Pod Niebieskim Kogutem

Od ostatniego tekstu rzeczywiście trochę czasu upłynęło. Nie planowałem tak długiego milczenia, ale opór materii był straszliwy, klawiatura broniła się przed naciskiem, niby Lemański przed Hoserem. Jednak nie byłem tak skuteczny jak arcybiskup, nie pokonałem klawiatury, bezradnie patrzyłem jak czarne klawisze pokrywają się kurzem, o różnych porach dnia i nocy zbliżałem się do klawiatury, żeby dać światu kolejny sygnał swojego istnienia, ale ona niczym oziębła żona nie pozwalała na jakikolwiek fizyczny kontakt, otoczona polem magnetycznym, przez które moje delikatne palce handymana nie mogły się przebić. Równie silna, wyobraźcie sobie, była bariera psychiczna, której źródeł długo nie potrafiłem sobie wyjaśnić. Po miesiącu uznałem, że za niemocą twórczą stoi nie kto inny jak szatan. Wyznaję, uległem szatańskim podszeptom, przez ponad 70 dni nie napisałem nic, nie znajdując motywacji do dzielenia się z anonimowymi czytelnikami swoimi wrażeniami, opiniami i odkryciami. Żadnego dylematu nie miałem: w naturalny sposób – i to też z pewnością wpływ sił demonicznych – snucie osobistych opowieści uznawałem za bezcelowe, naznaczone piętnem kompleksów wyniesionych z dzieciństwa i generalnie daremne, jak vanitas vanitatum i pogoń za wiatrem.

Co więcej, z poduszczenia (o, jakie ładne słówko, prawie tak ładne jak wilegiatura) a więc z poduszczenia czarta przyjąłem postawę ironiczno-kpiącą i wyznaję, podśmiewałem się z tych ambitnych blogowych komentatorów rzeczywistości, którzy od lat dzielą na czworo ten sam mizerny kłaczek swoich wyobrażeń o świecie. A diabeł szydził: chcesz pisać? Chcesz dołączyć do milionowej rzeszy tych nieszczęśników, którzy zaniedbując codzienne obowiązki zadania i rujnując zdrowie walą codziennie w klawiatury z poczuciem, że robią coś ważnego dla świata? Czy nie wstydzisz się za nich, czytając jak z herbacianych fusów tworzą „eksperckie prognozy” i „głębokie analizy społeczne”, które po kilku godzinach okazują się, z przeproszeniem, diabła warte, bo jakiś wschodni czort znowu namieszał i odwrócił rzeczywistość o 180 stopni.

Musiałem przyznać rozmówcy rację. Od dawna czułem, że nie chcę być przyspawanym do klawiatury dzięciołem, którego nagłe zmiany sytuacji wystrychną na dudka, nie widziałem się też w roli blogowego ćwierkającego słowika, który po to tylko się odzywa, żeby upajać się pięknem własnego głosu. Diabeł regularnie przysyłał mi smsy, które utwierdzały mnie w przekonaniu, że milczenie jest złotem, podkreślał, że marnotrawienie czasu na wirtualny lans jest mu ideowo obce i że powinienem sie obywać bez tej formy autoterapii jaka jest udział w mediach społecznościowych. Milczałem więc, dyskomfortu żadnego nie odczuwając, bo za milczeniem tym stał czartowski autorytet. Czasem przychodziła pokusa, by w środku nocy, ukradkiem wystukać jakąś krótką pochwałę milczenia, jakiś manifest lub choćby medialnie nośne hasło „diabeł pasterzem moim”. Szybko jednak mi ten zapał mijał, a do mózgu i dłoni powracało błogie poczucie gnuśności i odprężenia. Coraz bardziej mi się ten stan podobał, wypada nawet powiedzieć, że diabelnie się podobał, pokonałem słabości i wreszcie byłem wolny od przymusu dzielenia się ze światem każdą swoją myślą, fascynacją, każdym drgnieniem wyimaginowanej duszy.

Rozważałem założenie Stowarzyszenia Milczących Blogerów i właściwie takie Stowarzyszenie do życia powołałem, a biorąc pod uwagę miejsce, w którym zakończyłem poprzedni wpis nazwałem je Stowarzyszeniem Blogerów Milczących pod Niebieskim Kogutem. (The Blue Cockerel Society of Mute Bloggers). Od tej pory działa ono w całej blogosferze, ale siłą rzeczy nikt o nim nie słyszał. Wszyscy wtajemniczeni solidarnie milczą nie wiedząc nawet wzajem o swoim istnieniu. Są jak najbardziej aktywnymi blogerami, z tym że milczącymi. Niektórzy milczą nonszalancko, wierząc, że ich milczenie jest nie z tego świata, inni w sposób skromny milczą, bo w skromności znajdują upodobanie, a jeszcze inni przystąpili do Stowarzyszenia nieświadomie, bo jakoś nigdy nie podjęli nauki pisania. Sms-ów też nie potrafią odczytywać, zreszta diabeł do nich nie pisze, bo nie ma w tym interesu. Zdecydowałem się teraz cały sekret odkryć, bo jako ojciec-założyciel i dożywotni prezes Stowarzyszenia mogłem jego działalność zawiesić a statut wynieść do garażu. Razem ze starą Nokią, na którą przychodziły sms-y od szatana.

Trochę oszołomiony jak rozbitek po całonocnym sztormie ale i pełen neofickiego zapału mogę już wrócić do opisania zajęcia, któremu oddawałem się ponad dwa miesiące temu. Uczynię to z całą premedytacją, choć zajęcie było banalne: zastanawiałem się wtedy, jakiej barwy jest wielki kogut stojący na postumencie przed National Gallery. W opisach funkcjonuje jako Blue Cockerel, ale angielskie blue nie wyczerpuje wszystkich możliwości, język nasz jest o wiele bogatszy i nie mogłem się stamtąd ruszyć nie odpowiedziawszy sobie na pytanie, czy kogucisko jest zwyczajnie niebieskie, czy modre, powleczone ultramaryną czy błękitem kobaltowym. Luźne skojarzenia wskazywałyby nawet na błękit paryski, jako że niebieski kogucik to nieoficjalny lecz trwale zakorzeniony w powszechnej świadomości symbol Francji.

_MG_1369 Ustawienie tej rzeźby na placu nazwanego Trafalgar Square na pamiątkę bitwy, w której flota francuska dostała od Anglików dowodzonych przez admirała Nelsona największego łupnia w historii zakrawa na delikatną ironię. Zresztą obie nacje od dawna nie szczędzą sobie uszczypliwości, powróćmy jednak do kolorów. Zdecydowałem się na błękit kobaltowy, taki sam odcień miałem za chwilę zobaczyć na pewnym średniowiecznym obrazie przedstawiającym świętych i anioły. Ich powłóczyste szaty i skrzydła też były niebieskie, zatem plenerowe rozważania o kolorach nie były tak zupełnie pozbawione sensu.

Ostatni sms od szatana był taki: jak już musisz pisać, pisz z sensem.

Witam po przerwie wakacyjnej.

http://www.telegraph.co.uk/culture/art/art-reviews/10201962/Fourth-Plinth-Trafalgar-Square-Cock-review.html

Reklamy

Tagi: , , , ,

komentarzy 8 to “Pod Niebieskim Kogutem”

  1. Tetryk56 Says:

    Witaj!
    Gdybyż to ostatnie przesłanie udało ci się rozpropagować szerzej niż na forum TBCSoMB! I oby tak zarazić prasę tym imperatywem!
    Może… z wiadomą pomocą… dałbyś radę?
    😉

    • laudate44 Says:

      Wg starego przysłowia Licho nie śpi – więc jakieś szanse na wsparcie są, lecz z drugiej strony, biorąc rzecz bardziej racjonalnie, wobec bezmiaru ludzkiej głupoty nawet Belzebub może okazać się bezsilny. A może mu po prostu zwyczajnie nie zależy?
      Pozdrawiam Wilka Morskiego! 🙂

      • Tetryk56 Says:

        E ta, Morskiego! Jeśli kwalifikować na wzór szant, to raczej szuwarowo-bagienny! 😉

  2. guciamal Says:

    Taa… rozumiem, morze piszących często bez sensu, ładu i składu, bez treści i w gruncie rzeczy trochę to jak psu na budę, ale w tej całej masie znalazłam sobie kilka dusz pokrewnych, których wywodów jestem ciekawa i nie lubię, jak mi znikają z wirtualnej przestrzeni. Martwiłam się, co jest tego powodem, że zamilkły L, K, J, E. i parę innych o Laudate nie wspominając, bowiem to on okazał się spiritus movens akcji znikania. Skoro się jednak zdecydowałeś ujawnić (widać – ruszyły cię wyrzuty sumienia, a może to kolejny podszept siły nieczystej) to mam nadzieję, że Stowarzyszenie rozwiążesz, a ja odzyskam moje pokrewne dusze… Cieszę się, że wróciłeś i to wróciłeś, jak najbardziej sensownie, takiego sensu mogłabym sobie życzyć. A kogut jest po prostu olśniewająco niebieściutki 🙂

  3. D. Says:

    Widzę, że kogucik spodobał Ci się i ładnie go opisałeś. Może to lapis lazuli????
    Powakacyjne pozdrowienia dla wszystkich bywalców..
    D.

    • laudate44 Says:

      Lapis lazuli wystąpi w następnej opowieści – już bardziej tematycznej, nie obciążonej demoniczną fantastyką.
      Witam serdecznie, pozdrowienia odwzajemniam.

  4. Wiedźma Says:

    Witaj o Powrócony ! Zwyczajnie i banalnie powiem, że Licho nie śpi i nie wiem za jaka karę kazało tak długo czekać na Twój wpis. Ale przecież jest ! , dowcipny, autoironiczny poniekąd i bardzo oczekiwany….. i proszę częściej!
    Poszukam jeszcze jakiegoś ślicznego słówka, obiecuję 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: