Czarna seria czytelnicza

Ostatnia podróż do Lublina była dość owocna, spotkałem kilkoro przyjaciół, kupiłem cztery książki i pospacerowałem po śniegu, co mi się od paru lat nie zdarzyło. Jednak bardziej niż biały śnieg zajmowały mnie lektury, które nieoczekiwanie ułożyły się w czarną serię.

Pierwsza z przeczytanych w Lublinie książek nosi tytuł Czarny Mercedes.
To wdzięcznie napisany kryminał, którego akcja toczy się w okupowanej Warszawie i momentami we Lwowie. Tak jak Marek Krajewski trzyma się topografii Wrocławia, tak Janusz Majewski (reżyser m.in. filmu „C.K. Dezerterzy”) wydarzenia książki osadził w Warszawie, do której ma wyraźny sentyment. Podobnie jak do Lwowa, w którym się urodził. Zatem Czarny Mercedes pozornie jest powieścią kryminalną, ale można ja również czytać jak sentymentalną balladę o dwu bliskich sercu autora miastach i ich barwnych postaciach. Wśród postaci nie zabrakło oczywiście czarnych charakterów. Bez nich i bez strużki krwi na posadzce nie byłoby kryminału. Majewski ma podobno nakręcić film według tej książki. Pójdę zobaczyć, pod warunkiem, że w tytule pozostanie słówko „czarny”.

W znanej galerii handlowej postawionej w sąsiedztwie cmentarza na Lipowej kupiłem książkę Ziemowita Szczerka, dość popularnego ostatnio autora, którego nie miałem okazji czytać. Chciałem spróbować. Nie sądziłem, że jego książka  wpisze się w moją czarną serię. Ale się wpisała. Z podróżnej prozy Szczerka czerń aż się wylewa. Mamy więc czarne oczy podochoconych młodzianów igrających ze śmiercią w otwartych drzwiach pędzącej marszrutki. Jest kostka brukowa z czarnego granitu, którą to kostką wyłożono strome ulice starego Kijowa, co zwłaszcza w czasie zimowych gołoledzi jest poważnym wyzwaniem dla nie zawsze trzeźwych przechodniów i nie do końca sprawnych samochodów. Jest czarna beznadzieja, której doświadcza lub domyśla się autor jadący przez bezkresne połacie ukraińskich stepów. Pojawiają się wzmianki o Rusi Czarnej – historycznej krainie obejmującej po trochu obszar obecnej Białorusi i małego skrawka wschodniej Polski. Cała pisana soczystym językiem książka nosi tytuł „Tatuaż z Tryzubem” i jak się można domyślać, dotyczy Ukrainy. Współczesnej, targanej konfliktami, szukającej tożsamości, unurzanej w historii i nawet dla Ukraińców nie do końca zrozumiałej. Jeśli Ukraina, to oczywiście czarny dym z opon palonych podczas demonstracji. W opisach wydarzeń na kijowskim Majdanie nie mogło zabraknąć „Czarnej Sotni” – prawicowego, silnie nacjonalistycznego ugrupowania biorącego udział w protestach przeciwko Janukowyczowi.
W pewnym momencie tropienie czarnych wyrazów podczas lektury wydało mi się zabawą dość perwersyjną. Ileż można czytać o nieszczęściach i niepowodzeniach? Dlatego z ulgą przyjąłem takie zdanie:
„Pracownica hotelowej recepcji, kobieta z warkoczem czarnym jak smołowana lina okrętowa, powiedziała nam, że może dać nam pokój, ale musimy wynieść się o piątej rano, bo jakaś reprezentacja sportowa przyjeżdża”.
Na tym rekomendację książki Szczerka zakończę, dla porządku dodam, że wydało ją wydawnictwo Czarne.

To nie koniec czarnej serii czytelniczej.
Trzecim jej punktem jest kryminał „Opętanie”, którego akcja toczy się w realiach lubelskiej prowincji. Tę książkę, całkiem grubą (440 stron) przeczytałem w jedno popołudnie i pół nocy. Autor Ludwig Thor zawiązał intrygę, która, jak na skandynawski kryminał przystało, przez cały czas trzyma w napięciu. Ale nie tylko warstwa kryminalna sprawiła, że od lektury nie mogłem się oderwać. Zdumiewająca jest wiedza autora o układach, zależnościach i zwyczajach małomiasteczkowych społeczności. Wiele z przedstawionych w książce topografii i charakterystyk wydało mi się znajomych, wszak kiedyś mieszkałem w Lublinie.
Prowincjonalny świat według Thora rozpięty jest na pięcioramiennej figurze, której wierzchołki wyznacza ambitny starosta, miłośnik grillów, dziwek i polowań;  komisarz policji uzależniony od adrenaliny;  proboszcz niestrudzony w umacnianiu swoich wpływów; lokalny biznesmen uwikłany w szemrane interesy oraz zarozumiały prokurator, który po swoim służbowym gabinecie paraduje w prążkowanym garniturze i góralskich laczkach z parzenicami wytłaczanymi na skórze. Prokurator laczki miał jasnobrązowe, możecie więc zapytać, gdzie tu odniesienie do koloru czarnego? Czy ofiara nosiła czarną bieliznę a zabójca miał kruczoczarne brwi? Tego zdradzić nie mogę, ale jedno odniesienie mogę wskazać: książka „Opętanie” ukazała się w lubelskim wydawnictwie Czarny Pies, o którym być może jeszcze usłyszycie.

Portmarnock X.2009 037

O czwartej książce przywiezionej z podróży nie napiszę, bo jeszcze jej nie przeczytałem. Ani w tytule ani w nazwisku znanej (!) autorki nie ma nic czarnego.  Może więc ta czwarta do serii nie należy. Gdyby po lekturze okazało się, że tak – wtedy dam znak. Mam nadzieję, że nie spotka mnie za to czarna niewdzięczność.

Reklamy

komentarzy 7 to “Czarna seria czytelnicza”

  1. Woland Says:

    Należy- nie należy, na wszelki wypadek kup sobie jakąś biografię niedawno zmarłego wokalisty Black Sabbath, Tony’ego Iommi. Możesz ją czytać, słuchając „Black Celebration” grupy Depeche Mode. I koniecznie w czarnym przebraniu księdza. Na zakończenie przyda się trochę czarnego humoru:

    • laudate44 Says:

      Wolandzie, filmik Monty Pythona obejrzałem z przyjemnością, wysłuchałem też Black Celebration, choć grupa DM to zupełnie nie moja bajka. Jeśli brakuje mi mrocznych klimatów w muzyce sięgam po Deep Forest, Dead can dance, albo któreś z licznych Requiem (ostatnio C.Saint-Saens oraz Osip Kozlovsky czyli Józef Kozłowski)
      Miałem kiedyś kolegę, którego bardzo lubiłem. Nie podejrzewałem go o pociąg do czarnego humoru, tymczasem, kiedy ów kolega zginął w wypadku, na jego pogrzebie zagrano żałobnikom piosenkę „Always look on the bright side of life”.

      • Woland Says:

        DM to też nie moja bajka, ale ponieważ wywarli spory wpływ na ewolucję nurtu new romantic (od bezrefleksyjnych, nudnych pioseneczek z przewidywalnym, często automatycznym akompaniamentem, po poważną tekstowo z ciekawym zastosowaniem elektroniki), mam dla nich spory szacunek.
        Co do czarnego humoru: Ponieważ przez kilka lat niemalże sypiałem ze śmiercią w jednym łóżku (to znaczy ona warowała pod łóżkiem, a ja ją wykopywałem przy próbach wejścia na górę), ten rodzaj dowcipu jest dla mnie jak najbardziej do przyjęcia. Nabawiłem się jednak przez te doświadczenia czegoś jeszcze: Bardzo mnie wzburza, gdy ktoś bezmyślnie szafuje życiem. Bo brak lęku przed śmiercią nie oznacza pomagania śmierci.

  2. Eva70 Says:

    Dobry pomysł na naszą czarną niedolę. 🙂

  3. guciamal (małgosia) Says:

    Pierwsze czarne skojarzenie literackie to Czarny obelisk Remarque`a. Żadnej z przytoczonych książek nie znam, ale cieszę się, że wracasz też do pisania o sprawach nieco innych, niż te które z nas wysysają ostatnio wszystkie soki, bulwersują i wkurzają. Też tak sobie pomyślałam, że dla psychicznej równowagi należy oderwać trochę myśli od tego co nam ostatnio zafundowano. Pozdrawiam

    • laudate44 Says:

      Odpowiem krótko: dokładnie taki przyświecał mi cel! Dzięki za wsparcie! O czytaniu jako sposobie na życie będzie coś znowu wkrótce. Ukłony 🙂
      PS. „Czarny obelisk” oczywiście czytałem, bardzo dawno… Pamiętam, że w lekturze przeszkadzały mi porykiwania biegających za oknem dinozaurów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: