Posts Tagged ‘bestiariusz średniowieczny’

Pociąg i Bestia

25 sierpnia 2015

Jest takie zwierzę borsuk. Mało ciekawe stworzenie, ale jego jądra mają znakomite własności lecznicze. Naturaliści mówią, że kiedy ścigany borsuk pojmie swoje położenie, wtedy odgryza sobie jądra, rzuca je przed myśliwych a sam ucieka. Jeśli mimo to inny myśliwy go wytropi, wtedy borsuk staje na tylnych łapach i pokazuje mu swój seksualny organ. Jak już myśliwy zobaczy, że borsuk jąder nie ma, zostawia go w spokoju.
W ten sam sposób każdy z nas, kto pragnie żyć w duchowej czystości i w zgodzie z boskimi przykazaniami, powinien złe nawyki i bezwstydne uczynki odciąć od siebie i rzucić diabłu w twarz. Wtedy diabeł zobaczy, że nie mamy niczego, co by do niego należało i zawstydzony odejdzie.

Jest taki pociąg z Wrocławia do Lublina. Siedzę w przedziale, obok mnie dobrze odżywiona dziewczyna ze słuchawkami na uszach. Próbuję rozpoznać, czego słucha, docierają do mnie dynamiczne akordy symfoniczne ale nic nie łączy się w całość.Stukot kół pociągu zniekształca dźwięk. Poddaję się, zresztą mam swoje zajęcie, zakładam okulary otwieram niedawno zakupiony „Bestiariusz średniowieczny”. Wreszcie mam okazję, żeby zapoznać się z oryginalnymi opisami bazyliszków, mantykor i strzyg. Może po lekturze zrozumiem, dlaczego w średniowieczu bestiariusze były tak popularne. I co w tej biblii pauperum bardziej ludzi przyciągało: groza czy moralitet. Wielogłowe smoki, gryfy i bazyliszki zajmowały wyobraźnię czytelników (częściej słuchaczy) w takim samym stopniu co zwierzęta i ptaki żyjące realnie. Dla autorów było to bardzo wygodne. Dziwolągi zawsze budzą ciekawość a kto i jakim sposobem miałby zweryfikować ich istnienie? Zawsze można było odpowiedzieć gawiedzi, że wilki i jelenie żyją blisko, lwy i wielbłądy trochę dalej, natomiast strzygi i mantykory jeszcze dalej, w krainach tak odległych, że nikt prócz Wiedźmina tam się nie zapuszcza. Opisom towarzyszą obrazki przedstawiające zwierzęta i stwory. Trzeba przyznać obrazki bardzo udane, nawet te nierealne stwory wyglądają bardzo realnie, choć chwilami artysta próbował być zbyt dosłowny, co dało efekt komiczny.

Miejsce pod oknem zajmowała kobieta szczupła, lekko przypominająca strzygę z mojego bestiariusza. Na pierwszy rzut oka wydawała się wyniosła lecz po bliższym przyjrzeniu się wrażenie ustąpiło. Była osobą raczej zalęknioną, przywykłą do trzymania emocji na wodzy. Minę miała szlachetnie cierpiętniczą, jakby wsiadła do przedziału wprost ze stron dziewiętnastowiecznej powieści. Choć bardziej prawdopodobne było to, że jechała na spotkanie z zachowującą stałą temperaturę ręką św. Magdaleny albo wracała z seansu z misjonarzem Boshoborą. Poczucie pseudo-mistycznego wtajemniczenia wyzierało z jej strzygowatego oblicza.

Dokładnie naprzeciw mnie zasiadła jowialna starsza pani w grubych okularach. Była niewidoma i rozwiązywała krzyżówkę. Nie, nie wypełniała rubryk kropeczkami Brail’a. Towarzyszyła jej nastoletnia wnuczka, która odczytywała znaczenia haseł, a gdy babcia znalazła dobrą odpowiedź, wpisywała ją we właściwe pole. Podział ról całkiem oczywisty: babcia była mózgiem, wnuczka narzędziem. Narzędziem o całkiem donośnym głosie i bez towarzyskich zahamowań. Z tego powodu w połowie rozdziału o jednorożcu książkę musiałem odłożyć. Mój pociąg do bestii został rozjechany przez zdublowany skład amatorek krzyżówek. Babcia głośno domagała się podpowiedzi, dopytywała o litery już wpisane, co pomogłoby jej odgadnąć wyraz właściwy. Wnuczka cierpliwie odpowiadała. Po raz kolejny w dziejach świata kultura niższa wypierała wyższą. Nie robiłem z siebie męczennika, postanowiłem przyłączyć się do krzyżówkowego challenge’u. Najpierw rzuciłem jedno hasło, potem drugie. Nie wyrywałem się z podpowiedziami, odczekiwałem chwilę, a kiedy wiadomo już było, że babcia ani tym bardziej jej wnuczka nie dadzą rady, wtedy podawałem konkretny wyraz. Zwykle pasował do układanki. Po jakimś czasie, bodajże między Ozimkiem a Częstochową, wnuczka wyszła z babcią do toalety. Pozostałe pasażerki milczały, mogłem poczytać swój bestiariusz.

Istnieje zwierzę zwane hieną, które żyje w grobach i żywi się ciałami zmarłych. Hiena z natury jest czasem rodzaju męskiego a czasem rodzaju żeńskiego, dlatego trzeba hienę uznać za zwierzę nieczyste. Hiena ma sztywny kręgosłup, wszystko w jednym kawałku, dlatego nie może spoglądać w tył, musi obracać całe ciało. Jest zdolna do zadziwiających rzeczy. Po pierwsze, umie niepostrzeżenie podążać za stadem prowadzonym przez pasterzy a w pobliże domostw potrafi się podczołgać. Pozostając niezauważona wsłuchuje się w głosy ludzkie i uczy się je naśladować. Kiedy już posiądzie tę sztukę nawołuje ludzi z ciemności i tam je napada. Podobnie zwabia psy w zasadzkę udając chorych ludzi wzywających pomocy. Kiedy pies podejdzie zbyt blisko, hiena rzuca się na niego i go zjada. A kiedy pies podczas polowania znajdzie się w cieniu hieny, traci swój głos i zapomina języka w pysku.
Dzieci Izraela są jak ta bestia: z początku służyły żyjącemu Bogu, lecz potem modląc się do fałszywych bożków, stały się sługami bogactwa i łatwego życia. Prorok Jeremiasz porównał Izraelitów do tej nieczystej bestii, mówiąc: „Moje dziedzictwo stało się dla mnie jak hiena w gęstwinie”. Każdy spośród nas, kto oddaje się próżnemu życiu i służy bogactwu, jest jak to zwierzę, które nie jest ani męskie ani żeńskie, nie jest człowiekiem wierzącym ani niewierzącym lecz należy do tych, których Salamon nazwał ludźmi podwójnego oblicza, niezdolnymi trzymać się jednej drogi. Nasz Pan rzekł: „Nie możesz jednocześnie służyć Bogu i Mamonie”

Z ulgą powitałem powrót do przedziału niewidomej babki i widzącej wnuczki. Znowu włączyłem się w rozwiązywanie krzyżówki, chociaż okazji do zabłyśnięcia nie miałem zbyt wiele. Babka okazała się weteranką w tej konkurencji, musiała wcześniej przebrnąć przez tysiące krzyżówek. Wnuczka, jak się można było spodziewać, była na początku drogi do mistrzostwa. Kiedy po odczytaniu pytania o „najdłuższą rzekę Europy” wyrwała się z odpowiedzią i zakrzyknęła „Amazonka!”, babcia nie kryła rozczarowania.
– No co ty, dziecko? Amazonka jest w Ameryce Południowej. W Europie zawsze Wołga, na drugim miejscu Dunaj. Czego w tej szkole teraz uczą? Ile macie lekcji geografii tygodniowo?
Wnuczka zawstydzona nie odpowiedziała. Szybko włączyłem się do rozmowy:
– Teraz zamiast geografii i fizyki w szkołach uczy się religii.
– No właśnie – podchwyciła babcia – za dużo tej religii.

Pani pod oknem, zamyślona lub rozmodlona, nagle się ożywiła. Na sekundę otworzyła usta jak karp szukający powietrza, w jej bladych oczach zagościło oburzenie i chęć protestu, ale czy to z lenistwa czy z braku odwagi na grymasie się skończyło. Skończył się też zapał wnuczki do dyktowania i wpisywania krzyżówkowych znaczeń. Babcia musiała przeczekać jej zły humor, ja skorzystałem z okazji i po raz kolejny otworzyłem swój bestiariusz. Jak krokodyl zanurza się w Wołdze, a hipopotam w Dunaju tak ja z poczuciem satysfakcji, że stać mnie na luksus zajmowania się rzeczami zupełnie niepraktycznymi, zanurzyłem się w średniowieczu.

Orzeł swoje miano zawdzięcza temu, że posiada bystre oczy. Wzrok orła jest niezwykle przenikliwy, ludzkie oko takich zdolności nie ma. Z wielkiej wysokości orzeł może wypatrzeć rybę pływającą w morskich głębinach. Gdy ją ujrzy, nurkuje z wielkiej wysokości i chwyta swą ofiarę w szpony i ulatuje z nią na brzeg. Kiedy orzeł się starzeje, jego skrzydła stają się ciężkie a wzrok zachodzi mgłą. Wtedy ptak szuka fontanny i frunie wysoko jak najbliżej słońca. W górnych warstwach atmosfery jego skrzydła zaczynają się przypiekać a ciemność jego oczu zostaje wypalona promieniami słońca. Wówczas orzeł spada jak piorun do fontanny i nurkuje trzy razy. Skrzydła odzyskują swoją moc a oczy na powrót stają się jasne i przenikliwe.
Tak więc Ty człecze, którego powłoka się starzeje, oczy zachodzą mgłą a serce pogrąża się w mroku, Ty też powinieneś szukać duchowej fontanny Naszego Pana, ku Niemu wznieść swój wzrok i swój umysł, bo On jest fontanną sprawiedliwości. W ten sposób staniesz się na powrót młody i silny jak orzeł.

Za Dęblinem rozpoznałem schemat, na jakim opierają się poszczególne epizody. Więc najpierw musi być zwierzę – nie ważne czy ono istnieje realnie czy nie, czytelnicy i tak nie mieli możliwości by to sprawdzić. W ślad za opisem idzie paralela do zachowania jakiegoś świętego lub złoczyńcy – zależy czy zwierze reprezentuje zło czy dobro. Opis kończy moralitet w rodzaju: jeśli ten ptak okazuje się tak szlachetny i wierny, to my powinniśmy być jeszcze bardziej. A jeżeli zwierzę jest podłe i występne, to wiedz, że taki sam jest diabeł, który czyha na twoją duszę.

Dojeżdżaliśmy do Puław. Dziewczyna, która siedziała obok mnie szykowała się do wyjścia, zdjęła słuchawki z uszu i zanim wyłączyła i-phone’a dosłyszałem muzykę. To rzeczywiście nie był Nightwish. Dziewczyna słuchała „Marsylianki” w wersji rock-operowej. Tego się nie spodziewałem. Wiedziałem za to kogo w bestiariuszu symbolizuje pelikan.

Pelikan żyje w Egipcie, na brzegach rzeki Nil. Przykład pelikana pozwala się przekonać, jak niezmierzona może być miłość rodziców do potomstwa. Kiedy młode pelikany trochę urosną, dziobią ostrymi dziobami swoich rodziców w głowę. Dorosłe pelikany im oddają i tak młode zostają zabite. Jednak po trzech dniach matka rozdziobuje sobie pierś, kładzie się na zwłokach pisklęcia i własną krwią polewa martwe ciało. Wtedy młody pelikan wraca do życia. Tak nasz Pan Jezus Chrystus, który nas do życia powołał, został potem przez nas w twarz uderzony i zabity a jego krew popłynęła dla naszego zbawienia i dała nam życie wieczne.

Dojechaliśmy do Lublina, pasażerowie karnie ustawiali się w korytarzu, czekając na zatrzymanie pociągu. Zamknąłem książkę ostatecznie. Przystępując do lektury spodziewałem się jednak czegoś lżejszego, liczyłem na większy komizm, tymczasem opisy były dość makabryczne i trzeba przyznać sugestywne. Ciągnąc walizkę w przejściu podziemnym, wciąż myślałem o położeniu tych biednych ludzi średniowiecza, których dla utrzymania w stanie posłuszeństwa i niewiedzy straszono strzygami, hienami i innymi niezliczonymi potworami. Wychodząc po schodach na plac dworcowy powiedziałem sobie niemal głośno, „dobrze, że my nie żyjemy w średniowieczu”. Na co jeden liszaj na ścianie budynku, na ułamek sekundy zmieniony w głowę mantykory, odpowiedział całkiem wyraźnie: „Nie byłbym taki pewien. Średniowiecze nie przeminęło. Utajone w zakamarkach naszych umysłów ma się dobrze. Z ludzkich lęków i ignorancji dobywa sił do dalszego istnienia.”

Reklamy

Sieneńskie zwierzęta

22 stycznia 2014

Zacząć od wilczycy czy od jaszczurki?
Chronologia wskazywałaby na jaszczurkę, bo to ją dostrzegłem podczas pierwszego porannego spaceru po Sienie, jeszcze zanim przekonałem się, jak wiele zwierzęcych wizerunków kryje się wśród murów miasta.

_MG_4703

Jednak pierwszeństwo należy się wilczycy karmiącej parę ludzkich niemowląt, bo ona jest najważniejszym z sieneńskich zwierząt. Według legendy Sienę założyli synowie Remusa uciekający przed drugim z rzymskich bliźniaków – Remulusem. La Lupa, bo tak brzmi włoska nazwa Wilczycy – ma swoje miejsce w herbie miasta, ponadto odlana w brązie, rzeźbiona i malowana zdobi ważniejsze punkty w miejskiej topografii, nie wyłączając Piazza del Campo i schodów katedry.

Siena (20) Zwierząt, niekoniecznie żywych i realnych jest w Sienie zadziwiająco dużo, a jednym, być może najważniejszym tego powodem jest wierność tradycjom średniowiecznym. Mam oczywiście na myśli istnienie contrad, z którymi obywatele identyfikują się bardziej niż z wyznawaną religią. Ile contrad, tyle zwierząt. Dlaczego znakami contrad nie zostały rośliny? Prawdopodobnie dlatego, że zwierzęta łatwiej obdarzyć pożądanymi cechami. Symbole, jak wiadomo, służą do pokazania i wzmocnienia pewnych właściwości, są skrótową informacją o charakterze danej postaci czy, jak w tym przypadku, wspólnoty. Podczas przechadzki ulicami Sieny bez trudu można rozpoznać jaki teren należy do jakiej contrady. Informuja o tym liczne flagi i rzeźby przedstawiające na przykład Nosorożca, Ślimaka, Żyrafę, Gęś itd. Nawet jeśli nazwa contrady nie oznacza bezpośrednio nazwy zwierzęcia (np. Fala, Las lub Wieża) graficznym jej symbolem będzie zwierzę lub ptak (jedynym wyjątkiem jest Muszla). Dlatego Falę reprezentuje radosny delfin, Las nosorożec, a Wieżę umieszczono na grzbiecie słonia. W Wikipedii można znaleźć pozostałe nazwy contrad

IMG_5017

W zoologicznej wyliczance nie może oczywiście zabraknąć koni biorących udział w Palio. Pomijając bibeloty sprzedawane na straganach, widziałem w Sienie tylko jedną rzeźbę przedstawiającą konia. Stała w zakurzonym wnętrzu nieczynnego sklepu z antykami, tak więc można przyjąć, że w przestrzeni publicznej od sztucznych koni bardziej ceni się te prawdziwe. One darzone są zdecydowanie nabożnym szacunkiem a fanatyzm contradaios (członków contrad) doprowadził do tego, że wierzchowce biorące udział w wyścigu, na dzień przed gonitwą wprowadza się do kościoła po specjalne błogosławieństwo. Nie wiadomo, kiedy ta tradycja się narodziła, czy jest równie stara jak samo Palio, po raz pierwszy wspomniane w zapiskach z 1283 roku.

Jednak chyba najbardziej intrygujące są wizerunki zwierząt umieszczone wśród ornamentów fasady sieneńskiej katedry. Już o niej pisałem , ale nie szkodzi powtórzyć:

Cała fasada sieneńskiej katedry to uporządkowany zbiór detali: u podstawy bonia, troje wielkich drzwi frontowych, las kolumn wciśniętych w trzy portale. Nad nimi łuki, gzymsy, nisze, wykusze, półkolumny, loggie, tympanony, frezy, zwieńczenia, wybrzuszenia, rozety, akanty, figury apostołów, figury świętych pańskich, lwów, smoków, koni i skrzydlatych krówek. Jeszcze wyżej antefiksy, gargulce i wieżyczki; pomiędzy tym wszystkim różowy marmur, zielony marmur, czarny marmur, złocenia, malowidła, rzeźbione liście, bluszcze i mozaiki.

_MG_4904

Właśnie te lwy, smoki, gargulce, orły i skrzydlate krówki przyciągnęły moją uwagę. Czym tłumaczyć ich obecność w towarzystwie gotyckich świętych? Muszą to być jakieś symbole, ale co o nich wiemy? Pomocne w odpowiedzi może być przypomnienie, kiedy powstawała katedra i kiedy ukończono prace nad fasadą. Była to druga połowa czternastego wieku, prawdopodobnie rok 1370. W tamtych latach wielka popularnością cieszyły się bestiariusze, czyli ilustrowane przewodniki po średniowiecznej symbolice zwierzęcej. Nie mam pewności, czy to jest właściwy trop poszukiwań, tym bardziej, że poczciwa skrzydlata krówka wcale bestii nie przypomina. Jednak próbując zrozumieć motywy kierujące średniowiecznymi projektantami, nie można pomijać ówczesnego kontekstu, w którym niesłychanie ważna była właśnie symbolika.

_MG_4890

Ponieważ autorzy bestiariuszy opierali swoją wiedzę na zapiskach starożytnych oraz własnej fantazji, opisy pokazywanych zwierząt nie miały nic wspólnego z rzetelnością naukową, prawdopodobnie nie nikt nie widział potrzeby oddzielenia faktów od zmyśleń. Tym bardziej, że bestiariusze nie służyły popularyzacji wiedzy zoologicznej, lecz były pretekstem do rozważań dydaktycznych. Odzwierciedlały powszechną wiarę, że świat jest stworzony przez rozumnego Boga, zatem każde żyjące stworzenie ma specjalne znaczenie. Zadaniem zaś i obowiązkiem wiernych było to znaczenie odczytać. Podobno w wiekach trzynastym i czternastym (nie tylko w Italii) bestiariusze były lekturą równie popularną jak teksty Starego i Nowego Testamentu. Byłoby to całkiem zrozumiałe: dla niepiśmiennych mas teksty biblijne musiały być zbyt skomplikowane, natomiast prosta, objaśniana przez kaznodziejów symbolika bestiariuszy pozwalała łatwiej zrozumieć prawdy wiary.

_MG_4899

Pelikan, który jak wierzono, rozrywa sobie dziobem skórę na piersi, żeby krwią karmić pisklęta, miał być żelaznym dowodem na poświęcenie się Jezusa, który, jak utrzymują Chrześcijanie, zmarł po to, żeby inni, spożywając jego symboliczną krew mogli osiągnąć życie wieczne.

Również panterę uznawano za symbol Jezusa. Przypisywano jej właściwość, która mieszkańców brudnych średniowiecznych miast a także wieśniaków żyjących w jednej izbie z prosiakami, kurami i krowami musiała przekonać o boskim powinowactwie pantery. Czarny lśniący kot miał bowiem wydzielać miłą woń z pyska, która to woń miała przyciągać pozostałe zwierzęta, z wyjątkiem smoka, (smok – symbol diabelskich mocy, a w pojęciu autorów bestiariusza samiec żmii symbolizującej zło).

Na miniaturach w średniowiecznych kodeksach pantera pojawia się w towarzystwie jelenia, który był wrogiem diabła i tak jak pantera miał zdolność wydzielania bardzo miłej woni z pyska. W naturze służyło to zwabianiu potencjalnych ofiar, ale w porządku symbolicznym liczył się głównie sens pozytywny. Panterę przyrównywano do Chrystusa (ewentualnie kaznodziei), który słodkim głosem przyciąga do siebie ludzi. Z kolei jeleń był symbolem prawego chrześcijanina, który idąc za Chrystusem odrzuca diabelskie pokusy, potrafi też rączo uciec przed myśliwymi, czyli złymi duchami.

Z kolei symbol lwa mógł być odczytywany dwojako: jako król zwierząt i pradawny symbol Słońca jest figurą samego Chrystusa, obdarzonego boską naturą ukrytą w ludzkim ciele. Jednocześnie lew bywał symbolem diabła, ponieważ zgodnie z biblijnym cytatem diabeł „jak lew ryczący krąży, szukając kogo pożreć”.

IMG_4781

Równie niejednoznaczna jest postać gryfa, którego od starożytności wyobrażano sobie jako połączenie szlachetnego lwa i drapieżnego orła. Obu tym zwierzętom przypisywane są atrybuty królewskie, dlatego w wielu kulturach gryf uważany był za władcę wszystkich stworzeń i jednocześnie strażnika praw boskich.
Pojawia się w Boskiej komedii Dantego.

