Płochliwe ptactwo blogowych treści

Przez chwilę było na blogu hardkorowo, bo nie wytrzymałem… Ale znowu wracam do tematów lżejszych, mam nadzieję – przyjemniejszych niż postsmoleńskie żywioły. Wciąż „zalegam” z obiecanym wpisem o podróży do Włoch. Mam stamtąd notatki sporządzane przy kawiarnianych stolikach, w poczekalniach albo na skwerkach. Zapytacie, skoro masz zapiski, to dlaczego do tej pory nie złożyłeś ich w spójną całość i nie opublikowałeś?
Sprawa nie jest taka prosta, jak się wydaje. Gdybym mógł te notatki sensownie uporządkować, dawno bym to zrobił, ale przeszkodą jest widocznie jakiś mój defekt psychiczny, bo wiedząc, że wpis to ma być ostatni, zamykający całą serię relacji z Italii – nijak nie moge się zmobilizować do pisania. Przecież, jak już postawię kropkę po ostatnim zdaniu, to już nigdy nie będę mógł nic dopowiedzieć, zaakcentować jednego, kosztem drugiego.
Jeszcze „przez chwilę”, zanim wielowątkowa opowieść zostanie zatrzaśnięta i opieczętowana, chcę ją mieć w stanie rozsypki, potencjalności. Owszem, ta „chwila” trwa już kilka miesięcy, ale kto powiedział, jak długo ma trwać miłe samooszukiwanie się. Wiem, że to złudne poczucie, że skoro opowieść jest niezakończona, to podróż jeszcze trwa: mam pretekst, aby w myślach wracać na place Florencji, cieniste uliczki Bargi i wieże widokowe Lukki. Jak już skończę o nich pisać – będę musiał jechać gdzie indziej, szukać nowych podniet i zapisywać kolejne zeszyty.

Poza tym – wie o tym każdy, kto próbował coś pisać – najlepsze pomysły, najtrafniejsze określenia i najzabawniejsze porównania przychodzą do głowy wtedy, gdy nie ma czasu albo możliwości ich zapisać. O ile wiem, dotyczy to nie tylko pisania. Przyjaciel z dawnych lat opowiadał pewnym o studencie malarstwa Bogusiu, który mimo że był bardzo utalentowany stale miał kłopoty z zaliczaniem kolejnych semestrów. Powodem była słaba silna wola – Boguś nijak nie umiał zmobilizować się do pracy twórczej, bo ciagle coś go rozpraszało. Jednak studia skończył – możliwe, że dzięki temu, że miał powodzenie u kobiet. Trzeba dodać, kobiet wyjątkowo cierpliwych, albowiem kiedy kolejna wybranka serca czekała pod akademikiem „Dziekanka” i Boguś już już miał zbiec na dół, żeby ją ucałować i zabrać na spacer do Łazienek, wtedy w jego głowie pojawiały się najlepsze pomysły na obraz a napięcie związane z tym, że dziewczyna czeka na zimnie stymulowało Bogusia do szybkiego i bezbłędnego pokrywania płótna farbami. Odrywał się od pracy tylko po to, żeby zerkać przez okno, czy wybranka serca jeszcze czeka i jakie znaki mu pokazuje. Telefonów komórkowych wtedy nie było.

Sam znałem wybitnego poetę i eseistę, któremu zdarzało zrezygnować z podróży autobusem do rodzinnej wsi, bo kiedy już miał postawić nogę na schodku autobusu przyszła mu do głowy tak ważna i tak odkrywcza koncepcja, że nic w świecie nie mogło się z nią równać. Wtedy bez żalu opuszczał kolejkę zdziwionych podróżnych, wracał na dworcową ławkę i pisał. Do czasu przyjazdu kolejnego autobusu notował ulotne myśli, świadomy, że jak ich nie złapie od razu – nigdy w tej samej formie do niego nie wrócą.

Tego samego musiał doświadczać kompozytor oper Giaccomo Puccini (pełne brzmienie jego imienia i nazwiska to: Giacomo Antonio Domenico Michele Secondo Maria Puccini), który został zapamiętany jako wielki miłośnik cygar, trunków i biesiad w towarzystwie kobiet. Puccini był zarozumialcem i egocentrykiem, ponadto lubił polować i wyruszając na kaczki oprócz strzelby zabierał na łódkę papier nutowy, żeby w przerwie między jednym a drugim strzałem wyjąć zza ucha mały ołówek i zapisać co mu tam w duszy zagrało. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, nuty są pewnie płochliwsze niż dzikie ptactwo, ale jakoś trudno nie uśnmiechnąć na wyobrażenie okoliczności powstawania muzyki do wybitnych oper. Z jednej strony huk strzelb, zapach prochu, zakrwawione ptactwo, dym cygara oraz pokrzykiwania myśliwych a z drugiej słodkie, liryczne tony, muzyka subtelna i wyciskająca łzy.

Opery Pucciniego obfitują w tragiczną miłość i zawiedzione nadzieje. Arie z oper „La Boheme”,”Turandot”, „Madame Butterfly” i „Tosca” nie mają chyba równych pod względem sentymentalizmu i emocjonalnego napięcia. Doświadczone przez los bohaterki śpiewają o miłości i gotowości do najwyższych poświęceń, jedna z nich grozi swemu drogiemu ojcu, że rzuci się z Ponte Vecchio do rzeki Arno, gdyby kto chciał rozdzielić ją z ukochanym. Nie schodząc z wysokiego „C” heroiny opowiadają o żarze swoich uczuc, o absolutnej wierności albo dla odmiany o bolesnym rozczarowaniu powodującym, że ich młode serca na zawsze pozostaną zimne. Z kolei obdarzeni tenorowym głosem kochankowie są mężczyznami szlachetnymi, pełnymi tęsknoty i pasji. Jedynie ludzkie intrygi i zły los rozdzielają ich z sopranistkami. Nie jest im lekko, oj nie. Zrozpaczonym kochankom, których dusze są umęczone a czoła w trzecim akcie spotniałe od śpiewania najlepszym rozwiązaniem wydaje się śmierć. Śmierć zazwyczaj przychodzi na końcu i przynosi ulgę.

Więcej już nie dam rady opowiadać, bo wzruszenie dusi mi krtań i odbiera władzę w rękach, lecz zanim bezwładny korpus osunie się pod klawiaturę, żeby tam szukać ukojenia lub przynajmniej husteczek higienicznych, dodam jeszcze, że na YT znalazłem stare filmy z Puccinim oraz wywiady z ludźmi, którzy mogą go pamiętać. Fascynujące znalezisko. Widać jak sławny kompozytor w towarzystwie miejscowych wypływa na polowanie, jak strzela do przelatujących kaczek, a potem wyławia z wody martwego ptaka. Potem następują sceny z jego domu nad jeziorem (miejscowość w Toskani w której mieszkał obecnie nazywa się Torre del Lago Puccini) jak siedzi w gabinecie, popala cygaro i gra na fortepianie albo nienagannie ubrany w garnitur i kapelusz przechadza się po ogrodzie. Oczywiście z dymiącym papierosem, bo palenie widocznie stymulowało kompozytora do pracy, choć w efekcie przyniosło mu raka krtani.

Ja staram się pisać bez takich wzmacniaczy, ale widzicie jak trudno. 🙂

Link do anglojęzycznego filmu z Puccinim.
http://www.youtube.com/watch?v=gYqIdOI_Rdw&feature=relmfu

Reklamy

Komentarzy 9 to “Płochliwe ptactwo blogowych treści”

  1. Roman Strokosz Says:

    Italia ma w sobie magiczna sile regulowania naszymi ludzkimi uczuciami, wrazliwoscia, poczuciem estetyki czy inaczej jeszcze – zaczynamy romantyzm i romantycznosc pojmowac inaczej.Ilekroc bylem w Italii tylekroc odwiedzalem La Scale, czy wiosenne teatry plenerowe przy okazji karnawalu w Wencji tzw. Teatro Nuova. To sa rzeczy o warrtosci trudnej do opisania i sklasyfikowania. Trzeba miec choc odrobine poczucia estetyki by zrozumiec ze Wlochy to jedna wielka historyczna, kulturowa i kulturalna calosc za przykladowo Austria bez Wiednia to juz nie ta sama Austria czy Francja bez Paryza i Cannes..
    Dzieki Tobie Laudate za chwile oddechu od codziennej parszywosci.Ocalmy choc resztki pozytywnmego myslenia, estetyki zycia i romantyzmu bo w przeciwnym wypadku schamienie moze okazac sie nieuchronnym stanem naszej psychiki.

    • laudate44 Says:

      Romanie trafiłeś w sedno: w takiej czy innej rzeczywistości bywa duszno i smętnie, zatem konieczna jest dawka wyobraźni, obcowanie ze sztuką czy choćby dobra lektura, żeby złapac oddech. Oczywiście w towarzystwie milej, a dzielenie się tym co piekne jest przyjemnością samą w sobie.
      Pozdrawiam

  2. Tetryk56 Says:

    A mnie się to komponuje… Czyż widok nieszczęsnej kaczki, rozstrzelanej w locie ku wolności, nie współgra z okrutnym losem dziewicy, rzucającej się ze starego mostu z wysokim C? Podziwiać przychodzi wrażliwość artysty i artyzm postrzegania i przetwarzania tragedii na wzruszenie słuchacza 🙂

    • laudate44 Says:

      Ależ nigdy nie wątpiłem że Puccini był geniuszem, (lekko tylko zarozumiałym) ale nam ludziom skromniej obdarzonym talentami wolno się zadumać nad jego umiejętnością transformacji i sublimacji.
      Co by to było, gdyby kazdy umiał realizm zranionej kaczki przemienić w delikatność wyrażanych śpiewem uczuć zawiedzionej w uczuciach niewiasty? Tak dobrze to nie ma, za coś tym geniuszom brawa bijemy, nie? 🙂

  3. laudate44 Says:

  4. wiedźma Says:

    Dobry wieczór ! Bardzo mi się spodobały Twoje rozważania o niechęci do zamykaniu cyklu z podróży po Italii, a jeszcze bardziej rozważania na temat ulotności słowa i sublimacji….. 🙂
    Jakże miło poczytać cos takiego ….
    Tylko dlaczego miałbyś zamykać cykl? A jeśli zdarzy się tak, że w trakcie poważnych prac przypomni Ci się jakiś epizod z tej podróży, to już się z nami nie podzielisz? To byłaby wprawdzie nieuświdomiona, ale wielka nasza strata..
    Pozdrawiam, nadzwyczajnie rada, że jesteś i piszesz

    • laudate44 Says:

      Podzielę się oczywiście, ale wole pokazywać teksty dopracowane… Cykl zamknę, bo tak trzeba. 🙂
      A innych pomysłów nie braknie, sama widzisz jaki mam „rozrzut” geograficzny i tematyczny.
      Pozdrawiam 🙂

  5. marzatela Says:

    Na wszelki wypadek zakończ go nie jedną kropką, a trzema. To pozwoli na nadzieje, że jeszcze kiedyś, coś do cyklu dopiszesz. Tym bardziej, że 5 minut po defintywnym postawieniu kropki pojawi się myśl „zapomniałem napisać o tym, a tamten temat też tylko zdawkowo potraktowałem…”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: