Posts Tagged ‘rządy PIS’

Zasłony ze śmiesznego dymu

19 października 2016

Wcale nie trzeba w Polsce mieszkać, żeby wyrobić sobie o niej zdanie, i żeby poczuć emocję, którą obecna Polska @dojnejzmiany wzbudza. Media każdego ranka informują, w którym kościele akurat przyklękała nosicielka broszki, w jakim zajeździe gulasz spożywał nadszyszkownik Kaczyński albo jakiemu zjazdowi w chwili wolnej od klęczenia i całowania w biskupi pierścień patronował niezłomny miłośnik „Łupaszki”i patron ONRowskich spędów.

Ludzie dzielą się newsami na Facebooku, wrzucają filmy na blogi i robią to często z powodów odwrotnych od zamierzeń autora. Poznański teledysk reklamujący uroczystości z okazji rocznicy chrztu był tak kosmicznie zły i żenujący, że promowali go głównie ludzie niechętni rozpanoszonemu klerowi i instytucji kościelnej. Na YT film ten miał ponad milion odsłon. Komentatorzy zastanawiali się, czy to jest produkcja serio, monthy pytonowski pastisz czy prostacki sabotaż. Podejrzenia o sabotaż były całkowicie zasadne. Nikt poważny nie pozwoliłby sobie na tak groteskowe potraktowanie poważnego tematu. Ale to pozór, bo teledysk o chrzcie jak najbardziej autentyczny był. Robili go gorliwi katolicy, ludzie niepoważni.

Nie od dziś wiadomo, że nasza wrażliwość diametralnie różni się od ich wrażliwości. Co nam wydaje się szczytem obciachu, kalką z najśmieszniejszych filmów Barei, wyznawcy prezesa K. przypisujący brzozie smoleńskiej mordercze skłonności traktują ze śmiertelnym patosem. Z braku dystansu i z nadmiaru kompleksów wpadają w ten patos łatwo i chętnie. Wiedza historyczna i wierność faktom jest dla nich jeśli nie balastem, to sprawą zupełnie obojętną. Wystarczy, żeby ktoś w patriotyczne bębny walił, upiorne melodie zemsty na wrogu klasowym fałszując wyciągał, pójdą za nim jak w dym. Kiedy nam się coś kojarzy i zaczynamy widzieć siebie w szerszej, historycznej i geopolitycznej panoramie, im zupełnie nic się nie kojarzy, mgła patriotyczna niczym bielmo Zagłoby oczy im przesłania. Nie ma co udawać, że się nie różnimy. Gdybyśmy się nie różnili, bylibyśmy nim i a nimi nigdy nie będziemy, po nie potrafimy być jak oni prostaccy, głupi i chamscy. Kiedy nam ze śmiechu łzy płyną, oni na baczność stają, na kolano przyklękają, łapki składają, karocami się wożą, kokardy przypinają, w amok wpadają, pomniki stawiają.

Każdy z was zastanowił się już nie raz, dlaczego „pisowskie porządki” robione są w takim nieporządku. Na głowie mają niedokończoną sprawę Trybunału, na ulice wychodzą kobiety i nauczyciele, rozwija się akcja protestacyjna w sprawie Puszczy Białowieskiej, trwa mobilizacja KODU i zwołuje się kolejne marsze a Komisja Wenecka stawia coraz twardsze ultimata. Po co do tego bajzlu dokładać wypowiedzi nadpobudliwej posłanki Krystyny P., po co powtarzać w Wiadomościach cyniczne oskarżenia wobec Michnika i dyrdymały Ziobry o super-spec-nadzwyczajnych komisjach? Tego jest zwyczajnie za dużo. Kto nie ma kato-narodowo-pisowskich klapek na oczach może poczuć się zagrożony skalą zamachu na wolności obywatelskie, równowagę ekonomiczną, edukację dzieci, życie żubrów i zdrowy rozsądek.

Oni byliby wyłącznie śmieszni, gdyby jednocześnie nie byli straszni. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że ta mimowolna groteska ma przykryć poważne zagrożenie. Gdy obserwuję w mediach ich ignorancję i arogancję, kolejne projekty wykopania, zniszczenia, obcięcia, segregacji lub unifikacji – nie jest mi do śmiechu. I z większa rezerwą traktuję pojawienie się na ekranie opasłego biskupa jadącego niczym Kopciuszek w rokokowej karecie. Coś mi mówi, że ta maskarada jest tylko zasłoną dymną. Tak samo jak rozdmuchiwanie dętych afer i aferek z żołnierzami wyklętymi, pogrzebami, komisjami i gimnazjami.

Chwilami wygląda na to, że prezes K. jednym chochołom nakazał przed kamery wychodzić i na pośmiewisko się wystawiać, innym zaś zalecił, żeby bezprzykładną butą, chamstwem i brakiem rozsądku przeciwników do szewskiej pasji doprowadzać. Niech sobie pokrzyczą futerkowi wegetarianie, niech sobie zakładają dwukolorowe rękawiczki, niech się gotują i bulgoczą, może do mile widzianej konfrontacji siłowej doprowadzą. My tymczasem w zaciszu gabinetu nasze ziobro-sprawki będziemy omawiać, polski kapitał na rzecz Putina trwonić, a żeby nam włos z głowy nie spadł każemy Kamińskiemu plany inwigilacji kreślić a Macierewiczowi kibolski narybek szkolić. Minister Szyszko z biskupami będą wznosić toasty za dalszą kretynizację życia publicznego…

To, że obecna władza strzela sobie w kolano – widzimy tylko my, większa część Europy oraz redaktorzy światowych gazet. Elektorat pisowski na wymowę faktów jest odporny. Ślepa wiara w geniusz prezesa i jego akolitów uniemożliwia im zrozumienie zawiłości polityki. Zatem prezes i akolici maja ułatwione zadanie: robią medialny szoł wyłącznie dla swojego elektoratu – a ten ani śmieszności ani grozy w poczynaniach tej ekipy nie widzi. Rządzącym wydaje się, że są wybraną przez boga i naród elitą. Musi być to mniemanie mocno zakorzenione, ponieważ w ogóle nie zauważają swojej głupoty. Z tego bierze się niedocenianie i notoryczne obrażanie się na przeciwnika – czyli na nas. Jestem przeciwnikiem PISu od stóp do głowy, od świtu do zmierzchu, całą dobę siedem dni w tygodniu (dni świątecznych nie uznaję). Bezpośrednio rządy kleru i PISu we mnie nie uderzają: ziemi rolnej nie zamierzam nabywać, edukacja (czytaj narodowo-katolicka indoktrynacja) już mi nie grozi,  podobnie  zakaz aborcji i antykoncepcji, ucieczka kapitału i spadki na giełdzie też niewiele dla mnie osobiście znaczą. Całego PISu, jego funkcjonariuszy i wyznawców nie znoszę za dwie rzeczy:  niszczenie gospodarki i rozwalanie poczucia bezpieczeństwa Polaków; po drugie: obrażanie mojej inteligencji.

Ot choćby pro-pisowski dyrektor lasów państwowych, którego wypociny zacytował na Fb Adam Wajrak (Mocna rzecz, tylko dla orłów):

Pan Dyrektor Lasów Państwowych Konrad Tomaszewski, który już wydał zarządzenie o duszpasterstwie w Lasach teraz popełnił dokument o wycieczkach i imprezach. Jest to rozporządzenie z cyklu „oczko się temu misiu”:

* Wycieczki wypoczynkowe – krajowe i zagraniczne
Istotą wycieczek wypoczynkowych jest krótkotrwały (…) wyjazd pracowników jednostek organizacyjnych LP do atrakcyjnych wypoczynkowo miejsc czy miejscowości (np. usytuowanych nad wybrzeżami morskimi, jeziorami czy na terenach górskich), przede wszystkim w celu skorzystania z kąpieli słonecznych, wodnych, a także zabiegów odnowy biologicznej (w połączeniu z różnymi formami odpoczynku czynnego, np. w połączeniu z przejażdżkami kajakami, rowerami itp.)

* Występy zespołów hejnalistów leśnych (z elementami współzawodnictwa)
Występy hejnalistów mogą natomiast stanowić element autonomicznej imprezy monofunkcyjnej lub autonomicznych imprez wielofunkcyjnych (występy hejnalistów w połączeniu z imprezami wypoczynkowymi, występy hejnalistów w połączeniu z wycieczkami na grzyby i jagody.

* Prezentacja wabienia zwierzyny oraz inne naśladownictwo odgłosów fauny leśnej (z elementami współzawodnictwa)
Prezentacja naśladownictwa odgłosów zwierząt leśnych stanowi bez wątpienia oryginalną atrakcję kulturalną samą w sobie. Do występów osób naśladujących odgłosy zwierząt należy stosować odpowiednio charakterystykę imprez pracowniczych, obejmujących występy zespołów hejnalistów leśnych.

* Przedstawienia i inscenizacje kameralne
Przejawem imprezy pracowniczej są natomiast przedstawienia i inscenizacje leśników – aktorów amatorów. Mogą one przybierać formę przedstawień plenerowych (…) Plenerowe przedstawienia i inscenizacje powinny upamiętniać ważne wydarzenia historyczne z udziałem leśników lub z wykorzystaniem lasów (na przykład potyczki partyzanckie z okresu II wojny światowej, przemarsz wojsk z rozwinięciem w lasach obozów na odpoczynek, akcje zwalczania wielkoobszarowych pożarów lasów, dawne technologie prac hodowlanych itd., itp.)

* Zawody pływania długodystansowego
Z mocy niniejszego zarządzenia – w Lasach Państwowych dopuszcza się przeprowadzanie Dorocznych Amatorskich Zawodów w Pływaniu Długodystansowym Leśników.

* Spotkania biesiadne
Spotkań biesiadnych nie należy mylić z serwowaniem posiłków podczas narad gospodarczych czy szkoleń. W rozwiązaniu standardowym – spotkania biesiadne nie powinny stanowić imprez samoistnych. Mogą natomiast stanowić część składową imprez monofunkcyjnych, a najczęściej stanowią część składową imprez wielofunkcyjnych. Podczas spotkań biesiadnych należy dążyć do serwowania żywności o podwyższonej jakości oraz posiłków z darów lasu.

To już koniec cytatu. W tej wysoce niezręcznej sytuacji nie mam już nic do dodania. Darz bór! 🙂

_MG_7322

Folwark, znachor i linia podziału

24 kwietnia 2016

Ciekawego eksperymentu dopuściła się wczoraj Gazeta Wyborcza oddając łamy zaproszonym pisarzom. Przeczytałem większość tekstów lekko rozczarowany. Varga miewał lepsze wejścia, Piątek przyzwyczaił nas do przenikliwości i finezji tudzież słownej ekwilibrystyki, wiec jego przydługi wypis nienawistnych (autentycznych, spisanych z internetu) odzywek dotyczących drugiego sortu wydał się po prostu przygnębiający. Szczerek trzyma poziom, walczy za pomocą słowa z upiorami polskimi usiłując na naszych oczach rozwikłać dylemat czy wojna tocząca się w Polsce, to wojna między lewicą a prawicą czy coś zupełnie innego.

O ile istnienie dwu wrogich plemion jest faktem, interpretacje dotyczące linii podziału różnią się między sobą. Po jednej stronie jest dzikość, irracjonalizm i barbarzyństwo, po drugiej dążenie do ładu, spokoju, respekt dla żelaznych zasad ekonomii, nauk społecznych, geopolityki a nawet ekologii (patrz Puszcza Białowieska). Ale zgody nie ma. Socjologowie i religioznawcy (prof Mikołejko) mówią o religii smoleńskiej, która przejęła narrację w Polsce i wciąga do swego grona coraz większą liczbę osób. Historycy, opisując sytuacje w Polsce, na wyścigi wskazują analogie z faszyzmem i bolszewizmem. W ten nurt wpisał się Jacek Santorski, który zauważył w pewnej dużej firmie silną, zupełnie nieprzystającą do okoliczności, potrzebę hierarchii i współzawodnictwa wśród pracowników, którzy wyraźnie męczyli się w sytuacji , gdy zagraniczny pracodawca dał im „zbyt dużo wolności”. Psycholog powiązał te postawy z zaszłościami historycznymi wskazując na folwarczną mentalność większości Polaków tęskniących do rządów silnej, choć nie zawsze sprawiedliwej ręki. I co ciekawe, potomkowie robotników folwarcznych a w lepszym wypadku szlachty zagrodowej sami wytwarzali polaryzacje, szukali wrogów, sami ustawiali się w roli ciemiężonych ofiar, aby, jak ich dziadowie i pradziadowie, przeżywać nienawiść do „pana”, gardzić jego ogładą i bogactwem. W podobnym, równie pesymistycznym, kierunku idą rozważania antropolożki, prof. Joanna Tokarskiej-Bakir.

Polacy tradycyjnie skłaniają się do tworzenia społeczeństw typu „sekta”, o silnych więziach i dużym ciśnieniu grupy na jednostkę (…) Jest to skutek traum i wiktymizacji, lat niewoli, dominującej pozycji Kościoła z jego nauką o uwznioślającej roli cierpienia, a także niskiego czynnika realnej skolaryzacji – bo współczynnik skolaryzacji „nierealnej” podskoczył nam nieproporcjonalnie wskutek boomu pozornej edukacji.

oraz

(…) sekta nie jest w stanie wytworzyć stabilnego „niepokalanego” centrum.
Jej polityka polega na nieustannym denuncjowaniu tego centrum – pojawiają się tu oskarżenia o czary, niepobożność, światowość lub kosmopolityzm. Są to grupy o silnie zarysowanych granicach, ale małych możliwościach przemiany wewnętrznej, czemu odpowiada niska samoocena jednostek przy wielkich aspiracjach zbiorowości.
W instytucji typu sekta szczególnie upośledzona jest zdolność rozpoznawania ryzyka, co sprawia, że podejmuje ona zadania niewspółmierne do sił, często kończące się spektakularną klapą.

Przy takich rozpoznaniach podział na prawicę i lewicę rzeczywiście wydaje się anachroniczny. Podejmowana tu i ówdzie analogia do walki postu z karnawałem jest chwytliwa literacko lecz dalece za mało precyzyjna. Podobnie jak metafora z przeciąganiem liny pomiędzy załogą średniowiecza a drużyną oświecenia. To już zdecydowane nadużycie. Gołym okiem widać, że naprzeciw średniowiecza, którego książkowym reprezentantem jest pisowski rząd z takimi tuzami jak Jurgiel, Szyszko, Ziobro, Kamiński, Macierewicz i Gliński (tudzież stojący w drugim szeregu Rydzyk, Michalik, Gądecki, Jędraszewski, Mering) stanęła drużyna ledwie renesansowa, momentami sięgająca moralnych zdobyczy epok ciut późniejszych, robiąca leciutkie ukłony w stronę feminizmu i gospodarki rynkowej ale stroniąca od Karty Praw Podstawowych, całkowitego odseparowania Kościoła od Państwa oraz zajęcia się na serio losem zwierząt. Światopoglądowa zachowawczość trzech najważniejszych partii opozycyjnych jest, niestety, gwarantem długiego rządzenia PISu. Ciamciaramcia nie wygra z wiejskim rzeźnikiem.

Konflikt postaw i interesów jeszcze trochę potrwa, ale spory wokół jego genezy wcale nie są jałowe. Warto wiedzieć, skąd wyszedł ten motłoch, który dorwał się do władzy, jakie bazyliszki wysiadują jaja pod brunatnymi koszulami jego wodzów. Na różnych forach piśmienni egzorcyści usiłują nazwać diabła, który coraz energiczniej miesza w polskim tyglu. Potrzebnie, bo nazwanie diabła jest pierwszym krokiem do jego wypędzenia tak jak diagnoza choroby jest fundamentem jej leczenia. Był taki etap w rozwoju medycyny, że wszelkie choroby tłumaczono zalegającą w organizmie flegmą i waporami, dlatego przy najmniejszej niedyspozycji usuwano ową flegmę z pacjenta za pomocą środków przeczyszczających, lewatywy i upuszczania krwi. Metody te, stosowane także wobec kobiet w ciąży i w połogu, miały przez wieki gorących zwolenników tak po stronie lekarzy jak pacjentów, chociaż daleko im było do skuteczności. Dopiero rozwój wiedzy medycznej sprawił, że teorie o zaleganiu w ciele „złej materii” odłożono między bajki a szkodliwych kuracji zaniechano.
Czy tak będzie z leczeniem Polski? Nie wiadomo. Na razie trwa rozległe zakażenie pobudzane łopotem nazistowskich flag i sączeniem medialnej trucizny. Oby podstarzały znachor mamroczący zaklęcia w żoliborskiej willi nie kazał upuszczać krwi.

Komu dziękować za to szambo?

12 lutego 2016

Niektórzy się denerwują tym, co się w Polsce dzieje. Wśród moich znajomych niemal wszyscy się denerwują, dławi ich poczucie bezradności, czują się zażenowani faktem, że są częścią tego samego społeczeństwa, które tak głupio dało się zmanipulować cynicznym populistom i kłamcom. Przecież ta formacja już raz udowodniła autorytarne zapędy i ekonomiczną ignorancję. Teraz do tamtych grzechów doszła niespotykana pogarda dla myślących inaczej, szczucie jednych na drugich i podlizywanie się obcym czyli Watykanowi i Moskwie. Tuż po wyborach, wielu z nas zadawało sobie pytanie, jak do tego doszło? Na fali niedowierzania, kiedy po raz pierwszy złamano Konstytucję, doszło do masowych protestów. Z biegiem czasu pytanie o przyczyny porażki Polski świadomej i racjonalnej zeszło na plan dalszy, bo o wiele ważniejsze jest „jak wyjść z tego bagna?”

Nie ma prostych odpowiedzi. Obok całkiem rzeczowych diagnoz pojawiają się księżycowe przewidywania oraz niebezpieczne postulaty. Autor Studia Opinii, Jacek Parol skrytykował postawę liderów KODu, którzy deklarują bezwarunkową wolę uszanowania wyniku wyborczego. W ten sposób, dowodzi autor, kto uznaje prawo PISu do rządzenia, podpisuje zgodę na dalsze rozwalanie porządku prawnego i gospodarki w Polsce. Dlatego – apeluje Parol – trzeba temu przeciwdziałać i nie poddawać lenistwu, bo PIS zachęcony biernością opozycji zechce zmienić ordynację wyborczą i tak „ustawić” następne wybory, aby zapewnić sobie zwycięstwo. Obawa słuszna, ale żaden scenariusz zastosowany pośpiesznie przez opozycję (którą opozycję?) nie da gwarancji, że takie zagrożenie uda się całkowicie wykluczyć. Bo to my jesteśmy po szyję w … szambie, a nieprzemyślana próba wydostania się z niego może spowodować, że zanurzymy się w nim głębiej. Kto wie, czy gwałtowniejszy ruch ze strony KODu i opozycji parlamentarnej nie dałby stronie pisowskiej paliwa do jeszcze większego radykalizmu? Musiał Jacek Parol taki wariant w cichości rozważyć, bo zastrzegł w artykule, że nie próbuje wyprowadzać ludzi na barykady i nie opowiada się za konfrontacją siłową. Uff, dobrze, że takie zapewnienie padło, bo najgłupsze co można teraz zrobić, to z szabelkami wyjść na ulice. Równie mało rozsądnie brzmi nawoływanie do dodatkowej mobilizacji wszystkich sił (społecznych i politycznych) niechętnych PISowi u władzy. Wszak mobilizacja już nastąpiła i objawiła się w postaci KODu, na który powołują się (ocalałe) autorytety i o którym piszą światowe gazety. Nie trzeba nic więcej. Polacy wcale nie śpią, działają na miarę doświadczenia, okoliczności i… poczucia przyzwoitości. Rewolucji pisowskiej nie można pokonać inną rewolucją. Tym bardziej nie można zniżyć się do ich standardów, bo wtedy ewentualne zwycięstwo byłoby porażką. Wszystkich.

Podoba mi się konsekwencja i spokój w wydaniu Mateusza Kijowskiego, który zdaje się rozumie, że siła KODu tkwi w jego ponadpartyjności. Żadna partia nie jest w KOD faworyzowana (prawackie szczekaczki uparcie insynuują podskórne związki KODu z Nowoczesną lub z Platformą) ani też żadna partia oficjalnie nie jest dla KODu wrogiem. Owszem PIS jest partią narodowo-katolickiego socjalizmu, więc z definicji nie znosi demokracji, ale to nie znaczy, że jedyną racją istnienia KODU ma być istnienie PIS. Takie ustawianie się KOD byłoby  kontynuacją szkodliwego i złudnego podziału na PIS i PO. Otwarta konfrontacja byłaby działaniem krótkowzrocznym i nieefektywnym, nie mówiąc o tym, że zaprzeczałaby temu co KOD ma w nazwie czyli Obrony Demokracji. Pryncypia są czasem ważniejsze niż zagrożona gospodarka.

Po lekturze artykułu Jacka Parola nadal nie wiem, na czym miałoby polegać „zdecydowane działanie”. Czy na nieustającym pokazywaniu PISowi nieprzyzwoitego gestu? To się już dzieje bez szumnych nawoływań. Opór społeczny stopniowo rośnie, filmy z wygwizdania Du*y w Gdyni a Szydłowej w Krakowie wzbudzają szczery entuzjazm, a same akcje z pewnością znajdą kontynuatorów. Natomiast pomysł na referendum dotyczące rozpisania nowych wyborów jest całkowicie chybiony. Dobrze, że KOD umywa od tego ręce. Po pierwsze byłby to niebezpieczny precedens, po drugie jest na to stanowczo za wcześnie. Nie mamy podstaw, by przypuszczać że wynik na pewno będzie dla nas korzystny. Nie wolno lekceważyć największego, tuż po aparatczykach pisowskich, beneficjenta nowych rządów. Kościół katolicki, obecnie nieco wycofany, jakby zawstydzony poczynaniami kaczystów, w każdej chwili może stanąć w obronie swoich zdobyczy.

Dlatego tym razem ja zaapeluję: poczekajmy, nie uderzajmy w histeryczne tony. „Reformy” pisowskie idą tak szerokim frontem, że katastrofa jest nieunikniona. Wiadomo, że na program 500+ rząd ma pieniądze tylko na ten rok. W dalszych latach z tego i paru innych powodów nastąpi zachwianie gospodarki, a co za tym idzie rozsierdzenie wielu grup społecznych. także tych, które w zapewnienia Szydłowej ślepo wierzyły. PIS u władzy jest największym swoim wrogiem – na tym etapie nie trzeba mu specjalnie przeszkadzać, zwłaszcza, że nie mamy prawnych możliwości.

Jak do tej pory pod Sejmem protestowały dwie grupy: najpierw obrońcy czegoś tak abstrakcyjnego jak demokracja (młodzi nie poszli, bo jeszcze się na abstrakcjach nie znają) później zrobieni w bambuko handlowcy, którzy zebrali się w obronie swoich dochodów i miejsc pracy. Po handlowcach zaczną protestować inne poszkodowane grupy zawodowe, to jest pewne jak w banku. Coraz mocniej integruje się środowisko inteligenckie oburzone nieetycznym postępowaniem prezydenta,  bezprawiem dotykającym sędziów, dziennikarzy, prokuratorów. Zadziała efekt domina.

Następne masowe protesty mają szansę przyciągnąć coraz więcej rozczarowanych wyborców Kaczyńskiego. Niepewna jest sytuacja górników, dla których też zabraknie pieniędzy. Na to warto poczekać. Obecnie, gdy poparcie społeczne PISu jest rekordowo wysokie, z wyborcami tej partii nie da się rozmawiać. Wciąż działa syndrom zakochania w Kaczyńskim i negacji „Polski na pasku Brukseli”. Ale miłość nieskonsumowana jest nietrwała,  więc i tutaj jest szansa na dobrą zmianę. Nie powinno się walczyć z tymi ludźmi. Jakkolwiek futurystycznie to brzmi, ich należy odzyskać dla działania wspólnego a nie wykluczać. Najlepszą metodą leczenia wyborców PIS z zauroczenia Kaczyńskim jest powierzenie mu władzy. Gdy po paru latach przekonają się sami, jak bolesne dla ich aspiracji i poziomu życia są rządy ludzi niekompetentnych i jawnie sprzyjających Putinowi, szczepionka zadziała. Lecz tego nie da się zrobić nagle, za pomocą zaklęcia. Jak każda terapia, jest to proces długotrwały. Zgadzam się, że cena wizerunkowa oraz cywilizacyjna będzie wysoka. Już jest wysoka, inaczej nie mówilibyśmy o wdepnięciu w szambo.
Najsensowniejsze co mogą teraz robić przeciwnicy PIS, to dbać o edukację obywatelską, nie wdawać się w ambicjonalne wojenki i cierpliwie wskazywać sprawców manipulacji. Na przyszłość warto pamiętać, że za wynik wyborów nie odpowiada tylko partyjna propaganda ulokowana w „niepokornych” mediach. PIS miał i ma sprzymierzeńca w postaci Episkopatu, któremu również nie w smak europejskie aspiracje Polaków. Logika wskazuje, że Kościołowi należy podziękować za to szambo, z którego nadal nie wiemy, jak się wydostać.

Podobne rady miał dla Polaków amerykański politolog David Ost.
http://wyborcza.pl/magazyn/1,149898,19483788,david-ost-odebrac-pis-owi-niezadowolonych.html

Link do artykułu w SO:  http://studioopinii.pl/jacek-parol-nie-dla-kolysanki/

Zaklęcia 2016

31 stycznia 2016

Przez parę dni milczałem, bo liczyłem, że ktoś z blogerów podejmie temat, który mi chodzi po głowie od ostatniego poniedziałku. Oglądałem wtedy (wyjątkowo) program Lis na żywo, który tego dnia miał swoją ostatnią odsłonę.
Pożegnanie Tomasza Lisa z widownią TVP2 miało rekordową widownię 3 mln widzów. Dla wielu był to program zamykający funkcjonowanie TVP w warunkach niezależności. Lis postarał się o mocny akcent i do rozmowy zaprosił dwóch byłych prezydentów i dwóch byłych premierów. Ich obecność w studiu była znacząca, nawet symboliczna, choć przyznać trzeba, że niewiele z ich wypowiedzi wynikło.

Wszyscy – nawet powściągliwy Belka, który jako jedyny z tych czterech nadal pełni funkcję państwową – zgodzili się w ocenach, że w kraju dzieje się źle a polityka zagraniczna prowadzona przez PIS-dyletantów szkodzi Polsce. Najbardziej bezpośredni w punktowaniu słabości władzy i jej konceptów okazał się Cimoszewicz. (Opinie wygłaszane u Lisa rozszerzył kilka dni później podczas rozmowy w radiu Zet z M. Olejnik – warto odszukać i posłuchać). Wałęsa używa meta języka, trudno połapać się w jego intencjach, zresztą specjalnym mówcą Wałęsa nigdy nie był, wystąpił więc zdecydowanie jako zasłużona maskotka. Zdobył się tylko na powtórzenie sloganu, że lud powinien brać sprawy w swoje ręce. Podobnego zdania był Komorowski podkreślający że demokracja musi się opierać na masowym ruchu i aktywności obywatelskiej. Szkoda, że po 26 latach wciąż trzeba te banalne prawdy przypominać…
Komorowski, który wystąpił u Lisa jako pierwszy, gładko wszedł w rolę ojca Narodu i snuł gawędę tym, że walkę społeczeństwa z opresyjną władzą uda się wygrać, bo kłamstwo ma krótkie nogi a już raz się udało, komuna upadła, choć na początku wielu z tych, co kręcili korbami powielaczy i roznosiło ulotki nie wyobrażało sobie jak do tego dojdzie. A jednak zwyciężyliśmy! – triumfował Komorowski. Otuchy w jego słowach było sporo, ale jakim sposobem odebrać Kaczyńskiemu pełnię władzy były prezydent nie powiedział. Nie powiedział także Lis, który w podsumowaniu programu obiecał, że jeszcze będzie normalnie i znowu będziemy się do siebie uśmiechać.
Tak więc jeśli chodzi o sztukę zaklinania, program okazał się atrakcyjny. 3 miliony widzów mogło pójść spać w spokoju. W obszarze stosowania zaklęć jestem raczej sceptykiem, nie wiem, czy zaklęcia pomogły kiedykolwiek zmienić losy jakiegokolwiek kraju. Od samego mieszania herbata nie staje się słodsza. Niestety, codziennie czytam całe kolumny zaklęć wypełniające fora internetowe, słyszę je podczas wystąpień podczas kolejnych manifestach KODu.

„Wiosna będzie nasza” – pokrzykują jedni. „Ta władza jest zbyt zuchwała i prymitywna, nie przetrwa całej kadencji” – pocieszają się drudzy. „Kaczyński musi odejść” – mantrują inni.

Zupełnie mnie to nie przekonuje.

Komorowski aktywnie walczył z komuną, więc powinien zauważyć, że jego porównanie jest nieuprawnione. Tamta walka odbywała się w całkowicie innych warunkach. Kilka (nie tylko polskich) niepodległościowych zrywów zostało brutalnie stłamszonych a piewcy socjalizmu dopiero wtedy oddali władzę, gdy po pół wieku rządzenia zrujnowali gospodarkę, ich partia opadła z sił a jej funkcjonariusze (nie mówiąc o szeregowych członkach) przestali wierzyć w to, co głoszą. Ideały socjalizmu zostały skompromitowane, a zielone światło do zmian dał „szef wszystkich szefów” czyli Gorbaczow. W lipcu 1987 roku Gorbi przyleciał do Warszawy a w lutym następnego roku PZPR zaprosiła Solidarność do rozmów.
Czy coś z tamtej sytuacji znajduje odbicie w obecnej? Gdyby żoliborski „szef wszystkich szefów” otrząsnął się z urojeń i nagle przyjął kurs na integrację z Unią Europejską, wzmocnienie prawa i rezygnację z modelu gospodarki opartej na rozdawnictwie i konsumpcji… Tak, gołym okiem widać, że to mrzonka. Bolszewicki model rządzenia jest jedynym jaki Kaczyński zna, akceptuje i potrafi wdrażać, ale powiedzmy, że w dniu urodzin doznałby cudownego olśnienia i odwołałby zgraję ministrów bredzących o zamachu, zrujnowanej gospodarce, braku wodociągów i wegetarianach. Co wtedy? Czy setki tysięcy pisowczyków obsadzonych na stanowiskach państwowych zaczęłoby akceptować pomysły wodza? Czy służby Ziobry i Kamińskiego wycofałyby się nagle z akcji zbierania haków i zastraszania niewinnych ludzi? Zamach na państwo już się dokonał a ci którzy to zrobili i ci którzy im kibicują święcie wierzą w swoje racje. Prezydent i inni funkcjonariusze PIS w obawie przed odpowiedzialnością karną władzy dobrowolnie nie oddadzą. Standardy demokratyczne nie mają tu nic do rzeczy, bo jest jeszcze coś takiego jak standardy bantustanu, którymi akurat obecna władza chętnie się posiłkuje. Albo od innej strony: czy 5 milionów wyborców PIS, których głównym paliwem jest nienawiść i żądza „wyrównania krzywd” zaczęłoby się nagle na rozkaz Jarosława  uśmiechać do „komuchów i złodziei”, którzy w futrach z norek chodzą na manifestacje w obronie demokracji?

Zmiany mentalne wywołane wieloletnią indoktrynacją poszły za daleko, przeciwnicy liberalnej gospodarki  są w większości wyznawcami teorii spiskowych i zasługują na miano hołoty wykarmionej insynuacjami Kaczyńskiego, Korwina i Kukiza. Nie tworzą ruchu obywatelskiego zdolnego do dbałości o dobro wspólne. Przez lata wmawiano im, że mają się jednoczyć nie po to, by coś zbudować, lecz żeby zniszczyć. Ich celem są zgliszcza. Ich umysły to beton. Rewanż za zdradę i upokorzenie, pragnienie powstania z kolan i wywyższenie „ich” narodu ponad inne narody – to jest spoiwo  wyborców PISu i partii satelickich. Dlatego w przypadku hipotetycznej zmiany kursu przez Kaczyńskiego, oni prędzej uznają go za zdrajcę, niż cofną się w swoich oczekiwaniach o milimetr. Wódz jest ich zakładnikiem ale nie jest powiedziane, że musi być to stale ten sam wódz. Najważniejsze, by mówił to, czego oni chcą słuchać oraz żeby znajdywał im nowych wrogów, stawiał nowe nieosiągalne cele godne mesjaszy „nowego porządku”. Chętni, by zastąpić Kaczyńskiego na pewno się znajdą.

_MG_4195Zaklęcia więc nie zadziałają. Uśmiechać się można, ale na łagodne wyjście z klinczu nie ma co liczyć. Nawet jeśli po pierwszej kadencji PIS władzę utraci, zgoda narodowa pozostanie w sferze życzeń. Z jednego podstawowego powodu, który „czterej mędrcy” występujący u Lisa zgodnie przemilczeli. Powodem tym jest oczywiście Kościół Katolicki i potęga jego zaklęć.

Paralela Komorowskiego tu też okazuje się chybiona: podczas walki z komuną i wiosny ludów 1989 roku Kościół polski zachęcany przez papieża Wojtyłę stał wyraźnie po stronie większości domagającej się swobód demokratycznych. Dziś ten sam Kościół trudno podejrzewać o sympatię dla demokracji.  Od lat obserwujemy próby powstrzymania procesu przemian cywilizacyjnych.  Hierarchowie Kościoła nie kryją swoich tęsknot do zaprowadzenia rządów opartych wyłącznie na prawie kształtowanym przez ich dogmaty. Nieszczęściem Polski jest to, że ten Kościół ma wciąż tak duże poparcie społeczne.

Rola Kościoła Katolickiego w obecnym procesie demontażu porządku prawnego i podkopywaniu międzynarodowej pozycji Polski jest oczywista. Instytucja zarządzana przez purpuratów posłusznych Rydzykowi (bo przecież nie Franciszkowi) jawnie popiera rozbijackie zapędy PIS i nie protestuje, gdy łamana jest konstytucja i prawa obywatelskie. Dlaczego zresztą miałby to robić? Kościół tęskni do feudalizmu a w demokracji i liberalizacji widzi wyłącznie zagrożenie. Wszedł w sojusz z władzą spodziewając się państwowych dotacji i współudziału w tworzeniu prawa nadającego kolejne przywileje klerowi i zwiększającego kontrolę nad swobodami obywatelskimi. Od tego tylko krok do stwierdzenia, że dzisiejszy Kościół stoi dokładnie tam, gdzie stało ZOMO.

W Warszawie podczas manifestacji KOD ludzie odmawiali modlitwę bez udziału księdza.

Co postanowisz, niech się ziści
Niechaj się wola Twoja stanie
Ale zbaw mnie od nienawiści
Ocal mnie od pogardy Panie…

Powtarzając strofy wiersza Natana Tenenbauma zaklinali rzeczywistość, ale już na własną rękę.