Archive for Październik 2016

Zasłony ze śmiesznego dymu

19 października 2016

Wcale nie trzeba w Polsce mieszkać, żeby wyrobić sobie o niej zdanie, i żeby poczuć emocję, którą obecna Polska @dojnejzmiany wzbudza. Media każdego ranka informują, w którym kościele akurat przyklękała nosicielka broszki, w jakim zajeździe gulasz spożywał nadszyszkownik Kaczyński albo jakiemu zjazdowi w chwili wolnej od klęczenia i całowania w biskupi pierścień patronował niezłomny miłośnik „Łupaszki”i patron ONRowskich spędów.

Ludzie dzielą się newsami na Facebooku, wrzucają filmy na blogi i robią to często z powodów odwrotnych od zamierzeń autora. Poznański teledysk reklamujący uroczystości z okazji rocznicy chrztu był tak kosmicznie zły i żenujący, że promowali go głównie ludzie niechętni rozpanoszonemu klerowi i instytucji kościelnej. Na YT film ten miał ponad milion odsłon. Komentatorzy zastanawiali się, czy to jest produkcja serio, monthy pytonowski pastisz czy prostacki sabotaż. Podejrzenia o sabotaż były całkowicie zasadne. Nikt poważny nie pozwoliłby sobie na tak groteskowe potraktowanie poważnego tematu. Ale to pozór, bo teledysk o chrzcie jak najbardziej autentyczny był. Robili go gorliwi katolicy, ludzie niepoważni.

Nie od dziś wiadomo, że nasza wrażliwość diametralnie różni się od ich wrażliwości. Co nam wydaje się szczytem obciachu, kalką z najśmieszniejszych filmów Barei, wyznawcy prezesa K. przypisujący brzozie smoleńskiej mordercze skłonności traktują ze śmiertelnym patosem. Z braku dystansu i z nadmiaru kompleksów wpadają w ten patos łatwo i chętnie. Wiedza historyczna i wierność faktom jest dla nich jeśli nie balastem, to sprawą zupełnie obojętną. Wystarczy, żeby ktoś w patriotyczne bębny walił, upiorne melodie zemsty na wrogu klasowym fałszując wyciągał, pójdą za nim jak w dym. Kiedy nam się coś kojarzy i zaczynamy widzieć siebie w szerszej, historycznej i geopolitycznej panoramie, im zupełnie nic się nie kojarzy, mgła patriotyczna niczym bielmo Zagłoby oczy im przesłania. Nie ma co udawać, że się nie różnimy. Gdybyśmy się nie różnili, bylibyśmy nim i a nimi nigdy nie będziemy, po nie potrafimy być jak oni prostaccy, głupi i chamscy. Kiedy nam ze śmiechu łzy płyną, oni na baczność stają, na kolano przyklękają, łapki składają, karocami się wożą, kokardy przypinają, w amok wpadają, pomniki stawiają.

Każdy z was zastanowił się już nie raz, dlaczego „pisowskie porządki” robione są w takim nieporządku. Na głowie mają niedokończoną sprawę Trybunału, na ulice wychodzą kobiety i nauczyciele, rozwija się akcja protestacyjna w sprawie Puszczy Białowieskiej, trwa mobilizacja KODU i zwołuje się kolejne marsze a Komisja Wenecka stawia coraz twardsze ultimata. Po co do tego bajzlu dokładać wypowiedzi nadpobudliwej posłanki Krystyny P., po co powtarzać w Wiadomościach cyniczne oskarżenia wobec Michnika i dyrdymały Ziobry o super-spec-nadzwyczajnych komisjach? Tego jest zwyczajnie za dużo. Kto nie ma kato-narodowo-pisowskich klapek na oczach może poczuć się zagrożony skalą zamachu na wolności obywatelskie, równowagę ekonomiczną, edukację dzieci, życie żubrów i zdrowy rozsądek.

Oni byliby wyłącznie śmieszni, gdyby jednocześnie nie byli straszni. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że ta mimowolna groteska ma przykryć poważne zagrożenie. Gdy obserwuję w mediach ich ignorancję i arogancję, kolejne projekty wykopania, zniszczenia, obcięcia, segregacji lub unifikacji – nie jest mi do śmiechu. I z większa rezerwą traktuję pojawienie się na ekranie opasłego biskupa jadącego niczym Kopciuszek w rokokowej karecie. Coś mi mówi, że ta maskarada jest tylko zasłoną dymną. Tak samo jak rozdmuchiwanie dętych afer i aferek z żołnierzami wyklętymi, pogrzebami, komisjami i gimnazjami.

Chwilami wygląda na to, że prezes K. jednym chochołom nakazał przed kamery wychodzić i na pośmiewisko się wystawiać, innym zaś zalecił, żeby bezprzykładną butą, chamstwem i brakiem rozsądku przeciwników do szewskiej pasji doprowadzać. Niech sobie pokrzyczą futerkowi wegetarianie, niech sobie zakładają dwukolorowe rękawiczki, niech się gotują i bulgoczą, może do mile widzianej konfrontacji siłowej doprowadzą. My tymczasem w zaciszu gabinetu nasze ziobro-sprawki będziemy omawiać, polski kapitał na rzecz Putina trwonić, a żeby nam włos z głowy nie spadł każemy Kamińskiemu plany inwigilacji kreślić a Macierewiczowi kibolski narybek szkolić. Minister Szyszko z biskupami będą wznosić toasty za dalszą kretynizację życia publicznego…

To, że obecna władza strzela sobie w kolano – widzimy tylko my, większa część Europy oraz redaktorzy światowych gazet. Elektorat pisowski na wymowę faktów jest odporny. Ślepa wiara w geniusz prezesa i jego akolitów uniemożliwia im zrozumienie zawiłości polityki. Zatem prezes i akolici maja ułatwione zadanie: robią medialny szoł wyłącznie dla swojego elektoratu – a ten ani śmieszności ani grozy w poczynaniach tej ekipy nie widzi. Rządzącym wydaje się, że są wybraną przez boga i naród elitą. Musi być to mniemanie mocno zakorzenione, ponieważ w ogóle nie zauważają swojej głupoty. Z tego bierze się niedocenianie i notoryczne obrażanie się na przeciwnika – czyli na nas. Jestem przeciwnikiem PISu od stóp do głowy, od świtu do zmierzchu, całą dobę siedem dni w tygodniu (dni świątecznych nie uznaję). Bezpośrednio rządy kleru i PISu we mnie nie uderzają: ziemi rolnej nie zamierzam nabywać, edukacja (czytaj narodowo-katolicka indoktrynacja) już mi nie grozi,  podobnie  zakaz aborcji i antykoncepcji, ucieczka kapitału i spadki na giełdzie też niewiele dla mnie osobiście znaczą. Całego PISu, jego funkcjonariuszy i wyznawców nie znoszę za dwie rzeczy:  niszczenie gospodarki i rozwalanie poczucia bezpieczeństwa Polaków; po drugie: obrażanie mojej inteligencji.

Ot choćby pro-pisowski dyrektor lasów państwowych, którego wypociny zacytował na Fb Adam Wajrak (Mocna rzecz, tylko dla orłów):

Pan Dyrektor Lasów Państwowych Konrad Tomaszewski, który już wydał zarządzenie o duszpasterstwie w Lasach teraz popełnił dokument o wycieczkach i imprezach. Jest to rozporządzenie z cyklu „oczko się temu misiu”:

* Wycieczki wypoczynkowe – krajowe i zagraniczne
Istotą wycieczek wypoczynkowych jest krótkotrwały (…) wyjazd pracowników jednostek organizacyjnych LP do atrakcyjnych wypoczynkowo miejsc czy miejscowości (np. usytuowanych nad wybrzeżami morskimi, jeziorami czy na terenach górskich), przede wszystkim w celu skorzystania z kąpieli słonecznych, wodnych, a także zabiegów odnowy biologicznej (w połączeniu z różnymi formami odpoczynku czynnego, np. w połączeniu z przejażdżkami kajakami, rowerami itp.)

* Występy zespołów hejnalistów leśnych (z elementami współzawodnictwa)
Występy hejnalistów mogą natomiast stanowić element autonomicznej imprezy monofunkcyjnej lub autonomicznych imprez wielofunkcyjnych (występy hejnalistów w połączeniu z imprezami wypoczynkowymi, występy hejnalistów w połączeniu z wycieczkami na grzyby i jagody.

* Prezentacja wabienia zwierzyny oraz inne naśladownictwo odgłosów fauny leśnej (z elementami współzawodnictwa)
Prezentacja naśladownictwa odgłosów zwierząt leśnych stanowi bez wątpienia oryginalną atrakcję kulturalną samą w sobie. Do występów osób naśladujących odgłosy zwierząt należy stosować odpowiednio charakterystykę imprez pracowniczych, obejmujących występy zespołów hejnalistów leśnych.

* Przedstawienia i inscenizacje kameralne
Przejawem imprezy pracowniczej są natomiast przedstawienia i inscenizacje leśników – aktorów amatorów. Mogą one przybierać formę przedstawień plenerowych (…) Plenerowe przedstawienia i inscenizacje powinny upamiętniać ważne wydarzenia historyczne z udziałem leśników lub z wykorzystaniem lasów (na przykład potyczki partyzanckie z okresu II wojny światowej, przemarsz wojsk z rozwinięciem w lasach obozów na odpoczynek, akcje zwalczania wielkoobszarowych pożarów lasów, dawne technologie prac hodowlanych itd., itp.)

* Zawody pływania długodystansowego
Z mocy niniejszego zarządzenia – w Lasach Państwowych dopuszcza się przeprowadzanie Dorocznych Amatorskich Zawodów w Pływaniu Długodystansowym Leśników.

* Spotkania biesiadne
Spotkań biesiadnych nie należy mylić z serwowaniem posiłków podczas narad gospodarczych czy szkoleń. W rozwiązaniu standardowym – spotkania biesiadne nie powinny stanowić imprez samoistnych. Mogą natomiast stanowić część składową imprez monofunkcyjnych, a najczęściej stanowią część składową imprez wielofunkcyjnych. Podczas spotkań biesiadnych należy dążyć do serwowania żywności o podwyższonej jakości oraz posiłków z darów lasu.

To już koniec cytatu. W tej wysoce niezręcznej sytuacji nie mam już nic do dodania. Darz bór! 🙂

_MG_7322

Jak dżdżownice po deszczu

4 października 2016

Z obserwacji przyrody pamiętam, że po ciepłym deszczu z ziemi wychodzą dżdżownice. Nie zadałem sobie nigdy trudu, by dociec naukowych przyczyn tego zjawiska, z pewnością nie wychodzą wabione grą indyjskiego fletu ani okrzykami „Pull Up, Pull Up”. Może, jak małe dzieci lgną do swoich pasterzy, tak dżdżownice lgną do wilgoci… Przyznać muszę, że o obyczajach glist, dżdżownic i wszelakiego płazu wiem niewiele. Jednak to, co wiem o przedstawicielach łatwej do rozdeptania fauny, pozwala wysnuć pewną analogię.
Mamy dziś wtorek, wczoraj był Czarny Poniedziałek. Ilość głupców, jacy od wczorajszego popołudnia zdążyli wychynąć z ziemi i zabrać publicznie głos jest zdumiewająca. A najbardziej warta uwagi jest przyczyna, która ich popchnęła do tych desperackich czynów.

Jeszcze w czasie trwania kobiecego protestu odezwał się biskup – oni zawsze muszą być pierwsi – Jędraszewski posyłając miłosierne gromy w kierunku kobiet, które wg niego „głoszą czarną ewangelię”. Nie słyszałem wcześniej o czarnej ewangelii – ale skoro biskup mówi, widać się zna. Lepiej niż ja na glistach. Kazanie w łódzkiej katedrze musiało być długie i troskliwy duszpasterz Jędraszewski zdołał wykrzyczeć jeszcze, że „Kłamstwo nie zna granic bezczelności”. To z pewnością nie była samokrytyka. Prędzej kumak drzewny zagra sonatę Beethovena, niż biskup przyzna się do błędów Kościoła.

Wtórował mu biskup Hoser – były afrykański misjonarz znany ze swojego gołębiego serca. Tym razem Hoser nie użalał się nad ks. Lemańskim i nie opłakiwał milionów mieszkańców Rwandy zasiekanych maczetami, za to w deszczowy warszawski dzień lał krokodyle łzy nad losem dzieci nienarodzonych, które „giną w ciszy”. „Tym dzieciom nie dane było zobaczyć światła dziennego, doświadczyć miłości. Są zabite tam, gdzie miało być ich najbezpieczniejsze miejsce, pod sercem matki.” Demagogia i obrzydliwy fałsz płynący z tak sformułowanego zdania są tu większe niż głupota Hosera, ale wypadało ten myślowy odprysk odnotować. Nazajutrz Hoser dodał jeszcze, żeby nie przesadzać z tą ciążą z gwałtu, bo „stres podczas gwałtu jest tak silny, że rzadko dochodzi do zapłodnienia.” Serio, tak powiedział.

Stosownie do swoich możliwości intelektualnych pokazał się w mediach Witold Waszczykowski – zrządzeniem boskim minister spraw zagranicznych w pisowskim rządzie. Ten tytan myśli, znany z okrzyku „Nie zabijajcie nas!”, w radiu RMF czarny protest skomentował słowami „niech się bawią”. Dziennikarz uświadomił mu, że kobiety wyszły upominać się o swoje prawa, i że to  zabawą  nie jest, lecz było już za późno. Waszcz uwierzył w swój geniusz i nazajutrz rano publicznie wypalił, że te czarne marsze z cipkami na transparentach to kpina i happening, na którym wykrzykuje się głupkowate hasła. „To nie jest sposób rozmowy na temat życia i śmierci” – podkreślił imć Waszczykowski, nie wiedząc, że jego śmierć polityczna czai się za drzwiami.

Rzeczniczka klubu PIS oświadczyła publicznie, że to, co wydobył z siebie Waszczykowski, było jego prywatną wypowiedzią. Nie wiemy czy pani Mazurek odcięła się od szefa MSZ  prywatnie, czy uczyniła to jako rzeczniczka partii, ale mniejsza o to. Ważne, że się odcięła i w tym momencie dla badacza przyrody stało się jasne, że wśród dżdżownic też obowiązuje zwyczaj, by dla ratowania stada jedną poświęcić . W takich sytuacjach zostawia się wytypowane dżdżownice na powierzchni ziemi a pozostałe nurkują głęboko, aby umknąć przed wzrokiem i dziobem sępów. Sępy na Waszczem już krążą, ale jego kochana partia poddała go dodatkowym torturom w postaci wysłuchania połajanki jęczącej Beci, o której niektóre publikatory piszą, że jest premierem rządu Kaczyńskiego. Becia spuszczona ze smyczy zrugała ponoć Waszcza wiedząc, że może sobie na to pozwolić i  tym razem nikt jej za to nie zruga. Także wśród dżdżownic istnieje coś takiego jak rekompensata własnych krzywd i odreagowanie na kimś słabszym.

Złotą myślą godną eurodeputowanego z partii PIS zabłysnął Zbigniew Kuźmiuk.
„Przed chwilą cieszyliśmy się z 39 medali sportowców niepełnosprawnych. Cieszyliśmy się, witaliśmy ich z radością. A jednocześnie bez zmrużenia oka mówimy, że jeżeli dziecko ma podejrzenie jakiejś niepełnosprawności, to możemy je zabijać.” Na pewnym portalu napisano, że ta wypowiedź jest szczytem idiotyzmów wzbudzonych zamieszaniem wokół nieszczęsnej ustawy antyaborcyjnej, która wymknęła się PISowi spod kontroli. Nie jestem tego pewien, bo za chwilę mogą pojawić się inni. Dawno nie słyszeliśmy posła Pięty…

Tak czy owak głupców nie sieją i, żeby nie było, że niesprawiedliwie czepiam się partii ze sprawiedliwością w nazwie, wspomnę o matołku z Platformy. Tenże matołek nazywa się Schetyna i z sobie tylko znanych powodów trzyma łeb pod powierzchnią ziemi, żeby nie zauważyć zmieniających się oczekiwań peowskiego elektoratu. Ogłaszanie z partyjnej mównicy pomysłu zachowania obowiązującej obecnie ustawy antyaborcyjnej i nazwanie jej „kompromisową” jest sygnałem, że PO jako partia ma przed sobą dwie drogi: albo poprosić sępy, żeby zjadły bezkręgowca Schetynę i pozwoliły ocalałej reszcie ogarnąć się na nowo, albo wykrzykując hasło „bo nasza jest racja moralna” razem z bezkręgowcem popłynąć do tego pachnącego amoniakiem oceanu, w którym od lat pływa AWS, SLD i szczątki Ruchu Palikota. Niejedno oblicze ma głupota.

Nie będę udawał, że mnie to martwi. Przeciwnie: im częściej kompromitują się religijni fanatycy i niedowarzeni watażkowie, w których zwykły protest społeczny uruchamia furię, tym mocniejsza jest nadzieja, że ich kretynizm, oszustwa i zniszczenia dokonane w obszarach gospodarki, edukacji, rolnictwa, leśnictwa, obronności i sądownictwa zostaną wreszcie zauważone i należycie ocenione przez szersze niż dotychczas masy społeczne. Poza tym zwyczajnie lubię łabędzi śpiew przerażonych dżdżownic. Długo czekałem, żeby tę melodię usłyszeć.

Czarne wygrywają , czarni przegrywają ?

1 października 2016

Znacie ten rysunek Marty Frej przedstawiający kilkunastu biskupów ustawionych do grupowego zdjęcia opatrzony znamiennym komentarzem O KOBIETACH WIEMY WSZYSTKO?

o-kobietach-wiemy-wszystko
Ta sama Marta Frej namalowała niedawno mem zatytułowany „teraz to jesteśmy już naprawdę wkurwione”. Chodzi oczywiście o zamach obecnej władzy na prawa i wolność kobiet. Jak już kilka publicznych osób zdążyło napisać, „w dyskusji” o prawo do aborcji wcale nie chodzi o dzieci poczęte, zupełnie nie chodzi o dzieci, które już na świat przyszły, a jedyną zwierzyną, którą ustawodawcy wzięli na cel są kobiety w wieku rozrodczym.

Zamysłem tej nieludzkiej ustawy zabraniającej usuwania ciąży z gwałtów, ciąży patologicznej, zagrażającej bezpośrednio życiu kobiety jest ubezwłasnowolnienie kobiet, odebranie im praw do decyzji o swoim życiu intymnym, rozrodczości, macierzyństwie i tak dalej. Całkowity zakaz… –  to brzmi jak okrutna kara za nie wiadomo jakie uczynki. Tylko pozbawieni sumień fundamentaliści mogli wpaść na to, by karać kobiety za zdolność do rodzenia dzieci.  Ta zdolność wynika z biologii, a więc niesie z sobą naturalne niedoskonałości. I na nie właśnie czyhają tak zwani „obrońcy życia”.  Odwieczna nienawiść katolickich duchownych do kobiet, którzy w przeszłości oskarżali je o czary, sprowadzanie zarazy, gradobicia i kopulacje z diabłami przybrała obecnie postać prawnego zamachu na kobiecą wolność, z którą od średniowiecza nie mogą się pogodzić.

Nic dziwnego, że kobiety nazajutrz po skierowaniu haniebnej ustawy do dalszych prac sejmowych skrzyknęły się na ogólnopolski protest. W obronie swoich praw ale i w obronie demokracji, bo kiedy jedna grupa społeczna próbuje narzucić wszystkim styl życia i zbiór wyznawanych wartości – tam zaczyna się dyktatura. Polki i Polacy zauważyli właśnie, że nie chcą katolickiej dyktatury na wzór Salwadoru i innych państw Ameryki Łacińskiej.

Zapowiedzi w mediach wyglądają bardzo buńczucznie. I obiecująco. W kampanię promocyjną włączyły się sławne aktorki, dziennikarki i pisarki. Grupa aktywistek (i aktywistów) nagrała pod Sejmem ostry protest song:

Już dziś, na dwa dni przed @czarnym protestem można przewidzieć, że pod względem liczebności i siły oddziaływania protest będzie sukcesem. Bez względu na to, czy upiorny projekt zostanie wycofany z prac sejmowych, istotny jest edukacyjny aspekt całej żywiołowej akcji. Kobiety (i ich partnerzy) niejako przy okazji dowiedzą się, skąd płynie inspiracja do uchwalania tak nieludzkiego prawa, oraz komu posłowie populistycznych partii PIS i Kukiz’15 chcą się przypodobać tak bardzo, że godzą się na rozbrat z ludzką wrażliwością i sumieniem. O zdrowym rozsądku nie wspominając.

O konserwatystach i ideologii „obrońców życia” wie coś George Carlin:

W psychoterapii istnieje coś takiego jak „praca na emocjach” – zauważono bowiem, że lepsze efekty terapeutyczne przynosi omawianie tych aspektów rzeczywistości, które pacjentowi/klientowi, mówiąc kolokwialnie, „podnoszą ciśnienie”. Dotykanie swoich bolączek, ujawnianie cech wstydliwych i skrzętnie ukrywanych to bolesny proces, ale skuteczny. Po zakończeniu terapii człowiek ma lepszy kontakt z rzeczywistością, mniej cierpi.
Analogia do psychoterapii pojawia się nieprzypadkowo. Od momentu, gdy zwiedziony pisowskimi obietnicami i warcholstwem Kukiza naród pozbawił prezydentury Komorowskiego i odsunął rząd PO + PSL od władzy, wiadomo było, że powrót do normalności nie będzie łatwy a przyswajanie wiedzy o funkcjonowaniu państwa i społeczeństwa – bolesne. Można to ująć w trywialny bon-ton: „Kto nie przyswaja wiedzy głową, ten zrozumie, gdy dostanie w dupę.”

Atak koalicji sejmowo-kościelnej na elementarne prawa kobiet jest jednym z etapów tej bolesnej upokarzającej nauki. Wściekłość kobiet (nie tylko kobiet, bo w przypadku wejścia w życie tej złej ustawy faceci będą obrywać rykoszetem) i ożywienie medialne prawdopodobnie przyczyni się do wzrostu świadomości społecznej. Nie wszystko od razu: część wojowniczek nadal będzie o wszystko obwiniać „tego strasznego kaczora z Żoliborza”, lecz jakiś procent zauważy logiczne związki między charakterem tej ustawy a obsesjami Kościoła oraz tęsknotami tegoż Kościoła za ustrojem feudalnym, w którym kobieta stała o jedno oczko wyżej od zwierzęcia domowego. Poczucie zagrożenia jest dobrym katalizatorem procesów myślowych – można więc liczyć, że po akcji @czarny protest zrozumienie, KTO rzeczywiście sprawuje władzę w Polsce obejmie ciut większy odsetek obywatelek i obywateli.

Aspekt edukacyjny jest bardzo ważny:

Wystarczy, że Panie nie pójdą z dziećmi do kościoła w niedzielę. Tak naprawdę tą ustawą steruje ePiSkopat. I to jego najbardziej powinien zaboleć odpływ klienteli. Usługi duchowe są intratnym interesem pod warunkiem, że mają klientów. Jeśli osłabi się popyt na te usługi, korporacja KK spuści z tonu i przestanie dyktować kobietom jak powinny żyć. Póki co niewinne owieczki idą sumiennie do kościoła i pozwalają programować własne dzieci, które nasłuchają się tych farmazonów z ambony, tydzień po tygodniu, aż same zaczną w to wierzyć. Wielokrotnie powtarzane kłamstwo staje się prawdą. Pamiętajcie Panie – hajs musi się zgadzać, a kościół to tylko biznes, polityka i wpływy. Ktoś musi utrzymywać tych niedojrzałych chłopców dyktujących Wam jak żyć i tak się składa, że to jesteście także wy, drogie Panie.
(Komentarz z forum GW)

Kobietom należy się cała prawda całą dobę. Powinny zauważyć, jak kler panoszył się w Polsce przez ostatnie lata i, że klerowi nigdy dość. Po przywilejach dla duchowieństwa, ubezpieczeniu na koszt podatnika, wprowadzeniu religii do szkół i uzyskaniu miliardowych odszkodowań za utracone włości – Kościół zapragnął dobrać się kobietom do… wiadomo czego. Wiadome było, że tak się stanie. Czy kiedyś księża odpuścili? Jeśli z jakimś pomysłem nie udało się im jednego roku, to przeczekali i ruszali do ofensywy za rok, dwa, gdy wprowadzili do Sejmu partię sobie podległą i urobioną jak plastelina. Potem oczywiście żądali zapłaty za poparcie. Ten scenariusz realizuje się obecnie: kobiece zdrowie, życie i poczucie bezpieczeństwa jest Szanowne Panie „daniną”, którą PIS składa na ołtarzu dobrej współpracy ze środowiskami katolickimi.

Oficjalnie Episkopat może umywać ręce, paru tzw. światłych księży może krytykować „dobrą zmianę” , co nie zmienia faktu, że Parlamentarzyści są pod stałą presją hierarchów, a ministrowie, jako stali goście wiadomych rozgłośni są emisariuszami, którzy przywożą instrukcje i życzenia drugiej strony. Kościół katolicki jest de facto koalicjantem w obecnym rządzie. Zatem logika podpowiada, że protest przeciw łamaniu praw ludzkich należy skierować nie do rządu i nie należy czekać do poniedziałku, lecz zacząć w go niedzielę. Powstrzymać się od udziału we mszy, a tym samym osłabić instytucję, której dogmaty są pierwszym i jedynym źródłem opresyjnej polityki. Schorzenia nie leczy się naskórkowo. Logicznych wniosków nie da się przykryć lub odłożyć na bok. Bo one wrócą przy okazji kolejnego zamachu na wolność obywatelską. Kosztowna i bolesna sesja w zbiorowej psychoterapii będzie się powtarzać.

PS. I na tym można by zakończyć, gdyby nie pokusa, aby przewidzieć ciąg dalszy. Istnieje bowiem prawdopodobieństwo, że tytułowe czarne sobie pokrzyczą i wrócą we wtorek do pracy z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku (tego im nikt nie może odebrać!), natomiast czarni (i purpurowi) zwąchawszy zagrożenie ogłoszą, że z miłosiernych powodów  apelują do parlamentu o złagodzenie wniesionej ustawy, a najlepiej o pozostawienie jej w obecnej „kompromisowej” wersji.  (która nota bene wcale kompromisową nie jest, bo dostęp do tak do in-vitro jak do usuwania ciąży we wczesnej fazie powinien być bezwarunkowy, traktowany na równi z innymi zabiegami medycznymi). W ten sposób sukienkowi dobrodzieje na jakiś czas zdejmą z kobiet widmo zagrożenia i znowu wyjdą na jedynych sprawiedliwych. Odwracanie kota ogonem to w końcu ich specjalność. Praktykują to od 2000 lat.