Fioł polski i sprzątaczki

Z pozoru było to wydarzenie (wybryk właściwie) nad którym można tylko wzruszyć ramionami. Ot, kolejny wygłup bogatych szczeniaków, którym ktoś pozwolił zasiąść przed mikrofonem radia i pleść bzdurki na poziomie naprutych tanim winem licealistów. Z nudów można było wysmażyć dydaktyczny artykuł nazywający po imieniu chamstwo i brak szacunku dla innych. Albo założyć na Facebooku stronkę z apelem do redakcji Polityki o wydalenie Wojewódzkiego z grona współpracowników tygodnika. I na tym wydawałoby się, koniec. Jednak tak się nie stało, puszka Pandory została otwarta, na jej zamkniecie już za późno. Może to i dobrze.

Sprawa Ukrainek sprzątających (na kolanach!) domy polskich panków nabrała rozpędu, urosła jak kula śnieżna, toczy się przez media wyznaczając nowe linie podziałów. Nagle wokół sprzątaczki, której nie zgwałcił Wojewódzki toczy się ogólnonarodowa dyskusja o granicach wolności słowa, o szowinizmie, stosunku Polaków do emigrantów i w ogóle do ludzi stojących na drabinie społecznej niżej niż klasa „satyryków” i celebrytów. Śledzę ten skandal od początku (w moim mniemaniu jest to skandal) i nie przestaje kręcić głową ze zdumienia i rozczarowania. Sam wybryk duetu W&F nie budzi we mnie takich emocji, jak zachowanie i wywody ich popleczników i „adwokatów”. O ile Wojewódzkiego i tego drugiego łatwo mi zaliczyć do „rozpieszczonych świrów” i „fircyków do wynajęcia ” o tyle z żarliwymi obrońcami ich „żartu” oburzonymi na tych, którzy się wcześniej poczuli oburzeni – mam pewien kłopot. Kłopot ale i ciekawe pole obserwacji.

Oto na naszych oczach powstały nowe celebryckie konstelacje. Dotychczasowe podziały na konserwatystów i liberałów albo na pisowców i lewaków straciły znaczenie. Teraz wysoko umieszczeni znawcy mediów, publicyści i profesorowie filozofii podzielili się na tych, którzy radiowy dialog W&F nazwali niesmacznym i szkodliwym wygłupem i wezwali zarozumiałych autorów do przeprosin oraz na tych, którzy w imię celebryckiej solidarności, albo dla podbicia własnej popularności postanowili bronić czegoś czego obronić się nie da. Zawiłe wywody „obrońców wolności słowa” czytam z rosnącym niedowierzaniem i mam wrażenie, że nad wypowiedziami specjalistów od interpretacji żartów unosi się duch pana Stanisławskiego – autentycznie zabawnego „profesora Mniemanologii Stosowanej”.

Ludzie z dorobkiem dziennikarskim i tytułami naukowymi boksują się z wrogiem wyimaginowanym; nagle bronią chamstwa i rasizmu, rzekomo w imię walki z zaściankiem i kompleksami. Kłócą się między sobą, przerzucają intelektualnymi konceptami ale też szczodrze obdarzają epitetami czytelników/słuchaczy, którzy ośmielili się wyrazić swoje negatywne zdanie o WF. Bo nam nie wolno sie oburzać, a skoro sie oburzamy, to nie dorośliśmy, stanowimy zakałę społeczeństwa i kompromitujemy naród jako całość. Najdonośniej zabrzmiał głos publicysty „Polityki” prof. Jana Hartmana, którego logika wywodów jest prosta jak budowa cepa: nie śmiejesz sie z rasistowskich, pełnych pogardy żartów wybitnego satyryka W.(i tego drugiego F.) znaczy że jesteś debilem. Kto się uśmiał z Ukrainek i ich zajecia (na kolanach) – debilem nie jest. Lżej nas debili potraktował Palikot nazywając tylko hipokrytami z zaścianka. Reszta internetu uważa nas za kołtunów, a w lepszym wypadku ciemny lud zmanipulowany przez mainstream i establishment. Nieźle!

Ja bym zauważył, że żart, który musi być objaśniany i interpretowany przez „specjalistów” na miano żartu nie zasługuje. Dawno temu we Wrocławiu znajomy krytyk literacki powiedział mi, że jeśli autor wiersza musi go dodatkowo objaśniać prozą, to znaczy, że mamy do czynienia z grafomanią, a nie z poezją. Minęły czasy, gdy dworacy ze strachu przed karą musieli sie śmiać z kiepskich dowcipów satrapy. W temacie śmiać się czy posępnieć mamy wolność wyboru.

Mnie szyderstwa z pracujących kobiet nie śmieszą, a tłumaczenie, że był to zawoalowany żart z szowinistów, którzy te kobiety zatrudniają uważam za gwałt na mojej inteligencji. Sam wiem, jak mam rozumieć to co słyszę – nie trzeba mi podpowiadać a tym bardziej straszyć zaliczeniem do grona debili.
Może moje oburzenie wynika z kompleksów, okay, wynika, ale ja sam zdecyduję czy chcę te kompleksy leczyć, tym bardziej że forma terapii proponowana przez pogromcę debili Hartmana zupełnie mi nie odpowiada.

Jest głupio i będzie jeszcze głupiej – zdumiały mnie banialuki plecione przez poważnych wydawałoby się redaktorów GW, zirytowała nonszalancka wypowiedź Jacka Kowalczyka, który na blogu „Polityki” kpi z nadawców listów wystosowanych do redakcji i postulujących usunięcie Wojewódzkiego (i Hartmana) z grona felietonistów Polityki. Kowalczyk odpowiada, że redakcja sama będzie dobierać autorów a po tych czytelnikach, którzy ulegną anty-Wojewódzkiej histerii i przestaną czytać zasłużone pismo, nikt płakać nie będzie. Owszem, ja przestanę. Po tej stronie też nikt łez wylewać nie będzie, panie Kowalczyk. Nowe podziały społeczne stają się faktem.

Jak pisałem na początku: błazenada WF zasługiwałaby na wzruszenie ramion. Ale armaty wytoczone przeciw osobom nieuznającym prawa celebrytów do chamstwa i pogardy są za wielkie, abym miał milczeć. Z premedytacją wchodzę w skórę „oburzonego”. Bo właściwie dlaczego nie? W imię czego mam udawać, że się nie oburzam skoro się oburzam? Tym mocniej się oburzam, gdy za opowiedzenie sie po jenej ze stron estetycznego sporu, nazywa się mnie debilem i lokatorem zaścianka. Mam powody osobiste, bo choć zawodowo nie zajmuje się sprzątaniem – należę do pracujących imigrantów czyli akurat tej grupy, którą Wojewódzki (i ten drugi) mieli na myśli. Nie byłoby mi miło, gdyby jakiś Irlandczyk snuł grube żarty o mnie tylko dlatego, że u niego pracuję, bo moja własna ojczyzna mnie wypluła.

Wedle stereotypowego polskiego myślenia, wszyscy którzy znaleźli się poza granicami kraju myją gary „na zmywaku” a w lepszym wypadku zmieniają pampersy staruszkom. Nigdy nie próbowałem dyskutować ze zwolennikami tak głupiego i bezpodstawnego osądu. Sądziłem, że podziela go jakaś niewielka grupa onetowych frustratów i ignorantów, szukających kompensaty własnych niepowodzeń. Z dzieciakami z Onetu oraz osobnikami o umysłowości Matki Kurki jakakolwiek polemika jest jałowa, natomiast stali Czytelnicy tego bloga nie zdradzali nigdy tendencji do uproszczeń, nie wyładowywali swoich frustracji na „zmywakowych emigrantach” dlatego podejmowanie tego tematu wydawało mi się zbędne. Liczyłem też w naiwności swojej, że jeśli głupoty się nie podsyca, to ona umiera śmiercią naturalną. Nie umarła – wskrzeszają ja satyrycy promowani przez profesorów filozofii. Czy to koniec świata, czy przejaw starego polskiego fioła?

I to mnie własnie uderzyło najmocniej: fakt, że dwóch wesołków z radia bezmyślnie wpisało się w stereotyp (krzywdzący przede wszystkim tych którzy go podzielają) powielany przez naładowanych agresją matołków i przyłożyło rękę do wzmocnienia podziałów na Polaków szlachetnych, którzy mimo biedy i zaciśniętych zębów pozostali w kraju oraz na tych podejrzanych, dwulicowych, którzy dla mamony opuścili Ojczyznę i wysługują się cudzoziemcom. Na kolanach rzecz jasna.

Taki stereotyp istnieje, nie mówcie, że nie. Na internetowych forach, szczególnie tych o prawicowym zabarwieniu, nieraz emigrantów nazywano „zdrajcami”. Nic dziwnego skoro idol tego środowiska Lech Kaczyński nazwał nas „nieudacznikami”. Nawet pozornie neutralny, używany w mediach zwrot „emigracja zarobkowa” zawiera ładunek deprecjonujący, ironiczny. Bo jeśli już emigracja, to niechby polityczna, bo polityczna nobilituje. Wiadomo, że za walkę z carem lub komuną trzeba płacić cenę wysoką, tułaczka jest osobista klęską ale jednocześnie moralnym zwycięstwem i to jest szlachetne. „Polityczni” żywili się manną z nieba albo dostawali paczki z polskiego Caritasu, w żadnym wypadku nie podejmowali pracy u obcych, bo to by nie licowało… Dla takich, którzy ani za cara ani za komuny prześladowani nie byli a wyjechali, żeby polepszyć byt sobie i swoim bliskim zrozumienia w narodzie jest jakby mniej. Bo to dorobkiewicze pozbawieni patriotycznego genu. Nie ważne jakie okoliczności „natchnęły” nas do opuszczenia kraju, nie ważne są nasze ambicje, marzenia, potrzeby duchowe i troska o dobro dzieci lub o starych rodziców żyjacych z jednej emerytury. Obojętnie czy wyjeżdżamy z Polski czy Ukrainy, czy jedziemy na kontrakt do banku czy do układania kafelek na czarno – jesteśmy wrzucani do jednego wora. Dlatego „żart” o sprzątających Ukrainkach uderza we wszystkich imigrantów. A podjęta przez intelektualistów obrona „reduty Wojewódzkiego” ( i tego drugiego) bardzo źle świadczy o rozumieniu tych spraw w Polsce. Polsce, z której mimo wszystko chcielibyśmy być dumni.

My emigranci zostaliśmy w Irlandii potraktowani bardzo wyrozumiale, bo wciąż obecna jest tu pamięć o rzeszach Irlandczyków emigrujących za chlebem na wszystkie kontynenty. I jest szacunek do odwagi, ambicji i niezłomności tych którzy wyjechali. Natomiast w szowinistycznej Polsce rzecz wygląda zupełnie inaczej. Stygmatyzowanie emigrantów jako elementu podejrzanego ma swoją genezę w czasach socjalizmu, gdy spożywanie coca-coli odczytywane było jako działalność antypaństwowa. Propaganda partyjna na różne sposoby obrzydzała obywatelom Zachód. Z nielicznych wówczas emigrantów uczyniono obiekt drwin i szyderstw, bo dzięki nim Polacy mogli wyzbywać się kompleksów, a nienawiścią do obcych i bogatych zagłuszać własne klęski, biedę i upokorzenia. Obecni prawicowcy nie mają pojęcia, że szowinizmem i antyeuropejskością zarazili się od pokolenia swoich ojców, któremu propaganda władzy ludowej skutecznie wyprała mózgi.
Bo zauważmy, ludzi którzy wyjechali z Polski przed PRLem aż tak bardzo się nie potępia. Żeromski dorabiający w bibliotece w Szwajcarii, Józef Korzeniowski-Conrad, Maria Skłodowska i inni, także ci którzy statkami płynęli do Nowego Jorku byli OK.
Dopiero później zaczęło się polowanie na czarownice, oczernianie tych, którzy po wojnie nie wrócili do socjalistycznego raju. Władza inicjowała i podsycała nagonki na Giedroycia, Czapskiego, Mackiewicza, Gombrowicza i Miłosza. Niechęć do Noblisty tak obecnie powszechna w środowiskach prawicowo-narodowych jest plonem zatrutego ziarna sianego rękami Bermana, Bieruta i Gomułki. Sekretarze zrobili z niego wroga ludu i tak pozostało. Dziś ludzie oczytani Miłosza szanują i czytają. Ciemny lud nim gardzi, bo tak go nauczono. Pogarda pozwala zapomnieć o własnej klęsce i upokorzeniu. Odruch prosty jak u Pawłowa.

Pokłosiem tamtej akcji propagandowej jest niechęć do zwykłych, niepretendujacych do Nobla emigrantów. Uczucie wpojono Polakom tak głęboko, że niektórzy z nich znalazłszy się poza granicami nienawidzą nie tylko rodaków, ale samych siebie. Pozornie sprzeczność i psychologiczny łamaniec, ale zapewniam was – Polak potrafi!
Większość z rodaków rozsianych po świecie a nie będących uchodźcami politycznymi nie ma poszanowania w ojczyźnie. Wyjątkiem był Karol Wojtyła, który swoją kapłańską karierę rozpoczętą w Krakowie kontynuował w Rzymie i w samolotach wożących go po świecie. Jemu litościwie darowano przyklejanie gomułkowskich łatek, bo on „został powołany” a przede wszystkim to przed nim klękali przedstawiciele innych narodów. Klękali przed nim, naszym Santo Subito papieżem, więc prawie jakby klękali przed nami wszystkimi, a zwłaszcza tymi wierzącymi w polski mesjanizm. Polak, przed którym inni klękają jest synem naszej Ziemi, tej ziemi. Natomiast taki, który musi uklęknąć przed innymi plami nasz honor i narodową dumę. Więc dla pokrzepienia serc trzeba go obśmiać. No!

Na tym polega fioł polski, z którym od dawna sie nie utożsamiam i jeśli nawet wyjechałem z kraju tylko po to, żeby go z siebie zrzucić – to warto było. Dlatego nie nazwę debilami Hartmana i jego podopiecznych. Sami wystawiaja sobie świadectwo.

Reklamy

komentarze 22 to “Fioł polski i sprzątaczki”

  1. ikka133 Says:

    Dziękuję. Trochę już mnie zaczęło męczyć tłumaczenie mi, że skoro rzekomy dowcip WF uważam, za delikatnie rzecz ujmując, niesmaczny, to intelektualnie nie dorastam.:-)))
    Pomyślności.

    • laudate44 Says:

      ja też długo wytrzymywałem ze swoimi prywatnymi odczuciami wobec WF, ale salwa Hartmana, Lisa, Sawki, Palikota i tej „przeciwnej establishmentowi” części internetu zmobilizowały mnie do zabrania głosu. W imieniu sprzątaczek! 🙂

  2. marzatela Says:

    Cóż, może to faktycznie dowcip tak wysokich lotów, że uczucie niesmaku i zażenowania świadczy tylko o niskim poziomie inteligencji? Niezależnie od tego, że typowy przedstawiciel polskiego zaścianka psa to może i kopnie, ale Ukrainki ani nie zgwałci ani nie zwolni, gdyż do tych prac na kolanach ma własną żonę, a nie wynajętą pomoc. W kogo więc panowie W. i F. uderzają? I jaki stereotyp chcą zniszczyć?
    Zastanawiam się teraz jaki będzie ciąg dalszy? Szanse na to, ze staną się ikonami wolności słowa są bardzo duże. Ciekawe – kto się odezwie, pochyli nad losem i przygarnie do własnej redakcji? Bo jak nie – to kto wie, czy tylko zmywak nie zostanie. Takie doswiadczenie mogłoby być bardzo ożywcze. Ze szmatą w ręku mogliby znacznie wyostrzyć sobie dowcip.

  3. only-avianca Says:

    Panowie dowcipnisie już dawno powinni być zdjęci z anteny, ale lepiej późno, niż wcale.
    Co do emigrantów…Mogę tylko podzielić się doświadczeniami pokolenia moich synów. Większość z nich przebywa (uczy się, pracuje) za granicą, ale żadne z nich nie nazwałoby siebie emigrantami. Chyba nawet do głowy by im to nie przyszło. Oni są zwyczajnie U SIEBIE, w Europie.

    • laudate44 Says:

      Zgoda, ja też czuję sie tutaj U SIEBIE. A to dzięki nastawieniu Irlandczyków, którzy nigdy nie dali mi do zrozumienia, że mają z tym jakiś problem.
      Problem mają najwyraźniej niektórzy internauci, niektórzy showmani i ich utytułowani obrońcy.
      Przy okazji ciekawostka: Marcin Meller, który ostatnio „zabłysnął” pomysłem postawienie pomnika L.K. w centrum Warszawy i chciał pod nim składać kwiaty razem z publicystami Rzepy, tym razem zaskoczył mnie pozytywnie ostro krytykując egocentyrzm i ignorancje Kuby Wojewódzkiego. (w Przekroju)

  4. Kanadol Says:

    Laudate,
    Chyle czola…
    Wreszcie ktos napisl cos pozytywnego o emigrantach…

    • laudate44 Says:

      No wiesz, długo się powstrzymywałem, bo nasze samopoczucie wynikające z emigracji to zasadniczo tylko nasz problem. Ludzie w kraju żyją czym innym i kwita. Ale wobec tych piramidalnych bzdur, które wyczytałem ostatnio, musiałem głos zabrać.

      I tak się streszczałem 🙂

  5. Tetryk56 Says:

    Brawo, Laudate!
    Ze swojej strony od dawna już nie słucham, nie czytam i nie oglądam „showmanów” w stylu Wojewódzkiego, Cejrowskiego czy im podobnych. Wychować to ja ich nie wychowam – ale zmniejszyć im publikę i popularność o dx mogę 😉

    • laudate44 Says:

      Również ich nie oglądam, nie słucham, ale wrzawy wywołanej „Ukrainkami” nie sposób było przeoczyć.
      A zaskakujący przebieg dyskusji o konwencji WF, o wolności słowa i narodowych podobno kompleksach skłonił mnie do osobistych rozważań o polskim fiole i innych takich socjologicznych przypadłościach. Oj, przydałby się nam ktoś o talencie Jacka Kaczmarskiego… ech, ten to potrafił ironizować z zaścianka i kołtunerii. Przypuszczam, a niemal jestem pewien, że gdyby Kaczmarski zechciał zabrać głos w sprawie – bylibyśmy po jednej stronie.
      Pozdrawiam

      • Tetryk56 Says:

        I tu się zgodzę – gotówem się jednak założyć, że większość oponentów z równą pewnością by tak twierdziła 😆 !
        przecież „Mury” były przez ogół interpretowane jako apoteoza Solidarności – mało kto zauważył ostatnią zwrotkę…
        Sztuka wyboru to klucz, pozwalający dopisać na swoją stronę prawie każdego czcigodnego zmarłego.

      • laudate44 Says:

        Hm… 🙂
        Wywołałem Kaczmarskiego – genialnego satyryka! – zupełnie świadom prowokacji i tego, że stąpam po cienkim lodzie. Tak jak dla obu stron sporu politycznego „moja Polska jest najmojsza”, tak podpinanie się pod dorobek wieszcza* Jacka niesie zagrożenie tym, że zarówno „cisi” jak i „gęgacze” zechcą w nim widzieć swojego patrona. Albowiem nie ma żadnego „Trybunału”, który by rozstrzygnął, po której stronie stanąłby autor „Murów”, a wszelkie niewygodne tezy lansowane przez najbardziej uznane autorytety mogą być przez stronę przeciwną łatwo odesłane „na drzewo”.
        Kaczmarski był emigrantem, mówił o sobie „Kosmopolak” – stąd mam prawo wnosić, że podzielałby moje poglądy. A ja jego.

        )* Wieszczem nazwała Kaczmarskiego Anna Micińska a jej argumentacja mnie przekonała – od tej pory tak o nim myślę: nie bard tylko wieszcz!

      • Tetryk56 Says:

        Ale ja nie polemizuję z tą tezą! I w pełni zgadzam się z określeniem „Wieszcz”, właśnie w odniesieniu do niego!
        Ja tylko sam tak trochę satyrycznie próbowałem spojrzeć na twój argument 🙂

      • laudate44 Says:

        Wiem Drogi Tetryku, że tylko „rzucałeś nowe światło” bez zamiaru polemiki.
        Rozwinąłem wątek z szacunku dla J.K. oraz żeby zasygnalizować iż pewne spory mogą być trudne do rozstrzygnięcia.
        PS. Po cichu liczyłem, że jeszcze kogo sprowokuję do zabrania głosu 🙂

  6. Onibe Says:

    chroń nas Panie Boże przed wolnością słowa, bo z jego zniewoleniem poradzimy sobie sami…

    • laudate44 Says:

      Gdy słyszę „wolność słowa” zapala mi się pomarańczowa lampka. Acha, myślę sobie, znowu ktoś próbuje coś ugrać, stosuje szantaż moralny albo stawia parawan za którym rozgrywa swoje gierki i dokonuje szalbierstw.
      To wytrych, którym posługują się ci, którzy nie maja odwagi wejść w spór publiczny przez otwarte drzwi.

      • Onibe Says:

        dobrze mówisz.

        prawda jest taka, że niezależnie od licznych ułomności naszej demokracji, na brak wolności słowa narzekać nie możemy. I choćby już z tej przyczyny wszyscy, którzy za główny oręż używają właśnie kwestii owej wolności (tzn. twierdzą, że o nią walczą lub że jej nie ma) startują z pozycji populizmu i w 9 przypadkach na 10 po prostu ową wolnością wycierają sobie gęby.

  7. wiedźma Says:

    Obaj panowie WF to wg mnie skutek, a nie przyczyna. Popatrzcie tylko co się nam ” podaje do wierzenia”… „Polityka”, niegdyś pismo poruszające problemy i zagadnienia, dziś systematycznie schodzi w stronę jakiegoś ” Faktu ” czy innego „Super Ekspressu” Ostał się jeszcze niszowy „Tygodnik Powszechny” choć mi z nim raczej mało po drodzę. Nie znam „Krytyki Politycznej”, może tam jest coś więcej niż sieczka.
    Medialna papka dla ubogich panuje wszechwładnie, wystarczy spojrzeć .
    Przyznam, że ze zdumieniem słucham o burzy wokół tego skandalicznego „żartu” panów WF…. to naprawdę jest zdumiewające, że zwyczajne chamstwo urasta do symboli ” wolność słowa”. Może to i jest dyskusja zastępcza, ale ani to rozumiem ani nie mogę popierać.
    Jakoś dziwnie mi się wydaje, że ta wolność jest u nas rozumiana co najmniej opacznie. Jest takie powiedzenie, ze granicą mojej wolności jest wolność osoby obok, tyle, że niewielu zdaje się to rozumieć.
    Kiedyś to się nazywało ” dobre wychowanie”, czy jak kto woli kindersztuba… I tak jest z góry do dołu, język chamski i brutalny owszem gorszy, ale coraz mniej.
    Wczoraj, na spacerze z wnuczką, usłyszałam jak młodzian mówi do kolegów, żeby uważali z tymi ” k”, „j” i podobnymi, bo tu jest dziecko! Jeszcze nie wszystko stracone ?
    A emigranci ? Byli, są i będą i nie dotyczy to tylko Polaków. To nie jest proste szukać swego miejsca na ziemi w obcej kulturze i dać sobie radę. Nadto, wbrew wszelkim gadaniom o ” zmywaku” … emigranci wnoszą do naszego życia nowe wartości i dobrze byłoby o tym pamiętać. To jest forma otwierania nas na świat i wydaje mi się, że w tych obelgach jest wiele zawiści…..że oni, ci emigranci umieli i mogli…….

    • laudate44 Says:

      No właśnie Wiedźmo. Nam, emigrantom nie wypada upominać się o większe zrozumienie (a nawet poszanowanie) w społeczeństwie nad Wisłą. Myśmy dokonali wyboru i siedzimy poza granicami na własny rachunek bez pokusy, żeby się od PL czegokolwiek domagać. Podkreślanie, że dzięki naszej obecności ( i zarobkom przesyłanym do kraju) następuje jednak jakieś przyśpieszenie w ogólnie pojmowanym Rozwoju kraju – byłoby z naszej strony nieskromnością.
      Ale jeśli podana przez Ciebie teza o tym, że
      „emigranci wnoszą do naszego życia nowe wartości i dobrze byłoby o tym pamiętać. To jest forma otwierania nas na świat…” dałaby się udowodnić i zaliczona została do „prawd obowiązujących” – postęp we wzajemnym zrozumieniu byłby ogromny.
      Bo chyba nie jest wielkim grzechem oczekiwanie, że intelektualne elity kraju (Hartman, Lis, Wojewódzki) zaprzestaną robienia ludziom wody z mózgu.

  8. Roman Strokosz Says:

    Naczelna cecha Polaka jest latwosc przechodzenia ze skrajnosci w skrajnosc. To znajduje swoje potwierdzenie we wszystkich obszarach, zjawiskach wydarzeniach i chyba to tlumaczy najlepiej jak dalece Polacy nie sa podatni na reedukacje swiatopogladowa, wyznaniowa, ideologiczna, ekonomiczna.Wszyscy placimy cene wrecz bezczelnej ekspansji kosciola katolickiego w elementarne podstawy swieckich fundamentow polskiej panstwowosci..
    Tu tkwi przyczyna podzialu Polakow, wewnetrznego sklocenia, wzjemnej agresji i nietolerancji.

  9. Bobik Says:

    O chamstwie WF (trudno, niech i mnie zaliczą do tych, co „nie rozumieją konwencji”) i pokrętnych albo również chamskich argumentach ich obrońców, już się tyle naszczekałem u siebie, że tu nie będę tego powtarzał. 😉 Za to o emigrantach coś doszczeknę, bo i mnie temat bliski.
    Doświadczyłem na kilku polskich blogach tworzenia się podziału na frakcje „zagranicznych” i „krajowych”, które to frakcje zupełnie odmiennie reagowały na różne problemy i zjawiska, zwłaszcza polityczne, ale nie tylko. Nawet jeśli te podziały były z początku żartobliwe, wkrótce dawała się wyczuć rzeczywista niechęć „krajowych” do „zagranicznych” i coś w rodzaju zgeneralizowanego nastawienia „wy nam tu nie będziecie”. Nie macie prawa nas pouczać, nie macie prawa przypuszczać, że cokolwiek rozumiecie z krajowej rzeczywistości, nie macie prawa opowiadać, jak pewne problemy rozwiązano w innych krajach, etc., etc. A najgorsze, że powodem do takich żachnięć mogło być cokolwiek, bez żadnego związku z rzeczywistymi intencjami „zagranicznych”. I nie pomagały żadne tłumaczenia, że nie miało się zamiaru pouczać ani wywyższać, tylko się zwyczajnie napisało to, co się myśli lub zna z autopsji.
    Owszem, to, co myśleli „zagraniczni”, często było z zupełnie innej bajki niż „krajowa” i może u tych drugich powstawało przez to wrażenie, że ci pierwsi starają się być bardziej cudzoziemscy niż cudzoziemcy („dwa lata w Ameryce posiedział i już udaje, że bez akcentu mówić po polsku nie potrafi”), że to jakaś poza. Ale przecież wystarczy się choć odrobinę zastanowić, żeby dojść do wniosku, że na odmienność myślenia może wpływać odmienność doświadczeń, a zapewne jakąś rolę odgrywa i to, że do emigracji bardziej skłonne są osoby otwarte na inne wzorce, może nawet aktywnie ich poszukujące. Że niekoniecznie przejmuje się „obce” dla szpanu, albo z konformizmu, tylko dlatego, że bardziej pasuje do tego, co już wcześniej w nas siedziało, niż „swoje”.
    Absolutnie nie chcę tu generalizować, że wszyscy krajowi tacy, a wszyscy emigranci śmacy. Ale ta „frakcyjność” tu i ówdzie daje się dość wyraźnie zauważyć. I jest, według mnie, nie tylko skutkiem peerelowskiej propagandy, ale i znacznie głęszego problemu z półki wyższość/niższość (ojczyzna/synczyzna?). Gdyby tego problemu nie było, można by się doświadczeniami po prostu z wzajemnym zaciekawieniem wymieniać (i patrzeć, czy któreś z cudzych nam się ewentualnie nie przydadzą), zamiast je natychmiast hierarchizować i ustalać, kto tu ważniejszy i ma większe prawa. Niestety, problem jest. 🙄

  10. laudate44 Says:

    Witaj, Bobiku, dawno nie zaglądałeś ( bo też nie dawałem okazji – ja leniwy…) a jak już głos zabrałeś – albo głos dałeś :), to od razu celnie.
    Spodobało mi się to:

    „…na odmienność myślenia może wpływać odmienność doświadczeń, a zapewne jakąś rolę odgrywa i to, że do emigracji bardziej skłonne są osoby otwarte na inne wzorce, może nawet aktywnie ich poszukujące. Że niekoniecznie przejmuje się “obce” dla szpanu, albo z konformizmu, tylko dlatego, że bardziej pasuje do tego, co już wcześniej w nas siedziało, niż “swoje”.

    Myślę, że umiejętność dopasowania się, wtopienia w multi-tłum pozwala na lekkie bytowanie poza granicami kraju. Kto nie ma tej zdolności a przebywa w Paryżu, Berlinie, Londynie tylko dlatego, że ma dobrą pracę – na ogół bardzo się męczy ze sobą i z „wrogim otoczeniem”.
    Znałem takich tutaj w Dublinie. Żal było patrzeć i słuchać – pogubienie kompletne.
    Wiem, że Twoja obserwacja dotyczy innego kontekstu. I całkowicie się zgadzam – sztuczne podziały są szkodliwe i niekonstruktywne.
    Miłego weekendu!

  11. Bobik Says:

    No nie, Laudate, nie przypisuj całej winy własnemu lenistwu, bo to źle na samopoczucie wpływa. 😉 Ja się ostatnio mniej po blogosferze włóczyłem, bo miałem różne takie swoje. A może nawet jeszcze dalej mam. Ale jak mi się tzw. okienko czasowe robi, to jednak staram się przez nie zajrzeć. 🙂
    Miego weekendu oczywiście wzajemnie. 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: