Trzech Bellinich

Bellinich było trzech: ojciec i dwóch uzdolnionych synów. Nie odnalazłem żadnej legendy ani nawet anegdoty, która ułatwiłby przedarcie się przez plątaninę pojęć i faktów związanych z ich twórczością. Wydaje się, że ich życiorysy wypełniła przede wszystkim mozolona praca, jednak fakt, że wszyscy okazali się wybitnymi malarzami i mieszkali w Wenecji w czasach jej gospodarczego i kulturalnego rozkwitu – nadaje sens dociekaniom. Sztukę poznaje się poprzez zrozumienie okoliczności w jakich powstawała.

Synowie uczyli się rzemiosła od ojca, malarstwo wszystkich trzech należy do epoki renesansu i z tej przynależności wynikają pewne podobieństwa, jednak ciekawsze będzie omówienie różnic jakie ich dzieliły. Różnice są oczywiste, bo początek kariery Jacopo przypada na początek XV wieku, a młodszy z jego synów Giovanni zmarł dopiero 100 lat później. Przez ten czas z lądowej Italii oraz Europy Północnej przybywali do Wenecji artyści, myśliciele i rzemieślnicy, wraz z nimi docierały nowe prądy artystyczne, nastąpił rozwój kartografii, piśmiennictwa i matematyki. Dokonano ważnych odkryć geograficznych, toczono wojny z dotychczasowymi sprzymierzeńcami i zawierano sojusze z odwiecznymi wrogami. Sztuka nie mogła pozostać taka sama – poza zmieniającymi się gustami odbiorców największy wpływ na jej transformację miało pojawienie się farb olejnych.

Ze względu na chronologię opowieść należy zacząć od roku 1400, gdy urodził się Jacopo Bellini. Dorastał w czasie budzących się tęsknot za antykiem, humanizmem i odrodzeniem. Gdy pierwsze przebłyski renesansu pojawiały się w sztuce powstającej w bogatych miastach, młody Jacopo w ślad za swoim nauczycielem i pracodawcą Gentile da Fabriano pojechał do Florencjji, napatrzeć się na „nowoczesne” dzieła Masaccia, Donatella i Brunelleschiego. Co ciekawe, po powrocie do rodzinnego miasta niewiele podpatrzonych rozwiązań wprowadził. Na powstałych w tym czasie obrazach powiewu odrodzenia nie czuć, fascynacji rzymskim antykiem nie widać. Żadnego ruchu, żadnych eksperymentów z głębią i perspektywą. Kompozycje Jacopa tkwią nadal w gotyku przyprawionym elementami sztuki bizantyjskiej. Madonny są poważne, hieratyczne, przypominają bizantyjskie ikony umieszczane w polu pozbawionym perspektywy. Jedynie miękkość rysów twarzy i szat zwiastuje nadejście nowej epoki. O ile Tycjan i Veronese, reprezentanci dojrzałej fazy renesansu mogli pozwolić sobie na zapełnianie płócien scenami mitologicznymi z udziałem owłosionych satyrów, lampartów, kupidynów i piersiastych piękności o tyle Jacopo Bellini pozostawał wyrobnikiem, któremu tematykę dzieł dyktowała religijność średniowieczna. Mając rodzinę na utrzymaniu nie mógł pozwolić sobie na eksperymenty.

Bezcennym świadectwem artystycznej biegłości Jacopo i rozumienia założeń renesansu w sztuce są zachowane do naszych czasów dwa szkicowniki przechowywane początkowo przez jego synów. (obecnie w Luwrze i British Museum) Czy korzystali z nich podczas prac nad kształtowaniem własnego stylu, czy uczyli się stamtąd zasad kompozycji i perspektywy – pozostaje tajemnicą. Ale być może właśnie tym szkicom oraz pozycji wśród współczesnych sobie artystów Jacopo zawdzięcza miano prekursora szkoły weneckiej. Niewykluczone, że do wzmocnienia jego zasług w pamięci potomnych przyczyniła się aktywność Gentilego i Giovanniego. Tylko niewielka część malarskiego dorobku ojca-prekursora dotrwała do naszych czasów, a jednym z najlepiej zachowanych dzieł jest obraz Madonny z Dzieciątkiem – przykład piętnastowiecznego malarstwa z wciąż obecnymi wpływami orientalnymi. Rąbek szaty Madonny zdobi haftowany wzór imitujący arabski ornament. Jak wiadomo w Islamie zabronione jest tworzenie wizerunków Boga, funkcję pobudzających uczucia religijne obrazów pełnią kute w kamieniu lub kaligrafowane wersy ze świętych ksiąg. Ich dekoracyjność pociągała twórców europejskich, motyw ten nazywa się pseudo-kufizmem a jego odmianę znaleźć można nawet w aureolach postaci Ołtarza Gandawskiego Jana van Eycka.

Starszym z synów Jacopa był Gentile Bellini, autor pokazywanego poprzednio „Cudownego ocalenia relikwii krzyża świetego”, człowiek zapobiegliwy i obrotny – oprócz prowadzenia dochodowej pracowni malarskiej zapewnił sobie stały dochód z posady przyznanej przez radę miasta. Według obecnych standardów Gentile uprawiał „sztukę państwowotwórczą” sławiącą poczynania władców i utwalającą a ważne wydarzenia z życia Republiki. A ponieważ Republika trwała w sojuszu z Kościołem, stałym motywem obrazów Belliniego były sceny z życia świętych, procesje religijnych i portretowanie dożów. Trzy najsłynniejsze jego obrazy to „Kazanie św. Marka w Aleksandrii” (stamtąd weneccy kupcy wykradli ciało świętego), „Procesja relikwii św. Krzyża na placu. św. Marka w Wenecji” oraz portret sułtana Mehmeda II. Dwa pierwsze dzieła cechuje epicki rozmach, gdzie poddana rygorom epoki kompozycja służy głównie propagandzie, choć nie można tym „służebnym” obrazom zarzucić braku artystycznej spójności i atrakcyjności.

Dzięki koneksjom z władzami Gentile wszedł w skład delegacji weneckiej, która w roku 1479 popłynęła z misją handlową do Konstantynopola okupowanego od ponad trzydziestu lat przez Sułtana Mehmeda II. Tam powstał portret tureckiego władcy, dość znany, choć autorstwo Belliniego jest ostatnio poddawane w wątpliwość. Widać na nim wyraźny ukłon artysty w stronę dekoracyjności i kultury islamskiej. Jest to malunek unikalny, bo tworzenie wizerunków ludzi nie było wówczas w krajach orientu tak powszechne jak w Europie. Sułtanowi portret musiał się chyba spodobać, bo Gentile otrzymał od niego cenne dary i honorowy tytuł beja.

Obserwacje poczynione w tureckim imperium przydały się bejowi Belliniemu podczas znacznie późniejszych prac nad obrazem „Kazanie św. Marka w Aleksandrii”. Wśród obecnych na placu słuchaczy nie brak postaci w turbanach i białych wysokich nakryciach głowy pochodzących z Etiopii lub Kirgizji. Scena robi wrażenie, ale obraz jest nieco dziwaczny. Gentile nigdy nie był w Egipcie, nawet tym jemu współczesnym, a porwał się na przedstawienie Aleksandrii z czasów Rzymian i Ptolemeuszy. Scenografię wymyślił, klockowate domy miały przypominać budownictwo miast arabskich a żyrafa i wielbłąd wprowadzone na plac świadczyć, że rzecz dzieje się w Afryce. Widoczna na trzecim planie latarnia morska to też owoc fantazji. Nie samego Belliniego, lecz dekoratorów wnetrza w bazylice św. Marka, którzy narysowali ją „z pamięci” kilka stuleci po zburzeniu autentycznej latarni wskazującej statkom drogę do portu w Aleksandrii. W czasach Belliniego większość Wenecjan wierzyła, że oglada wyobrażenie Prawdziwej Latarni. (Tak to jest z tą wiara w „autentyczne przekazy” i „niezbite dowody na istnienie”.) Najbardziej zdumiewający jest jednak dominujący na obrazie Belliniego budynek rzekomej świątyni w Aleksandrii. Wygląda na nieudolny mariaż bazyliki św. Marka z katedrą Hagia Sofia. Tę pierwszą artysta znał doskonale, tę drugą oglądał podczas pobytu w Konstantynopolu. To co powstało z ich połączenia jest pretensjonalne i odbierające powagę całej scenie. Ale być może odbiorcom dzieła ten futuryzm się spodobał. Obraz powstał na początku XVI wieku i na tle ówczesnych dokonań Veronese’a i Tycjana sprawia wrażenie anachroniczne. Na związki z renesansem wskazują dwie podstawowe cechy: poprawna perspektywa i bogata kolorystyka zwłaszcza jeśli chodzi o stroje. Św. Marek jako jedyny odziany jest w tunikę w kolorze ciemnoniebieskim. Był istotny wyróżnik najważniejszej postaci na obrazie, jako że niebieski barwnik uzyskiwano ze sproszkowanego kamienia lapis lazuli, sprowadzanego z Afganistanu, a przez to bardzo drogiego, droższego niż sproszkowane złoto. Dlatego niemal wszystkie Madonny malowane w tamtych czasach okrywa błękitna lub ciemno niebieska szata co miało świadczyć o jej wyjątkowej randze. Zanim artysta przystąpił do pracy spisywał z zamawiającym stosowny kontrakt, w którym wyszczególniano ilość i rodzaj potrzebnych barwników oraz liczbę postaci. Kolor niebieski pełnił więc rolę kodu informacyjnego – zleceniodawca przystając na obecność błękitnego płaszcza dawał świadectwo, że na świętych lub Matkę Bożą dukatów nie żałuje.

Ogromny obraz o wymiarach 347 x 770 cm powstał na zamówienie Bractwa Św.Marka i dekorował salę zebrań w jego siedzibie (obecnie w mediolańskiej Pinakoteka Brera). Jest przykładem tego, że rozwój malarstwa nie odbywał sie w sposób ciągły po jednej „krzywej wznoszącej się”. W manumentalnej scenie z Aleksandrii spotkały sie dwie epoki: za pomocą środków znanych renesansowi artysta odtworzył scenę przeznaczoną dla mentalności średniowiecznej. Szkoła wenecka miała też takie oblicze.

Wklejam dwie dostępne reprodukcje obrazu. Na pierwszej, nieco okrojonej możemy podziwiać barwę płaszcza św. Marka. Druga zgubiła oryginane kolory, ale za to obejmuje całość malowidła. Po stronie lewej, na pierwszym planie widać postać Gentile Belliniego. Artysta ubrany jest w czerwoną togę, na szyi ma złoty łańcuch, dar od Sułtana i nieco „odstaje” od czarno odzianych oficjeli stojących w zwartym szyku. Tak przedstawił go Giovanni, który po śmierci brata w 1507 roku wykańczał dzieło. Dlatego autorstwo obrazu przypisuje się obu braciom, choć jak się przekonamy, styl młodszego zdecydowanie odbiegał od dokonań starszego z Bellinich.
Giovanni zrobił pełniejszy użytek z nowego medium, jakim były farby olejne a dzięki otwartości na nowe tendencje artystyczne i napływające ze świata idee doprowadził malarstwo weneckie na szczyty. Był nauczycielem Tycjana a hołdy oddawał mu Albrecht Durer. O tym będzie w następnym odcinku, bo wbrew zwodniczemu tytułowi byłem w stanie opowiedzieć dziś tylko o dwóch Bellinich. Trzeci zostaje na deser.

Reklamy

Tagi: , , , , ,

Komentarzy 12 to “Trzech Bellinich”

  1. wiedźma Says:

    Witaj…. chyba nie wiedziałam lub nie pamiętałam (?), że niebieski barwnik był kosztownym wyróżnikiem ! 🙂 Dzięki za tę ciekawostkę. Przyznaję, że ta aleksandryjska świątynia jest dość koszmarna jako budowla….te smukłe wieżyczki/minarety nadają jednak obrazowi ” arabski” charakter.
    Obraz robi wrażenie starannością wykonania, niemal ” spod linijki „… i jednak jest bardzo statyczny. Ale to moje wrażenia, znawcą nie jestem…

    • wiedźma Says:

      A na deser czekam łakomie:)

    • laudate44 Says:

      Apropos niebieskiego barwnika: weneckie obrazy malowano na płótnie, ale w krajach północy chętniej korzystano z trwalszych materiałów, czyli dębowych desek. A najlepsze drewno dębowe pochodziło z terenów Polski – może więc być tak, że afgański barwnik spotyka się z polskim drewnem na holenderskim (flamandzkim) obrazie malowanym przez Niemca a przedstawiającycm portugalską księżniczkę. 🙂
      Sztuka nie zna granic 🙂 – a do desek i współczesnych sposobów określania wieku i pochodzenia drewna powrócę przy okazji.
      Pozdrawiam

  2. pangrabek Says:

    Oj pożyli se długo dwaj bracia Bellini….
    A ja się zastanawiam nad fenomenem Wenecji i wciąż zachodzę w głowę co doprowadziło do tego, że mała laguna na końcu Adriatyku panowała tyle lat nad połową morza śródziemnego…
    Dziwią mnie weneckie kontakty ze wschodem, najpierw z Bizancjum, (przecież Wenecja i Ravenna to przyczółek bizantyjski był), a potem ze Stambułem, i czy Wenecja była bardziej wschodnia niż np. Neapol, który jak wiemy leży bardziej na wschód i południe?

    • wiedźma Says:

      Sądzę, że talenty kupieckie Wenecjan zadecydowały o ich roli na morzu Środziemnym… 🙂 Obrotni, sprytni i bezwzględni byli….

    • laudate44 Says:

      Drogi Pangrabku… ja też od kilku lat zastanawiam się nad fenomenem Wenecji. Upatruję w nim klucza do odkrycia zagadki dotyczącej ludzkich zachowań, pozornie nierozumnych a jednak skazanych na sukces. 🙂
      Wiedźma ma rację – wenecjanie to był (jest?) wyjatkowo twardy i przebiegły i dumny i zdolny naród. A ustrój tej Republiki może stanowić niezłe pole badawcze dla obecnych adeptów nauk społecznych i politycznych.
      Generalnie – kopalnia wiedzy, nie tylko miłych wrażeń wynikających z przejażdżki gondolą 🙂

  3. pangrabek Says:

    a Sułtan Gentilego wygląda na dość prostolinijnego w porównaniu z portretem doży Loredana pędzla jego brata. Ciekaw jestem, czy wiszą w tej samej sali…

    • wiedźma Says:

      Nie odniosłam takiego wrażenia… ten długi zakrzywiony nos sułtana nadaje mu dość chytry wygląd !

    • laudate44 Says:

      Pangrabku, sprawdziłem: w skrzydle Sainsbury, w sali 62 wisi doża Loredan, ale Mehmeda ani śladu. Widać przyjaźń wenecko-turecka nie przetrwała! 🙂
      Za to niemal obok siebie umieszczono dwa płótna o tym samym tytule ale malowane przez dwu różnych autorów. Pierwszy z nich to Giovanni Bellini drugi to Mantegna. Aż się prosi, aby oba dzieła ze sobą porównywać, co oczywiście uczyniłem na potrzeby kolejnego wpisu. 🙂
      W tejże sali inny obraz Gentilego „Kardynał Bessarion z relikwiarzem św. krzyża” oraz Lew idący po zimnej posadzce do św. Hieronima w wyobrażeniu Antonella da Messiny.
      PS. Obrazy w NG są porozrzucane: albo decyduje przynależność do epoki i szkoły, albo miejsce pochodzenia obrazu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: