Pierestrojka papieża Franciszka?

Nie zamierzałem zabierać głosu w sprawie wyboru nowego papieża, wystarczyło mi, że w Internecie obejrzałem obrazki z Watykanu, cały ten dym i tłum z tabletami na placu św. Piotra. Wybór głowy Kościoła, z którym dawno przestałem się identyfikować zaprzątnął moją uwagę w podobnym stopniu co zawierucha wokół cypryjskich banków, militarne pogróżki Korei Północnej oraz medale polskich skoczków narciarskich. Jednak zaskakujące gesty nowego papieża, próby zerwania ze złym dziedzictwem pławiącej się w przepychu watykańskiej instytucji przyciągnęły moją uwagę. Od razu w polskich mediach rozgorzała dyskusja czy papież Franciszek udaje skromność czy kieruje nim chęć autentycznej zmiany kursu tonącego Kościoła. Jeśli opowiedzenie się za którąkolwiek opcją ma być testem na przychylność Kościołowi i „wiarę w dobro”, to ja od razy z tej konkurencji się wycofuję.

Bo problem tkwi gdzie indziej. Nawet ufając w szczerość intencji Franciszka, nie bardzo mogę sobie wyobrazić zasięg przeprowadzanych zmian. Kościół jako kolos na glinianych nogach jest reformowalny w tym samym stopniu co – przepraszam katolików za zuchwałe porównanie – Związek Radziecki. Próba reform państwa sowieckiego opartego nie na gospodarce rynkowej lecz na dogmatycznej ideologii skończyła się tego państwa demontażem. Kościół katolicki również ma mało atutów we współczesnym świecie, gdzie standardy wyznaczane są przez przejrzystość finansową, przestrzeganie praw człowieka (także człowieka-geja i człowieka-kobiety) uznawanie tych samych praw dla wszystkich obywateli bez względu na wyznanie.
Dlatego przewiduję, że zmiany zaproponowane przez Franciszka obejmą wyłącznie sferę wizerunku i nie sięgną do złagodzenia rygorów dotyczących seksu, prokreacji, praw do związków partnerskich, aborcji i eutanazji – czyli tych wszyskich kwestii, które sprawiają że ludzie odchodzą od Kościoła jako instytucji nieprzyjaznej i mentalnie zanurzonej w średniowieczu. Nie będzie też poważnych zmian w kwestii dialogu z innymi religiami, celibatu duchownych. Zachowana zostanie praktyka prowadzenia ewangelizacji za publiczne, darowane prze poszczególne państwa pieniądze.

To więcej niż przypuszczenie, bo albo Kościół i jego zwierzchnik będzie bronił dotychczasowej uprzywilejowanej pozycji albo pozwoli się zepchnąć na margines życia społecznego. Lecz gdyby Franciszek odważył się uczynić coś więcej niż zmienić limuzynę na metro, a czerwone buty na czarne – jestem gotów powyższe słowa odszczekać.
Pamiętam jednak z historii poprzednie próby reformowania Kościoła katolickiego; Pisałem nawet o tym dwa lata temu.
Tekst dotyczył innej epoki i innego papieża, ale czy okoliczności nie wyglądają znajomo?

xxx xxx xxx

Po śmierci Leona X w roku 1521 kolegium kardynalskie było podzielone między zwolenników króla francuskiego i hiszpańskiego. Chcąc uniknąć powierzenia władzy którejś ze stron, wybrano neutralnego 63-letniego kardynała z Utrechtu. Adrian Dedel w młodości osobisty nauczyciel przyszłego władcy Świętego Cesarstwa Rzymskiego nigdy wcześniej nie był w Rzymie, obce mu były tamtejsze obyczaje i dworskie koneksje. Oba stronnictwa po cichu liczyły, że uda im się tak wpływać na niedoświadczonego papieża, aby realizował ich politykę. (Ta sztuka udała się watykańskim eminencjom 456 lat później, ale to inna historia…)

Jak doszło do tak nietypowego wyboru? Naturalnym kandydatem na tron był kanclerz kurii rzymskiej, energiczny Giulio Medici. Nie było tajemnicą, że przez wiele lat pontyfikatu wuja Leona X, to Giulio doglądał spraw administracyjnych. Podczas konklawe podniosły się jednak głosy przeciwne jego kandydaturze. Giulio uniesiony honorem zasugerował kardynałom, żeby zamiast niego wybrali ascetycznego Adriana z Utrechtu. Było to posunięcie przewrotne i nastawione na rozsądek członków kolegium. Jednak wbrew oczekiwaniom Giulia kardynałowie przyjęli tę propozycję i Adrian zotrzymał nominację. Gdy po tradycyjnym habemus papam padło nazwisko przyszłego papieża, zebranym wiernym opadły szczęki. Nikt w Rzymie nie słyszał o Adrianie Dedelu. Zamiast zwyczajowych okrzyków i pozdrowień na placu przed bazyliką zapanowała pełna niedowierzania cisza.

Każdy ówczesny papież miał wrogów wśród kardynałów. Zatem każdy kto chciał utrzymać się na tronie dbał, by kardynałowie nie czuli się lekceważeni lub pomijani przy podziale dóbr. Faworyzowanie którejkolwiek z frakcji groziło spiskiem, dlatego papież starał się nie dopuszczać, by ekstrawagancja któregoś z purpuratów przyćmiła jego ekstrawagancję. Dla ludu rzymskiego najlepszym papieżem był ten, który nie żałował pieniędzy na huczne obchody świąt, festiwale i procesje połączone z jarmarkami. Z kolei dla dworu papieskiego najlepszy był ten, który przymykał oko lub wręcz uczestniczył w niemoralnych zabawach, intrygach, handlu stanowiskami i przywilejami. Współudział zapewniał mu bezpieczeństwo. Jego byt zależał od sprawnego funkcjonowania kościelnej machiny. Której był zakładnikiem.

Reformy kościelne i zmiana obyczajowości postulowane przez Lutra – nie leżały w interesie hierarchów Kościoła. Dlatego Leon X, zamiast częściowo spełnić żądania niemieckiego skrupulanta i dla unknięcia schizmy chociażby pozorować wprowadzanie reform – wolał go po prostu ogłosić heretykiem. Na żaden inny ruch nie pozwoliliby mu nawykli do zbytku kardynałowie. Pełnienie funkcji głowy Kościoła wiązało się z niewyobrażalną władzą – lecz równocześnie miało dużo wspólnego z praktykowaniem „sztuki przetrwania”.

Papież z dalekiego kraju Adrian VI okazał się człowiekiem skromnym, co w obliczu faktu, że Leon X pozostawił papiestwo w stanie bankructwa mogło być zaletą. Ale nie było, bo Adrian miał daleko idące ambicje reformatorskie, dosłownie „chciał odnowić oblicze ziemi”.
Podjął się gigantycznego zadania, które miało polegać na zaprzestaniu prześladowań innowierców, zreformowaniu dworu papieskiego, w którym pleniła się korupcja i który, jak każda armia urzędnicza, dyszał nienawiścią na sam dźwięk słowa „reforma”. Próbował też Adrian okiełznać ruchy buntownicze w Niemczech oraz zapobiegać wojnom pomiędzy włoskimi książętami tradycyjnie skaczącymi sobie do gardeł. Zależało mu na jedności Kościoła, bo nawała turecka doszła już do Belgradu.

Nie trzeba być prorokiem, aby przewidzieć, że żadne z podjętych zadań Adrianowi nie wyszło. Spowodowało tylko większy zamęt i narastającą niechęć do „barbarzyńcy z północy”. Kardynałowie, którzy powierzyli Adrianowi papiestwo, szybko zrozumieli, że popełnili błąd. W obliczu wielorakich zagrożeń Kościół potrzebował silnego i władczego papieża-monarchy i wojownika a nie uduchowionego ascety.

Tego samego zdania byli mieszkańcy Rzymu, których rządy Adriana pozbawiły rozrywek a przede wszystkim dochodów. Przyzwyczajeni do procesji, festiwali i widowisk z udziałem setek artystów Rzymianie jawnie wyrażali swoje niezadowolenie. Artystom i rzemieślnikom znajdującym stałe zatrudnienie przy organizacji imprez w oczy zajrzało widmo głodu. Muzycy hołubieni poprzednio na dworze watykańskim – ascetycznemu papieżowi byli niepotrzebni. Skończyły się złote czasy dla malarzy, rzeźbiarzy, kamieniarzy, aktorów i dekoratorów.

Podjęte przez Adriana próby wytępienia z Kościoła nepotyzmu, symonii, korupcji oraz sprzedawania odpustów i sowicie opłacanego unieważniania małżeństw spotkały się ze sprzeciwem kardynałów. Członkowie kolegium próbowali uświadomić papieża, skąd płyną pieniądze na budowanie pałaców, utrzymanie armii, wysyłanie poselstw, dekoracje świątyń, organizowanie uczt, karnawałów i procesji. Jednak Adrian nie rozumiał, że wierni muszą czuć bojaźń przed potęgą Kościoła, a potęgę zapewniało tylko bogactwo. Zubożały kler szybko zostałby zdominowany przez lokalnych kupców i posiadaczy ziemskich. Władza Watykanu tkwiła w pieniądzu i jego demonstracyjnym używaniu. Aby władzę utrzymać, nie wolno było zmieniać kursu. Na reformy zatem nie było szans. Lud rzymski przywykł do korzystania z bogactw płynących do kościelnej centrali z całej Europy i prowincji zamorskich. W obawie przed buntem trzeba zapewnić mu chleb i igrzyska. Co prawda kardynałowie wiedzieli, czego dotyczą zarzuty protestantów, nie było jednak pomysłu, jak rozpędzoną machinę spowolnić i niby dlaczego kardynałowie mieliby to robić. Aby zadowolić jakiegoś klechę z Wittenbergi? Prawdopodobnie nikt w Watykanie – prócz naiwnego Adriana – nie był sobie w stanie wyobrazić Kościoła w innej, ubogiej postaci. Zatem przedstawienie musiało trwać. Luter mógł sobie mieć rację, natomiast racją kardynałów tkwiła w potrzebie władzy opartej na terrorze i pieniądzu. Dla utrzymania hegemonii należało przerwać szalony eksperyment i zapomnieć o Kościele ubogim.

Po 18 miesiącach pontyfikatu papież Adrian zmarł śmiercią nagłą lecz z pewnością spodziewaną. Powszechne były domysły, że „nieprzystawalny do okoliczności” papież został otruty. Zbyt wielu wpływowym osobom się naraził, zbyt wiele fortun uszczuplił. Faktem jest, że zginęły wszystkie oficjalne dokumenty Adriana, co w pewnym stopniu przypomina okoliczności śmierci Jana Pawła I. Ale to już inna epoka i historia. Jednak historia, jak wiadomo, uparcie lubi się powtarzać.

(cytat lekko poprawiony – stamtąd)

Reklamy

Tagi: , ,

komentarzy 7 to “Pierestrojka papieża Franciszka?”

  1. marzatela Says:

    Ja na to wszystko patrzę z nieco innej perspektywy. I wiesz – jestem dobrej myśli, choć pewnie też i oczekiwania mam inne.
    Świat to jednak globalna wioska, a wszelkie wieści rozchodzą się lotem błyskawicy. Hasło „kardynał jeździ metrem” poszło w świat, „Lud Boży” je usłyszał i zaczyna się rozglądać wokół siebie, mając nadzieję, że w tramwaju spotka swojego biskupa. Mleko się rozlało i ludziom się to podoba. Ja póki co chyba nie mam na to szans, ale Głódź ma teraz na głowie artykuł we Wprost, po którym pewnie przez jakiś czas w ogóle będzie schodził ludziom z oczu. I nawet Terlikowski go nie broni, choć oczywiście obwinia za wszystko PO.
    Mam nadzieję, że na zasadzie efektu domina – dalsze zmiany potoczą się już automatycznie. Tym bardziej, że Kościół to nie tylko duchowieństwo, ale także i przede wszystkim – wierni tego Kościoła.

    • laudate44 Says:

      Marzatelo, mnie zupełnie nie zależy na tym by mieć rację. Bardzo bym wolał tej racji nie mieć i mylić się w ocenach szans Kościoła na zmiany. Efekt domina, o którym wspominasz jest pożądany. Szczególnie w Polsce ruch hierarchów w stronę „Kościoła ubogiego” zjednałby im sprzymierzeńców i oczyściłby atmosferę społeczną. Może się na jakiś symptomatyczny gest zdobędą?

      Co ostatniego zdania: ile wierni Kościoła mają do powiedzenia, jaki realny wpływ na poczynania Jego pasterzy? Nie będę odpowiadał.
      Pozdrawiam

      • marzatela Says:

        Wiesz, że bardzo Cię lubię, choć wolałabym, abyś nie miał racji 🙂 Choć być może, to ja jestem naiwna.
        Co mamy do powiedzenia w Kościele? Nic. Ale bardzo podoba mi się idea „Wir sind die Kirche” i marzy mi się, aby kler czasem słuchał głosu swojego Kościoła.

        Podobno marzenia trzeba mieć wielkie, gdyż statystycznie rzecz biorąc – spełnia się tylko połowa. 50% małych marzeń byłoby niezauważalne.

  2. Tetryk56 Says:

    „Dziwne” zachowanie papieża Franciszka rozejdzie się falą po katolickim świecie, z pewnością. Można mieć nadzieję (lub wiarę), że plusk nie będzie jedynym jej skutkiem. Jeżeli jednak skutek będzie znaczący, tj fala się nie wytłumi wraz z odległością, będziemy świadkami fali powrotnej, która ma właściwości kumulacji energii. A takie zjawisko niejednego już zatopiło…

  3. wiedźma Says:

    Nie śledzę poczynań nowego papieża, ale to ” metro” jest gestem spektakularnym. Wprawdzie jest to kontynuacja zachowania w ojczystym kraju, ale dla świata to zupełna nowość. Czy na takich gestach sie skończy ? Zupełnie możliwe… Przypomniały mi się reformy kluniackie …

  4. laudate44 Says:

    Pozwoliłem sobie na wyrażenie sceptycznej opinii wiedząc, że moje słowa nie mają żadnej mocy sprawczej. Więc będzie co ma być.
    Natomiast każdą zmianę idącą w kierunku uwolnienia społeczeństw od kościelnej opresji przyjmę z uznaniem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: