Giotto zasługuje na więcej

Dzisiejszy wpis jest uzupełnieniem poprzedniego, bo co prawda wspomniałem tam o zasługach Giotta, ale uznałem, że ten malarz zasługuje na więcej… Poza tym nie da się omawiać sztuki renesansu włoskiego bez przyjrzenia się fascynującej transformacji, której wynikiem było odejście od schematyczności i monotematyczności malarstwa średniowiecznego oraz powstanie malarstwa przestrzennego, realistycznego, humanistycznego.

Trzeba też na początku uściślić, że średniowiecze nie znało malarstwa obyczajowego, portretowego ani krajobrazowego. Możni władcy zamawiali obrazy o tematyce bitewnej lub hagiograficznej, kler wykorzystywał malarskie dzieła do propagowania religii. Malowano na gruntowanych deskach lub bezpośrednio na tynku, co w suchym włoskim klimacie doskonale się sprawdzało. Nie trzeba raczej przypominać, że XIV wieczne freski nie mają sobie równych na całym świecie a Italia jest kolebką sztuki nowożytnej. Bez takich artystów jak Cimabue, Masaccio i Giotto osiągnięcia późniejszych mistrzów wcale nie są oczywistością. Ktoś musiał zrobić ten pierwszy krok i jak się przekonamy, był to krok milowy.

Dojrzałe dzieła Michała Anioła i Rafaela to wynik dociekań ich pracowitych poprzedników. Aby wydobyć sztukę ze schematów średniowiecza, musieli na nowo poznawać techniki malarskie, zgłębiać zasady perspektywy i proporcji. Masaccio uczył się tego od architekta Brunelleschiego i widocznie był uczniem pojętnym, bo dziś na równi z Giottem uznany jest jako wybitny prekursor, który „ożywił” zastygłą sztukę średniowiecza.

Kaplica Brancaccich we florenckim kościele Santa Maria del Carmine była odwiedzana przez niezliczonych artystów. Uczyli się oni sztuki, kopiując postacie wyglądające jak żywe, którym nie dorównywały żadne z malowanych współcześnie. Masaccio dał początek pięknemu stylowi nowoczesnemu; wszyscy malarze i rzeźbiarze, którzy studiowali w tej kaplicy, stali się wybitnymi i uznanymi artystami. Byli to: Fra Angelico, Filippo Lippi, Baldovinetti, Andrea del Castagno, Andrea del Verrocchio, Domenico Ghirlandaio, Sandro Botticelli (…) Słowem wszyscy, którzy chcieli zaznajomić się z wielką sztuką, szli po naukę do kaplicy, aby uzyskać od Masaccia wskazówki i zasady tworzenia pięknych postaci (wiki).

O ile Cimabue całkowicie należał do gotyku, o jego uczniu Giotto można powiedzieć, że to „ni pies ni wydra”: reprodukcje obrazów Giotta zamieszczają zarówno autorzy książek o gotyku jak o renesansie.
Wg legendy przytoczonej przez Vasariego w „Żywotach Artystów” Giotto był synem wieśniaków a w dzieciństwie pasał owce na toskańskich łąkach. Pasterskie zajęcie musiało go okropnie nudzić, bo dla rozrywki rysował kawałkiem kredy na płaskich kamieniach. Traf chciał, że przez jego pastwisko przejeżdżał malarz Cimabue, dostrzegł w rysunkach Giotta zapowiedź wielkiego talentu i po rozmowie z jego ojcem, zabrał dziewięcioletniego chłopca do miasta na nauki. Wkrótce uczeń stał się lepszy od mistrza i dla kawału na jednym z jego niedokończonych obrazów namalował muchę, którą mistrz bezskutecznie odganiał myśląc, że jest prawdziwa… Wszystko to prawdopodobnie jest zgrabną bajeczką, ale nikt nie zawracałby sobie głowy układaniem bajeczek, gdyby jej bohaterem nie był Giotto.

“Jego sztuka jest wybitna dzięki swojej przejrzystości, powadze, prostych rozwiązań w zakresie przestrzeni oraz mocnego zaznaczenia trójwymiarowości ludzkich postaci. Bizantyjskie madonny są dostojne, ale jak wycięte z papieru. Giotto dodał im cielesności, pokazał następcom na czym polega trójwymiarowość.”

Giotto komponując obraz bezbłędnie kierował uwagę widza na to, co w danej scenie było najważniejsze. Przedstawiając wydarzenia opisane w Ewangelii tak organizował przestrzeń aby wydobyć to, co miało największe szanse trafić do serca odbiorcy. Sceny biblijne są niesłychanie realistyczne, sprawiają wrażenie, uchwyconych w ruchu, bez wiedzy głównych aktorów. Było to niewątpliwe nowatorstwo, ponieważ większość malarstwa średniowiecznego kojarzy się z nieznośnym pozowaniem i statycznością. Giotto wprowadził dynamikę, ruch i emocje. Był mistrzem w odmalowywaniu ludzkich uczuć, dzięki czemu jego sceny biblijne układają się w logiczną, dramatyczną opowieść. Czyta się je jak komiks. W sferze budowania dramaturgii Giotto miał wielu naśladowców i kontynuatorów, nikt jednak nie zdołał go prześcignąć. Korzystał też z osiągnięć nauki, o której wówczas nikt, a zapewne także on sam, nie miał pojęcia. Chodzi o psychologię.

Giotto dokonał wielu innowacji: w malarstwie bizantyjskim sfera niebiańska była wyrażana kolorem złotym – on zastosował błękit. Do surowego stylu średniowiecza coraz śmielej wprowadzał nowe zasady kompozycji, podejmował intuicyjne próby znalezienia perspektywy, starał się w obrazy tchnąć nie tylko realizm postaci ale i realizm miejsca – wcześniej jedno i drugie było bardzo umowne. Wciąż widać w malowidłach Giotta pewną nieporadność, plany nachodzą na siebie, budynki są zbyt małe w stosunku do ludzi, kolory odległego planu zbyt żywe… Teraz łatwo nam się wymądrzać, bo minęło sześć wieków i z pewnej wiedzy, którą „wyssaliśmy z mlekiem matki” nawet nie zdajemy sobie sprawy. Jednak na przełomie XIV i XV wieku artyści tacy jak Masaccio i Giotto przecierali szlaki, byli odkrywcami nieznanych dziedzin, niemal alchemikami dysponującymi wiedzą tajemną. Giotto był odważnym pionierem i eksperymentatorem, co przynosiło znakomite efekty – pracując najpierw u boku Cimabue, a potem samodzielnie, zyskiwał wielkie uznanie, kształcił własnych uczniów.

Nie było w tamtych czasach poczty, nie działały dyliżanse, a jednak sława Giotta rozchodziła się daleko poza rodzinną Florencję. Giotto znajdował zatrudnienie w całej Italii. Asyż i Padwa to oprócz Florencji dwa główne miasta gdzie można podziwiać mistrzowskie dzieła Giotta. Freski z kościoła Scrovegni w Padwie zrobiły tak ogromne wrażenie na japońskich miłośnikach malarstwa, że wykonali u siebie wierną replikę wnętrza kościoła.

Papież Benedykt IX, planując ozdobienie wnętrz bazyliki św. Piotra w Rzymie zlecił specjalnemu wysłannikowi znalezienie godnego wykonawcy. Wyboru miał dokonać sam papież na podstawie przywiezionych próbek swiadczących o talencie malarza. Wysłannik pobrawszy stosowne malowidła od mistrzów w Sienie udał się do Florencji. Po uprzejmej konwersacji Giotto zgodził się przekazać papieżowi próbkę swoich możliwości. W obecności watykańskiego dworaka wziął kartę papieru, cieniutki pędzelek zanurzył w czerwonej farbie i jednym zręcznym ruchem namalował na kartonie idealny okrąg.
„To dla papieża” – powiedział wręczając kartonik zdumionemu wysłannikowi. „Zobaczymy, czy się na tym pozna czy nie…”
Wysłannik nie był przekonany, czy przyjmując tak mizerną próbkę, nie wyjdzie na durnia – ale ostatecznie Benedykt IX poznał się na talencie florentyńczyka. Idealne koło Giotta przeszło do legendy.

Z kolei król Neapolu budując swoją siedzibę wysłał do Giotta swojego syna z zadaniem, aby bez względu na koszty nakłonić artystę do wykonania fresków w apartamentach. Giotto z chęcią pojechał do Neapolu, namalował dużo pięknych fresków dla króla z którym się nawet zaprzyjaźnił, ale jak pisze Vasari – po śmierci króla wiele malowideł zostało zniszczonych podczas przebudowy pałacu.

Delikatniej z freskami Giotta obeszli się rzymscy architekci, którzy podczas przebudowy bazyliki św. Piotra na początku XVI wieku – przenieśli niektóre z nich w inne miejsce wraz z całymi fragmentami ścian. Już wtedy doceniano niepowtarzalne cechy malarstwa Giotta.

Zwieńczeniem jego artystycznej drogi jest stojąca obok florenckiej katedry dzwonnica, którą zaczęto wznosić w 1334 roku. Wg Vasariego dzwonnicę budowano w „niemieckim stylu” (chodziło o gotyk), a projekt samej budowli i deseniu uzyskanego dzięki marmurowym okładzinom wykonał Giotto. Pod jego nadzorem wylano fundamenty pod wysoką, 84-metrowa wieżę. Głębokość wykopu pod fundament wynosiła 12 metrów – solidna budowla (szerokość u podstawy 14.5m) szczęśliwie dotrwała do naszych czasów i można z jej dachu podziwiać Florencję.

Niestety Giotto nie doczekał ukończenia budowy, zmarł po czterech latach od jej rozpoczęcia i prace kontynuowali następcy. Jednak imię pierwszego projektanta przylgnęło do campanili na zawsze. Wieża Giotta tak jak Lalka Prusa albo kopuła Brunelleschiego to nazwy własne. Czy jakiś artysta mógłby chcieć więcej?

Łagodny film z obrazami Giotta:

I drugi, z komentarzem w języku włoskim, znakomite zdjęcia wnętrza kościoła Scrovegni w Padwie

Reklamy

Tagi: , , ,

Komentarzy 6 to “Giotto zasługuje na więcej”

  1. Onibe Says:

    epizod z Benedyktem IX świetny. Doskonale potrafisz ubarwić i tak już ciekawą historię.

  2. wiedźma Says:

    Campanilla jest zachwycająca i sprawia wrażenie niemal koronkowe… głównie za sprawą marmurowych okładzin. Tak ja ją widziałam.
    Piszesz o pewnej nieporadności malarza… mnie nauczono zwracać uwagę na postaci dziecięce, które są ciągle jeszcze miniaturką postaci dorosłych, choć ofiary Heroda mają już dziecięcą pulchność. Ale zupełnie rozczulające są powijaki malutkiego Chrystusa.
    Twoje wpisy przenoszą w tamte świat. Jesteś wspaniały:)

    • Laudate44 Says:

      Mnie też te obrazki rozczulają, a aniołami Giotta najwyraźniej inspirował się Chagall. Z tą wspaniałością (moją) – gruba przesada 🙂
      Poza tym jutrzejszy wpis przyniesie pewną niespodziankę. Dobrej nocy

  3. Hirundo Says:

    Superowych wakacji w krainie spełnionych marzeń 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: