Posts Tagged ‘mantykora’

Pociąg i Bestia

25 sierpnia 2015

Jest takie zwierzę borsuk. Mało ciekawe stworzenie, ale jego jądra mają znakomite własności lecznicze. Naturaliści mówią, że kiedy ścigany borsuk pojmie swoje położenie, wtedy odgryza sobie jądra, rzuca je przed myśliwych a sam ucieka. Jeśli mimo to inny myśliwy go wytropi, wtedy borsuk staje na tylnych łapach i pokazuje mu swój seksualny organ. Jak już myśliwy zobaczy, że borsuk jąder nie ma, zostawia go w spokoju.
W ten sam sposób każdy z nas, kto pragnie żyć w duchowej czystości i w zgodzie z boskimi przykazaniami, powinien złe nawyki i bezwstydne uczynki odciąć od siebie i rzucić diabłu w twarz. Wtedy diabeł zobaczy, że nie mamy niczego, co by do niego należało i zawstydzony odejdzie.

Jest taki pociąg z Wrocławia do Lublina. Siedzę w przedziale, obok mnie dobrze odżywiona dziewczyna ze słuchawkami na uszach. Próbuję rozpoznać, czego słucha, docierają do mnie dynamiczne akordy symfoniczne ale nic nie łączy się w całość.Stukot kół pociągu zniekształca dźwięk. Poddaję się, zresztą mam swoje zajęcie, zakładam okulary otwieram niedawno zakupiony „Bestiariusz średniowieczny”. Wreszcie mam okazję, żeby zapoznać się z oryginalnymi opisami bazyliszków, mantykor i strzyg. Może po lekturze zrozumiem, dlaczego w średniowieczu bestiariusze były tak popularne. I co w tej biblii pauperum bardziej ludzi przyciągało: groza czy moralitet. Wielogłowe smoki, gryfy i bazyliszki zajmowały wyobraźnię czytelników (częściej słuchaczy) w takim samym stopniu co zwierzęta i ptaki żyjące realnie. Dla autorów było to bardzo wygodne. Dziwolągi zawsze budzą ciekawość a kto i jakim sposobem miałby zweryfikować ich istnienie? Zawsze można było odpowiedzieć gawiedzi, że wilki i jelenie żyją blisko, lwy i wielbłądy trochę dalej, natomiast strzygi i mantykory jeszcze dalej, w krainach tak odległych, że nikt prócz Wiedźmina tam się nie zapuszcza. Opisom towarzyszą obrazki przedstawiające zwierzęta i stwory. Trzeba przyznać obrazki bardzo udane, nawet te nierealne stwory wyglądają bardzo realnie, choć chwilami artysta próbował być zbyt dosłowny, co dało efekt komiczny.

Miejsce pod oknem zajmowała kobieta szczupła, lekko przypominająca strzygę z mojego bestiariusza. Na pierwszy rzut oka wydawała się wyniosła lecz po bliższym przyjrzeniu się wrażenie ustąpiło. Była osobą raczej zalęknioną, przywykłą do trzymania emocji na wodzy. Minę miała szlachetnie cierpiętniczą, jakby wsiadła do przedziału wprost ze stron dziewiętnastowiecznej powieści. Choć bardziej prawdopodobne było to, że jechała na spotkanie z zachowującą stałą temperaturę ręką św. Magdaleny albo wracała z seansu z misjonarzem Boshoborą. Poczucie pseudo-mistycznego wtajemniczenia wyzierało z jej strzygowatego oblicza.

Dokładnie naprzeciw mnie zasiadła jowialna starsza pani w grubych okularach. Była niewidoma i rozwiązywała krzyżówkę. Nie, nie wypełniała rubryk kropeczkami Brail’a. Towarzyszyła jej nastoletnia wnuczka, która odczytywała znaczenia haseł, a gdy babcia znalazła dobrą odpowiedź, wpisywała ją we właściwe pole. Podział ról całkiem oczywisty: babcia była mózgiem, wnuczka narzędziem. Narzędziem o całkiem donośnym głosie i bez towarzyskich zahamowań. Z tego powodu w połowie rozdziału o jednorożcu książkę musiałem odłożyć. Mój pociąg do bestii został rozjechany przez zdublowany skład amatorek krzyżówek. Babcia głośno domagała się podpowiedzi, dopytywała o litery już wpisane, co pomogłoby jej odgadnąć wyraz właściwy. Wnuczka cierpliwie odpowiadała. Po raz kolejny w dziejach świata kultura niższa wypierała wyższą. Nie robiłem z siebie męczennika, postanowiłem przyłączyć się do krzyżówkowego challenge’u. Najpierw rzuciłem jedno hasło, potem drugie. Nie wyrywałem się z podpowiedziami, odczekiwałem chwilę, a kiedy wiadomo już było, że babcia ani tym bardziej jej wnuczka nie dadzą rady, wtedy podawałem konkretny wyraz. Zwykle pasował do układanki. Po jakimś czasie, bodajże między Ozimkiem a Częstochową, wnuczka wyszła z babcią do toalety. Pozostałe pasażerki milczały, mogłem poczytać swój bestiariusz.

Istnieje zwierzę zwane hieną, które żyje w grobach i żywi się ciałami zmarłych. Hiena z natury jest czasem rodzaju męskiego a czasem rodzaju żeńskiego, dlatego trzeba hienę uznać za zwierzę nieczyste. Hiena ma sztywny kręgosłup, wszystko w jednym kawałku, dlatego nie może spoglądać w tył, musi obracać całe ciało. Jest zdolna do zadziwiających rzeczy. Po pierwsze, umie niepostrzeżenie podążać za stadem prowadzonym przez pasterzy a w pobliże domostw potrafi się podczołgać. Pozostając niezauważona wsłuchuje się w głosy ludzkie i uczy się je naśladować. Kiedy już posiądzie tę sztukę nawołuje ludzi z ciemności i tam je napada. Podobnie zwabia psy w zasadzkę udając chorych ludzi wzywających pomocy. Kiedy pies podejdzie zbyt blisko, hiena rzuca się na niego i go zjada. A kiedy pies podczas polowania znajdzie się w cieniu hieny, traci swój głos i zapomina języka w pysku.
Dzieci Izraela są jak ta bestia: z początku służyły żyjącemu Bogu, lecz potem modląc się do fałszywych bożków, stały się sługami bogactwa i łatwego życia. Prorok Jeremiasz porównał Izraelitów do tej nieczystej bestii, mówiąc: „Moje dziedzictwo stało się dla mnie jak hiena w gęstwinie”. Każdy spośród nas, kto oddaje się próżnemu życiu i służy bogactwu, jest jak to zwierzę, które nie jest ani męskie ani żeńskie, nie jest człowiekiem wierzącym ani niewierzącym lecz należy do tych, których Salamon nazwał ludźmi podwójnego oblicza, niezdolnymi trzymać się jednej drogi. Nasz Pan rzekł: „Nie możesz jednocześnie służyć Bogu i Mamonie”

Z ulgą powitałem powrót do przedziału niewidomej babki i widzącej wnuczki. Znowu włączyłem się w rozwiązywanie krzyżówki, chociaż okazji do zabłyśnięcia nie miałem zbyt wiele. Babka okazała się weteranką w tej konkurencji, musiała wcześniej przebrnąć przez tysiące krzyżówek. Wnuczka, jak się można było spodziewać, była na początku drogi do mistrzostwa. Kiedy po odczytaniu pytania o „najdłuższą rzekę Europy” wyrwała się z odpowiedzią i zakrzyknęła „Amazonka!”, babcia nie kryła rozczarowania.
– No co ty, dziecko? Amazonka jest w Ameryce Południowej. W Europie zawsze Wołga, na drugim miejscu Dunaj. Czego w tej szkole teraz uczą? Ile macie lekcji geografii tygodniowo?
Wnuczka zawstydzona nie odpowiedziała. Szybko włączyłem się do rozmowy:
– Teraz zamiast geografii i fizyki w szkołach uczy się religii.
– No właśnie – podchwyciła babcia – za dużo tej religii.

Pani pod oknem, zamyślona lub rozmodlona, nagle się ożywiła. Na sekundę otworzyła usta jak karp szukający powietrza, w jej bladych oczach zagościło oburzenie i chęć protestu, ale czy to z lenistwa czy z braku odwagi na grymasie się skończyło. Skończył się też zapał wnuczki do dyktowania i wpisywania krzyżówkowych znaczeń. Babcia musiała przeczekać jej zły humor, ja skorzystałem z okazji i po raz kolejny otworzyłem swój bestiariusz. Jak krokodyl zanurza się w Wołdze, a hipopotam w Dunaju tak ja z poczuciem satysfakcji, że stać mnie na luksus zajmowania się rzeczami zupełnie niepraktycznymi, zanurzyłem się w średniowieczu.

Orzeł swoje miano zawdzięcza temu, że posiada bystre oczy. Wzrok orła jest niezwykle przenikliwy, ludzkie oko takich zdolności nie ma. Z wielkiej wysokości orzeł może wypatrzeć rybę pływającą w morskich głębinach. Gdy ją ujrzy, nurkuje z wielkiej wysokości i chwyta swą ofiarę w szpony i ulatuje z nią na brzeg. Kiedy orzeł się starzeje, jego skrzydła stają się ciężkie a wzrok zachodzi mgłą. Wtedy ptak szuka fontanny i frunie wysoko jak najbliżej słońca. W górnych warstwach atmosfery jego skrzydła zaczynają się przypiekać a ciemność jego oczu zostaje wypalona promieniami słońca. Wówczas orzeł spada jak piorun do fontanny i nurkuje trzy razy. Skrzydła odzyskują swoją moc a oczy na powrót stają się jasne i przenikliwe.
Tak więc Ty człecze, którego powłoka się starzeje, oczy zachodzą mgłą a serce pogrąża się w mroku, Ty też powinieneś szukać duchowej fontanny Naszego Pana, ku Niemu wznieść swój wzrok i swój umysł, bo On jest fontanną sprawiedliwości. W ten sposób staniesz się na powrót młody i silny jak orzeł.

Za Dęblinem rozpoznałem schemat, na jakim opierają się poszczególne epizody. Więc najpierw musi być zwierzę – nie ważne czy ono istnieje realnie czy nie, czytelnicy i tak nie mieli możliwości by to sprawdzić. W ślad za opisem idzie paralela do zachowania jakiegoś świętego lub złoczyńcy – zależy czy zwierze reprezentuje zło czy dobro. Opis kończy moralitet w rodzaju: jeśli ten ptak okazuje się tak szlachetny i wierny, to my powinniśmy być jeszcze bardziej. A jeżeli zwierzę jest podłe i występne, to wiedz, że taki sam jest diabeł, który czyha na twoją duszę.

Dojeżdżaliśmy do Puław. Dziewczyna, która siedziała obok mnie szykowała się do wyjścia, zdjęła słuchawki z uszu i zanim wyłączyła i-phone’a dosłyszałem muzykę. To rzeczywiście nie był Nightwish. Dziewczyna słuchała „Marsylianki” w wersji rock-operowej. Tego się nie spodziewałem. Wiedziałem za to kogo w bestiariuszu symbolizuje pelikan.

Pelikan żyje w Egipcie, na brzegach rzeki Nil. Przykład pelikana pozwala się przekonać, jak niezmierzona może być miłość rodziców do potomstwa. Kiedy młode pelikany trochę urosną, dziobią ostrymi dziobami swoich rodziców w głowę. Dorosłe pelikany im oddają i tak młode zostają zabite. Jednak po trzech dniach matka rozdziobuje sobie pierś, kładzie się na zwłokach pisklęcia i własną krwią polewa martwe ciało. Wtedy młody pelikan wraca do życia. Tak nasz Pan Jezus Chrystus, który nas do życia powołał, został potem przez nas w twarz uderzony i zabity a jego krew popłynęła dla naszego zbawienia i dała nam życie wieczne.

Dojechaliśmy do Lublina, pasażerowie karnie ustawiali się w korytarzu, czekając na zatrzymanie pociągu. Zamknąłem książkę ostatecznie. Przystępując do lektury spodziewałem się jednak czegoś lżejszego, liczyłem na większy komizm, tymczasem opisy były dość makabryczne i trzeba przyznać sugestywne. Ciągnąc walizkę w przejściu podziemnym, wciąż myślałem o położeniu tych biednych ludzi średniowiecza, których dla utrzymania w stanie posłuszeństwa i niewiedzy straszono strzygami, hienami i innymi niezliczonymi potworami. Wychodząc po schodach na plac dworcowy powiedziałem sobie niemal głośno, „dobrze, że my nie żyjemy w średniowieczu”. Na co jeden liszaj na ścianie budynku, na ułamek sekundy zmieniony w głowę mantykory, odpowiedział całkiem wyraźnie: „Nie byłbym taki pewien. Średniowiecze nie przeminęło. Utajone w zakamarkach naszych umysłów ma się dobrze. Z ludzkich lęków i ignorancji dobywa sił do dalszego istnienia.”

Reklamy