Modlitwa o eutanazję stara jak świat

Ludzie zadają sobie rózne pytania. Tu gdzie mieszkam, najczęstszym jest „jak się masz?”. To oczywiście forma powitania a nie wstęp do wywiadu lekarskiego. Jeśli okoliczności pozwalają można przejść do pytań bardziej osobistych, wśród których pewniakiem jest „czy zamierzasz wracać do Polski” oraz „jak ci się żyje”. Nikt natomiast nie zapytał mnie „jak chciałbyś umrzeć”, choć pytanie wydaje mi się bardzo ważne. Prawdopodobnie jest ono osobiste do tego stopnia, że wyłącznie osobiście mogę je sobie zadać. I tylko sobie odpowiedzieć.

Kwestia dopuszczalności eutanazji weszła ostatnio w gorącą fazę. Powiedzieć należy, że właściwie z poziomu dyskursu społecznego zeszła do koryta z obelgami i absurdalnymmi zmyśleniami – a to za sprawą radykalnych, kato-prawicowych przeciwników niesienia ulgi w cierpieniu ludziom terminalnie chorym.

Nie po raz pierwszy zdumiewa łatwość z jaką przedstawiciele skrajnej prawicy rzucają oszczerstwa na osoby o odmiennych poglądach; jak w imię deklarowanej miłości bliźniego potrafią głęboko nienawidzić. Co więcej, swoją nienawiść obnoszą jako powód do chwały i wśród swoich zbierają wyrazy uznania. Trochę to przypomina atmosferę czasów, w których powstało znane powiedzenie „dobry Indianin to martwy Indianin”. Na miejscu Indianina prawicowy aktywista widziałby każdego, kto (pod pewnymi warunkami) opowiada się za dopuszczeniem aborcji, związków partnerskich czy eutanazji. Za zdolność szafowania ludzkim (cudzym) życiem rzekomo w imię poszanowania tegoż życia polscy prawicowcy winni dostać specjalną nagrodę albo przynamniej stać się obiektem szczegółowych badań antropologów. Prawdopodobnie w przyrodzie świata nie występuje żadna grupa ludzi tak zakłamanych i organicznie niezdolnych do zauważenia własnego okrucieństwa oraz hipokryzji wielkiej jak Kilimandżaro.

Do przypuszczeń o wyjatkowej perwersji intelektualnej tych osobników skłoniło mnie kilka zaledwie wypowiedzi na temat dopuszczalności eutanazji, definiowanej jako śmierć z własnego wyboru, na którą sam zainteresowany decyduje się w sytuacji skrajnej, gdy życie pełne cierpienia fizycznego i psychicznego staje się nie do wytrzymania. Brylujący w mediach „obrońcy życia”, szefowie fundamentalistycznych stowarzyszeń sprzeciwiają się „szarganiu świętości życia.” Niby mówią w imię jakich doktryn to robią lecz jednocześnie przeczą sobie haniebnie, bo główne wskazania religii, na którą się powołują oparte są na miłosierdziu. Istotą ich życia duchowego jest (rzekomo) naśladowanie Mistrza – uchodzącego za wzorzec miłosierdzia i pokory.

Gdzie zatem podziało się to chrystusowe miłosierdzie i czy naprawdę ulżenie komuś w cierpieniach jest taką zbrodnią, że trzeba podnosić histeryczny krzyk? Dlaczego ten krzyk podnoszą przedstawiciele instytucji, która ma miliony ludzkich istnień na sumieniu?

Ludziom od dawna nie było obojętne w jaki sposób umierają. W różnych kulturach stosowano różne remedia, ale przyjęło się, że „skrócić komuś męki” oznacza uczynek szlachetny, nacechowany współczuciem, choć jednocześnie wymagający odwagi. Etos wojownika przewidywał, że śmiertelnie rannemu przyjacielowi należy zostawić sztylet, a jeśli zachodzi potrzeba samemu wbić mu go w pierś. W czasach rzymskich Cezar okazywał wielką łaskę, jeśli pozwolił zdrajcy na odebranie sobie życia w zaciszu domowym, oszczędzając mu publicznego upokorzenia. Tym samym kara dla przestępców, którym nie okazano łaski polegała na przedłużaniu momentu agoni i zadawaniu najokrutniejszych cierpień w ostatnich godzinach życia.
W epokach późniejszych obowiązywała ta sama zasada: ludzie wysoko urodzeni i objęci łaską króla zostawali ścinani mieczem lub toporem. Inni, mniej godni lub wyjątkowo występni kończyli na szubienicy lub na stosie. Co ciekawe Kościół Katolicki, znany z intensywnego krzewienia nauki o miłosierdziu swoich przeciwników czyli heretyków, innowierców, czarownice i dzikie plemiona Ameryki Płd. chętniej wysyłał na płonące stosy niż pod katowski topór. No ale to kwestia skali: liczba osób torturowanych na zyczenie Koscioła i posłanych na śmierć idzie w miliony. Zabijanie ich toporami byłoby zbyt kosztowne.

W tymże samym kościele od wieków odmawia się modlitwę o łagodną śmierć dla osób bliskich. Na przykład taką:

Prosimy o modlitwę o uzdrowienie – jeżeli taka jest wola Boża, albo o dobrą, łagodną śmierć… Niech Matka Boża przytuli go do swojego serca i da mu ukojenie i pokój.

Zwrócę uwagę na dwa słowa tej szczerej, pełnej współczucia modlitwy: Dobra śmierć. Każdy by jej życzył sobie, swoim drogim bliskim a nawet ludziom zupełnie obcym, bo w imię jakich racji życzyć komuś przedśmiertnych męczarni. Każdy tylko nie agresywny ‚obrońca życia’, nie zaślepiony dogmatyk, nie fundamentalista z pretensjami do sprawowania rządów nad duszami i sumieniami.

Oto następny cytat:

Słowo eutanazja (z greckiego – dobra śmierć) oznacza łagodną śmierć bez cierpienia i powinno być rozumiane jako akt humanitarnego uśmiercania przy ograniczeniu do minimum bólu, strachu i dyskomfortu poprzez błyskawiczne osiągnięcie stanu nieprzytomności i śmierci. Wybrana metoda powinna być dobrana do wieku, gatunku i stanu zwierzęcia.

Kolejne słówko na które zwrócę uwagę: Humanitarny

Wg słownika j. polskiego humanitarny oznacza:
1. ludzki, poświęcający się człowiekowi, wykazujący troskę o jego warunki życia, potrzeby, mający na uwadze jego dobro i godność;
2. polegający na dobrym traktowaniu, oszczędzaniu zbytecznych cierpień

Podsumowując: zwierzęta, nawet gady i płazy, mają prawo do łagodnej śmierci niesionej w imię humanitaryzmu, czyli szlachetnych zasad nominalnie związanych z CZŁOWIEKIEM.
Humanitaryzm jednak nie ma zastosowania w przypadku ludzi. Ludzie mają umierać w męczarniach bo sa istotami wyższymi.

Zdaniem nawiedzonych kaznodziei wierzących w gadającego węża i dziewicze poczęcie, wykazywanie troski o warunki życia człowieka umierającego, oraz działania mające na uwadze jego dobro i godność – nie podobają się miłosiernermu (rzekomo) Bogu i zasługują na potępienie.
Wola ludzi, którzy dobrowolnie i w pełni sił umysłowych decydują się na odejście ze świata oferującego im wyłącznie cierpienie i upokorzenie nie ma dla dogmatyków znaczenia. Liczą się tak zwane racje wyższe: ład niebiański i wola rzekomo miłosiernego Stwórcy. Na ziemi w Jego imieniu stosować należy moralny szantaż wobec społeczeństwa i zastraszonych ustawodawców.

Najnowsze badania opinii publicznej pokazują, że 53 % mieszkańców Polski dopuszcza stosowanie eutanazji w uzadsadnionych przypadkach. To znak, że nie wszyscy dali się zwariować, znak, że ludzie nierzadko mając w pamięci bolesne doswiadczenia z umieraniem bliskich, kierują się własnym rozsądkiem i przestają słuchać fundamentalistów.

W czasach gdy medycyna nie radziła sobie z większością chorób, a wobec poważniejszych przypadków pozostawała zupełnie bezradna, modlitwa o eutanazję była wszystkim co bliscy mogli czynić dla umierającego. Miłosierna natura dokonywała reszty. W obecnych czasach, gdy leczenie wielu chorób przestało być bluźnierstwem i wykraczaniem przeciw „prawom boskim” a nowoczesna aparatura pozwala na jednoznaczne diagnozy oraz długotrwałe podtrzymywanie funkcji życiowych – łagodna śmierć ukochanej osoby nie musi być tylko pobożnym życzeniem.

PS. Pominąłem wiele wątków, które nasuwały mi się podczas pisania. Przypatrywanie się jaki stosunek do umierania mają przedstawiciele poszczególnych grup społecznych pozwala zobaczyć „w całej jaskrawości” granicę miedzy głębokim humanizmem a anty-ludzkim dogmatem. Ja oczywiście z całych sił jestem po stronie tego pierwszego. Sobie i innym życzę Dobrej Śmierci. Nawet nawiedzonym ‚obrońcom życia’.

Reklamy

Tagi: , , ,

komentarzy 27 to “Modlitwa o eutanazję stara jak świat”

  1. Roman Strokosz Says:

    Eutanazja – moze brzmi dosc zimno i surowo, ale za tym slowem stoi prawo czlowieka do godnej smierci, zmniejszenia cierpien. Pozostawiac w cierpieniach smiertelnie chorego czlowieka w oczekiwaniu na cud jest na granicy glupoty choc mowic nalezy o naiwnosci i w sumie cierpienia bliskich przygladajacych sie naiwnemu ogromnemu cierpieniu kogos bardzo bliskiego. Gdzie moralnosc i godnosc czlowieka i co tu ma do tego wyznawanie takiej czy innej wiary. Zyjemy przeto w cywilizowanym swiecie, gdzie dzieci bocian nie podrzuca do kapusty ani tez nikt na lozu smierci nie lezy w pokorze w oczekiwaniu na aniola czy kostuche z kosa ( w zaleznosci od dorobku zyciowego ……..)/
    Karygodnym jest skazywanie na zycie inwalidow z tzw. patologii ciazy . Czy mozna mowic o czystosci sumienia patrzac jak ten stwor bedzie sie meczyl i dobrze, ze poki co beda np.opiekunowie, ktorzy beda sie nim zajmowac, ale kiedys tym opiekunom na ziemii przyjdzie kres i co wowczas? Pomoc spoleczna za grosze? To czysty egoizm i swinstwo.
    Prawo do eutanazji mozna i nalezy wprowadzic w zycie na cywilizowanych warunkach tj. akt sporzadzany w obecnosci prawnika i kilku swiadkow plus bezsprzeczne opinie lekarskie niezalezne od siebie. Nalezy byc ludzkim wsrod bezdusznych egoistycznych ludzi!

  2. Logos Amicus Says:

    @Roman Strokosz: pisanie o ludzkiej istocie jako „ten stwór” jest właśnie niemoralne i niegodne człowieka myślącego w kategoriach humanistycznych.

    „Pozostawiac w cierpieniach smiertelnie chorego czlowieka w oczekiwaniu na cud jest na granicy glupoty”

    Nie jest na granicy głupoty, zwłaszcza wtedy, kiedy sam cierpiący człowiek tego cudu oczekuje – bo ma taką nadzieję, albo po prostu wynika to z jego światopoglądu czy wyznawanej religii. Takie jest jego prawo – do posiadania nadziei póki żyje (Czy mamy go wtedy zabić? Dla jego dobra? Wbrew jego woli? – bo do tego właśnie zmierza logika zacytowanego zdania.)

    Nie jestem ślepym ani dogmatycznym przeciwnikiem eutanazji (uważam, że są takie sytuacje, kiedy człowiek powinien mieć prawo do zadecydowania o własnej śmierci), ale też nie mogę tolerować zupełnego zamknięcia się na (przynajmniej) próbę zrozumienia racji tych ludzi, którzy eutanazji się sprzeciwiają (a są wśród nich nie tylko fanatycy i bezmyślni „katole”).
    A propos „katoli”: często język jakim się posługujemy w sporze z naszymi przeciwnikami – a zwłaszcza pogardliwy stosunek jaki do nich mamy – zrównuje nas do tego samego poziomu, który tak krytykujemy i ganimy.

    • Roman Strokosz Says:

      A ludzkim jest skazywac te istote na egzystencj w cierpieniach?
      Jest czesc duchowienstwa na swiecie, ktora starala sie poprzez Rade Kardynalska w Watykanie wynegocjowac iz ulzenie w cierpieniu jest laska boska.Nie mowilo sie wprost ale smierc nawet te wczesniejsza zamierzano uznawac jako dar od Boga, a Wy mnie tu i tak dalej?
      Ludzie nie zdaja sobie sprawe z tego jak demagogia, hipokryzja konserwatywnego kosciola jest podla i nikczemna w jednym wzgledem czlowieka. Ocknijcie sie troche i uswiadomcie, ze zyjemy w XXI wieku cywilizowanego swiata.!!

      • laudate44 Says:

        Romanie oraz Logosie. Mam wrażenie, że niepotrzebnie wdajecie się w spór, który dotyczy raczej innego rozłożenia akcentów i emocji a nie róznic pojmowania prawa do łagodnej śmierci. W obu waszych wypowiedziach zauważam podobne dążenie aby humanizm zwycięzył przesądy i uprzedzenia. Roman jest porywczy, znamy się nie od dziś.

        Logos z własciwa sobie delikatnością zwraca uwagę na potrzebę Nadziei. Tego nikt rozsądny nie neguje. Nadzieja umiera ostatnia. Chodzi tylko o to, że kiedy możliwości medycyny daleko wyprzedziły społeczną odwagę spojrzenia w oczy prawdzie o umieraniu, uczciwe byłoby pozostawienie furtki dla tych którzy decyduja się na lekkie przyspieszenie nieuchronnego faktu.
        Sam piszesz, że są takie sytuacje.
        Nieporozumienie z agresywnymi aktywistami „pro-life” polega na tym, że oni swój osobisty pogląd usiłują rozszerzyć na całą resztę społeczeństwa nie wnikając czy ktoś ma na to ochotę. Prawna możliwość poddania się „dobrej śmierci” nie równa się masowemu zabijaniu staruszków, więc histeria fundamentalistów nie mająca żadnego oparcia w faktach jest czystej wody demagogią i manipulacją. To jak przypuszczam tak irytuje Romana, blogera Starszego i mnie samego.

        Wybacz, Logosie, jesli operujemy skrótami (czy ktoś tu użył słowa „katole”?) i stajemy się zbyt radykalni w sądach. To efekt wkurzenia. Natomiast efektem rabanu jaki podniosła prawica bedzie to, że poparcie dla mozliwości eutanazji, aborcji, pigułek wczesnoporonnych i związków partnerskich wzrośnie w Polsce o kolejnych kilka punktów. Oszołomy terlikowskie osiągną skutek odwrotny do zamierzonego.
        Pozdrawiam Was obu 🙂

  3. Stefan Says:

    Pamiętam, jak moja teściowa, bardzo dobry i mądry człowiek, kiedy już przekroczyła „80” i obchodziła urodziny apelowała, żebyśmy nie życzyli jej stu lat, bo już się czuje życiem i chorobami zmęczona i że coraz częściej się modli, żeby Bóg zabrał ją do siebie.

    • laudate44 Says:

      Stefanie, to całkiem zrozumiałe. Można po ludzku mieć dość życia, a można też być tak pewnym obecności Boga w Niebie, że tęsknota za Nim jest naturalną konsekwencją głębokiej wiary.
      Na stronie karmelitów bosych znalazłem taką modlitwę o eutanazję:

      O łaskawa śmierci!

      Mój Boże, jak ten świat jest ślepy, kiedy boi się śmierci! Tej błogosławionej śmierci! Boją się iść do Boga!…
      O łaskawa śmierci, zwróć mnie szybko memu Umiłowanemu!…
      Tak, jesteś łaskawa, uwalniasz z więzienia. Wyjść z ciemności i stanąć w świetle dnia.
      Ujrzę mojego Boga, Pan mi to obiecał.

      Jeśli ktoś naprawdę wierzy w życie pozagrobowe, powinien się raczej niecierpliwić i jak najszybciej chcieć opuscić ten „padół łez”. Przecież tam czekają wspaniałości nieporównywalne z zasikanym szpitalnym łóżkiem.
      Katoliccy histerycy nazywający eutanazję morderstwem po raz kolejny wychodzą na głupków. Bo w końcu jest ten Bóg i czeka w Niebie czy nie ma tam nic i trzeba się życia trzymać pazurami?

  4. Stefan Says:

    Panie Logos Amicus, są katolicy, w tym i duchowni, którzy są gotowi o eutanazji (powiedzmy raczej możliwości godnego pożegnania się z życiem) rzeczowo rozmawiać. I ci z pewnością nie zasługują na pogardliwe czy lekceważące ich traktowanie. Ale jak można spokojnie rozmawiać lub spokojnie podejść do takiego Terlikowskiego, który na wszystko ma jeden argument: kto się z nim nie zgadza ten będzie smażył się w piekle? On zna tylko jedną rację: swoją.

  5. Roman Strokosz Says:

    Dziekuje Laudate za mediacje. Ja dodam tylko jedno. Kiedys mialem okazje zobaczyc osorodek w ktorym ” wegetuja” potomkowie tych, ktorzy wydali ich na swiat zywych i nie podjeli sie opieki nad nimi. Z premedytacja nazwalem ich swtorami bo wrazenie i szok jaki doznalem patrzac na ten ogrom ludzkich nieszczesc w sumie sprowadzil sie do tak – byc moze okrutnego- stwierdzenia. Mowi sie zywa roslina, czy cos w tym rodzaju a ja mowie nieszczesny ludzki stwor, twor ludzkiej bezmyslnisci, bezdusznosci, nastepstwo wspomnianej koscielnej podlej demagogii. Ja juz sie nie pytam na czyj koszt to wszystko gdzies tam jest przedmiotem opieki, bo nie pieniadze tu sa najwazniejsze! Moze warto coniektorym odwiedzic taki osrodek i przygladnac sie temu wszystkiemu z bardzo bliska?

  6. Tetryk56 Says:

    Mój ojciec na skutek cukrzycy, której nie chciał leczyć, zrujnował sobie organizm do tego stopnia, że pod koniec życia wielokrotnie powtarzał, ze nie życzy sobie jakiejkolwiek reanimacji gdy pojawi się możliwość odejścia. Gdy ostatni raz zasłabł, pojechał do szpitala gdzie stracił przytomność. Lekarze z poświęceniem ratowali go ponad godzinę – połamali mu żebra, umęczyli – wszystko w imię nadziei i obowiązku prawnego, który nie pozwalał im nawet zainteresować się wolą chorego. I nie były to działania obojętne – ojciec kilkakrotnie prawie odzyskiwał przytomność – i znowu odpływał, więc czuł…
    Mieli nadzieję ściągnąć go z powrotem… Nad prawdopodobieństwem wyleczenia połamanych żeber – w jego stanie – nikt nie miał czasu ani prawa się zastanawiać.

    • laudate44 Says:

      Dzieki Tetryku za tak osobisty głos. Nie napisałeś co prawda, po której stronie sporu się opowiadasz – ale przecież się domyślamy.
      Z pewnością należysz do tych, o których pisałem:
      ” ludzie mając w pamięci bolesne doświadczenia z umieraniem bliskich, kierują się własnym rozsądkiem i przestają słuchać fundamentalistów.”

  7. Zbyniek Says:

    Jednym słowem należy życzyć w imię miłości bliżniego aby Terlikowski i jemu podobni przed śmiercią przeżyli to na własnych skórach czego innym życzą

  8. laudate44 Says:

  9. pangrabek Says:

    Witam serdecznie,

    Ja chciałbym o Indianach słówko 🙂 Czego by nie powiedzieć o Kościele Katolickim, to akurat w kwestii Indian Ameryki Południowej należą mu się dzięki. Przypuszcza się, że to właśnie KK, rękami jezuitów uratował tamtejszych Indian od eksterminacji równej plemionom w Ameryce Północnej. O europejskiej działalności jezuitów można wiele złego powiedzieć, ale zasłynęli oni także z ratowania Indian, gdyż tworzyli oni misje, będące swego rodzaju ochronkami przed agresywnym podbojem notabene Arcykatolickiej Hiszpanii. Hiszpania to nie Kościół, skrajna prawica w Polsce to nie Kościół, mimo że chętnie zwą się arcykatolickimi.
    Pozdrawiam!

    • laudate44 Says:

      A to niech sami Indianie (Aztekowie) podziękują. Z pewnością dużo dobrego zaznali od katolickich misjonarzy, tylko mało o tym słychać.
      Skrajna prawica to nie Kościół? O ile wiem, w imieniu Kościoła głos zabiera Ryczan, Michalik, Dydycz, Rydzyk oraz publicyści typu Terlikowski i Sowa. Ksiądz Boniecki nie należy do skrajnej prawicy, więc chyba dlatego NIE WOLNO mu wypowiadać sie publicznie.
      Widzisz inne logiczne wytłumaczenie kneblowania mądrych ludzi przez Kościół? A gdyby tak jeszcze zapytać, dalczego nikt z hierarchów nie spróbował odpowiedzieć na pełne troski listy pana Lufta i Frankowskiego – wnioski nasuwają się jednoznaczne. I wieje smutkiem.

      • pangrabek Says:

        Bo o dobrych rzeczach słychać przeważnie najmniej, a te złe kształtują nasz pogląd na świat, bo co to za news, że ktoś nie umarł a mógł umrzeć? Złe wieści się powtarza, dobrych nie zauważa. Normalne.
        W imieniu Kościoła wypowiadają się różne indywidua (tych co nagłośniej krzyczą słychać najbardziej). Nie mam zamiaru bronić tępych ludzi (również hierarchów kościoła zwłaszcza w Polsce), którzy występują pod szyldem kościoła, ale wierzę, że nie jako instytucja nie jest tak krwiożercza i zła jak można to wywnioskować z jej długiej, często tendencyjnie przedstawianej „historii”.
        Na ogół słucham Epikura, który mówił: „należy wyrwać się z kieratu spraw codziennych i publicznych”. Wiem, że to nieobywatelsko, niehonorowo i samolubnie, ale ostatecznie to ma dać nam szczęście 🙂

      • laudate44 Says:

        Pangrabku, wychodzi, że historycy to jednak świnie są. Przez 2000 lat szacowna rzymska instytucja tyle dobra uczyniła dla świata a oni to wszystko przed nami ukrywają i zamiast podawać przykłady miłosierdzia, wspierania uciśnionych ludów, inicjowania postępu technicznego, medycyny i nauki przez KK wciąż opisują tak marginalne zjawiska jak wyprawy krzyżowe, rzezie pogan, stosy dla innowierców, czarownic i myślicieli oskarżonych o herezję. Torquemada nie należał do Kościoła, jak rozumiem i działał na własną rękę.
        Jak mamy interpretować wojny Juliusza II (Liga Kambryjska), wojny między narodami, których inspiratorami byli Papieże, intrygi i napuszczanie na siebie książąt italskich, sprzedaż odpustów, spalenie Husa mimo, że przed przyjazdem do Konstancji otrzymał „żelazny list”? Co mamy sądzić o eksterminacji Katarów i likwidacji Templariuszy (metodami gestapowskimi)? Aktem miłosierdzia była rzeź i wypędzenie z Hiszpanii Maurów i Żydów oraz konfiskata ich majątków. Nie dociekałes nigdy, za co Izabela Kastylijska otrzymała od papieża – na mocy specjalnej bulli – tytuł Królowej Katolickiej?
        Książka Normana Daviesa „Europa” to dzieło obszerne i uznane – ale nie jest to bynajmniej spis zasług kościoła katolickiego na naszym kontynencie. Czyżby profesor nie był Kościołowi przychylny i coś przed nami ukrywał?

      • pangrabek Says:

        No właśnie te rzeczy mieszczą się w moim stwierdzeniu „czego by nie powiedzieć o kościele katolickim”, z mojego pierwszego komentarza. Historycy to nie świnie. Historia tak bogata i obszerna jak KK jest na różne sposoby pisana, w zależności od tego gdzie spojrzysz, co naświetlisz, kościół dobry, kościół zły – możesz oba sądy udowodnić.
        Kościół to ludzie. Miłosz pisał, że do człowieka nie pasuje żaden przymiotnik, każdy przymiotnik jest kłamstwem. Człowiek jest zły i dobry, podły i szlachetny itp. takich par jest nieskończoność.
        Zauważ, że opisujesz wszystkie zdarzenia które miały miejsce przed rozdziałem państwa i kościoła. Stara zasada wykorzystywania kościoła dla celów politycznych. Stara zasada, a jakże współczesna! 🙂
        @ templariuszy: Król w średniowieczu był pomazańcem bożym, król Filip Piękny potrzebował kasy. Duchowni francuscy byli jego poddanymi. Króla trzeba słuchać. Proste.
        @ inkwizycji hiszpańskiej (Torquemada) – jej cechami wyróżniającymi były przede wszystkim wysoki stopień centralizacji i zależność od monarchii hiszpańskiej (a nie od papieża). Stara zasada vol. 2
        @ papieży renesansowych – tu masz rację. Fascynujący temat 🙂 zgnilizna z której kościół nigdy się nie wytłumaczy. Tu już półżartem można dodać, że bardzo piękna zgnilizna, ileż to kasy na sztukę poszło, zważ choćby Laudate na nagrobek Juliusza II w św. Piotrze w Okowach w Rzymie. Reformacja to była odpowiedź. Słuszna kara za grzechy.
        @ Katarów – polecam świetny esej Z. Herberta z „Barbarzyńscy w ogrodzie”. Mam wrażenie, że tu chodziło o zwykły podbój tego terenu przez Franków pod płaszczykiem wojny religijnej.
        Nie chcę tu Laudate rozgrzeszać Kościoła Katolickiego. Bardziej mi chodziło o złagodzenie jego wizerunku.
        Pozdrawiam serdecznie!

        Stały czytelnik

    • Tetryk56 Says:

      Bardzo ładnie te zasługi ilustrował film „Misja” Rolanda Joffe…

  10. zgaga Says:

    Mam Mamę, która żyje w ,,osobnym” świecie otępiennym. Co to za życie? Koszmar! To już nie jest ,,moja mama”, to obcy mi człowiek…
    Fizycznie jeszcze jako tako… Psychicznie? Dziwadło, które wykonuje masę bezsensownych czynności… Opiekuję się, ale czasem już marzę, by ,,zaległa”… Nie uważam siebie za potwora, ale … Rozumiesz?

    • laudate44 Says:

      Rozumiem Zgago z paru powodów: staram się być empatyczny i brzydzę się idealizmem pomieszanym z fundamentalizmem. Poza tym mam osobiste doświadczenia bardzo podobne do Twoich. Życzę wytrwałości.

  11. wiedźma Says:

    Prawo do dobrej śmierci…. strasznie trudny temat i musi budzić emocje, bo wg mnie jest to kolejny tracony przez KK bastion – Bóg daje życie i je zabiera….A przeciez nie zawsze i nie wszędzie tak było, że dobrowolna śmierć była grzechem wykluczającym zbawienie. I nie wszyscy wierzą w życie pozagrobowe co się zwie zyciem wiecznym.
    Argumenty p. Terlikowskiego są żenujące i nieprawdziwe….. skąd on ma pewność, że bogaci nie będa narażeni na ” przymusową eutanazję ” ? Logika wskazywałaby, że właśnie z powodu bogactwa krewni mogą sobie życzyć szybkiego zejścia.
    Przyznam, że chciałabym, żeby decyzja o śmierci należała do człowieka, ale też boję się, że mechanizmy broniące przed nadużyciami moga być zawodne. Bo każda taka decyzja jest nieodwracalna.

    • laudate44 Says:

      Wiedźmo, dziękuję za odwiedziny i komentarz. Nic już nie odpiszę, bo temat eutanazji nie dość, że drażliwy i dla wielu nierozstrzygalny (jednak chcieć to móc), to męczący.
      Zapraszam do lektury kolejnego wpisu przed-podróżnego. 🙂

  12. wiedźma Says:

    @ pangrabek
    Na ogół unikam polemik, ale obrona KK wypadła trochę dziwnie, bo Kościół reprezentowany przez papieży i kardynałów ( zwłaszcza w czasach przed rozdziałem) był potęgą polityczną i finansową i bywało, że królowie chodzili do Canossy. I Przypomnę może, że do Napoleona to duchowni koronowali władców, także za konkretne kwoty lub przywileje. Co prawda i papieże bywali w niewoli….

  13. El Vis Says:

    Kościół robił co mógł żeby ratować Indian i w dużej mierze można rzec że odniósł sukces, wystarczy spojrzeć na wykresy demograficzne Meksyku i USA. Co nie znaczy że wszyscy przedstawiciele kościoła w Ameryce byli święci. Inkwizycja miała swoje filie w wicekrólestwach a co do statusu Indian toczyły się zażarte dysputy pod koniec lat trzydziestych XVI w. w Valladolidzie i gdzieś tam jeszcze i nie brakowało duchownych którzy uważali że Indianie duszy nie mają i ludźmi nie są.
    Generalnie nie lubię takich dyskusji – kościół dobry, kościół zły, komu to oceniać? Ja nie czuję się na siłach wydać obiektywnej oceny i strasznie denerwują mnie ludzie którzy najwyraźniej uważają się za wyrocznie w tej sprawie a w toku dyskusji okazuje się że po prostu brak im informacji. Mógłbym wyrobić sobie bardzo dobrze umotywowaną opinię, ale to wymagałoby jakichś dwóch tygodni czytania i przypominania sobie danych na temat wszystkich rzekomych zbrodni kościoła.
    Co do Inkwizycji np. na Uniwerkach – obu na których studiowałem – panuje opinia że liczby ofiar są znacznie zawyżane i szanujący się historycy, są co do tego raczej w zgodzie.
    Tym którzy wypominają kościołowi krucjaty należy przypomnieć podbój Hiszpanii przez arabów i bitwę pod Poitiers z Karolem Młotem – trochę to chore po prostu dlatego że Ci ludzie zakładają ciągłość pomiędzy tamtym kościołem a dzisiejszym a sporo się zmieniło od czasu Królestwa Jerozolimskiego.
    Podobnie, na pytanie czy żydzi mieli prawo wydać arabom wojnę w 48, trudno jest odpowiedzieć: tak, bo byli tam niemal od zawsze, więc mają prawo do tej ziemi. Czy istnieje ciągłość pomiędzy dzisiejszym Izraelem a tym sprzed mileniów?
    krąży plota, że dowodzący rzezią miasta Albi, na pytanie o to jak odróżnić albigensów od katolików, odpowiedział żeby wyrżnąć wszystkich a Bóg rozpozna swoich. Chwytna kwestia, ale potem przeczytałem gdzieś w inter że te słowa najprawdopodobniej zostały włożone w usta togo dowodzącego, przez jakiegoś historyka 5 wieków później.
    Sporo ludzi nie lubi kościoła i dlatego są skłonni posuwać się do oszczerstw. Co nie zmienia jednak faktu, że nigdy nie spotkałem żadnego Albigensa i musi być ku temu jakaś przyczyna.
    Albo ten film „Elizabeth – złoty wiek” – kicz pełną miarą, Filip II jako władca ciemnogrodu, ale czy tak nie było do pewnego stopnia? Gdy Napoleon przeprowadził inwazję na półwysep, jego żołnierze patrzyli na miejscowych jak na zacofanych wieśniaków – z pogardą, odwzajemnioną zresztą.
    Co do dzisiejszego kościoła, to też ma na swoim koncie mniej chlubne karty. Niedawno widziałem film „Amen” Costy-Gavrasa (lewak o niezbyt dobrym guście) który opowiada historię nazisty który odpowiadał za dostawy cyklony B do obozów koncentracyjnych i próbował powstrzymać holocaust gdy dowiedział się do czego te chemikalia służą, po wizycie w Oświęcimiu. Wybrał się nawet do Rzymu narażając się i chcąc uzyskać audiencję u papieża. Miałem wrażenie że ten film starał się być obiektywny, bo kościół raz to był w dobrym raz w złym świetle – mamy charakter młodego księdza, który chce pomóc temu naziście ratować żydów i mamy szereg oficieli którzy nie chcą narażać Watykanu na nazistowską inwazję która rzekomo miałaby być skutkiem stanowczego potępienia mordów przez papieża. Ksiądz chce by papież zakazał łapanek na ulicach Rzymu i nie pozwolił na odjazd pociągu z transportem do Polski ale Ci ostatecznie nic nie robią, mówiąc że rzymscy księża i tak ukrywają setki żydów po domach. W ostatniej scenie jednak widzimy jak jeden z głównych zbrodniarzy z Auschwitz dostaje schronienie w Watykanie i planuje się dla niego szmugiel przez Hiszpanię do Argentyny.
    Tylko dlaczego ten film wywołał krytykę ze strony żydów również?
    A swoją drogą, jakiś historyk napisał książkę w której twierdzi że sztuka na podstawie której ten film nakręcono, była skutkiem kampanii dezinformacyjnej KGBktóra chciała oczernić kościół.
    No a Teologia wyzwolenia? Czy to dobrze że księża chwytają za broń?
    Jest jeszcze inna perspektywa z której można spojrzeć na sprawę kościoła a która nie stawia go w zbyt dobrym świetle. Ta mianowicie, że szerzył on ideologię, która najpewniej jest nieprawdziwa ot co. Wszelka indoktrynacja jest czymś czego nie można pochwalić a życie bez tej wiary być może byłoby łatwiejsze, przynajmniej dziś, gdy gwarantem prawa i porządku są sądy i policja a nie Bóg. Być może demokracja pojawiłaby się wcześniej gdyby nie kościół. Być może nauka rozwinęłaby się szybciej gdyby nie kościół ze swoim kodeksem dogmatów.
    Z tej perspektywy, kościół nie był chyba czymś szczególnie szczęśliwym dla ludzkości, choć przepuszczam że osoby tak uduchowione jak Ty, będą się sprzeciwiać.
    Cóż, w moim mniemaniu, tak te sprawy wyglądają a licytacje co do tego czy zrobił więcej złego czy dobrego, nie za bardzo mają sens i mogłyby chyba trwać bez końca bo nigdy nikt tego nie zweryfikuje, to zbyt abstrakcyjne pojęcia – dobro, zło.

  14. laudate44 Says:

    Dzięki za cenny głos. Ogólnie zgoda: ile przykładów bysmy z historii nie wyciągneli, zawsze pojawiają się wątpliwości…
    Podoba mi się, że w ostatnim akapicie uzyłeś formy „kościół był”.
    Mnie się wydaje, że on coraz bardziej był niż jest.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: