St. Albans

Samochód zaparkowaliśmy na poboczu stromej ulicy. Wróciliśmy kilkanaście kroków pod górę i skręcilismy w pasaż wiodący na zaśnieżony dziedziniec, który rychło zamienił się w plac zabaw zimowych. Po jednej stronie mieliśmy tłum kolorowych postaci, głównie dzieci zjeżdżających na sankach i plastikowych listkach, (klimat trochę jak z zimowych obrazów Breugel’a) – z drugiej zaś nieporuszenie trwała bryła katedry pod wezwaniem świętego Albana. Masywne mury z surowej cegły i kamienia, monotonia podziałów, brak dekoracji i niewielkie stosunkowo okna wskazywały na romański charakter budowli. Pierwsze wrażenie zachwytu ustąpiło, gdy zobaczyliśmy, że na romańskich murach wyrosły smukłe wieżyczki z kremowego piaskowca. Nie był to nawet gotyk lecz jego znacznie późniejsza bezduszna imitacja – neogotyk. Czystość stylu pozostawiała więc wiele do życzenia. Wchodząc do wnętrza budowli mieliśmy nadzieję dowiedzieć się, jak doszło do tego pomieszania.

_MG_3303

Przyznam, że jadąc na spotkanie z gotykiem angielskim nic nie wiedziałem o katedrze Św. Albana ani o istnieniu miasteczka, które wzięło nazwę od sławnego, pierwszego w dziejach Anglii męczennika. Trafiłem tam dzięki znajomym, którzy, odkąd nie piszę o polityce, są stałymi czytelnikami tego bloga, wiedzieli zatem, że katedra – najdłuższa w całej Anglii – może mnie zainteresować. Mieliśmy szczęście, bo z powodu złej pogody (10cm śniegu na drogach!) zwiedzających było niewielu. Pan przewodnik wyszedł nam naprzeciw i upewniwszy się, że sprowadza nas tam zainteresowanie architekturą, przez trzy kawdranse opowiadał, opowiadał, opowiadał. Pierwszą rzeczą na którą zwrócił naszą uwagę był podział nawy głównej na część romańską, przysadzistą z tynkowanymi i pobielanymi kolumnami oraz na część gotycką, wyraźnie smuklejszą, o harmonijnych proporcjach, z detalami wykutymi w szarym kamieniu. W części romańskiej godnym zapamietania szczegółem były dostrzegalne w murze drobiny końskiego włosia, którym w wiekach wczesnośrednich wzmacniano zaprawę tynkarską. Kroniki wskazują, że istniejące kolumny postawiono przed rokiem 1115, wtedy bowiem dokonano konsekracji kościoła.

_MG_3361

_MG_3327

Jednak historia tego miejsca sięga czasów jeszcze dawniejszych, do okresu, gdy na wyspach brytyjskich stacjonowały wojska rzymskie. Przed rokiem 300 n.e. w osadzie Verulamium żył niejaki Alban, który głupio i niepotrzebnie pozwolił się zabić Rzymianom. Oczywiście uznano go męczennikiem za wiarę, zaczęły się pielgrzymki do grobu i oczekiwanie cudów. Nawet jeśli Alban jest postacią fikcyjną, zapotrzebowanie na meczennika i świętego było na tyle silne, że powstała legenda, bo bez niej nie można było marzyć o rozwoju gospodarczym. Legenda o Albanie, świetym mało znanym w Polsce, nie różni się zbytnio od innych opowiastek o szlachetnych mężach, którzy dali się zabić, żeby zostać świętymi. Jeden z paradoksów religii katolickiej polega na tym, że potępia ona wszelkie samobójstwa z wyjątkiem tych, które dokonywane są z pobudek moralnych lub religijnych. Na przykładzie Albana i kilku innych świętych widać, że dobrowolne oddanie się w ręce oprawców-innowierców stanowi podstawowy warunek „wyniesienia na ołtarze”.

Jak się można domyślić, Alban nie ulękł się kata z mieczem i nie wyrzekł wiary chrześcijańskiej. Został za to stracony na wzgórzu za miasteczkiem, dokładnie w tym miejscu, gdzie po odejściu Rzymian z wyspy stanął pierwszy kościół i opactwo benedyktyńskie. Zgodnie z przyjętą i praktykowaną także poza Anglią praktyką, jako budulca użyto kamienia ze zniszczonej osady Verulamium.

Pielgrzymi zostawiali datki, więc kościół się rozrastał i zyskiwał na znaczeniu. Powiększało sie również opactwo, które w wiekach średnich stało się tworem samowystarczalnym składającym się z licznych budynków gospodarczych, kuchni, zajazdu oraz stajni na 200 koni. Częstymi gośćmi w St. Albans bywali królowie angielscy, a jeden z opatów Nicholas Breakspeare został w 1154 r. wybrany papieżem i przybrał imię Adriana IV.

Wróćmy jednak do architektury i opowieści pana przewodnika. Wbrew pozorom istnienie tak znaczącego ośrodka kultu nie było pasmem nieustających sukcesów. W czternastym wieku okres prosperity gospodarczej przerwała epidemia Czarnej Śmierci, wkrótce potem w okolicach St. Albans rozegrały się dwie krwawe bitwy między rodami walczącymi o koronę Anglii. Z tamtego okresu pochodzi piękne sklepienie wieży wykonane z drewna malowanego w regularne kwadraty. W kwadratach umieszczono herby pogodzonych stronnictw i symbol róży. W szesnastym wieku St. Albans podzieliło los innych klasztorów angielskich – opactwo zostało rozwiązane i ograbione na mocy rozkazu Henryka VIII. Wcześniej – o czym zapomniałem wspomnieć – zawaliła się część ściany i dachu, a że był to akurat wiek XIV odbudowy dokonano w stylu gotyckim przedłużając przy okazji całą nawę w kierunku ściany frontowej. Różnorodność stylów dobrze widać na zdjęciach.

_MG_3356

_MG_3366

Godnym uwagi miejscem w katedrze jest pochodzący z 1484 roku kamienny ołtarz zwany Wysokim Ołtarzem, nad nim znajduje się unikalny drewniany sufit, który przeszedł gruntowną renowację zaledwie dwa lata temu i według zapewnień przewodnika, nigdy wcześniej nie prezentował się lepiej..

_MG_3339

Większość rzeźb zdobiących ołtarz dostawiono w okresie późniejszym, ale jak widać nie odjęło mu to urody. Kompozycja nadal jest harmonijna, światło padające z wysokich okien delikatnie ślizga się po koronkowych nawisach, wydobywa właściwy dla gotyku rytm pionowych linii. Wielka ściana koronkowej dłubaniny musi robić wrażenie. Na tym nie koniec ciekawostek: w najstarszej części katedry, tuż obok symbolicznego grobu św. Albana istnieje całkowicie unikalna konstrukcja zwana wieżą obserwacyjną. Mimo dosłownego wywyższenia – podłoga tej „wieży” która w istocie jest drewnianą antresolą, znajduje sie na wysokości ok. 2 metrów – jej funkcja była całkowicie przyziemna. Schowani w niej dyżurni mnisi mieli za zadanie obserwowoać zachowanie pielgrzymów zbliżających sie do grobu partona światyni. Wiadomo bowiem, że nie sami pobożni ludzie przybywali do świętego miejsca.

_MG_3325

Różnie też bywało z pracami renowacyjnymi, których na przestrzeni 900 lat nie wolno było zaniechać. Jak wspomniałem, w XVI wieku i po dekretach Henryka VIII zabudowania klasztorne zniszczono a sama świątynia popadła w ruinę i mogłaby nie przetrwać do naszych czasów, gdyby nie mieszkańcy St. Albans, którzy ją wykupili od parafii i w jednej z kaplic urządzili szkołę. Widziałem tę kaplicę: zimną, surową, z wysokim sklepieniem – nie chciałbym uczęszczać do takiej szkoły i to bez względu na to, czego tam uczono.

Oczywiście fundusze mieszkańców nie wystarczały na remont całej budowli, nie zaspokajały nawet bieżących potrzeb toteż kościół, który przestał pełnić funkcje sakralne stopniowo popadał w ruinę. Kiedy w 1832 roku zawaliła się część głównej ściany podjęto starania zmierzające do odbudowy obiektu. Trwała epoka wiktoriańska i moda na neogotyk – stąd wzięły się liczne wieżyczki w elewacji budynku i schematyczna, nieproporcjonalna ściana frontowa, o której powściągliwy pan przewodnik powiedział, że „raczej nikogo nie oczaruje”.
Dzieło odbudowy powiodło się na tyle, że po blisko czterdziestu latach prac zaczęto tam znowu odprawiać msze a kilka lat później St. Albans zyskał rangę katedry.

Nie był to jednak koniec kłopotów z utrzymaniem i renowacją wielkiego obiektu wciąż odczuwającego skutki wielowiekowych zaniedbań. Z pomocą przyszedł zamożny bankier lord Grimthorpe, który okazał się postacią kontrowersyjną. Prawem kaduka przejął kontrolę nad pracami budowlanymi, opata i radę kościelną pozbawił prawa decyzji i co gorsza zwolnił architektów… Plany przebudowy rysował sam. Wielkie okno w transepcie północnym całkowicie różniące się od przeciwległego gotyckiego okna południowego to jego niechlubny projekt.

_MG_3347

Podobno bezpośrednią inspiracją do powstania okiennego wzoru były rozsypane na stole monety różnej wielkości. Wypada dodać, że przez sto lat szyby tego okna były przezroczyste, dopiero w latach osiemdziesiątych XX wieku zlecono ich artystyczne zamalowanie a uroczystego odsłonięcia dokonała księżna Diana.
Jak powiedział pan przewodnik, lord Grimthorpe okazał się estetycznym wandalem, ale bez jego pomocy finansowej katedra mogłaby nie przetrwać. Piękne motto, aktualne nie tylko w odniesieniu do architektury.

Reklamy

Tagi: , , ,

Komentarzy 10 to “St. Albans”

  1. tetryk56 Says:

    Może i lord był estetycznym wandalem, ale coś tam z historii architektury uratował za własne pieniądze. Dziś dobrodzieje fundują nam koszmarki w stylu Świątyni Opaczności czy świebodzińskiego Waligóry, i bynajmniej nie za swoje …

    • laudate44 Says:

      Tetryku poruszyłeś ciekawy wątek, wart szerszego omówienia. Zauważ, że kościoły powstałe np. w latach 80 – 90tych to absolutne koszmary. (Wczesniejsze jako tako pasowały do otoczenia) Brak im proporcji, klarowności, harmonii, brak im ducha… Widoczna jest za to megalomania, udawanie awangardy i jarmarczny wystrój. Powstaje pytanie, co się stało z gustami obecnych właścicieli kościelnego folwarku? Przecież przez wieki Kosciół kat. nadawał ton w architekturze, asymilował nowinki, dobierał najlepszych architektów danej epoki – ma na tym polu wielkie zasługi, nawet ja muszę to przyznać. Biskupi i papieże zapisali się w historii jako mecenasi sztuki, popychali jej rozwój, itd. Skąd w takim razie obecna estetyczna degrengolada i bezguście, wie ktoś?

      • pangrabek Says:

        ja mam wrażenie, że te kościoły wpisywały się w całą bylejakość architektoniczną doby PRL-u (to o latach 70-80). Co do 90. to np.fenomenu Lichenia nie potrafię sobie wytłumaczyć, no chyba że odreagowaniem… ?

      • laudate44 Says:

        Pangrabku, pisząc o gustach panów w sutannach miałem też na myśli słabą formę współczesnego malarstwa sakralnego, rzeźby itd. Jeśli to co powstaje obecnie na zamówienie KK zestawimy z dawniejszymi dziełami, to ręce i nogi się uginają. Nie tylko Licheń jest brzydki, nie tylko kościoły i plebanie(!) polskie. To trend ogólniejszy. A przecież pieniędzy im nie brakuje. Gdzieś sie towarzystwo bogubiło w temacie sztuka sakralna i estetyka jako taka.. Może im brakuje wykształcenia i poczucia smaku. Albo są tak zadufani w sobie, że nikogo nie chcą słuchać, jak ten samozwańczy Lord-projektant.

        Widziałeś te kościoły?
        http://raider55.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?159750
        Uwaga, przed otwarciem linka zażyj walerianę 🙂 albo relanium 🙂

      • pangrabek Says:

        z trudem dobrnąłem do ostatniego zdjęcia z tej strony z kościołami, zamurowało mnie 🙂 chyba racje ma Tetryk gdy mówi, że niektóre parafie nie lubią przepłacać, a już na pewno za projekty.
        tu jeszcze dochodzi jeden problem, że „sztuka” współczesna nie trzyma się już tak sztywno swoich kanonów (jeśli w ogóle jest na jakichkolwiek oparta), stąd każdy robi co chce.
        Ciekawy tekst o St. Albans, najbardziej zdziwiło mnie te końskie włosie w zaprawie murarskiej, chyba zainwestuję w karnet na stadninę 🙂

      • laudate44 Says:

        Witaj zamurowany Pangrabku!
        Miło że znalazłeś w tekście coś ciekawego o sztuce budowlanej. Nie podchodź jednak z nożyczkami zbyt blisko końskiego zadu, bo może się to skończyć boleśnie. 😦
        Apropos: czytałem, że zamiast końskiego włosia do zaprawy tynkarskiej dodoawano świńską szczecinę. Więc może pójdź tym tropem. 🙂

  2. Tetryk56 Says:

    Kiedy jeszcze w PRLu zdarzały się ładnie zaprojektowane kościoły (przynajmniej wg mojego, nieszkolonego gustu). Mam koncepcję, że wówczas być może dobrzy architekci traktowali tę twórczość jako formę opozycji – natomiast po zmianie ustroju rynek się skomercjalizował, za Bóg zapłać dobrego projektu nie uzyskasz, a kościół płacić nie lubi…

  3. wiedźma Says:

    Nie mam rozeznania czym kierują się autorzy tych sakralnych potworkw, ale wiem jedno : obok tych kosciołów powstają plebanie, całkiem obszerne i wygodne…. Moim zdaniem te koszmarki sa skutkiem ambicji proboszczów, którzy kierują się chyba tylko własnym gustem, Nie sądzę, żeby potrzebna wiedzę wynieśli z seminariów.
    W moim mieście, gotyckiej katedrze dobudowano, w miejsce zniszczonej, przeszkloną wieżę z punktem widokowym, a samą katedrę obudowano stylizownymi domeczkami skutecznie zasłaniającymi największe w Europie gotyckie okno !

    • wiedźma Says:

      A zdjęcia są świetne! To duża sztuka tak pokazać budowlę 🙂

      • laudate44 Says:

        Jedno zdjęcie jest nieostre niestety. A jeśli pozostałe sa dobre to zasługa pożyczonego obiektywu oraz obecności dwojga zaawansowanych fotografów ( Hm… Czy robiąca zdjęcia kobieta to już fotografka? Nie nadążam za tymi zmianami 🙂 )

        Co do gotyckiego okna w Twoim mieście, wypada tylko mieć nadzieję, że ono ocaleje, kiedy stylizowane domki runą, runą, runą i pogrzebią stary świat.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: