Elementarz w Santa Maria Novella

W dwu poprzednich relacjach z Florencji celowo pomijałem opowiadanie o słynnych atrakcjach turystycznych. Tym razem postaram się być bardziej niż poprawny i zacznę zwiedzanie w miejscu, z którego wiele wycieczek zaczyna swoją marszrutę po mieście Medicich. Co zobaczy przybysz po wyjściu z budynku dworca kolejowego Santa Maria Novella (Firenze S.M.N.)? Zobaczy tylną ścianę bazyliki Santa Maria Novella z jej trzema gotyckimi oknami ledwo odróżniającymi się od tła z pociemniałej osiemsetletniej cegły.
Dokąd powinien udać się turysta ciekawy rozwoju sztuki w okresie od wczesnego średniowiecza do dojrzałego renesansu?
Właśnie do tej starej bazyliki oferującej nieprzytomną ilość dzieł sztuki, które mimo przeróbek i modernizacji budynków przetrwały szczęśliwie do naszych czasów.

Florencja (22)

Zwiedzanie rozległych wnętrz S.M.N. to trochę jak odczytywanie wieku i warunków wzrastania drzewa ze słojów przeciętego pnia. Albo jak obracanie kart elementarza, który ma wprowadzić w świat sztuki włoskiego renesansu. To nic, że wiele, jeśli nie większość zachowanych dzieł pochodzi z lat wcześniejszych. Wielki krzyż Giotta, nowatorski na owe czasy obraz Masaccia przedstawiający Świętą Trójcę oraz idące w setki metrów kwadratowych malowidła pokrywające ściany i sklepienia zespołu świątynnego (do kościoła przylega klasztor) dają szansę na prześledzenie, jak rozwijała się sztuka na tle burzliwej historii miasta i zmieniających się obyczajów. Świątynia i klasztor Dominikanów niemal od początku istnienia (XIII wiek) pełniły ważną rolę w życiu społecznym i religijnym miasta. Tu nie mógł byle kto malować, byle kto rzeźbić. O ile wspaniała katedra z jeszcze wspanialszą kopułą Brunelleschiego stanowiły dla Florentyńczyków źródło dumy, o tyle bazylika S.M.N. przez wiele wieków stanowiła ośrodek życia religijnego, była miejscem prowadzenia dysput teologicznych i wielokrotnie mieszkaniem papieży.

_MG_4474 Trwający od XIV wieku rozkwit gospodarczy zwiększył znaczenie S.M.N. Dzięki pieniądzom florenckich kupców i bankierów w krótkim czasie przybyło kaplic, ołtarzy, zdobień, malowideł. Powodów tej szczodrości było kilka. Może kierowała nimi zwykła próżność, nie można wykluczyć autentycznej troski o zbawienie duszy po śmierci (pożyczanie pieniędzy na procent traktowane było przez Kościół jako poważny grzech, więc dla bankierów jedynym sposobem na odkupienie win było oddanie części majątku temuż Kościołowi) oraz zapewnienie sobie i rodzinie godnego miejsca pochówku. Do tego wszystkiego czasem dochodziła żyłka współzawodnictwa, bowiem dominikańska S.M. Novella konkurowała z franciszkańskim Santa Croce. Znaczenie i splendor szły za bogactwem dekoracji i społeczną pozycją przyjmowanych gości. Żywych i martwych. Oba kościoły są nekropoliami, w których spoczęli najznakomitsi obywatele Florencji (oprócz Medicich, którzy swoją kaplicę i nagrobki mają w San Lorenzo).

Wzorowana na proporcjach i formach antycznych fasada wykonana wg projektu Albertiego może sugerować, że S.M.N. jest budowlą renesansową. Nic bardziej błędnego. Marmurowa mozaika pojawiła się na frontowej ścianie w połowie XV wieku, natomiast mury, dzwonnica i krużganki klasztorne pochodzą z epoki budownictwa romańskiego. Wysoko sklepiona i wsparta na smukłych kolumnach nawa główna oraz okna i kaplice boczne to już przykład eleganckiego gotyku włoskiego. Gotyckie są także dekoracje dolnej części fasady oraz charakterystycznego muru okalającego budowlę od strony wschodniej.

stół ogrodowy 353

Duccio, Masaccio, Ghirlandaio, Lippi, Vasari a nawet Brunelleschi to tylko kilka nazwisk artystów, którzy zostawili swój ślad we wnętrzach S.M.Novella. Ołtarze i kaplice boczne zazwyczaj noszą imiona fundatorów, stąd kaplica Bardich, Strozzich, Rucellai itd. Jest jeden wyjątek, warto o nim wspomnieć bo sama kaplica ze względu na usytuowanie i znakomicie zachowane freski też jest wyjątkowa.

_MG_4471

Mowa o kaplicy hiszpańskiej znajdującej się poza główną bryłą kościoła, obok klasztornych krużganków pełniących rolę cmentarza dla zakonników. Cała posadzka pod krużgankami wypełniona jest płytami nagrobnymi. Nie inne było przeznaczenie kaplicy zbudowanej na życzenie niejakiego Buonamico Guidalottiego, który ostatecznie został tam pochowany. Przez 200 lat zgodnie z obyczajem kaplicę nazywano imieniem fundatora i poniekąd głównego lokatora. Jednak w XVI wieku Cosimo I przeznaczył tę dość przestronną kaplicę dla swojej żony, księżnej Eleonory na miejsce modlitw w otoczeniu hiszpańskich dwórek. Eleonora – córka hiszpańskiego wicekróla Neapolu – musiała często z tej kaplicy korzystać, mimo, że mieszkała w zupełnie innej części miasta, początkowo w Palazzo della Signoria, potem w ogromnym pałacu Pittich. Faktem jest, że nazwisko fundatora zeszło na drugi plan, obecnie w przewodnikach pojawia się rzadko – kaplica pozostaje hiszpańska, choć żaden Hiszpan jej nie malował, Eleonory też już tam nie ma. Pozostały harmonijnie zbudowane sklepienia i jarzące się kolorami malowidła – połączenie sztuki dekoratorskiej z ilustrowanym moralitetem. Temat malowidła na głównej ścianie: „Triumf Kościoła” Na kolejnych płaszczyznach Andrea di Bonaiuto namalował piekło wg opisu Dantego, oraz niebo nie wiadomo czyjego opisu. Piekło to ogień i chaos, lichwiarze cierpią w tym samym kręgu co mordercy i sodomici. Niebo dla odmiany jest uporządkowane, urodziwe osoby o trudnej do ustalenia płci stoją obok siebie równiutko jak puszki z fasolką na sklepowych półkach.

Mniej schematyczne, zdecydowanie lepiej namalowane i zawierające sporą dawkę dramatyzmu są freski w kaplicy Strozzich umieszczonej na prawo od ołtarza głównego. Filippino Lippi stworzył je na przełomie XV i XVI wieku – ukazując sceny z życia dwóch apostołów: Filipa i Jakuba. Szczególnie fascynujące jest ukazanie świętego Filipa w akcji wypędzania ze świątyni Hieropolis demona pod postacią smoka. W istocie jest scena egzorcyzmów, jakby wyjęta z filmu grozy. Święty – patron fundatora Filipa Strozziego musiał być zaprawiony w walkach z demonami niczym wiedźmin Gerald.

Centralnie w osi głównej nawy (jej długość to ok. 100 metrów) znajduje się kaplica Tornabuonich dekorowana przez Domenico Ghirlandaio, który pod koniec XV wieku dysponował największą pracownią malarską we Florencji. Z pomocą uczniów i czeladników, wśród których mógł być młodziutki Michał Anioł, Ghirlandaio namalował cykl fresków poświęconych Maryi zawsze dziewicy oraz Janowi Chrzcicielowi. Ilustrowana opowieść o życiu Marii utrzymana jest w tonacji czerwonej, natomiast na ścianie przeciwległej gdzie namalowano sceny z życia Św. Jana dominuje zieleń. Oba cykle zachowują spójność stylistyczną, wzrok przyciąga poprawna perspektywa, żywość kolorów i naturalność postaci ukazanych w różnych pozach. To już nie biblia pauperum jak na nieporadnych malowidłach średniowiecznych – to uczta dla oczu, okazja do podziwiania malarskiej swobody i inwencji.

Centralną ścianę kaplicy Tornabuonich zajmują trzy witrażowe okna, o których wspomniałem na początku. Okna są ogromne, umieszczone dość nisko i jak na witraże przystało – bardzo dekoracyjne. Prawdopodobnie dlatego ołtarz bazyliki S.M.N. obniżono na tyle, aby nie przesłaniał witraży. W podstawie ołtarza, rozciągniętego w poziomie, umieszczono niewielkie malowidła, zwieńczenie stanowi misterna koronka z miniaturowymi gotyckimi wieżyczkami lecz całość, choć harmonijna, sprawia wrażenie jakiejś tymczasowości i bezradności wobec potęgi kolorowych okien zaprojektowanych również przez mistrza Ghirlandaio.

_MG_4464 Santa Maria Novella, a dokładniej jej klasztorne apartamenty wielokrotnie gościły papieży, których sprowadzały do Florencji rożne okoliczności: raz było to wygnanie z Rzymu, innym razem synod, na którym układano się z brodatymi hierarchami Kościoła Bizantyjskiego i dyskutowano różnice teologiczne albo jeszcze coś innego. Były wreszcie wizyty papieskie, obecnie nazywane pielgrzymkami, wówczas pojmowane jako okazja do wielodniowej darmowej fiesty i karnawał dla ludu. Zanim z najbardziej kosztowną w dziejach miasta wizytą przyjechał Leon X (Giovanni Medici – syn tej ziemi) wcześniej swoją obecnością Florencję zaszczycił Eugeniusz IV. Powód był niebagatelny, właśnie ukończono budowę kopuły katedry, a konsekracji miał dokonać zwierzchnik Kościoła. Uroczystość odbyła się 25 marca 1436 roku.

_MG_4446 Papieże nie dysponowali wtedy papa-mobilem na podwoziu Mercedesa, a niesienie w lektyce mogło być na dłuższym dystansie niewygodne, dlatego aby zapewnić Eugeniuszowi bezpieczne a jednocześnie widowiskowe przedostanie się z apartamentów S.M.N. do katedry zbudowano drewniany, okryty szkarłatnym baldachimem i udekorowany proporcami pomost łączący obie świątynie. Pomostem głównym, wyniesionym ponad głowy widzów szedł tylko papież, towarzysząca mu kardynalska i biskupia świta stąpała po dodatkowym, niższym podeście ciągnącym się równolegle. Wśród okrzyków, pozdrowień i pieśni papież dotarł na katedralne schody, tam w asyście miejscowego kleru i oficjeli odprawił kilkugodzinną celebrę. Potem prawdopodobnie tą samą drogą wrócił między zaciszne krużganki Santa Maria Novella. Być może w głównej nawie uklęknął przed krzyżem Giotta na znak szacunku dla wielkiej sztuki.

Reklamy

Tagi: , , , ,

komentarzy 7 to “Elementarz w Santa Maria Novella”

  1. Tetryk56 Says:

    Dobrze, że są helikoptery – bo gdyby tak któryś zażądał krytej autostrady do Krakowa albo Warszawy…

  2. Wiedźma Says:

    Dobry wieczór! W ponury, listopadowy wieczór znaleźć się w ” sercu starej Florencji”…. Czarodziej z Ciebie…. 🙂
    Zachwycił mnie ten pomost dla papieża. Jego dostojność, ponad głowami tłumu, szumiąc strojnymi szatami kroczyła po deskach zapewne przyktytych czerwonym dywanem ? 🙂

    • Wiedźma Says:

      … ale 240 km w lektyce jednak wytrzymał ! Bo u celu było papiestwo 1:)

      • laudate44 Says:

        Ale go nikt nie mógł oglądać w tej lektyce.
        No chyba że miała to być sedia gestatoria czyli przenośny tron.
        Właściwie nie wiem, dlaczego Eugeniusz sedii nie użył, może nie chciał narażać kardynałów na chodzenie po marcowym błocie?

    • laudate44 Says:

      I prędko z tego „serca” nie zamierzam wyjść! Dopiero się florencko nastrajam…
      Zostało jeszcze sporo smaczków na kolejne wpisy – w sam raz dla grudniowych solenizantek 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: