlatego nie wierzę w jakiegokolwiek Boga.
Mimo wszelkich starań dalej mi to nie wychodzi.
I że nawet w największej trwodze, czy strachu, nie mam potrzeby odwoływania się do Boga.
I, co najgorsze, wspaniale sie z tym czuję.
I zastanawiam się ciągle.
I ciągle wychodzi tylko lista pytań, jakie nieudolnie próbowałem napisać.
O te straszne i pozornie nieznaczące rzeczy, czynione przez wieki w „imieniu jakiegokolwiek Boga”.
Nie siebie pytam – bo odpowiedzi znam.
Pytam Tych, którzy potrzebują czegokolwiek innego niż własnego rozumu.
Pytam Tych, którzy akceptują bycie „owieczkami” i nadrzędną rolę „pasterzy” – czyli zwyklych, choć „wyniesionych ” ludzi.
I proszę – nie obrażajcie się za te słowa.
Ja rozumiem Wasz swiat – bo każdy potrzebuje kręgosłupa, na którym opiera swoje zycie.
Każdy też chciałby w chwilach trudnych móc odwołac sie do kogoś – czegoś.
Obojętne czy to wartości w życiu czy Bóg.
Daję spokojnie radę, odwołując sie w takich chwilach do samego siebie.
I , mimo poważnych starań, ciagle nie mam potrzeby odwoływania sie do czegokolwiek innego.
I mam wewnętrzny spokój.
I brak lęku np. przed śmiercią.
Czego i Wam życzę.

Walter Chełstowski