Pośrodku, między Czterema Zwierzęty,
Wóz tryumfalny dwukólny pomykał,
Do szyi Gryfa misternie przypięty.
Gryf po trzy smugi skrzydłami przenikał,
Sam zaś pod nimi brał miejsce środkowe:
Do nieba sięgał, ale barw nie tykał.
Cudny twór złotą miał szyję i głowę,
A reszta ciała była barwy mlecznej,
Z którą się zlały barwy purpurowe.

Gryf uczestniczy w procesji, na którą poeta natknie się podczas zwiedzania czyśćca u boku Wergiliusza. Władcze zwierzę ciągnie wóz, będący symbolem Kościoła. Symbolika obejmuje także kolory: złota głowa i szyja gryfa oznaczają naturę boską Chrystusa, reszta ciała barwy mlecznej – naturę ludzką, natomiast purpura – krew przelaną na krzyżu.

W średniowieczu wierzono, iż szponem gryfa można leczyć ślepotę. Handlarze cudownościami sprzedawali naczynia wykonane z gryfich pazurów (produkowane z rogów antylop) oraz jaja strusie reklamowane jako jaja gryfów.

Ludzie średniowiecza prawdopodobnie nie dzielili zwierząt na realne i zmyślone. Co prawda nie mogli znać ich z naocznej obserwacji, wierzyli jednak, że bazyliszki, mantykory, smoki i strzygi mogą z powodzeniem żyć gdzieś indziej, za górami i morzami. Tak jak wielbłądy, lwy i żyrafy przywożone czasem z lądu afrykańskiego. Mimo całego ograniczenia nasi miediewalni przodkowie musieli zdawać sobie sprawę z ogromu świata niepoznanego. Tym łatwiej było im zaakceptować istnienie stworzeń innych niż te znane z okolicznych lasów, pól i zagród. Skoro gryfy, smoki i skrzydlate krowy istniały w ludzkiej wyobraźni a dzięki artystom uzyskiwały realne kształty – zaistniały naprawdę. Podszyta tęsknotą do grozy i egzotyki wiara ludzi średniowiecza w lecznicze właściwości pazurów bazyliszka i „bardzo miłą woń z pyska pantery” brała się z niewiedzy. W dwunastym, trzynastym i czternastym wieku nie było wielkich szans na naukową weryfikację.

_MG_4891

Zresztą, współczesne obserwacje wskazują, że po 650 latach jakie minęły od umieszczenia skrzydlatych krówek na fasadzie sieneńskiej katedry, zapotrzebowanie na obcowanie z mitologicznymi bytami tylko nieznacznie zmalało. Popularność religii oraz powieści i filmów z gatunku fantasy zdaje się potwierdzać potrzebę wiary w bajki, mimo, że obecnie istnieją niebotycznie większe niż w średniowieczu możliwości poznawania rzeczywistości od strony naukowej.

Nasze pokolenie nadal z trudem stawia stwierdzenia nauki ponad zabobony i nachalną propagandę. Potwierdzeniem tęsknot za światem mitów, jest zadziwiająca atrakcyjność gier komputerowych. Potyczki wirtualnych bohaterów (często wzorowanych na postaciach z bestiariusza) zawładnęły umysłami milionów ludzi na świecie. Można się pokusić o tezę, że dla użytkowników gier wirtualny Wiedźmin, Skyrim lub Thor są nie mniej realni niż dla ludzi barbarzyńskiej epoki realne były zębate monstra ze średniowiecznych rycin. Jeśli tak, to nie mamy powodu do zadzierania nosa. Jako populacja niewiele różnimy się od nabywców sproszkowanych smoczych zębów mających leczyć bóle zębów, katar i bezpłodność.

Jeszcze bardziej fascynujące ( i zatrważające) jest to, że całkiem spora grupa dorosłych (?) Polaków zupełnie dobrowolnie wyrzekła się posiłkowania się wiedzą i budowania opinii w oparciu o racjonalne przesłanki, wybierając w zamian łatwą wiarę w światowy spisek, sztuczną mgłę i ozdrowieńcze możliwości afrykańskiego misjonarza. Nie wiem, chociaż się domyślam, na jakiem bestiariuszu ci ludzie się edukowali i KTO jest jego wydawcą.

Siena (17)

Wymieniona na początku, pokazana jako ostatnia – jaszczurka. Ale kto wie, może to młody bazyliszek? Bądźcie czujni!