Fantazja księcia z miniatur

Plan był taki, żeby po dygresji o iluminowanych „godzinkach” powrócić do olejnego malarstwa wielkich mistrzów flamandzkich. Ponownie jednak uznałem, że mistrzowie poczekają. Muszą poczekać bo wciąż jesteśmy w średniowieczu, co prawda nie są to już zamierzchłe wieki ciemne, można mówić o pogodnej jesieni średniowiecza, ale jeszcze żaden renesansowy powiew nie przewraca kart francuskich manuskryptów. Potoczna wiedza o obyczajach i mentalności tamtej epoki jest albo skąpa albo wypaczona, dlatego korzystam z okazji, żeby odsłonić kilka ciekawostek z życia artystów oraz ich patronów.

Wielka sztuka – a „godzinki” z pewnością należą do wielkich osiągnięć – nie mogła obyć się bez możnych klientów, którzy z powodu próżności czy poczucia obowiązku, wspierali jej powstawanie. Pamiętamy, że do rozkwitu sztuki we Florencji przyczyniły się kolejne generacje Medyceuszy stale i hojnie wspierających przedsięwzięcia budowlane i artystyczne. Europejskie dwory oraz biskupstwa były ośrodkami, w których kształtowały się mody i rodziły nowe idee umysłowe. Apetyty i kaprysy arystokracji dawały rzeszom artystów i rzemieślników możliwość zarobkowania oraz zaspokajania ambicji. Zachcianki możnych mobilizowały artystów do doskonalenia technik i tworzenia sztuki, której walorami zachwycamy się do dziś. To jedna z niewielu, a może jedyna pozytywna wartość, jaka pozostała po tamtych czasach. W nieludzkim, brutalnym świecie tu i ówdzie błyskała gwiazda subtelnej sztuki, tu i ówdzie wyrastał władca hołubiący poczynania skrybów, malarzy i architektów. Prawie jak w dowcipie o Stalinie trzymającym brzytwę: „mógł jednym ruchem podciąć gardło służącemu, ale jednak go oszczędził, dobry pan.”

Feudalizm był ustrojem opartym na straszliwym wyzysku i niesprawiedliwości, ale zdarzali się dobrzy panowie, dlatego cywilizacja mozolnie szła do przodu. Prawdopodobnie największym mecenasem sztuki w całej zachodniej Europie piętnastego wieku był burgundzki książę Filip Dobry. Gandawa będąca główną siedzibą jego dworu przeżywała w tym czasie swój złoty wiek, na dworze Filipa nie zabrakło artystów i rzemieślników. Można dywagować, na ile wówczas rozwojem poszczególnych dziedzin sztuki kierowała zasada „gdzie jest kapitał, tam ściągają artyści i tworzą wielkie dzieła”, a na ile był to wynik świadomej polityki władcy. Osobiste upodobania książąt, królów i cesarzy mogły rozwój sztuki przyspieszać lub skutecznie opóźniać. Filip Dobry należał władców, którzy doceniali znaczenie sztuki, podobało mu się bycie patronem artystów, (między innymi Jana van Eycka) – w rewanżu jego podobiznę umieszczano na monetach i malowidłach.

Mówiąc o mecenasach sztuki w północnej Europie nie można pominąć postaci niezwykle barwnej i zasłużonej. Wymieniony w poprzednim tekście książę francuski Jan de Berry żył nieco wcześniej niż Filip, był bratem jego dziadka. Niewykluczone, że kulturotwórcza aktywność Jana i pozostawiona kolekcja sztuki stały się dla jego bezpośrednich i pośrednich spadkobierców miarą wielkopańskich aspiracji.

Jan de Berry urodził się w roku 1340 jako najmłodszy syn króla Jana II. Osiągnąwszy dorosłość został żołnierzem, po perypetiach wojennych i długotrwałej niewoli w Anglii wrócił do Francji i objął we władanie przydzielone mu ziemie. Nadal zajmował ważne funkcje wojskowe, a w niedługim czasie, wskutek podbojów i dziedziczenia po zmarłych braciach w jego posiadaniu znalazło się aż 17 zamków. Był człowiekiem naprawdę zamożnym, chętnie oddawał się przyjemnościom życia, nie zaniedbując polityki i gospodarki. Krwawo tłumił bunty chłopskie i zaprowadzał porządki przy pomocy wojska, ale tylko wtedy, gdy to było konieczne. Chętniej spotykał się z artystami i architektami zdolnymi zaspokoić jego ambicje. Inicjował powstawanie nowych zamków, finansowo wspierał budowę paryskiej Notre Dame, zbierał arrasy, kamienne rzeźby, metalowe odlewy, emaliowane figurki i inne artefakty sprowadzane z różnych stron świata. Pierwszy egzemplarz chińskiej porcelany jaki przywieziono do Europy trafił właśnie pod dach Jana de Berry. On sam przeszedł do historii przede wszystkim jako patron artystów i kolekcjoner manuskryptów.

Główna siedziba Jana de Berry mieściła się w Lille na północy Francji, jego włości obejmowały Owernię, okolice Poitiers i inne pomniejsze prowincje. To dla niego bracia Limburg namalowali „Bardzo bogate godzinki” – jeden z najczęściej omawianych przykładów sztuki malarstwa miniaturowego. Bracia korzystali z jego szczodrości przez kilka lat, zdołali wejść z nim w relacje dość zażyłe, o czym świadczy niezwykły prezent jaki wręczyli mu z okazji Nowego Roku 1410. Książę lubił obdarowywać poddanych podarunkami, lubił je też przyjmować. Młodzi artyści (najmłodszy z Limburgów miał wtedy niespełna 20 lat) znając kolekcjonerskie upodobania księcia Jana wręczyli mu książkę, która na pierwszy rzut oka nie różniła się od innych, które miał w kolekcji (przypomnijmy – cały zbiór liczył 80 drogocennych manuskryptów). Jednak ta książka okazała się wyjątkowa, bo nie zawierała stron. Wykonano ją z jednego kawałka drewna, który zręcznie pomalowano i oprawiono w aksamit. Gdyby książę dochodzący wówczas siedemdziesiątki nie wykazał się poczuciem humoru, los braci Limburg mógłby być niewesoły. Na szczęście wielki bibliofil docenił ich żart, nietypowy podarek kazał umieścić pośród prawdziwych książek, a u braci zamówił wkrótce słynne „Bardzo bogate godzinki”. (Kilka lat wcześniej zrobili dla niego „Piękne godzinki”)

Nie tylko Limburgowie pracowali dla Jana de Berry. W 1416 roku inny jego protegowany, Jacquemart de Hesdin wykonał dla księcia ogromny manuskrypt zwany „Wielkimi Godzinkami”. Nazwa nie wynikała tylko z gabarytów, choć te były całkiem przyzwoite, 30×40 cm. Możliwe, że francuski przymiotnik Grandes użyto w znaczeniu Wspaniały. Misternie zdobiony manuskrypt oprócz papierowych kart i masywnej, okutej złotem okładki zawierał pokaźną ilość kamieni szlachetnych. Oprócz szafirów, rubinów i płatków złota umieszczono w nim sześć prawdziwych pereł. Nic dziwnego, że po śmierci księcia „Wspaniałą Księgę Godzin” sprzedano za sumę 4000 liwrów. Dla porównania – za ozdobną tkaninę 13-metrowej długości zapłacono 1700 liwrów a przecież był to arras z książęcymi insygniami, przetykany złotą wenecką nitką. Wspominane wielokrotnie dzieło braci Limburg uzyskały cenę zaledwie 500 liwrów. Zatem „Wielkie Godzinki” – znajdujące się obecnie w paryskiej Bibliotece Narodowej – są przykładem dzieła tyle unikalnego co zbytkownego, które być może nie powstałby, gdyby nie fantazja rozrzutnego księcia Jana.


Jacquemart de Hesdin – Wielkie Godzinki, „Cud w Kanie galilejskiej”

Ale to nie wszystko, co wiemy o Janie de Berry i jego upodobaniach. W tamtej epoce do popularnych zajęć arystokracji należały polowania, książę chętnie oddawał się tej rozrywce, ale kto wie, czy myśliwski obyczaj nie był dlań pretekstem do hodowli psów. Książę kochał psy prawie tak mocno jak manuskrypty. Nie szczędził na nie pieniędzy, a jego ulubiony chart miał osobistego opiekuna. W razie podejrzenia choroby niektóre czworonogi wywożono nad morze dla podreperowania zdrowia. Musiały więc tam istnieć jakieś psie sanatoria. Znana jest też historia książęcego sługi nagrodzonego bardzo hojnie za to, że wykazał się refleksem i wskoczył do szamba dla ratowania innego książęcego ulubieńca, pieska rasy szpic przywiezionego z dworu cesarza niemieckiego. Piesek nosił nawet niemieckie imię Prinz, co nie zmienia faktu, że był rozpieszczonym „francuskim pieskiem”. A sługa popływawszy w szambie opływał potem w dostatki. Książę de Berry wiedział jak zadbać o opinię ludzkiego pana, dożył 76 lat, zmarł w tym samym roku co znacznie młodsi bracia Limburg (1416) – wszyscy prawdopodobnie w wyniku epidemii.

Na wielu wizerunkach widać księcia w towarzystwie lojalnego czworonoga. Na obrazku z kalendarza braci Limburg (wklejałem go już poprzednio, przedstawia noworoczne przyjęcie na zamku Jana de Berry) widać jak dwa małe psiaczki beztrosko buszują po pańskim stole między talerzami z mięsiwem. I na koniec liczba, której można było się spodziewać: cała psiarnia Jana de Berry rozlokowana w różnych posiadłościach liczyła 1500 czworonogów. To dużo. Trudno się dziwić, że mówiono o księciu jako o dziwaku, który ma więcej miłości dla psów niż dla ludzi.

Styczeń z „godzinek” braci Limburg.

Reklamy

Tagi: , , , ,

komentarzy 10 to “Fantazja księcia z miniatur”

  1. Malina_M Says:

    wyjątkowo lubię być w średniowieczu.
    Zobaczyłóam notkę w liiil i pędem tu przybiegłam, bo pamiętam ostatnią notkę. No i nie zawiodłam się – jest co poczytać 🙂

    • laudate44 Says:

      W średniowieczu okazuje się, ciągle jest co odkrywać. Bogata epoka i intrygująca sztuka. Pozdrawiam Malino

    • Eva70 Says:

      Jednak znacznie lepiej jest poczytać i poodkrywać, a zwłaszcza pozachwycać się przepięknymi miniaturami niż byłoby żyć w owych czasach. Serdecznie pozdrawiam Malinę oraz Autora ciekawych opowieści o „godzinkach”.

      • laudate44 Says:

        W świetle informacji, które udało mi się zebrać w powyższym wpisie, życie w owych czasach nie było wcale takie złe. Bywało nawet dość komfortowe i usłane aksamitnymi poduszkami – pod warunkiem, że się było jednym z czworonożnych faworytów zdziwaczałego bogacza.

        Większość populacji średniowiecza wiodła raczej „pieskie życie”, w tym najbardziej potocznym znaczeniu.
        Pozdrawiam

  2. Wiedźma Says:

    Rano przeczytam uważnie, bo noc już późna. Ale pójdę spać z miłym uczuciem, że znów jest Twoje ciekawe pisanie… 🙂

    • laudate44 Says:

      Spać jest dobrze. Jak się obudzisz, może będziesz miała okazję poczytać kolejny wpis. 🙂
      Właśnie naoliwiłem klawiaturę, żeby się nie zacinała 🙂

      Tymczasem dla Ciebie dźwięk trąbki na pobudkę

  3. Wiedźma Says:

    Pobudka urokliwa nader 🙂 Ale 1500 czworonogów równocześnie ? Świetną pamięć miał książę, by wszystkie zapamiętać a i serce nader pojemne…. ” Chcesz mieć prawdziwą miłość za pieniądze – kup sobie psa”….

  4. pangrabek Says:

    A mi godzinki kojarzą się z opowieściami z Gór Świętokrzyskich (jak to mama niczym Anielka musiała wstawać przed świtem paść krowy, szła w szarówce wąskim paskiem pola, obok sąsiedzi, sąsiedzi sąsiadów i jeszcze dalsi sąsiedzi robili to samo a we mgle widać tylko było ich niewyraźne cienie, za to słychać bardzo wyraźnie charakterystyczną gwarą śpiewane „zaaaaacznijcie wargi nasze chwalić Paaaaanne Świeto…” ), a tu takie dziwy! Pan otwierasz oczy na wielką, piękną i „bardzo bogatą” sztukę szanowny Laudate

    • laudate44 Says:

      Witaj Pangrabku,
      dzięki za nastrojowy opis porannego śpiewania godzinek, też je jakoś tak kojarzyłem, chociaż bezpośrednich wspomnień nie mam.
      Że sztuka bogata jest, wątpliwości nie mam żadnych, świat oglądany oczami artystów to prawdziwe arcydzieło. Oczywiście dużo zależy od tego, kto jakich artystów wybiera na przewodników. Bo nie wszyscy się do tej roli nadają.
      Pytanie z innej beczki: czy z Twojej obecnej perspektywy nasze europejskie sprawy widać do góry nogami czy tylko down under? 🙂
      I jak się ma pasja zbieracza, czy czerwony kamyczek Uluru już wszedł do kolekcji?
      Pozdrawiam bardzo.
      Panią Pangrabkową też! 🙂

      • pangrabek Says:

        Dzięki, Pangrabkowa pozdrawia również! 🙂 a co do wyboru artystów-przewodników to myślę, że Eksperci z biura podróży Laudate44 zawsze wybierają świetnych.
        W Uluru byliśmy, nawet byliśmy „na” (ciężkie wejście, upał i stromo) i mimo, że lis był już w ogródku, już witał się z czerwonym kamyczkiem to jednak nie wziął żadnego. A powód jest taki, że kamyczki z Uluru są przeklęte!!! Podobno ludzie piszą potem listy z prośbami o przebaczenie, odsyłają zabrane kamyczki, potem to wszystko zalega w jakiś wielkich stosach nie wiadomo gdzie, ceregiele! na co to wszystko prostemu budowniczemu z Polski, jak się pytam? myślę, że tamci ze średniowiecza zrozumieliby, poparliby środki ostrożności 😉
        Europejskie sprawy z perspektywy Down Under tak zeszły do underground’u, że nie ma o czym mówić, no chyba, że wizyta księżnej Kate do takowych należy 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: