Cudotwórca Veronese

Nie wiem co na to Wiedźma, ale z Wenecji na razie się nie ruszę. Po co opuszczać plac świętego Marka, skoro temat na nowy wpis mam niemal na wyciągnięcie ręki. Z południowego tarasu bazyliki mam widok na imponujacą bryłę kościoła San Giorgio Maggiore. Refektarz tamtejszego klasztoru benedyktynów przez wiele lat zdobiło ogromne płótno Paolo Veronese przedstawiające cud w Kanie Galilejskiej. Zapytacie, a od kiedy to Laudate interesuje się cudami? Odpowiem: od zawsze! Nie tylko się interesuję ale za nimi podążam. Albo cuda podążają za mną.

Co zaś tyczy opisanej w Nowym Testamencie zamiany wody w wino, jest mi po tylu latach zupełnie obojetne czy w Kanie Galilejskiej rzeczywiście cud nastąpił czy ktoś wymyślił sobie tę historyjkę, aby przekonać potencjalnych wyznawców Jezusa o jego supernaturalnych zdolnościach. Bo nie o to chodzi czy cud się zdarzył, ale JAK całe zdarzenie wyobraził sobie Veronese. To jest nieporównanie ciekawsze!

Przy okazji: zwróciłem uwagę na bardzo fajne słowo „wyobrazić”. Sugeruje ono niemal techniczną czynność stwarzania obrazu. Kto sobie coś „wyobraża”, ten powołuje do istnienia coś czego przed momentem nie było, czyli obraz. Tym samym wykonuje czynność twórczą, wręcz rzemieślniczą, której efektem jest powstanie czegoś możliwego do opisania. To, że w umyśle powstaje OBRAZ, choć wcześniej nie było go nawet tam – to jest dopiero cud! Pochodnym od obrazu słowem jest „obraźnik” oznaczający kogoś, kto zawodowo zajmuje się oprawianiem obrazów w ramy. Przy okazji – i to już koniec dygresji – ciekawe kim mógłby być „wyobraźnik”?

Wróćmy do meritum, bo to sprawa wielka, także pod względem gabarytów. Obraz, o którym mowa ma 6.69 metra wysokości i niemal dziesięć (9.90) metrów szerokości. W momencie powstawania (rok 1563) był największym obrazem malowanym na płótnie. Zajmował całą ścianę refektarza, a artysta wraz z bratem i pomocnikami potrzebowali 18 miesięcy aby go ukończyć…

Połowę powierzchni obrazu zajmuje tłum dynamicznych postaci ubranych w kolorowe szaty jak z kolekcji Bennettona. Tłem dla biesiadników i ich sług jest monumentalna budowla, w której łatwo rozpoznać elementy architektury weneckiej: marmurowe kolumny po lewej zapożyczone z bazyliki San Marco, kolumny wyższe, z bogatymi głowicami to znak coraz silniejszego manieryzmu, którego wybitnym przedstawicielem był Andrea Palladio – projektant frontonu kościoła San Giorgio Maggiore. Kolumienki balustrady zwane „odwróconą kobiecą łydką” to również widok znajomy, zobaczyć je można choćby na moście Rialto.
Co prawda reguła zakonna zabraniała mnichom podnosić wzrok znad talerza podczas posiłków, więc obecność nawet małych obrazków w refektarzu mijała się z celem. Wyjątek dla uczty weselnej uczyniono nie z tego powodu, że widok zastawionych stołów miał pobudzać apetyt mnichów. Argumentem było to, że obraz przedstawia sceny biblijne a jego centralną postacią jest Chrystus.

Paolo Veronese malując tłum biesiadników musiał korzystać z licznych modeli. Wielu z nich to znajomi malarza, jego czeladnicy a także członkowie zakonu benedyktynów, których artysta odwiedzał w klasztorze i robił szkice podczas posiłków. Brat Paola, Benedetto wcielił się w jedną z wyrazistszych postaci – Mistrza Ceremonii ze znawstwem wpatrującego się w napełniony kielich. Wenecjanie chętnie pili wino, bowiem woda w tym mieście była wyjątkowo kiepskiej jakości. Nic dziwnego, że scena przedstawiająca zamianę wody w wino przypadła im do gustu. Oni tęsknili do takiego cudu.

Stałym elementem życia Wenecji była muzyka, zatem na weselu nie mogło zabraknąć orkiestry umieszczonej w centralnej części obrazu, zaledwie o dwa kroki od najważniejszego Gościa uroczystości. Nie wiadomo, kim był model przedstawiony jako Chrystus. Istnieją za to domysły, że muzykiem w białej szacie grającym na violonczeli był sam Veronese (podobny do brata, obaj mają długie nosy) a obok zasiada inny wybitny malarz tamtych czasów Tintoretto, który zerkając w nuty gra na skrzypcach tuż pod nosem Tycjana. Stary mistrz odwrócony bokiem, odziany w czerwoną szatę pociąga smykiem po strunach kontrabasu. Co ciekawe w całej scenie nie widać nikogo, kto pociagałby z kielicha. Wszyscy jacyś zamyśleni lub zagadani. Co prawda kucharze i niewolnicy z drugiego planu noszą jakieś mięsiwa, na stołach rozstawione są naczynia, ale znowu: nie widać, żeby kto jadł.

Może konwencja nie pozwalała malarzom pokazywania trywialnych czynności, a może chodziło o zwrócenie uwagi na cud przemiany wody w wino. Sensacji wśród zebranych ten fakt nie wywołał, nawet Mistrz Ceremonii nie wydaje się zaskoczony oględzinami zawartości kielicha. Z trudem też można wśród ucztujących rozpoznać nowożeńców, a przecież to wesele.
Panna młoda w sukni obszywanej perłami siedzi skromnie w lewym dolnym rogu obrazu, patrzy w oczy malarzowi, ignoruje sąsiada zagladającego jej w dekolt, choć niewykluczone, że to jej nowo poślubiony małżonek. Niby to uczta renesansowa, czuć już powiewy baroku jednak to wszystko zbyt grzecznie ustawione, wycyzelowane jak fotos z przedstawienia teatralnego. Ale nie czepiajmy się szczegółów, obraz należy do tych, które dużo mówią o epoce swojego powstania, a za jego dynamikę, kolorystykę i fabułę mistrzowi Veronese należy się głęboki ukłon.

Samemu obrazowi – oryginał przetrwał do naszych czasów – można pokłonić się w …Luwrze, bo tam ostatecznie obraz wylądował po wieloletniej tułaczce zapoczątkowanej grabieżą dokonaną przez Napoleona. Do transportu płótno rozcięto na pół i ponownie zszyto w Paryżu!
Co prawda w ostatnich latach Francuzi ufundowali klasztorowi w Wenecji cyfrową kopię „Wesela w Kanie Galilejskiej” i można uznać to za jakieś zadośćuczynienie, choć lepiej by było gdyby wcale nie kradli. Powie ktoś, że gdyby nie masowe grabieże dzieł sztuki dokonywane przy okazji wojen i najazdów, wiele słynnych obecnie muzeów i galerii nie miałaby tylu arcydzieł. No właśnie!

PS. Mój pobyt w Wenecji wyłacznie wirtualny. Po prostu „wyobrażam” sobie, że tam jestem.
Przy opracowaniu tego tekstu korzystałem z książki „What Great Paintings Say” autorstwa Rose-Marie & Rainer Hagen

Reklamy

Tagi: , , , ,

Komentarzy 30 to “Cudotwórca Veronese”

  1. Eliza Says:

    Laudatte, czy to ten obraz gdzie Veroneze grupie muzyków nadał twarze weneckich malarzy Tintoretta, Tycjana i samego Paola.? Jeżeli to ten, to Veroneze musiał tłumaczyć się z umieszczania błaznów i pijanych mężczyzn na obrazach. przed obliczem Inkwizycji. Jej członkom nie spodobało się bowiem to, że artysta umieścił na płótnie, które miało przedstawiać ostatnią wieczerzę Jezusa, przeróżne “głupstwa”: karły, psy, papugi, błaznów i to w dodatku pijanych, czy osobnika dłubiącego w zębach. Najmocniej jednak rozdrażniło inkwizytorów ukazanie niemieckich lancknechtów, bo Niemców kojarzono wówczas z luteranizmem.

    Bardzo trudno Ciebie komentować, tak piszesz „pełnie” iz nie wiadomo cóż można jeszcze dodać..

    Pozdrowionka przesyłam.

    • laudate44 Says:

      Elizo, Veronese wyznawał zasadę „jeśli widzę puste miejsce na obrazie, zamalowuję je” – dlatego na jego płótnach taki tłok, nie wyłączając papug, blaznów i landknechtów.
      Obraz o którym wspominasz jest troszkę „podobny” do powyżej opisanego i nosi tytuł „Uczta w domu Lewiego”. Początkowo miał się nazywać „Ostatnia wieczerza”, ale pod wpływem perswazji panów inkwizytorów artysta tytuł zmienił.
      Pozdrawiam też.

      • Eliza Says:

        Rzeczywiście, masz racje, ale ja nie jestem takim koneserem sztuki jak TY i przy okazji wprost „zmuszasz” nas do lektury, co tylko na dobre nam wychodzi :)) choć……….i tak umrzemy głupi

        Sloneczko przesylam

      • laudate44 Says:

        Dziękuję za słoneczko, bo go u nas jak na lekarstwo. Właściwie wcale go dziś nie widziałem 😦
        A poniżej wklejam obrazek, o którym rozprawiamy, rzeczywiście widać na nim papugi, karły i inne osobliwości, które tak nie spodobały się inkwizytorom. Na szczęście Veronese nie zgrywał bohatera ( był Wenecjaninem) i przystał na nowy neutralny tytuł. Dzięki temu obraz przetrwał i można go oglądać w galerii Accademia w Wenecji.

  2. Kneź Says:

    Bardzo interesujący komentarz, tylko że ja już go gdzieś czytałem – dobrze by było przy takim cytowaniu linka podawać. To ani nie boli, ani ujmy nie przynosi nikomu.
    Pozdrawiam 🙂

    • laudate44 Says:

      @Kneź, sorry Twój koment trafił „do poczekalni” i musiałem go manualnie stamtąd wyciągać.
      A co do komentarza Elizy: nie przeszkadza mi, że nie linkowany, ważne, że merytoryczny i życzliwy. 🙂
      Blog to takie wirtualne party, gdzie się pije wino i uprawia pogaduszki bez wnikania, skąd cytat…
      A kampanii w wydaniu R. bym nie ulegał, bo to człek nieszczęśliwy, spragniony uznania i w rezultacie sfrustrowany.:(

      • Kneź Says:

        😯

      • Kneź Says:

        Jestem w lekkim szoku – tak trzymać! Kopiować i wklejać, bez podawania źródła, to teraz taki nowy standard – byleby z życzliwości! Co ma do tego Romskey? To ja piszę i jestem coraz bardziej zdziwiony, bo to przecież nie pierwszy raz takie praktyki przechodzą, ot tak sobie.. Ale cóż, ja widocznie jestem jakiś wczorajszy. Kończąc na tym tę niezwykle owocną polemikę, pozdrawiam.

      • laudate44 Says:

        Kopiowanie i wklejanie jest codzienną praktyką. Sam wklejam fotki z wikipedii lub innych stronek a linków nie podaję. Owszem, daleki jestem od tego by się chwalić, że „sam pstrykałem” – chodzi wyłącznie o ubarwienie tego co mam do przekazania.
        Priorytetem na tym blogu nie jest tropienie „grzeszników” i kamionowanie ich lecz swobodna wymiana myśli. Niekoniecznie własnych, ale to już sprawa tej osoby.
        Podoba mi się zasada, którą Amerykanie wbijaja do głów przyszłych pisarzy: „Tell me your story”. Opowiadanie jest najważniejsze, a jeżeli daje satysfakcję autorowi i czytelnikom – czego chcieć więcej? Wirtualne party trwa , po co to psuć?
        Donkiszoteria może jest atrakcyjnym zajęciem, ale raczej mało twórczym.
        Pozdrawiam również, życzę miłego weekendu Tobie i Małżonce.

      • Eliza Says:

        Przepraszam ale co ja mialam zalinkować?? wlasny komentarz?

  3. lessx Says:

    Paolo Veronese jest autorem podobnego tematycznie dzieła, dziesięć lat po namalowaniu „Ostatniej wieczerzy”maluje obraz który miał zastąpić ”Ostatnią Wieczerzę” Tycjana zniszczoną podczas pożaru w 1571 roku. Dzieło Veronesa 1573 roku zostaje poddane osadowi świętej inkwizycji , co czasami dziś jest mylone z jego pierwszym dziełem . Tutaj malarz broniąc swego dzieła , rezygnuje z nazwy tak bliskiej chrześcijanom ,nadaje mu inny tytuł ”Uczta w domu Lewiego”.
    Podobieństwo obu obrazów jest duże , kolorystyka wspaniała a cała kompozycja wydaje się dogłębni przemyślana.

  4. lessx Says:

    Trudno odnieść się do obrazu „ostatnia wieczerza” gdy wg podań, Marii na niej nie było, tutaj mamy scenę uczty ślubnej ale dla ułatwienia sobie dyskusji posłużyłem się podobnym o kreśleniem , wieczerza.

  5. Onibe Says:

    Napoleon ukradł parę niezłych zabytków, ale gdzie mu do Brytyjczyków, którzy upaśli swoje Muzeum Narodowe wprost nieziemską ilością „pożyczonych” artefaktów 😉

    tym niemniej: piękny obraz, chętnie kiedyś obejrzę go w Luwrze, jeśli już tam trafię

    • laudate44 Says:

      Taaa…
      Pinakoteka Berlińska, Ermitaż, British Museum, Luwr… Dzieła , któe trafiły do tych szacownych placówek kultury przez duże Ku w wyniku grabieży możnaby wymieniać godzinami.
      Se la wi 🙂

      • Onibe Says:

        w pewnym jednak sensie, to właśnie grabież uczyniła wiele z owych dzieł wielkimi – to taki paradoks, że gdyby te cuda leżały w swoich macierzach przykryte kurzem i zapomniane, to kto by dziś o nich myślał? 😉

      • laudate44 Says:

        To jest jedna z tych kwestii, które nie dadzą się łatwo rozstrzygnąć. Paradoks właśnie.
        I dotyczy on nie tylko zagrabionych dzieł. Do wielu wydarzeń historycznych i zjawisk społecznych można mieć stosunek pryncypialny, wręcz fundamentalny ( nie, bo nie!) albo patrzeć na nie w szerszym kontekście. (skoro tak się stało, to widocznie inaczej stac sie nie mogło)
        Mnie jest bliższe podejście drugie, cieszę się, że w bogatych krajach (UK) sa muzea, które stać na konserwację dzieł i udostępnianie ich za darmo.
        Wiem, ja pierwszy wspomniałem o grabieży dokonanej przez Napoleona w Wenecji.
        To też paradoks, tym razem podyktowany chęcią wzbogacenia wpisu o obrazie Veronese o detal historyczny.
        Warto coś wiedzieć. Pozdrawiam

  6. laudate44 Says:

    Paolo Veronese – „Uczta w domu Lewiego”

     ostatnia wieczerza wg veronese

  7. wiedźma Says:

    Dobry wieczór ! Zawołana po imieniu .. ( nieładnie, nieładnie, tak bez cudzysłowu)…. odpowiem, że po raz kolejny opisałeś dzieło sztuki …. urzekająco, ciekawie … 🙂
    Świat i ludzie współcześni Artyście… obraz bez którego nie bardzo wiedzielibyśmy jak się ubierali i zachowywali Wenecjanie.
    Podczas czytania Twego teksu uświadomiłam sobie, że mam skrzywiony obraz Inkwizycji… wiąże mi się z Hiszpanią i Niemcami, a przeciez i w innych krajach ostro działała strzegąc cnót chrześcijańskich.
    W najmniejszym stopniu nie czułam zapachu niepięknie pachnącej wody w kanałach Wenecji….. Serenissima na nią mówiono, prawda ?
    A cud….. to chyba Zenon Kosidowski pisał, ze woda wlana do naczyń po winie … tymże winem pachnie. Rzecz miała pod koniec uczty w Kanie, więc biesiadnikom moc czy niemoc trunku wielkiej już chyba różnicy nie robiła….. 🙂
    Pozdrawiam licząc na ciąg dalszy perełek … 🙂

    • laudate44 Says:

      Powiedz Wiedźmo z jakiego powodu mjiałbym brać Twój nick w cudzysłów? Jesteś tu stałym – zawsze mile widzianym – gościem i czytelnicy wiedzą o kogo chodzi. Tak jak wiedzą, kto to jest Tetryk albo Pies Bobik. Ich też nie biorę w cudzysłów, bo w całym światowym Internecie Tetryk jest tylko jeden i do tego… niepowtarzalny, a Bobik ma zdaje się uczulenie na wszelkie obroże i kagańce, po co mu fundować traumę jakimś cudzysłowem? 🙂
      Dziękuję za komentarz, zaintrygowałaś mnie tą Inkwizycją – mam pewne domysły, dlaczego w italskich miastach-państwach inkwizycja nie była tak wszechwładną instytucją jak w Hiszpanii. Ale muszę się upewnić, może troszkę nowej wiedzy przyda się do kolejnego wpisu.
      (Kusi mnie by zabrać głos w pewnej sprawie bieżącej, społeczno-obyczajowej. Ale może przeczekam gdzieś w kąciku, aż mi przejdzie… 🙂
      Po co się babrać w umysłowej tandecie i małostkowości jakiegoś senatora skrzywdzonego przez los?

  8. wiedźma Says:

    Nie ma mojego wpisu, w którym wyjaśniałam kwestię cudzysłowu ? 🙂

  9. wiedźma Says:

    Nie, to nie o mój nick poszło…..no to trochę powtórzę : ” Zawołana po imieniu” to cytat z ” Łąki” Leśmiana, zażartowałam sobie… byc może pod wpływem wypowiedzi Knezia, dla mnie niezrozumiałej…..Może czegoś nie doczytałam ?
    A może nie chowaj się w kąciku i napisz co Cię kusi ?
    Inkwizycja zgrabnie osądzała grzesznika, po czym przekazywała władzy świeckie do wykonania wyroku…. a i tak wiadomo było kogo się bać…

    • laudate44 Says:

      Oj, teraz kumam. Ty sobie zażartowałaś, a ja potraktowałem Twoje grożenie paluszkiem całkiem serio. Być może też pod wpływem rozsierdzonego Knezia. Mam gdzieś tomik z Łąką Leśmiana – jakbym go częściej otwierał, może bym od razu zauważył aluzję.

      Na weekend przygotuję opowieść o pewnym „świętym z obrazka”
      – a tym senatorskim bucem JF Libickim, który mnie dziś zirytował niech się zajmie historia. Oraz wyborcy. Szkoda czasu na zakutą pałę.

      • Tetryk56 Says:

        Popieram. Buców dość wokół widzimy, a twoje teksty o świętych z obrazka i nie tylko (niekoniecznie z obrazka, niekoniecznie świętych 😉 ) są z pewnością od współczesnych buców ciekawsze.
        Historia magistra vitae est – czy jakoś tak 😉

      • wiedźma Says:

        Popieram Tetryka…. żadnych buców ! 🙂 Wprawdzie czasem myślę sobie, że się alienuję nie oglądając różnych panów ( panie zresztą też ) w tv… ale czy powinnam się katować ? Mniej więcej orientuję się w sytuacji i wystarczy….. Zacietrzewienie nie jest stanem, który pochwalam…. 🙂 (zwłaszcza dla siebie.) A Twoje opowieści bardzo lubię, czego wcale nie ukrywam ….

      • laudate44 Says:

        Wiedźmo, Tetryku – jesteście jak RedBull 🙂
        Pozostali oczywiście też !!!

  10. Logos Amicus Says:

    Dobrze, że wracasz do Wenecji… choćby wirtualnie 🙂
    Czytam, to co piszesz o Włoszech – a zwłaszcza o malarstwie – z zainteresowaniem.
    Twój tekst przypomniał mi wpis mojej „starej” blogowej znajomej, Czary. Być może zechcesz rzucić okiem:

    http://rozcinam-pomarancze.blog.pl/komentarze/index.php?nid=14628797

    PS. „Gody w Kanie” podziwiałem w Luwrze (obraz ten znajduje się w tej samej sali co „Mona Lisa” – zajmując całą ścianę przeciwległą do tej, na której wisi dzieło Leonarda).
    A do znakomitej książki Państwa Hagenów (a właściwie do książek – bo stanowią ją dwa tomy) też dość często zaglądam.

    Pozdrawiam

    • laudate44 Says:

      Dzięki Logosie za uzupełnienie, kolejny wpis bedzie dotyczył Florencji i jej malarstwa. Już jutro, w poniedziałek.

  11. wiedźma Says:

    Weekend dobiega końca…..

    • laudate44 Says:

      Oczywiście pamiętam, tylko że nasz weekend kończy się jutro, 🙂 bo akurat mamy Bank Holiday Monday. Doba jest za krótka…

  12. Wenecjanie w NG | Laudate Says:

    […] Wenecji należą do rzadkości, nawet ogromne sceny biesiadne “Uczta w domu Lewiego” i “Wesele w Kanie galilejskiej” – Veronese malował na płótnie. Ten sam malarz zasłynął jako mistrz od ukazywania nagich […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: