Nadzieja na narkotyki

Politycy polscy trzymający władzę wielokrotnie uciekali od kwestii zaprzestania karania za posiadanie i sprzedaż narkotyków. Uparcie trzymali się tezy, że obowiązujące od lat represyjne prawo jest wciąż dobre, a wszelkie sugestie, aby je złagodzić wnioskodawcy moga włożyć sobie w buty. Solowe akcje pewnego happenera chodzącego po budynku Sejmu ze stosownymi banerami uznano za marginalny wybryk. Na nic przykład Czechów, którzy u siebie zalegalizowali marihuanę i świat się nie zawalił.

Niespodzianie temat powrócił, mam nadzieję że na dobre i że tym razem przyniesie zmiany. Za łagodniejszym spojrzeniem na posiadanie i zażywanie narkotyków opowiedzieli się ostatnio polscy Nobliści oraz były prezydent Kwaśniewski. Jest to konsekwencją opublikowanego niemal pół roku temu raportu Globalnej Komisji d/s Polityki Narkotykowej. Kto ciekawy, może zajrzeć kto w tej Komisji zasiadał. O samym raporcie pisałem zaraz po jego publikacji – w czerwcu 2011:

„Globalna Komisja stwierdziła, że obecna polityka represji, która jest faktycznie permanentną wojną rządów z gangami i konsumentami – poniosła fiasko i należy ją zmienić. Tego wcześniej nikt głośno nie powiedział. Komisja zerwała z utożsamianiem konsumenta narkotyków z przestępcą.

Występując w jej imieniu, były prezydent Brazylii Fernando Henrique Cardoso zaznaczył, że zakończenie wojny narkotykowej nie oznacza pełnej legalizacji narkotyków, lecz wymaga podjęcia odmiennych działań. Obecna polityka narkotykowa to porażka: przynosi krwawe wojny gangów, przenikanie gangsterów do lokalnych administracji, powoduje wzrost korupcji i wydatków na tropienie producentów, handlarzy i konsumentów, a tymczasem spożycie narkotyków nadal wzrasta. Jaki więc sens prowadzenia tej nieskutecznej walki, w dodatku za ciężkie pieniądze?

Cardoso powiedział, że celem raportu Komisji jest wywołanie debaty o narkotykach, zmianę nastawienia rządów i podjęcie bardziej konstruktywnych działań, które przyczynia się do zmniejszenia spożycia narkotyków i redukcji społecznych kosztów tej plagi.
Zdaniem Komisji, rządy powinny skończyć z polityką kryminalizacji, stygmatyzacji i spychania na margines ludzi, którzy oprócz zażywania narkotyków nie wyrządzają innym żadnej szkody. Szczególnie rekomendowane jest to wobec palaczy marihuany i innych miękkich narkotyków. Takie złagodzone podejście ma podkopać pozycję narkotykowych gangów (które za handel nadal miały by być ścigane prawem) i poprawić bezpieczeństwo obywateli.

Co prawda „czas na całkowitą legalizację narkotyków jeszcze nie nadszedł”, a Komisja wie, że „regulacje prawne i odejście od karania więzieniem posiadaczy narkotyków nie są idealnym rozwiązaniem” – jednak przy odpowiedniej kampanii informacyyjnej i nasileniu inicjatyw chroniących zdrowie (metadol), powinny one przynieść lepsze efekty niż dotychczasowa kosztowna wojna i penalizacja.

O kosztach walki z narkotykami mówił Richard Branson, stwierdzająć, że sumy wydane na ten cel idą w tryliony dolarów, a i tak jest to wojna bez szans na zwycięstwo. Z ekonomicznego punktu widzenia lepiej odejść od represji i zastąpić je polityką wsparcia dla uzależnionych oraz podnoszeniem świadomości społecznej. Byłoby to rozwiązanie o wiele skuteczniejsze i zarazem o wiele tańsze.”

Wielu z nas z pewnością zadawało sobie pytanie, dlaczego alkohol mimo równie wysokiej szkodliwości zdrowotnej i społecznej ma pozycję uprzywilejowaną? Jakie historyczne fakty dały podstawę tak nieracjonalnego traktowania istnienia narkotyków? Może czas to wyjasnić, aby położyć kres lękom i marnotrawieniu pieniędzy.
Alkohol jest zakorzeniony w kulturze europejskiej. Producent wina to prawie jak artysta, a w kazdym razie szanowany biznesmen. Bycie smakoszem wina to nobilitacja, a opowieści o tym jak to było podczas ostatniej „upojnej nocy” należą do kanonu towarzyskiego w całej EU od Finlandii po Irlandię, o Rosji nie wspomnę. Europa spożywa miliony hektolitrów alkoholu i oprócz paru nawiedzonych abstynentów nikt nie usiłuje go zakazywać ani reglamentować.
Jednak świat się zmienia, skoro do obiegu kulturowego wchodzą narkotyki, to powinno się je zaakceptować, (jak najnowsze osiągniecia medycyny i techniki) Czesi jakoś nie mieli oporów by trawkę zalegalizować. Ale oni zawsze jacyś dziwni byli – niezrozumiale dla Polaków rozsądni.
Nie wiem, czy trzeba próbować jointów, żeby śmielej popatrzeć na zajwisko używania narkotyków (tych naturalnych a nie chemii).
Zabobonny opór przed marihuaną, haszyszem czy kokainą ma z pewnością wiele powodów – jednym z nich jest strach przed nieznanym (tym silniejszy im bardziej dane społeczeństwo jest konserwatywne), strach wzmacniany prawdopodobnie przez lobby winno-spirytusowe, które nie chce mieć konkurencji.
Ale… aromatyczny wiatr zmian wieje.

Rekomendacja mędrców z wspomnianej Globalnej Komisji, która dała do myślenia nawet tak konserwatywnemu Lechowi Wałęsie – niesie poważną nadzieję na zmiany. Ten najnowszy ferment „w temacie narkotyków” może okazać się przełomem. Penalizację czas zakończyć!
Opór materii jest jednak silny i nawet głos Noblistów może okazać się niewystarczający. Zwłaszcza, gdy krajowi dyżurni krzykacze i malkontenci zdecydują się zdroworozsądkowym zamiarom przypiąć łatkę polityczną albo co gorsza antynarodową. Oni to potrafią!

Reklamy

Tagi: , ,

komentarze 32 to “Nadzieja na narkotyki”

  1. Stefan Kubów Says:

    Nie zapaliłem w życiu nawet pół papierosa. Od narkotyków trzymam się daleko, a ostatni raz „przedobrzyłem” z piciem jesienią 1983 r. i postanowiłem, że nigdy więcej, bo kac to okropność, a do tego wstyd. Uważam jednak, że marihuana, która według specjalistów jest mniej szkodliwa, bo nie uzależnia, prędzej czy później przestanie być penalizowana. Im później tym gorzej, bo wielu młodych ludzi trafi za kratki i tam pozna „szkołę życia”. I zamiast podatków od sprzedaży będą wydatki na utrzymanie więźniów oraz na bezrobotnych, bo po więzieniu trudno o pracę.

    • laudate44 Says:

      Dziękuje za głos. Ważne co piszesz o sobie: człowiek z wyboru wstrzemięźliwy a jednocześnie racjonalnie nastawiony do szerszego zjawiska.
      To nie jest powszechna postawa: częściej słychać „skoro ja mogę bez tego się obejść, niech innym też zabronią”
      Zresztą cytowane opinie „mędrców” z Komisji nie pozostawiają watpliwości. Zabawa w ściganie handlarzy narkotyków jest kosztowną, niebezpieczną i przeciwskuteczną bzdurą.
      PS. Mnie do jointów nie ciagnie, a papierosy są paskudne, bo …brzydko pachną 🙂
      Pozdrawiam

  2. ruum Says:

    Czołem,
    pochodzę z nadmorskiego miasta, gdzie trawę paliło więcej osób niż papierosy 🙂 Niestety, trawy nie miałem w ustach od kilkudziesięciu lat, a papierosa od 10 minut 😦
    Był taki fajny polityk – marszałek Sejmu – Mikołaj Kozakiewicz. Wyśmiewał tezę, że ten co czasem zapali jointa musi skończyć na heroinie. Mówił, że to tak samo jak ten co lubi wino do kolacji, musi skończyć na …denaturacie. Chyba miał czeskie korzenie 🙂

    Pozdrowienia Stary 🙂

    • Stefan Kubów Says:

      Właśnie przeczytałem, że więzieniach siedzi ok. 21 000 młodych ludzi za posiadanie marihuany. Część z pewnością ulegnie marginalizacji. 10 lat tkwienia w rejestrze skazanych, krecha w życiorysie, trudności w znalezieniu pracy zrobią swoje. To jest nakręcanie skali przestępczości, a nie zapobieganie lub minimalizowanie jej.

  3. SAWA Says:

    Podzielam twoje zdanie w tej sprawie. Wierzyłam też Kozakiewiczowi, choć z autopsji nie było mi to znane. Nigdy nie wypaliłam ani pół jointa, za to wiele lat zmagałam się z silną wolą rzucenia papierochów i dopiero od dwóch lat mogę o sobie powiedzieć – jestem BYŁĄ nikotynistką. I cieszę się, że udaje mi się trwać w tym stanie, ale pewnie będę należeć do grona uzależnionych już do końca życia i wiem, że po jednym machu pewnie na jednym by się nie zakończyło.
    Ja nie mogę się oprzeć skojarzeniom z czasami prohibicji w USA, w których zyski z niej zbierała mafia. Narkotykowym kartelom to dziś przynosi krociowe zyski.
    W moim środowisku jednak należę do mniejszości i moje poglądy na marychę budzą zdziwienie i zakłopotanie.

    • Stefan Kubów Says:

      mamy tu do czynienia z histerią narkotykową. Skoro „marycha” to narkotyk, to jest to to samo co heroina, kokaina czy inne świństwo. Zamiast pomyślunku mamy do czynienia z łatwym stereotypem.
      Ale skoro już w tej sprawie wypowiedziały się światowe autorytety (list „20”), w tym Szymborska i Wałęsa, to jakaś iskierka nadziei na racjonalne podejście jest

  4. Alexandra Says:

    Podpisuję się pod Twoim i pod wyżej komentarzami.Na takich restrykcjach zarabiają ci co nie powinni.Alkohol uzależnia bardziej jak maryśka, niestety. Świadomość w społeczeństwie jest znikoma. Piję lampkę czerwonego wina codziennie ! do obiadu, jak to we Francji :)Nie uważam się za alkoholiczkę, nawet w znikomym procencie:) Palę 3, 4 papierosy okazjonalnie .. (niestety ):) Myślę, że to co narzucone, ZAWSZE daje odwrotny efekt. :))Polska zawsze będzie do tyłu w sposobie myślenia. W TEJ kwestii, popieram p. Palikota. 🙂 Pozdrawiam 🙂

  5. laudate44 Says:

    Hm… mamy tu małe ćpuńskie forum 🙂 Wszyscy są za!
    Ciekawość mnie zżera, kto będzie przeciw – i nie o brać blogerską mi chodzi.
    Pozdrawiam

  6. Stefan Says:

    Przypuszczam, że z jednej strony przeciw są populistyczni politycy, a z drugiej ci, co z zastosowania zakazu mają biznes (cui prodest, scelus is fecit = ten popełnil zbrodnię, komu przyniosła ona korzyść)

    • laudate44 Says:

      Przepraszam Stefanie, Twoje komenty trafily do pudła ze spamem. Wydostałem je „manualnie” – obiecuję częściej sprawdzać, na wypadek, gdybyś znowu się tam zawieruszył 🙂

  7. wiedźma Says:

    To ja jestem za, a nawet przeciw….. dlatego, ze depenalizacja miękkich narkotyków to tylko jeden krok. Jeszcze trzeba się nauczyć obchodzić z tymi jointami, a wszyscy tu mówią z pozycji ludzi dorosłych, co to trawkę zapalą ot tak sobie i spoko…. A co z młodzieżą ? Jak ich nauczyć kultury popalania ?

    • Stefan Says:

      Na postawione tu pytania nie ma dobrej odpowiedzi. Bo może być taka jak w kwestii wychowania młodzieży w związku z istniejącymi na rynku wyrobami alkoholowymi i tytoniowymi. Uczy się, że niezdrowe, w większych ilościach zabójcze, a w życiu bywa rozmaicie. Zresztą, dorośli nie są od młodzieży mądrzejsi

    • laudate44 Says:

      A czy ich ktoś uczy kultury picia taniego wina? Młodzież od zawsze była tylko ciut „gorsza” niż pokolenie ich rodziców. I prawdopodobnie odsetek tych, którzy laduja na marginesie też jest stały, więc nie ma co martwić się na zapas. Poza tym palenie jointów jest łatwe… 🙂
      Wazniejsze, żeby tych młodych co już kulturalnie palą nie ciagać po sądach aresztach więzieniach.
      Bo tam dopiero czai się na nich wszelkie zło.

      • wiedźma Says:

        Marihuanę, w dużych ilościach, palił syn moich przyjaciól. Chłopak jest na rencie z powodu schizofrenii… bo jak się okazało, marycha zadziałała jak katalizator na to schorzenie … i jest to wcale nie wyjątkowy przypadek. Boję się,legalizacji, jak każdej nowości nierozpoznanej.
        Co do finansowej strony imprezy…. jednak może lepiej, żeby gangsterzy stracili źródło dochodów.

      • Stefan Kubów Says:

        Nawet mleko pite w za dużych ilościach szkodzi.

      • laudate44 Says:

        Nie ma prostych odpowiedzi, bo na każdy argument, że narkotyki są szkodliwe (bezsprzecznie są!) mogę w kółko posługiwać się argumentem, że alkohol również jest szkodliwy – a mimo to legalny. Rozważania nad tym co jest SZKODLIWE BARDZIEJ sa wg mnie warte tezy o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiejnocy.
        Zakaz spozywania nie odstrasza potencjalnych smobójców. Amy Winehouse, choć miała dostęp do narkotyków zapiła się na smierć. Alkoholem najzupełniej legalnym!

    • ruum Says:

      Ja paliłem trawę „za młodu”, będąc niezbyt dorosły. Moi koledzy z którymi paliłem są dzisiaj profesorami, wybitnymi ekspertami w wielu dziedzinach. Wielu z nich ma świetnie prosperujące firmy. Z jednym z profesorów medycyny, jednym z najlepszych specjalistów od „wątroby” na świecie, zdarzało mi się wypić wodę brzozową pod kioskiem – bo taka była moda wśród młodych intelektualistów 🙂 Tylko, że my gadaliśmy godzinami o sztuce, książkach, muzyce. A ci młodzi teraz ? Trawa im się znudzi, bo to elitarna używka. Tylko trzeba skasować „zakazany owoc”. Wybiorą tanie wina, a bogatsi whisky z colą.

  8. cenobita Says:

    Zgłaszam się, ja jestem przeciw.
    Zdecydowanie.

    • SAWA Says:

      A czy ktoś mógłby mi krótko uzasadnić – co takiego wyróżnia nikotynę od marihuany, że jedno jest legalne a drugie nie.

      • cenobita Says:

        Poczytaj choćby tutaj (+komentarze):
        http://podobnie.pl/historia,87,uzaleznienie_od_marihuany.html

        Poczytaj też o THC (tylko nie na stronach upalonych misiów koala czy grup interesów).

        Legalizacja trawy to biznes i ostatnio polityka, a dla młodzieży otwarta puszka Pandory.
        Nie chodzi tu przecież o zabawiającego się raz na miesiąc managera tylko o dziesiątki tysięcy nastolatków zarażanych destruktywną subkulturą.
        Obecnie najskuteczniejsze leczenie z psychicznego uzależnienia od THC to 12 miesięcy w ośrodku zamknietym albo zjazd w twardsze narkotyki lub wegetacja z głupim uśmieszkiem i debilnym spojrzeniem.

      • Stefan Says:

        Wczoraj nie wchodziły moje wpisy

      • Stefan Says:

        A dziś wchodzą. Przypuszczalnie taka, że nikotyna uzależnia, a „marycha” nie.
        Rozumowanie, że jak kto sięgnie po „marychę”, to potem sięgnie po kokę lub heroinę byłoby słuszne, gdyby zakładać, że jak kto sięgnie po piwo, to potem sięgnie po denaturat lub brzozówkę.
        Owszem, to się może zdarzyć. Ale jednak alkohol jest w sprzedaży.
        I też są wokół niego grupy interesu, bo się produkuje do niego surowce, sam alkohol, butelki, handluje itd. Ale dzięki temu, że nie jest zakazany, produkcja, obrót, sprzedaż są pod kontrolą. Może i nieszczelną, ale jest. Sprzedaż wszystkich produktów nie jest w 100 % kontrolowalna. Nawet wody mineralnej.

      • laudate44 Says:

        Cenobito, znasz jakieś zalety spożywania alkoholu?
        Bo wady znamy wszyscy, ustawodawca też. Dlaczego więc rżnie głupa ten ustawodawca? Dlaczego dopuszcza do obrotu coś, co przynosi milionowe straty dla gospodarki, niszczy wątroby dygnitarzy i wywołuje zgubny wpływ na wychowanie dzieci, zwłaszcza w rodzinach alkoholików. Gdzie polityka prorodzinna? Nie zależy im na młodym pokoleniu? Nie wierzę 🙂

      • cenobita Says:

        Mamy więc dorzucić do kompletu tysiące społecznie dysfunkcyjnych upalonych trawą i łożyć na zasiłki i leczenie?
        Argumenty z alkoholem i tytoniem to kula w płot.
        Świetnie ten temat problem naświetlają dwie notki na blogu Nocriego, facet wie co pisze, to praktyk…
        Polecam szczególnie dykusje pod kreską.
        http://nocri.blox.pl/2011/04/Poselska-narkomania.html
        http://nocri.blox.pl/2011/06/Palcie-sobie-na-zdrowie.html

  9. Onibe Says:

    strach ma zawsze wielkie oczy, ale w tym przypadku najbardziej boimy się nie tyle eksplozji uzależnień, ale spojrzenia w… oczy prawdzie. Lepiej czegoś zabronić niż zrozumieć. A skoro ludzie piją miliony hektolitrów alkoholu, ginąc przy okazji w wypadkach samochodowych czy zabijając się w stanie alkoholowego odurzenia, to dziwnym jest pomysł, że ci sami ludzie nie skorzystają z narkotyków, skoro one oferują de facto to samo co alkohol, ale lepiej i szybciej. To, że ludzie będą ćpali jest faktem, nic tego nie zmieni (chyba że zagłada ludzkości), natomiast dyskusji podlega jak sobie z tym radzić.

    rodzice, którzy zabraniają swoim dzieciom nawet patrzenia na alkohol wychowują tykające bomby zegarowe. Ich pociechy, kiedy już wypełzną spod klosza, często nadrabiają zaległości z radościa neofitów i niemal od razu wpadaja w ostre uzależniania. I odwrotnie: znam wiele rodzin, w których alkohol był zawsze na porządku dziennym (ale pity z wielkim umiarem i kulturą) i w tych rodzinach nikt nie wariował na widok butelki wódki. Sam mam takie doświadczenia. Kiedy chodziłem do liceum zmuszałem się do udawania przy znajomych, że niczego tak nie pragnę jak chlania wódki, podczas kiedy dla mnie była to strata czasu i kubków smakowych (skoro w weekend do obiadu mogłem się napić dobrego wina bez udawania, że jestem menelem). Może z narkotykami jest tak samo? Może lepiej pokazać ich jasną stronę, nauczyć korzystać z rozwagą?

    Przyznam, że moje doświadczenia z narkotykami są bardzo ograniczone. Nigdy nie wykroczyłem poza etap maryśki a i do niej nie zapałałem miłością. Pewnie kiedyś, jak będę miał dzieci, pokażę im co jest maryśka – mam nadzieję, że skusi ich mniej niż w jako zakazany owoc…

    • Eva70 Says:

      Tylko pytam: czy narajani marychą kierowcy nie będą powodowali wypadków? Ja nie wiem, bo nigdy nie jarałam. Natomiast paliłam papierosy mnóstwo lat, obecnie od 6 lat nie palę, a rzuciłam od razu. Piłam od, powiedzmy, 22 roku życia, początkowo na ogół wino, potem również wódkę w ilościach wystarczających do uzyskania dobrego samopoczucia, obecnie są to ilości znacznie mniejsze. Jakoś nie popadłam w uzależnienie od alkoholu. Natomiast jeśli chodzi o narkotyki, to nie dziwię się tym, którzy wyrażają obawy, bo ye obawy podzielam. Zezwolenie na używanie narkotyków otworzy zupełnie nową furtkę i wejdziemy jako społeczeństwo na grunt znany tylko nie tak znów licznej w skali społecznej grupie, która ma już jakieś doświadczenia z marihuaną czy innymi narkotykami. Są to na ogól ludzie wykształceni, dojrzali i opierają się na osobistych doświadczeniach, o czym świadczy post Laudate i większość komentarzy. Nie mam wątpliwości, że należy zrezygnować z penalizacji posiadania niewielkich ilości na własne potrzeby i, o ile wiem, w tym kierunku poszły zmiany w obowiązujących przepisach. Czym innym jest jednak zezwolenie na powszechną uprawę i powszechny dostęp. Politycy nie mogą zbyt pochopnie podejmować decyzji w tej sprawie. Należy zapoznać się ze skutkami polityki narkotykowej innych krajów, zwłaszcza Holandii, która ma najdłuższe doświadczenie w zakresie liberalizacji tej polityki i jak mi się zdaje, zamierzenia idą w kierunku zaostrzenia tej polityki. Wydaje mi się, że nie należy lekceważyć zdania tych, którzy zalecają ostrożność. Polska to dziwny kraj, gdzie wiele prawidłowości sprawdzonych w innych krajach nabiera specyficznego miejscowego charakteru. Nie liczyłabym na to, że marycha zastąpi alkohol, raczej czekają nas zmagania z uzależnieniem od narkotyku wzmocnionym uzależnieniem od alkoholu.

      • laudate44 Says:

        Evo, pozwole sobie odpowiedzieć na Twoje zastrzeżenia, bo nikt jakoś się nie odzywa,,,
        Po pierwsze, naćpani kierowcy już powoduja wypadki drogowe, bo narkotyk jest substancją zaburzajaca percepcję.
        Ale jest nią też alkohol, więc – idac tym tokiem rozumowania – należałoby zabronić jego sprzedaży, aby uchronić głupich kierowców przed śmiercią, kalectwem, zabijaniem innych…
        „Zezwolenie” na używanie narkotyków nie ma być żadnym zezwoleniem, tylko odwaleniem się od tego co obywatel sobie dawkuje na własną odpowiedzialność. (Ja akurat piwo piję!) Po prostu, niech się ustawodawcy, policja, prokuratura i sądy zajmuja czymś poważniejszym i równoczesnie – tak jak w przypadku alkoholu – wkraczają, gdy zostanie popełnione przestępstwo lub zakłócony porządek publiczny, ale nie wcześniej!
        Piszesz Evo, że „Politycy nie mogą zbyt pochopnie podejmować decyzji w tej sprawie”. Zgoda, nie o pochopną decyzję chodzi, tylko racjonalną – czyli taką, która m.in. przyniesie więcej oszczędności w budżecie i zmniejszy ryzyko „wojny gangów” Politycy całego świata dojrzewaja do tej niepochopnej decyzji od dziesięcioleci. Wreszcie Globalna Komisja im podpowiedziała – dajcie se luz, nie komplikujcie tego co może być prostsze!
        Czy marycha zastąpi alkohol – tego nie wiemy,(osobiście watpię) lecz to jest znowu temat na dywagacje i badania społeczne prowadzone w warunkach równouprawnienia tych używek. Łatwo można przewidziec że inna będzie dynamika spożycia w pierwszym roku po uwolnieniu konopii a inna w roku czwartym i siódmym. Normalizacja czasem zaczyna się skokiem na głęboką wodę.
        Pozdrawiam

  10. laudate44 Says:

    Prosze państwa, to że coś ma być dozwolone – nie znaczy, że MUSI być konsumowane przez wszystkich. Kto nie polubi, nie skorzysta. Gdzie problem?
    Apropos dzieci: z doświadczenia wiem, że nic tak nie buduje więzi rodzinnych jak wspólny joint wypalony przez ojca z (dorosłym ) synem, w tajemnicy przed matką 🙂
    Narkotyki sa tak samo groźne jak… motocykle. Ciagle dowiadujemy się, że ktoś zanadto pokochał prędkość i przejechał sie na drugą stronę. Więc co? Należy zakazać używania motocykli?
    Można być przeciw marihuanie, można przeciw haszyszowi i „pornograficznym plakatom”* ale to nie zastopuje popytu na nie. Życie nie znosi próżni. Za to więzienia możnaby troszkę odciążyć, bo co to za przestępstwo, gdy ktoś wciagnie trochę dymu do płuc, no co?
    Link :
    http://wyborcza.pl/1,75248,10687758,Pornografia_na_stacji_PKP_Warszawa_Srodmiescie_.html

  11. Tetryk56 Says:

    Nie potrafię się wypowiedzieć, bo dla mnie wszelkie uzależnienie jest niekoniecznym z punktu widzenia egzystencji ograniczeniem wolności (te konieczne niestety istnieją 😦 ). Wierzę jedynie, że zakazy – czyli obecny stan prawny – niczego nie załatwiają…

  12. laudate44 Says:

    Dorzucę link do najnowszego tekstu Macieja Stasińskiego z GW.
    http://wyborcza.pl/1,75968,10713459,Obalmy_narkotykowy_dogmat.html

    i cytat:
    „Prezydent Kolumbii Santos ogłosił coś, co od pewnego czasu jest już jawnym banałem – że międzynarodowa wojna antynarkotykowa, (.) kosztująca miliony dolarów i toczona na ulicach europejskich czy amerykańskich miast, na szlakach przemytniczych prowadzących od Brazylii, Kolumbii, Peru, Meksyku przez Afrykę po Azję, po prostu skrachowała.
    Przeciw dotychczasowej polityce międzynarodowej opartej na wojnie bez pardonu występują byli mężowie stanu, byli premierzy i byli prezydenci. Czynni się nie odważą – tak silny jest społeczny dogmat ponad granicami państw, że zakaz i kara rozwiązują sprawę. Wbrew potocznemu doświadczeniu i naukowym dowodom.

    W Polsce politycy i partie milczą. Premier Donald Tusk zbywa całą sprawę zdaniem, że póki on będzie premierem, legalizacji i depenalizacji nie będzie. Tylko „Krytyka Polityczna” i Janusz Palikot proponują rozmowę, ale reszta szacownych przedstawicieli społeczeństwa wciąż traktuje to jako żart albo wybryk.

    To jest umysłowe lenistwo, odporność na fakty, intelektualna bezradność. To zbiorowy inflantylizm. Dziecko też uważa, że jak zasłoni oczy, to potwór zniknie.”

  13. Zbyniek Says:

    Ja zadam dwa pytania :
    1 Czy nie jest czasem tak że to niektóre rządy czerpią korzyści z walki z narkotykami.
    2 Czy nie jest tak że chcącemu zakupić narkotyki nic nie jest w stanie przeszkodzić bajki z walką o powszechnej dostępności można między bajki włożyć ten co chce kupić i zażywać zrobi to mimo największym zakazom.

    • laudate44 Says:

      Zbyńku, moga być różne opinie…
      Wg mnie juz samo postawienie tych pytań zakłada, ze znasz na nie odpowiedź.
      Raport wspominanej komisji delikatnie sugeruje, że rządy prowadząc kosztowną walke z wiatrakami odnoszą korzyści, bo za pieniądze podatników utrzymują liczebna armię wszelkich słuzb i wydziałów d/s zwalczania narkotyków – a tym samym rozszerzają swoje wpływy polityczne. Bo te służby są rządom wdzięczne za robotę i na ogół lojalne. Tak się to kręci, a z dostępem do narkotyków nie ma żadnego problemu. 🙂
      Wojna trwa bo komuś się opłaca. Społeczeństwom zaś wciskają kit o wyjątkowej szkodliwości.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: