Apropos Sabinek czyli dowolny ciąg skojarzeń.

Pisanie o wizycie we Florencji zaczyna być trochę niezręczne, bo mój pobyt tam trwał zaledwie kilka dni a „materiału pisarskiego” uzbierało się tyle jakbym spędził nad Arno przynajmniej miesiąc. W wielu poprzednich wpisach poświeconych rodzinie Medicich, historii papiestwa i artystom renesansu siłą rzeczy pojawiała się Florencja, bo tam zbiega sie wiele wątków. Opowieść o Perseuszu, którego legenda inspirowała artystów powstała po tym, gdy szykując sie do wyjazdu zastanowiłem się co przedstawia posąg w Loggia dei Lanzi i kto jest jego autorem. Odpowiem szybciutko: przystojniaka z zakrzywionym mieczem i głową Gorgony w ręku wyrzeźbił Benvenutto Cellini – człowiek porywczy, awanturnik i zabójca, który wielkorotnie musiał uciekać przed prawem i przed sprawiedliwością. Czasem pomagali mu w tym kardynałowie i papieże. Artystom, mimo, że są sodomitami i mordercami – wolno więcej. Popiersie Celliniego stoi na samym środku Ponte Vecchio.

Jak nietrudno się domyślić – nie wszystkie florenckie wątki zostały poruszone, nie wszystkie opowieści doprowadzone do końca, dlatego dziś pozwolę sobie utkać tekst z samych dygresji. Podążę za skojarzeniami, których przybywa w miarę zagłębiania się w temat.

Zanim dotarłem do Florencji (ale już z głową nabitą jej topografią i zabytkami) odwiedziłem znajomą mieszkająca na obrzeżach Dublina. Pani C. pochodzi z zasłużonej irlandzkiej rodziny, jej dziadek był ważną figurą w Republice Irlandii po odzyskaniu niepodległości, wujek premierem który w latach 70-tych „dogadywał się” z Margaret Thatcher, a ojciec, przedwojenny architekt kolekcjonował dzieła sztuki. Wszystkie odziedziczyła pani C. a figura porywanych Sabinek mierząca ok. 80 cm wysokości stoi dziś w jej salonie. Wyrzeźbioną w alabastrze miniaturę florenckiego pomnika ojciec C. przywiózł z Italii przed II wojną. Fotografię zrobiłem za zgodą włascicielki, która tak się przejęła moimi planami podróżnymi, że pożyczyła mi kieszonkowe przewodniki po Florencji i Sienie. Ciut nieaktualne, bo sprzed 50 lat, ale o dużej wartości sentymentalnej, bo też odziedziczone po ojcu.


„Porwanie Sabinek” – foto oryginału zamieściłem w poprzednim wpisie.

Chętnie bym się rozgadał o niezwykłej osobowości pani C., ale inne wątki czekają w kolejce. Nie mogę przemilczeć Eleonory z Toledo – pierwszej księżnej Toskanii. Eleonora była córką księcia Alby – wicekróla Neapolu (pozostającego pod dominacją hiszpańską) i w 1539 roku została żoną Cosimo I, zapewniając tym samym wejście rodziny Medicich do arystokracji europejskiej. To ona z pieniędzy wniesionych w posagu odkupiła od Pittich ogromny pałac na prawym brzegu rzeki Arno, zarządziła jego modernizację oraz urządzenie ogrodów. Dostojnie spoglądająca z portretu Eleonora jest uznawana za pierwszą małżonkę władcy godną miana „pierwszej damy”. Podczas nieobecności Cosimo we Florencji pełniła obowiązki regentki. Oraz pozowała malarzowi Bronzino.

Który później namalował także jej córkę Lukrecję Medici.

Bronzino urodzony na poczatku XVI wieku nigdy nie osiągnął sławy jaka przypadła w udziale nieco starszym Leonardowi i Michałowi Aniołowi. Naprawdę nazywał się Agnolo di Cosimo i był synem floreckiego rzeźnika. Pobierał nauki u malarza dzieł religijnych Pontormo i przez wiele lat pomagał mu w zdobieniu kościelnych wnętrz, chociaż pociągała go tematyka świecka pozwalająca na pełniejsze rozwinięcie własnego stylu. Dojrzałość artystyczną Bronzino osiągnął akurat w czasie, gdy trwały przygotowania do uroczystości ślubnych księżnej Eleonory z Cosimo I. Udział w budowie dekoracji spowodował, że para książęca zwróciła na niego uwagę i Bronzino stał się ich nadwornym malarzem. Dał początek europejskiej modzie na statyczne wysmakowane portrety arystokracji. Portret Eleonory z Toledo znajdujący się obecnie w galerii Uffizi jest najbardziej udaną wersją spośród wielu podobnych namalowanych przez Bronzino i jego uczniów. Najwięcej miejsca na obrazie zajmuje i najwięcej pracy kosztowała artystę przepyszna suknia Eleonory. Legenda głosi, że księżna, która wkrótce zmarła na gruźlicę tak bardzo przywiązała się do swojego wizerunku, że kazała się pochować w tej sukni.
Bronzino nie poprzestał na portretowaniu członków rodziny Medicich. Ku radości naszych oczu pozowała mu też Lukrecja Panciatichi, żona florenckiego polityka i humanisty Bartolomeo Panciatichi. Przyznam, że jest to jeden z moich ulubionych portretów, parokrotnie wracałem do niego w Uffizich i dzięki niemu dowiedziałem się co nieco o Bronzino. Po nitce do kłębka.


Lukrecja Panciatichi

Ale to nie koniec, bo Bronzino malował nie tylko portrety osób żyjących. Młodszy od Michała Anioła o prawie 30 lat podpatrywał dzieła mistrza i wykorzystywał jego osiągnięcia do malowania scen dynamicznych, pełnych emocji i jednoznacznej erotyki. Nawiązująca do mitologii scena z Junoną i Amorem należy do najbardziej znanych obrazów z epoki manieryzmu poprzedzającego barok. Obraz znajduje się w National Gallery w Londynie, a jego fragment pojawia się w czołówce serialu „Rodzina Borgiów”.

Przypomniałem już dwie portretowane Lukrecje, pora na kolejną, bo w XVI wieku było ich więcej. Popularność tego imienia miała prawdopodobnie związek z legendą o żonie rzymskiego konsula Luciusa Tarquiniusa Collatinusa, która została zgwałcona przez królewskiego syna i nie mogąc znieść hańby zadała sobie śmierć sztyletem.( co doprowadziło do przewrotu politycznego, ale to zbyt długi wątek…) Odtąd imię Lukrecja stało się symbolem kobiecej czystości, niepokalania. Renesans i epoki późniejsze chętnie sięgały do legendy o honorowej Lukrecji. Scenę jej zabójstwa (to inny wariant tej legendy) namalował Tycjan, ale do niego powrócę przy okazji opowiadania o Wenecji. Teraz przypomnę postać innej renesansowej Lukrecji, która w pamięci pokoleń zdecydowanie nie zapisała się jako symbol czystości lecz raczej jako jego przeciwieństwo. Do końca nie wiadomo, czy słusznie i czy zła sława Lukrecji Borgia nie jest wynikiem intryg politycznych wymierzonych w jej ojca oraz późniejszych plotek rozpowszechnianych przez protestantów. Wiadomo, że jako córka papieża Aleksandra VI miała kolejno czterech mężów, bo taka była wola ojca zawierającego nowe sojusze polityczne i sięgającego po kolejne ziemskie dobra. Podobno łączył ją romans z własnym bratem Cezarem, ale o tym nic pewnego nie wiadomo. Przylgnęła do Lukrecji sława trucicielki i ladacznicy choć na portrecie wygląda całkiem niewinnie. I pierś ma ładną.

I jeszcze jedna Lukrecja, o której już pisałem, ale co szkodzi przypomnieć.
Lukrecja Buti – słynna mniszka, którą pozowała Filippo Lippiemu podczas malowania obrazu św. Małgorzaty a potem uciekła z nim z klasztoru. Owocem ich miłosnego związku był Filippino Lippi – późniejszy wybitny malarz, ale zostawmy go na inną okazję, bo nie wyplączę się z dygresji. Śliczna Lukrecja została uwieczniona na tylu obrazach Filippa, że zyskała przydomek „Lippina”. Istnieją domysły, że pozowała także Botticellemu do jego „Wiosny” i „Narodzin Wenus”. Nie dziwię się Filippo Lippiemu, że dla niej narażał się na kłopoty. Nie samą sztuką żyje człowiek, choć wiadomo, że życie bez sztuki to też porażka.

Reklamy

Tagi: , , , , , , , ,

Komentarzy 11 to “Apropos Sabinek czyli dowolny ciąg skojarzeń.”

  1. Tetryk56 Says:

    Lubię dygresje…
    Bronzini miał jakiś problem z paluszkami – bohaterki obu portretów będąc wcale ładne, mają dłonie jednak dość nienaturalne. Podobnie zresztą Wenus I Amor.
    Dłoń Lukrecji Borgii wygląda już całkiem naturalnie.

    • laudate44 Says:

      A bo to nie on ją malował tylko jakiś… Bartolomeo Veneto.
      Witaj Tetryku!

    • wiedźma Says:

      Dłonie miały być szlachetne…. smukłe i kształtne, a palce długie i wąskie….. wyszło jakoś płasko niestety i mnie też rzuciło się w oczy. Ale…. to jeden z najtrudniejszych elementów portretu, jak mówią … :)))

  2. wiedźma Says:

    Dobry wieczór ! Lukrecja B. pierś miała nader kształtną ale nie bardzo zgadzam się z opinią, że wygląda niewinnie:)
    Dziecięciem jednak była posłusznym, skoro godziła się na kolejnych mężów wybranych przez ojca Papież. Aleksander VI ma wyjątkowo zabazgrany życiorys, choć i inni nie byli szczególnie lepsi. Wydaje mi się, że czarny PR był tu bardzo sprawnie przeprowadzony…..
    i wcale nie jestem pewna, że to tylko robota protestantów…

    • laudate44 Says:

      Upierać się nie będę, ale czy wygląda winnie? 🙂
      Gdzie ta granica i po czym ją poznać?

      • wiedźma Says:

        Po spojrzeniu dwuznacznym ? :)))

      • laudate44 Says:

        Wg mnie jest to spojrzenie zalotne – a zatem niewinne. 🙂
        Zawsze bedę bronił czci kobiet, które pozuja do obrazu z obnażoną piersią 🙂 🙂
        „A przed nią bieży baranek, a nad nią lata motylek…” 🙂

  3. Zbyniek Says:

    Chciałbym zostawić ślad że jestem a przy okazji sprawdzić czy zostałem zalogowany ponieważ zmieniłem program na linuxa

    • laudate44 Says:

      Zbyńku, też od paru tygodni śmigam na linuxie. Trochę się jeszcze gubię, ale o ile wiem, Linux jest bezpieczniejszy. No i nie potrzebuje licencji 🙂
      Pozdrawiam

  4. Dzień Kobiet Renesansu | Laudate Says:

    […] Zupełnie inaczej miała się rzecz z portretami: artyści XV i XVI wieku malowali wyłącznie kobiety dostojne, w nieskazitelnych strojach, z rękami złożonymi do modlitwy lub spoczywającymi na oparciu krzesła. Natomiast drugorzędne postacie biblijne, mitologiczne driady i nimfetki mogły się prezentować w jednoznacznie seksualnych pozach. Bronzino, który zapoczątkował i rozwinął we Florencji styl statycznych portretów arystokracji, jest równocześnie autorem jednego z najbardziej zmysłowych obrazów swojej epoki “Junona i Kupidyn”. […]

  5. Stary pałac letnią nocą | Laudate Says:

    […] Przez pewien czas w pałacu mieszkał wielki książę Toskanii Cosimo I wraz z małżonką Eleonorą z Toledo. Ich rodzinne apartamenty urządzone są ze smakiem, pośród komnat sypialnych znalazło się miejsce na małą kaplicę dla Eleonory. Możemy podziwiać jej meble i domowe sprzęty. Jednak dla księżnej, która była córką wicekróla Neapolu, wnetrza Palazzo Vecchio musiały wydać się zbyt skromne. Dlatego kupiła ogromny, luksusowy pałac Pittich, do którego książęca rodzina przeniosła się po kilku latach. Wypada dodać, że słynny korytarz Vasariego biegnący nad Ponte Vecchio i łączący oba pałace jest konsekwencją tej przeprowadzki. Wspominałem o tym kiedyś. […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: