Canterbury 2

W tym odcinku opowieści o Canterbury zamierzałem skupić się na historii związanej z patronem tamtejszej katedry, ale pewien zabawny komentarz skierował moje rozważania w inną stronę.

Rzeczywiście powstanie i rozbudowa katedry w Canterbury odbyło się według schematu podanego przez Pangrabka:

Najpierw znajdź jakiegoś świętego Patrona, albo inną relikwię, może to być:

a) suknia ślubna Panny Marii,

b) szczebel z drabiny, która śniła się patriarsze Jakubowi (…)

c) albo czaszka Jana Chrzciciela, gdy miał 12 lat. Jan Chrzciciel jest okej.

Potem zbuduj wspaniały kościół, najlepiej na początku XIII w wykorzystując prosperity gospodarczą oraz nadarzającą się okazję wynikłą z nieszczęśliwego pożaru starej katedry. uwaga dot. b.istotnego elementu – w trakcie pożaru spalić się ma wszystko oprócz ww. relikwii, która cudem ocaleje. Potem biskupowi objawia się zainteresowany święty Patron i prosi o wybudowanie nowej większej świątyni. Biskup wstaje ze snu cały zlany potem a potem w świętym porywie urządza spontaniczną procesję, która gromadzi tłum wiernych i i pierwsze fundusze na budowę katedry.

Tak, tak. Niemal wszystko to miało miejsce w Canterbury, dawnej osadzie rzymskich najeźdźców. Na miejscu kościoła małego powstał kościół większy, potem katedra. W niej zginął i został pochowany arcybiskup Becket. Zginął śmiercią męczeńską (o czym za chwilę), więc ogłoszono go świętym. Jest zatem grób, do którego pielgrzymują wierni. Powstaje legenda. Przypadkiem lub nieprzypadkiem po czterech latach od śmierci Becketa świątynia płonie. Jedni utrzymują, że ogień wzniecili słudzy króla Henryka II zazdrosnego o pośmiertny kult swojego wroga. Inni wskazują, że pożar mógł być na rękę benedyktynom zarządzającym katedrą. Chodziło o wzmożenie kultu świętego i powiększenie stanu posiadania. Używając języka ekonomii, mnisi chcieli „zbić kapitał na współczuciu i męczeństwie patrona”. Na miejscu katedry starej wkrótce wybudowali nową. Absolutnie nową, pionierską, żeby nie powiedzieć rewolucyjną… Całkiem świadomie do współpracy sprowadzono mistrza Williama of Sens, który doświadczenie zdobywał we Francji. Dzięki przebudowie chóru i rozbudowie nawy powstało w Canterbury unikalne dzieło architektury przyciagające tłumy wiernych. Był koniec XII wieku i zarazem początek ekspansji „french gothic style” na ziemi angielskiej. Nie bez znaczenia jest fakt, że powstawanie katedr angielskich przypada na początkowy okres panowania Normandów, którzy przy pomocy prestiżowych inwestycji wzmacniali swoją władzę.
To jedna, polityczna strona medalu. Druga ma naturę teologiczną.

_MG_3197

Nie można zapomnieć, że architektura gotyku była emanacją ówczesnej pobożności, jawiła się jako manifestacja niebiańskiego ładu, była wykładnią teologii światła. Przeróbki światyń romańskich nie wynikały z potrzeby ich powiększania. Ich gabaryty były wystarczające by pomieścić chętnych. W sąsiedztwie światyni głównej zazwyczaj stawiano zabudowania klasztorne i pomieszczenia gospodarskie. Masywnym budynkom romańskim brakowało jednak czegoś, co upewniałoby wiernych w przekonaniu, że mieszka tam Bóg. Tym czymś było światło.
Wpuszczenie do świątyń więcej światła – choćby za cenę oszpecenia zwartej, dającej poczucie bezpieczeństwa bryły filarami, przyporami i pinaklami – było podstawowym celem zmian architektonicznych. Rozwój matematyki i produkcja cegieł pozwalały na daleko idące przeobrażenia. Światło przenikajace przez okna witrażowe miało ucieleśniać Ducha Świętego ukrytego w promieniach słońca. Metafora Boga, który jest przezroczysty a jednocześnie widzialny udanie sprawdzała się w gotyckich wnętrzach. Był jeden warunek, ale jakże prosty: chcesz człowiecze zobaczyć Boga, wejdź do naszej światyni i daj się olśnić zjawiskom optycznym. W wertykalnych, powtarzających się elementach kamiennych dekoracji ujrzysz ład niebiański, a niespotykane w naturze kolorowe światło witrażowe przeniesie twoją wyobraźnię w sferę duchową.

Opat Suger, ten który zbudował pierwsza katedrę gotycką w St. Denis tak uzasadniał kierunek swoich poczynań:

„Nasze dzieło powinno rozświetlać umysły na tyle, abyśmy przez widzialne światło zdolni byli zobaczyć duchowe światło pana naszego Chrystusa, bo przez to światło nastąpi zmartwychwstanie z ciemności”.

_MG_3229

_MG_3290

Powyższe przykłady nadal nie wyczerpują wiedzy o okolicznościach powstania stylu gotyckiego, bo do teologii i polityki dodać należy aspekt osiągnięć matematycznych i technicznych. Po zestawieniu ich wszystkich nasuwa się wniosek, że gotyk, jakkolwiek go zwać, musiał nastąpić w tym czasie i w tej postaci.

Skierujmy teraz reflektor na świętego męczennika, patrona katedry Tomasza Becketa. Tomasz zajmuje ważne miejsce w panteonie angielskich świętych, prawdopodobnie z tego powodu, że zginął w wyniku sporu politycznego. W odróżnieniu od wielu kościelnych patronów, Tomasz jest postacią historyczną. Od dnia jego narodzin minęło niemal 900 lat, ale warto przypomnieć jego losy, żeby przyjrzeć się jak swobodna interpretacja faktów służy budowaniu legendy. Czemu zaś służy sama legenda, pozostawiam Waszej inteligencji.

Tomasz urodził się w rodzinie angielskiego kupca, który wcześniej był szeryfem Londynu. Jako młodzian został wysłany na naukę do Paryża, a po jej ukończeniu, dzięki ojcowskim znajomościom, znalazł pracę w administracji na dworze biskupa Canterbury. Tam został dostrzeżony przez zwierzchnika, który w niedługim czasie awansował Tomasza na archidiakona katedry a następnie przedstawił nowoobranemu królowi Henrykowi II.
Znajomość z królem przerodziła się w autentyczną przyjaźń, przynajmniej tak się wydawało. Niewątpliwie był to przełom w karierze Tomasza. Król Henryk doceniając urok osobisty i zdolności dyplomatyczne młodego prawnika mianował go swoim kanclerzem. Tomasz miał więc możliwość nie tylko pozostawania w bliskości króla, ale poznał tajemnice rządzenia państwem. Obracał też znacznymmi sumami pieniędzy.

Kolejny zwrot w karierze Tomasza nastąpił po kilku latach. W roku 1161 zmarł arcybiskup Canterbury, więc król Henryk II skorzystał z okazji, żeby na zaszczytne stanowisko wysunąć swojego wypróbowanego przyjaciela. Osadzając Tomasza na czele potężnej instyutucji religijnej chciał zapewnić sobie większy wpływ na hierarchów. Liczył, że pod rządami Tomasza polityka Kościoła nie będzie kolidować z zamierzeniami monarchy. Pomysł uzyskał aprobatę papieża i Tomasz mógł objąć stanowisko. Pojawił się wprawdzie mały problem, bo Becket jako czynny urzędnik w służbie królewskiej nigdy nie był wyświęcony na księdza. Ale tak jak Paryż cztery wieki później miał być „wart mszy”, tak ceną za tron w Canterbury było wyświęcenie na księdza. Zwykła formalność. Dokonano jej w przeddzień nominacji na biskupa. Bezpośrednio potem nastąpiła ceremonia przekazania Tomaszowi władzy arcybiskupiej i zwierzchnictwa nad angielskim kościołem. Sojusz tronu z ołtarzem nie okazał się jednak trwały. Nadzieje Henryka na kontrolę rosnacego w siłę Kościoła legły w gruzach, bo Tomasz niemal zaraz po nominacji uległ wpływom koscielnych zauszników i wystąpił przeciw swemu dotychczasowemu mocodawcy. Zażyłość między nimi nawet nie przeszła fazy „szorstkiej męskiej przyjaźni” – od razu zamieniła się we wrogość. Tłem nieporozumień były przywileje kleru a dokładniej wyjęcie przestępstw osób duchownych spod jurysdykcji świeckiej. Henryk usiłował zmienić ten stan rzeczy, Tomasz ostro się temu sprzeciwiał. Zirytowany król domagał się wyjaśnień, na co Tomasz wydawał ogromne sumy państwowych pieniędzy w czasie gdy pełnił urząd kanclerza. Zamiast wyczerpującej odpowiedzi Tomasz wybrał ucieczkę z kraju. Spędził sześć lat na wygnaniu we Francji pełniąc bez przerwy urząd arcybiskupa. W tym czasie trwały mediacje miedzy zwaśnionymmi stronami i w końcu udało się doprowadzić do spotkania Henryka i Tomasza. Król przypłynął do Normandii, zawarto ugodę i Becket mógł wrócić do Anglii. Nadal nie okazywał skruchy wobec króla, co więcej odmówił zdjęcia ekskomuniki z biskupa Londynu i Salisbury nałożoną na niego za jawne popieranie monarchy. Tego było Henrykowi za wiele, jeżeli wtedy znano metaforę o żmiji wyhodowanej na własnej piersi, to z pewnością użyto jej do opisania przypadku arcybiskupa wyniesionego do najwyższej godności przez Henryka. Tomasz okazał modelową niewdzięczność wobec przyjaciela i monarchy, co oczywiście nie było Henrykowi obojętne. W przypływie złości zakrzyknął „Kto mnie uwolni od tego niewdzięcznego księdza?” Kilku rycerzy wzięło ten okrzyk za dosłowną zachętę do działania. W zimowy poranek pojawili się w Canterbury i zażądali by arcybiskup Becket zdjął ekskomunikę ze wspomnianego biskupa. Tomasz trwał w uporze, niezdolny do przyznania się do pomyłki wolał zginąć w imię przekonań. Wbiegł do katedry i stojąc u stopni ołtarza wykrzyczał, że odpuścić biskupowi nie zamierza. W stronę rycerzy królewskich posypały się obelgi, co spotkało się z łatwą do przewidzenia reakcją. Zadźwięczało żelazo i rozłupana czaszka Becketa spadła na kamienną posadzkę.

http://en.wikipedia.org/wiki/File:English_-_Martyrdom_of_Saint_Thomas_Becket_-_Walters_W3415V_-_Open_Reverse.jpg

W postaci defraudanta, tchórza i niewdzięcznika Kościół zyskał męczennika.
Nad miejscem jego domniemanej śmierci w pobliżu krypty katedralnej wiszą trzy żelazne miecze przypominające krzyże Golgoty. Na wyższym poziomie budowli przez wieki stała kaplica z relikwiami po świętym. To był głowny cel pielgrzymek wiernych („Opowieści kanterberyjskie” składają się z historii opowiadanych przez pielgrzymów idących właśnie do grobu Tomasza) Dopiero w XVI wieku Hentryk VIII Tudor po zerwaniu z papiestwem kazał kaplicę zburzyć. Teraz pali się w tym miejscu samotna świeca. Nie wiem, czy ludzie nadal pielgrzymują, czy zabiegają u Tomasza o wstawiennictwo w niebie. To właściwie bez znaczenia. Najważniejsze, że wokół tej legendy wyrósł i przetrwał do naszych czasów las kolumn, krużganków, ostrołukowych sklepień i misternych detali rzeźbionych w kamieniu. Bez irracjonalnych wierzeń wyzwalających hojność i kreatywność nie byłoby tej architektury.

_MG_3282
3 miecze nad ołtarzem, u dołu wyryty w posadzce napis Thomas.

Reklamy

Tagi: , , , , ,

komentarzy 8 to “Canterbury 2”

  1. Tetryk56 Says:

    Rozmaite szykany wiodą prosto do oświecenia. W średniowieczu używano po prostu mieczy, dziś się odmawia kanału na multipleksie 😉

  2. pangrabek Says:

    Dziękuję i przepraszam raz jeszcze 🙂
    a co do Becketa to możemy być dumni bo Polacy byli pierwsi! a Tomasz zastosował tu „schemat pod wezwaniem św. Stanisława” 🙂
    pozdr

    • laudate44 Says:

      Nie wiem za co przepraszasz Pangrabku.
      Skojarzenia ze św. Stanisławem miałem od początku i wiedziałem, że ta analogia będzie czytelna.
      Widać mieszanie się biskupów do polityki ma wieloletnią tradycję i miedzynarodowy zasięg. Nic w tym właściwie niezwykłego: oni od zawsze bronią interesów Watykanu. Czasami ta obrona przybiera postać męczeńskiej śmierci, po której idą do nieba, gdzie czekają na nich hurysy i dzbany wina…
      A wierny lud pielgrzymuje i składa ofiary. Dziwny jest ten świat.

    • wiedźma Says:

      Dobry wieczór ! Skojarzenie z naszym patronem ojczyźnianym jest aż oczywiste.:) Tyle, ze żadne tam proste miecze…. wyszukany relikwiarz, w katedrze wawelskiej, bo trudno to nazwać trumną Karol Bunsch co prawda twierdzi, ze ten patron miał specjalną wymowę : jego członki miały sie zrosnąć tak, jak rozbita, dzielnicowa Polska. Też polityka….
      Tak więc, do wątku ekonomicznego jeszcze dołóżmy wątek propagandowy….
      Co nie zmienia fakt, ze urodę gotyk zawdzięcza ….. postępowi. Dziwny jest ten świat 🙂

  3. wiedźma Says:

    Nasuęła mi się myśl taka : czy obaj święci nie liczyli czasem na ochronę ” uświęconego miejsca ” ? Bo te egzekucje w obliczu ołtarza wywołały potężny skandal i przyczyniły się do zbudowania legend. Tak dla przypomnienia : kanonizacja św. Stanisława wywołała w samym Watykanie tyle wątpliwości, że koniecznym stało sie powołanie instytucji advocatus diaboli. Mamy i tu zasługi….
    A Ty tak ładnie piszesz o gotyku 🙂

    • laudate44 Says:

      Witaj Wiedźmo, przepraszam, że dopiero teraz odpisuję. Co do świętych, wyrokować nie zamierzam, ale istnieje Duże prawdopodobieństwo, że masz rację. Jeśli liczyli na to, że w miejscu uświęconym nie dosiegnie ich uzbrojona w miecz ręka sprawiedliwości, to się przeliczyli. Jeśli uciekali na stopnie ołtarza w trwqodze i panice to OK. Ale jeśli to było wyrachowane ukrywanie się za tarczą sacrum lub za imieniem Boga, aby uniknąć odpowiedzialności za wczesniejsze czyny – to mi to pachnie pospolitym tchórzostwem.
      Nadużycie, po prostu nadużycie.
      PS. O gotyku jeszcze będzie… 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: