Sieneńskie konie

Wyszedłem z hotelu po śniadaniu i pokonując nieśpiesznie dwudziestominutową trasę na wzgórze starego miasta zastanawiałem się , czy użyte przez kogoś wyrażenie „zmęczeni jak sieneńskie konie” odnosi się do koni wyścigowych, które biorą udział w tradycyjnym Palio, czy do koni używanych dawniej do wciągania po stromiznach kamienia i cegieł na budowę świątyń, pałaców i domów? Musiały być jakieś konie, bo przecież tych setek ton budulca nie wnieśli sami tragarze.
Upał narastał, boczną drogą czasem przemknął skuter, słońce świeciło mi w oczy, na ceglanym murze już grzały się jaszczurki. Zbliżałem się do katedry, którą tego dnia zamierzałem zwiedzić.

Z zewnątrz widziałem ją już wcześniej, ale nie wspominałem, bo nie było okazji na omówienie detali. A detali jest mnóstwo, w zasadzie cała fasada sieneńskiej katedry to uporządkowany zbiór detali: u podstawy bonia, czyli poziomo ponacinane płyty kamienne, troje wielkich drzwi frontowych, las kolumn wciśniętych w trzy portale. Nad nimi łuki, gzymsy, nisze, wykusze, półkolumny, loggie, tympanony, frezy, zwieńczenia, wybrzuszenia, rozety, akanty, figury apostołów, figury świętych pańskich, lwów, smoków, koni i skrzydlatych krówek. Jeszcze wyżej antefiksy, gargulce i wieżyczki; pomiędzy tym wszystkim różowy marmur, zielony marmur, czarny marmur, złocenia, malowidła, rzeźbione liście, bluszcze i mozaiki. W centralnym punkcie fasady okrągły witraż umieszczony w misternie rzeźbionym kwadratowym obramowaniu. W tle wysoka wieża okładana w poziome pasy dwubarwnym marmurem, z charakterystycznymi dla gotyku wąskimi okienkami, których ilość zwiększa się wraz z kondygnacjami. Na ostatniej jest ich aż sześć, nad nimi już tylko daszek w kształcie piramidy oraz cztery wieżyczki narożne. Nad prezbiterium świątyni kopuła, niezbyt okazała, za to harmonijna, delikatna jak odwrócona filiżanka.

John Ruskin, czołowy angielski krytyk sztuki epoki wiktoriańskiej, który wypromował Prerafaelitów – zdegustowany nadmierną jego zdaniem ornamentyką i nagromadzeniem detali uznał katedrę sieneńską za „bardzo kosztowny kawałek słodkości”. Nazwał ją wręcz absurdem, ale dopiero po obejrzeniu wnętrza.

Wnętrze katedry sieneńskiej to nieskończona opowieść. Jak Baśń z tysiąca i jednej nocy. Koniecznym jest wspomnieć, że budowla swój obecny kształt uzyskała w XIV wieku, po latach rozbudowy niewielkiego kościoła założonego we wczesnym średniowieczu na gruzach starorzymskiej świątyni Minerwy. Idący w stulecia czas powstawania katedry spowodował, że na jej dzisiejszy wygląd składają się trzy style architektoniczne: romański; przybyły z północy Francji styl gotycki oraz widoczne u wejścia elementy stylu bizantyjskiego. Ale to nie koniec, bo wnętrze zawiera pokaźną ilość dzieł sztuki renesansu oraz późniejszych epok. Przechadzając się pośród dostojnych kolumn podtrzymujących bogato zdobione sklepienie nie sposób przeoczyć arcydzieła sztuki rzeźbiarskiej – marmurowej ambony wykonanej przez Nicola Pisano w połowie XIII wieku, stanowiącej przykład mistrzowskiego połączenia stylu romańskiego (lwy podtrzymujące kolumny) ze stylem gotyckim w jakim utrzymane są sceny z ewangelii płaskorzeźbione na ściankach.

O ambonie Giovanniego i Nicola Pisano wspominają wszystkie przewodniki, które do „wartych obejrzenia” obiektów we wnętrzu katedry zaliczają też grobowiec kardynała Petroniego, płytę nagrobną autorstwa Donatella, ołtarz główny Peruzziego, rzeźbione anioły trzymające kandelabry, kamienny pojemnik na wodę święconą, rzeźbiony w drewnie tron biskupi oraz sąsiadujące z nim fotele dla chórzystów wzbogacone intarsjami oraz dziesiatki podobnych obiektów.
Kolejną atrakcją jest kaplica św. Jana Chrzciciela z posągiem tegoż wykonanym przez Donatella i przepyszną kompozycją ścienną wykorzystującą naturalne piękno różnobarwnych marmurów, dalej niezwykłej urody kopułę główną z wielkimi gwiazdami umieszczonymi w malowanych kasetonach oraz w całości pokrytą złotem kopułę kaplicy św. Anny. Po drugiej stronie prezbiterium dwa posągi papieży Piccolominich, renesansowy boczny ołtarz Piccolominich z rzeźbami Jacopo della Quercia i Michała Anioła i wreszcie bibliotekę Piccolominich, która jest kolejnym zjawiskiem „jak z baśni”, dlatego wrócę do niej innym razem.

We wnętrzu katedry nie sposób ominąć posadzki, którą tworzy kilkadziesiąt marmurowych mozaik, absolutnie unikalnych – przedstawiających sceny z Nowego i Starego Testamentu. (Na fotografii Rzeź niewiniątek, Matteo di Giovanniego.) Omówienie arcydzieł, między którymi przechadzają się zwiedzający (same mozaiki są chronione przed zadeptaniem) w najbardziej popularnych przewodnikach zajmuje kilka stron, zatem nie chcąc rozwlekać tego wpisu zakończę tę skrótową prezentację dzieł zgromadzonych w katedrze. Bądźcie pewni, że nie wymieniłem wszystkiego co warto zobaczyć, bo mimo spędzonych tam dwu godzin nie obejrzałem nawet połowy. Tak myślę.

Kiedy wszedłem do wnętrza, zacząłem poruszać się jak lunatyk nie wiedząc na co skierować wzrok i obiektyw aparatu. Poczułem się okropnym dyletantem, jednak nie było to uczucie dominujące, bo górę brała ciekawość oraz zdziwienie tym, że wszystkiego jest tak dużo, upchane jedno na drugim… Niewątpliwe arcydzieła przez ten natłok od razu spowszedniały, potaniały. Blask jednego przyćmiewał urodę drugiego. Zawartością tej jednej świątyni można by obdzielić kilka jeśli nie kilkanaście muzeów. Sama mozaika, gdyby ją wyeksponować w pustej sali przyciągnęłaby tysiące turystów a nie musiałaby rywalizować z tym co ponad nią. Kolumny, sklepienia, łuki, fryzy, gzymsy, rzeźby, płaskorzeźby, świeczniki, okna witrażowe, lunety, filary, intarsje, złocenia. Gdzie się nie dało umieścić form przestrzennych, gdzie nie sposób było czegoś obłożyć kamieniem, ozłocić, uwypuklić lub zgłębić – malowano. Malowano chętnie i namiętnie na ścianach, kolumnach i sufitach. Żeby widza zadziwić, zachwycić, oszołomić. Sztuka się udała, poprawiając sobie szczękę, która uporczywie opadała i zębami rysowała drogocenną posadzkę – pomyślałem o żmudnej pracy rzemieślników, artystów, którzy przez stulecia, przy pomocy tytułowych koni budowali i ozdabiali ten „kawałek słodkości”.

Teraz swój wysiłek dokłada gromada konserwatorów, ochroniarzy oraz pań bileterek sprzedających przy okazji poliestrowe pelerynki przeznaczone do zakrywania nóg i ramion kobiet, które wybrały się tu w niestosownie kusym ubranku.
Hm… niestosowność. Pojęcie bardzo względne. Czy stosowne jest, żeby w jednym miejscu nagromadzić tyle unikalnych dzieł, świadectw historii? Przecież to wręcz nieludzkie: taka ilość piękna może zabić.:)

Po wyjściu z katedry poszedłem prosto na Campo nacieszyć się przestrzenią i odgłosem dzwonów. Potem obiad na tyłach Palazzo Publico, kieliszek Chianti i kolejny długi spacer nagrzanymi uliczkami Sieny. Przypadkowo znalazłem ciekawe miejsce, od którego zacznę następną opowieść. Do hotelu wracałem wciąż oszołomiony i zmęczony jak jeden z tych sieneńskich koni. Było mi już obojetne czy chodziło o konie wyścigowe czy pociągowe. Jaszczurek na murach już nie było, za to w przydrożnych zaroślach odzywały się cykady. Malutkie akustyczne arcydzieła. Żeby być turystą, trzeba mieć końskie zdrowie.

Reklamy

Tagi: , ,

Komentarzy 12 to “Sieneńskie konie”

  1. Onibe Says:

    niesamowite wnętrza…
    kiedyś, w rozmowie ze znajomym (a propos architektury) sformułowałem cokolwiek naiwną tezę, że chrześcijaninem warto być dla kilku – kilkunastu budowli sakralnych. Dzisiaj mnie cieszy, że może je podziwiać każdy – choćby na zdjęciach – to wspaniałe pomniki ludzkiej potęgi… i jakże piękne matematycznie dzieła geniuszu!

  2. laudate44 Says:

    Wszystko się zgadza, zabytki można podziwiać na zdjęciach, choć jak wiadomo, to nie cała przyjemność. 🙂 No ale życie ma swoje ograniczenia, trzeba przyjmować je z wdziękiem, bo wszystkiego i tak nie da się obejrzeć „w realu”.
    Jesli zaś chodzi religie, to sie różnimy.
    Bywałem w cerkwiach, synagogach, w kosciołach katolickich i protestanckich – i nigdzie tam nie czułem jakigokolwiek braku przynależności. Szanuję zasady zachowania się, unikam nabożeństw, aby nikomu nie przeszkadzać, a poza tym oglądam te budowle wyłącznie jako dzieła sztuki. Sztuki sakralnej ale jednak tylko sztuki.
    Pozdrawiam

    • Onibe Says:

      dzisiaj mam do tego identyczne podejście, acz nie potrafię – w ujęciu analitycznym – zupełnie oddzielić architektury od sakralnej duszy, która za nią stoi. W murach kościołów zawarto jakiś pierwiastek wiary – nam nie jest on potrzebny do podziwiania tych dzieł, ale po prostu dobrze pamiętać, że bez niego, one by nie powstały lub powstałyby inne 😉

      • laudate44 Says:

        Onibe, dzięki za inspirację, swoją odpowiedż postaram się rozwinąć w którymś z kolejnych wpisów.

  3. laudate44 Says:

    Onibe obejrzyj filmik – porcja znakomitych zdjęć z Sieny.

  4. wiedźma Says:

    Oglądam zabytki sakralne tak jak Ty…. jako dzieła sztuki, (choć przyznaję, ze miewałam przy tym poczucie irytacji). Po pierwsze przy oglądaniu ogromu bazyliki św. Piotra, po drugie ..w Egipcie, w Karnaku. Onibe pisze o tym, że wiara sprawiła, że te dzieła są piękne, a ja częściej myślałam, że próżność i chęć wywarcia wrażenia na maluczkich . Co nie umniejsza wspaniałości zabytków 🙂
    I już na marginesie: Włosi przepięknie, mistrzowsko wykorzystywali marmur……najpiękniej, jak dla mnie, w kościele na Monte Cassino.

    • laudate44 Says:

      Wiedźmo, tym razem ja Cię zachęcę: napisz coś o tym Egipcie!
      Podziel się wrażeniami z podróży! 🙂
      Udostępniam bloga.

    • Gienek Says:

      We Włoszech byłem wiele razy i nigdy się nie przełamię. Zawsze patrząc na Bazylikę św. Piotra widzę wyłącznie wspaniały pomnik ludzkiej pychy, od powstania aż po dzień dzisiejszy, niewiele mający wspólnego z chwałą bożą. Ta piramidalna wielkość nie ma zaś wiele wspólnego z Piramidą Cheopsa, ten był bogiem.

  5. wiedźma Says:

    No to mam na co zasłużyłam…. 🙂 Pomyślę,bo nie mam już takich świeżych wrażeń i jednak musiałabym się przyłożyć do tej robótki …. żeby nie napisać byle jak.

  6. laudate44 Says:

    O zabytkach Sieny pisał też na blogu Damian, który odwiedzał włoskie miasta w ramach podróży poślubnej.
    http://nuezo.wordpress.com/2012/12/18/rowerowa-podroz-poslubna-katedra-w-sienie-cz-4/

  7. Damian Says:

    Ciekawie udało Ci się opisać wrażenia ze zwiedzania katedry. Miałem bardzo podobne odczucie – tyle arcydzieł architektury, malarstwa, rzeźby … w jednym miejscu – toż to „rozpusta” i w jakimś sensie prowadzi do dewaluacji każdej pracy. I co ważne (dla mnie) – jest to sztuka dostępna, pieści zmysły niezależnie czy jest się erudytą czy li tylko turystą z podstawową wiedzą nt. sztuki sakralnej danej epoki.

  8. Sieneńskie zwierzęta | Laudate Says:

    […] są wizerunki zwierząt umieszczone wśród ornamentów fasady sieneńskiej katedry. Już o niej pisałem , ale nie szkodzi […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: