Trzeci Bellini

Dobrze się stało, że zarzuciłem wcześniejszy zamysł i nie włączyłem opowieści o młodszym z braci Bellinich do poprzedniego tekstu. Jego twórczość – bardzo zróżnicowana i bogata pod względem ilościowym – zdecydowanie zasługuje na osobne omówienie.

Giovanni urodził się w roku 1430, w dorosłość wkraczał dokładnie w połowie XV wieku. W tym czasie Wenecja cieszyła się pozycją niekwestionowanego centrum światowego handlu, jej flota dominowała na Morzu Śródziemnym, a bogactwo miasta i kwitnące życie artystyczne przyciągało przybyszów z Azji i Europy. Z lądowej Italii docierały idee odrodzeniowe, mody i wynalazki.

O ile starszy z braci Bellinich Gentile czerpał jeszcze z tradycji bizantyjskiej, Giovanni całkowicie z nią zerwał. Miał na to dużo czasu – malował przez prawie 70 lat mozolnie doskonaląc swój warsztat, wielokrotnie zmieniając obszar artystycznych zainteresowań. Dysponując ogromnym talentem oraz korzystając z zamówień zdobywanych przez obrotnego brata, Giovanni mógł zadowolić się rolą szanowanego portrecisty i malarza „świętych obrazków”. Na szczęście nie poprzestał na doglądaniu dochodowego interesu. Potrzeba kreacji wzięła górę nad sytością „producenta dewocjonaliów”. Malarstwo europejskie bardzo na tym zyskało.

Madonna z gruszką

Niezaprzeczalny, choć nie jedyny, wpływ na twórczość Belliniego miało malarstwo niderlandzkie, z którym zapoznał się za sprawą Antonella da Messiny. Od niego też przejął i z powodzeniem zastosował farby olejne. Jako jeden z pierwszych malarzy weneckich porzucił malowanie temperą. Jeden z jego najbardziej rozpoznawalnych portretów przedstawiający dożę Loredana w połyskującym kaftanie nie byłby tak doskonały, gdyby nie walory farby olejnej.

Istotna dla rozwoju możliwości malarskich Giovanniego była współpraca z Andreą Mantegną wżenionym w ród Bellinich. W National Gallery wiszą dwa bardzo do siebie podobne obrazy przedstawiające modlitwę Jezusa w ogrodzie oliwnym. (Agony in the Garden) Autorem jednego z nich jest Mantegna, drugi kilka lat później namalował Giovanni. Sąsiedztwo pokazuje, kto od kogo się uczył: kompozycja Mantegny jest bardziej zwarta i dojrzalsza.

Obraz Belliniego ma więcej przestrzeni, lecz jego siła sugestii mniejsza. Giovanni nawykły do malowania portretów dopiero oswajał się ze specyfiką pejzażu. Za pomocą rysunku, oszczędnej kolorystyki i gry światłem udało mu się uzyskać obraz nasycony emocją i znaczeniem. Nagromadzenie falistych linii przywodzi na myśl atmosferę „Krzyku” Edwarda Muncha, lecz równocześnie całość tchnie ciszą i tajemnicą. Zatem, jeśli podjęcie tematu i stylistyki wcześniej zastosowanej przez Mantegnę było dla Giovanniego próbą sił, to wyszedł z niej zwycięsko. Mantegna – rówieśnik Belliniego zafascynowany sztuką antyczną, był niezrównanym mistrzem rysunku. Jego obraz przedstawiający ciało Chrystusa ukazane w skrócie perspektywicznym zalicza się do najbardziej rozpoznawalnych dzieł tamtego okresu. A jednak to Giovanni okazał się najwybitniejszym malarzem weneckim XV wieku. Doświadczenia uzyskane z naśladownictwa swojego szwagra spożytkował w późniejszym „Przemienieniu Pańskim” (Transfiguration – Museo Corer, druga dojrzalsza wersja w Museo Capodimonte w Neapolu). Na tym stylu oczywiście nie poprzestał. Pociągnęło go malarstwo ołtarzowe i efekt iluzji przestrzennej stosowany przez mistrzów niderlandzkich.

Efektem fascynacji Belliniego realizmem Jana van Eycka jest Tryptyk w bazylice Santa Maria Gloriosa dei Frari, gdzie postaci zdają się wychodzić z ciemnych trójwymiarowych nisz. W rzeczywistości są one namalowane na płaskiej desce. Giovanni do osiągnięć mistrza z Bruggi dodał elementy charakterystyczne dla malarstwa weneckiego. Sklepienie ponad głową Madonny przypomina złote sufity Bazyliki Św. Marka.

Doszedł także ruch: ołtarze w kościołach weneckich Bellini malował w latach 1480 – 1505 czyli ponad pół wieku po ukończeniu przez van Eycka Ołtarza Gandawskiego. Nie było więc mowy o pokazywaniu postaci z boskiego panteonu siedzących sztywno na tronach. Bellini zasymilował i po mistrzowsku rozwinął modę na przedstawianie Madonny w otoczeniu świętych i aniołów w pozach swobodniejszych, sugerujących, że między nimi toczy się rozmowa, co widać po gestach i zamyślonych obliczach. To świętych obcowanie nosi fachową nazwę „sacra conversazione” i stanowi jeden z ważniejszych wywodzących się z renesansu elementów późniejszego malarstwa sakralnego. Nie trzeba dodawać, że wielkie zasługi ma na tym polu Giovanni Bellini, którego malowidła osadzone w subtelnie zdobionych, proporcjonalnych ramach stanowią klasyczny wzorzec swojego stylu. Przykładem perfekcji są ołtarze w weneckich kościołach San Zaccharia oraz San Giobbe. Widoczny pod tronem Madonny anioł z mandoliną znalazł się potem na jednym z obrazów Albrecht Dürera. Artysta z Norymbergi dokonał tego zapożyczenia na znak uznania dla twórczości starego mistrza Giovanniego.

Giovanni Bellini dla wielu znany jest jako twórca dzieł religijnych, głównie słodkich Madonn z jeszcze słodszym Dzieciątkiem. Pracownie Giovanniego musiała wytwarzać te obrazki masowo, bo dziś można je oglądać w muzeach całego świata. Są nierówne pod względem artystycznym, niektóre wysublimowane, jak ten na reprodukcji powyżej; inne irytują nadmierną ilością różu na policzkach Marii i pulchnym bobaskiem w roli Jezuska.

Zupełnie odmienny i chyba najbardziej zaskakujący w dorobku Giovanniego jest obraz znajdujący się w londyńskiej galerii narodowej. Madonnie z Prato (znanej jako „Virgin of the Meadow”) przyglądałem się już dwukrotnie i nie wykluczam, że przy następnej okazji również jej nie pominę. Płótno o wymiarach 67 X 86 cm ukazuje Madonnę z Dzieciątkiem na tle wiejskiego pejzażu. Maria w błękitnym płaszczu zajmuje większą część pierwszego planu. Na jej kolanach w półleżącej pozie spoczywa dziecko. Jest bardzo blade, raczej smutne, powieki ma zamknięte. Widz nie ma pewności, czy dziecko śpi, czy jest nieżywe. Wrażenie niepokoju wzmacnia fakt, że Maria, która na setkach innych obrazów otacza dziecko czułym gestem, tym razem go wcale nie dotyka. Dłonie ma złożone jak do modlitwy, twarz wyraża pogodzenie z losem. Za nią widnieje masywny zamek z gładkimi, niemal pozbawionymi okien murami. U stóp budowli dwaj mężczyźni podczas zajęć gospodarskich, jeden z nich podąża za parą wołów – nie są świadomi obecności Madonny. Na gałęzi bezlistnego drzewa siedzi czarny ptak, drugi ptak, tym razem biały, walczy z wężem…
Bellini, wzorem podziwianych malarzy niderlandzkich ukrył w pejzażu dodatkowe, choć nie do końca jasne przesłanie. Najwyraźniej chodziło mu o zaszokowanie widza, skłonienie go, by w pozornie sielskiej scenie dojrzał przyszły los Marii i jej syna. Ten obraz to nie słodki wizerunek macierzyństwa – to Pieta.

Madonna z Prato (fragment)

Bellini musiał być człowiekiem ciekawym nowych możliwości i otwartym na zmiany. Będąc już w podeszłym wieku chętnie uczył się od artystów znacznie młodszych od siebie. Jego sztuka ewoluowała nieustannie i to on w podeszłym wieku dał podwaliny stylowi, który miał zawładnąć wyobraźnią następnych pokoleń. Nie wiadomo, ile w jego wyborach było pasji, wyrachowania a ile przekory. Potrzeba transformacji widoczna jest w jego dziełach, dzieła powstałe u schyłku długiego życia w niczym nie przypominają pierwszych obrazków malowanych zapewne pod okiem ojca. Giovanni Bellini, w przeciwieństwie do Jacopo, nie wyjeżdżał w poszukiwaniu inspiracji. Czerpał z nowinek, które docierały do Wenecji, przetwarzał je po swojemu i to, mówiąc wprost – wystarczyło, żeby zyskać nieśmiertelną sławę wykraczającą daleko poza Italię.

Ostatni jego obraz ma wszystkie cechy renesansu dojrzałego – nasycone kolory, ruch, znakomita perspektywa i uzasadniona powrotem do antyku obecność nagich kobiet. Odwołująca się do starożytnej mitologii „Uczta bogów” jest przykładem ewolucji jaką przeszło malarstwo wszystkich trzech Bellinich. Tym samym pokazuje osiągnięcia szkoły weneckiej w ciągu stulecia. Odwaga seniora Jacopo do nasycania kolorów i nadawania miękkości twarzom gotyckich Madonn okazała się otwarciem tamy z wodospadem żywiołów, kolorów, ruchu i swobody. Jakże odległe są jego powściągliwe niewiasty o skromnym spojrzeniu od młodszych o sto lat półnagich nimf stworzonych ręką Giovanniego, pląsających po arkadyjskiej łące w towarzystwie pogańskich bożków. Hedonizm i witalność zatriumfowały w sztuce XVI wieku. W dużym stopniu dzięki Tycjanowi, który zresztą pierwsze kroki stawiał w pracowni Giovanniego i który po śmierci mistrza wykończył jego ostatnie dzieło, symbolicznie przejmując od niego pałeczkę (a może pędzel) w sztafecie pokoleń.
Giovanni Bellini – Uczta Bogów.

Reklamy

Tagi: , , , , , , , ,

Komentarzy 9 to “Trzeci Bellini”

  1. pangrabek Says:

    Dobrze się stało, że zarzuciłeś wcześniejszy zamysł i nie włączyłeś opowieści o młodszym z braci Bellinich do poprzedniego tekstu 🙂

    Czapki z głów za to jak „ugryzłeś” Belliniego! Ja tak pisac nie umiem. Właściwie to nie wiem co sądzić o tych obrazach, sześć ich jest, patrząc na każdy kolejny nie pamiętałem o porzednim. Są bardzo różnorodne. Musiałbym chyba sześć kometarzy zamieścić 🙂

    • laudate44 Says:

      Pisząc pamiętałem o Twojej deklaracji, że Bellinich nigdy dość! 🙂 Dlatego trochę treści się nazbierało, a i tak się streszczałem.
      Masz rację, każdy obraz jest inny – chciałem pokazać różnorodność i ewolucję Giovanniego. Trochę go do tej pory nie doceniałem – teraz na pewno pobiegnę w Wenecji do tych miejsc gdzie Belliniego wystawiają. ( No i tam gdzie rozdają kamyki ) 🙂

  2. Tetryk56 Says:

    Buu, zjadło mój komentarz? Też podkreślałem różnorodność…

    • laudate44 Says:

      Wychodzi na to, że buu było głodne i zjadło całkiem. W pudełku ze spamem znalazłem coś takiego:
      You should be a part of a contest for one of the finest sites on
      the web. I’m going to recommend this site!
      – ale chyba to nie Twoja pochwała różnorodności…. 🙂
      Ukłony!

  3. wiedźma Says:

    Za to ja… mam zaległości , już je nadrabiam.:) Dzieciątka coraz bardziej przypominają dzieci… sylwetki pulchne, z krótkimi kończynami… jeszcze buzie zbyt dorosłe ? A może mi sie zdaje…

    • wiedźma Says:

      Pierwszy i ostatni z przedstawionych obrazów… jaka ogromna różnica… Podziw dla G. Belliniego, że nie zastygł w pierwotnej manierze…

      • laudate44 Says:

        No tak. Zastygł dopiero w 1516 roku. Na amen!

      • wiedźma Says:

        A to nieodmiennie rodzi pytania : ” dlaczego tak krótko sie żyje”… i tyle wiedzy i talentów odchodzi 😦

  4. Weneckie podchody | Laudate Says:

    […] conversazione z udziałem Madonny i świętych. Autorem tryptyku jest Giovanni Bellini, o którym już pisałem i z pewnością jeszcze go wspomnę. Ołtarz emanował ciepłem i spokojem, wydał mi się tylko […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: