Powtórka z polityki

W przypływie małpiego humoru i z poczucia bezradności napisałem kiedyś tekst, w którym dorosły emigrant tłumaczy dziecku, na czym polega polityka w „pewnym państwie”. Tekst powstał dokładnie w kwietniu 2009 roku, kiedy o Smoleńsku mało kto słyszał. Rząd był niemal ten sam co dziś, tylko prezydent inny. Czy coś jeszcze się zmieniło, oceńcie czytelnicy sami.

X X X
W pewnym państwie, w wielkim pałacu mieszka pan tyci-tyci. Ten pan jest prezytentem, wydaje mu się że jest królem, chociaż wcale nie wygląda na króla, wiesz, takie ni to ni sio. Czasem widać go w telewizorku: uczesany na picuś glancuś opowiada te swoje baju baju i jest okropnie nadęty, nawet nie wiadomo z jakiego powodu. Dopiero jak wypije dwa trzy ulubione drinki cin cin, to zaczyna się uśmiechać i stroić miny. Wtedy pan tyci tyci nie wygląda już jak król, nie wygląda nawet jak królik, tylko jak rozmemłane fiu bździu.

– Raz mi się zrobiła taka klucha z waty cukrowej i mama mówiła, że to fiu bździu.
No właśnie coś takiego, nie wata ani nawet nie klucha, tylko fiu bździu. Słuchaj dalej: w każdym państwie są ministrowie. Ale w państwie, o którym mówimy jest ich dwa razy więcej. Król tyci tyci ma swoich ministrów i pan Główny Minister ma swoich. Oni wszyscy udają, że pracują dla narodu, ale to jest zwykły pic na wodę. Jednym ministrom chodzi tylko o to, żeby zaszkodzić tym drugim, a ci drudzy szukają okazji, żeby pierwszym zrobić kuku. Każdy ciągnie w swoją stronę i tak zarabiają ecie pecie.

Jest jeden taki minister, czasem pokazuje się w mundurze strażaka, może go widziałeś na zdjęciu. Wygląda niepozornie, taki wiejski figo fago, ale wszyscy wiedzą, że koszałki opałki opowiada ludziom tylko dla zmyłki. Bo pan figo fago dobrze wie, jak zrobić szacher macher, żeby śladu nie było. I to tak sprytnie: rach ciach!
Nie wierzysz? Jak bum cyk cyk !

Jest drugi pan tyci tyci, brat pierwszego pana tyci tyci. Są toczka w toczkę podobni do siebie, czasem nie wiadomo, który z nich mieszka w pałacu i wydaje rozkazy ministrom, a który nie. I ten drugi (może on jest pierwszy?) tyci tyci, bardzo nie lubi Głównego Ministra za to że on gra w co innego. Główny Minister harata w gałę lub na podwórku gra w jakieś hocki klocki, a pan tyci tyci nie lubi podwórek i woli raczej bawić się w koci koci łapki. Chyba jednak od zabaw z kotem sam powoli zmienia się w kota, bo wydaje mu się, że pan Główny Minister ma oczy i zęby jak wilk. Dlatego boi się Głównego Ministra i najchętniej zrobiłby mu pif paf. Pan tyci tyci, ten od kici koci, ogólnie jakiś strachliwy jest. Boi się, że ktoś mu zrobi kęsim kęsim, więc jeśli wychodzi z domu to tylko w otoczeniu ochroniarzy, którzy powtarzają do swoich ukrytych pod kołnierzykiem mikrofonów keine tora bora, keine tuskus lupus.

– To oni wszyscy mają kuku na muniu?
Prawdopodobnie tak. Ale największe fixum dyrdum ma jeden pan, co był ministrem od teczek. Na zdjęciach pali fajkę i krzywo się uśmiecha, jakby pod nosem nucił piosenkę sibą sibą trala la la la… Jego nie interesują wilcze oczy, bo sam oczy ma straszne jak jakiś zombie z wyspy Goa Goa. Więc pan Goa Goa jest przekonany, że wkoło żyją sami szpiedzy, którzy chcą usunąć z tronu niby-króla tyci tyciego. Zrobił nawet kiedyś spis wszystkich szpiegów i donosicieli, ale szybko okazało się, że wcale tych szpiegów nie wytropił a jego lista to zwykłe klituś bajduś. Przy okazji jednak wyszło, że fixum dyrdum pana Goa Goa jest groźniejsze niż ktokolwiek się spodziewał. Od tej pory w tym kraju rzeczy straszne są tak powszechne, że są już tylko śmieszne.

– I wszyscy się śmieją?
Oj nie. Bo nawet jak coś jest śmieszne to jednocześnie jest okropnie zawstydzające. Na przykład ważnym ministrem był kiedyś pan Lelum Polelum z Krakowa. Gdy przestał być ministrem, został dziennikarzem, który pisze coś-tam, coś-tam. Raz pan Lelum Polelum i jego małżonka Tutti Frutti chcieli polecieć niemieckim samolotem, ale zrobili jakieś fiki miki z kapeluszem i płaszczem, więc policjanci przyszli do pana Lelum Polelum i szurum burum go z tego samolotu, chociaż on głośno krzyczał, że Niemcy go biją. A pani Tutti Frutti też wyszła za nimi, bo bała się latać bez Lelum a zwłaszcza bez Polelum. No i bez polskiego kapelusza, ma się rozumieć.

– A po co są politycy?
Politycy mają tak kierować sprawami państwa, żeby był porządek i sprawiedliwy podział łupów. Posłowie mają pisać ustawy. Ale niestety ustawy szykowane są na łapu capu, dlatego dla wielu ludzi przepisy prawa to są czary mary i jeden wielki misz-masz. I nikt z polityków nie chce tego naprawdę zmieniać, bo żeby coś zmienić, trzeba się na tym znać. A kto się zna na czarach? Czarownicy, czyli prawnicy. Dzięki temu każda hetka pętelka z palestry, może wcisnąć klientowi swoje trele morele, bo wie, że klient i tak nic nie kuma. Więc gdyby się zaczął dopytywać, co znaczy ten lub tamten myk, hetka pętelka może go postraszyć, że za dociekliwość grozi entliczek pętliczek. I to na długie lata.
A w ogóle z tym stanowieniem i poprawianiem prawa to jest niezły hokus pokus, bo oni dla siebie to prawo uchwalają. Już tłumaczyłem, ich interesuje ecie pecie i bara bara. Dosyć bajek na dziś, śpij już dziecko… Chcesz o coś zapytać?
– A naród co na to?
– Naród co na to? Hmm… Naród ani be, ani me, ani kukuryku.

Reklamy

Tagi: , , ,

komentarzy 10 to “Powtórka z polityki”

  1. marzatela Says:

    Jak widać – dobre teksty są ponadczasowe. Twój tekst jest świetny i na tym tle nasza polityka wypada jeszcze gorzej.

    • laudate44 Says:

      Dlatego jej na bieżąco nie komentuję. Wystarczy jak na jakiś czas odgrzebię tekst archiwalny – wciąż aktualny, bo mimo smoleńsko-palikocich i kukizo-dudowych turbulencji, zasadniczo nic tam się nie zmienia. A poważne decyzje dotyczące gospodarczej sytuacji Polski dyktowane są przez geopolitykę i zapadają w Brukseli lub Waszyngtonie. Spokojnie więc mogę śledzić rozwój sztuki renesansowej. 🙂 Nic istotnego mi nie umyka. Pozdrawiam

      • pangrabek Says:

        może to i dobrze, że nie żyjemy w ciekawych politycznych czasach. Tak czy siak polityce mówię: ani mru-mru 🙂
        mój prof. od historii powiedział kiedyś, że starożytni dzielili ludzi na „homo politicus” i „homo idiotes”. Ja się na szczęście do tej drugiej kategorii zaliczam 🙂

      • laudate44 Says:

        Pangrabku, przypuszczam, że jesteś homo esteticus – zapraszam na nowy wpis o malarzach renesansu weneckiego

  2. Tetryk56 Says:

    Oj tam, oj tam, zrobił ojciec dziecku w główce kogiel-mogiel! 😉

    A poważnie, to faktem jest że teksty sprzed lat kilku wciąż pozostają zdumiewająco (żeby nie powiedzieć: przerażająco) aktualne.
    Taka gmi-i-na!

    • laudate44 Says:

      Ojciec widocznie się nudził i zapełniał wyobraźnię dziecka postaciami z politycznej menażerii. W czasie deszczu nie tylko dzieci się nudzą… 🙂
      A może ten tekst to nieco przydługi Żenujący Żart Prowadzącego i za chwilę zabrzmi refren „Końca nie widać, końca nie widać…”
      Niestety nie widać. 😦

  3. wiedźma Says:

    Nie skomentuję tekstu, bo czytuję ostatnio wywiady pani Teresy. Torańskiej:) Z wielkim talentem wydobywała ze swoich rozmówców samą istotność. Ale nie jest to budująca lektura….
    Taka gmi-i-ina, jak pisze Tetryk, że horyzont kończy się na własnym płocie…..

  4. Lokata Says:

    A może w końcu naród zareaguje słowami Jamesa Joyce’a: „Precz z nimi! Kop! Gra we znaki! Mattaha! Maraha! Luaha! Joahanahanahana!”
    Jeszcze przez chwilę „jestem z Joycem blisko” 🙂

    • laudate44 Says:

      A ja ze szkołą wenecką. Nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek zainteresuje mnie jakaś szkoła 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: