Klemens i katastrofa

Po śmierci ascetycznego Adriana VI Rzym odetchnął z ulgą. Ożyła nadzieja na to że kolejny papież przywróci miastu jego blask, pozwoli żyć radośnie i beztrosko. Jednak wybór nowego papieża trwał zadziwiająco długo.
Kardynałowie podzieleni na frakcje i koterie przez dwa miesiące nie mogli dojść do porozumienia. Po wpadce z Adrianem cudzoziemców w ogóle nie brano pod uwagę – a mimo to niełatwo było o kandydata, który podobałby się wszystkim kardynałom i jednocześnie zyskał poparcie najważniejszych władców europejskich: Cesarza Karola V oraz królów Francji i Anglii. Po długotrwałych targach, przy pomocy łapówek i obietnic wyłoniono nowego zwierzchnika Kościoła. Został nim wieloletni doradca Leona X, człowiek o dużej kulturze osobistej i humanistycznym wykształceniu, zorientowany w bieżącej dyplomacji i administracji – kardynał Giulio Medici. Liczył zaledwie 25 lat kiedy jako Klemens VII zasiadł na tronie.

Klemens nie miał tak rozrywkowego usposobienia jak jego wuj. Nad hałaśliwe i tłumne widowiska przedkładał kameralne dysputy teologiczne i słuchanie muzyki. Prowadził życie w miarę wystawne – stosownie dla człowieka o jego pozycji, wydawał przyjęcia i uczty dla osób, na których mu zależało, bo tak nakazywała etykieta i względy dyplomatyczne. Z przyjemnością angażował się w kolejne projekty artystyczne i budowlane. Korzystał z usług Rafaela, Celliniego, Leonarda da Vinci i oczywiście Michała Anioła, któremu zlecił wykonanie nagrobków rodziny Medicich w kościele San Lorenzo we Florencji. Interesował się także nauką: zdołał zapoznać się z odkryciami Mikołaja Kopernika i dał zielone światło dla rozpowszechniania dzieła „O obrotach sfer niebieskich”.
Jego pontyfikat nie był jednak sielanką. Klemens nie miał szans, aby jak jego poprzednicy, kreować sytuację polityczną na półwyspie apenińskim i w Europie. Niewdzięczna rola tego papieża polegała ratowaniu kurczącego się majątku i autorytetu Kościoła. W przypadku terytoriów, trudno nawet mówić o ratowaniu – bezradny Klemens mógł tylko przyglądać się upadkowi papieskiego imperium. Jego rozwaga i talent dyplomatyczny nie na wiele się zdały. Czarne chmury zbierały się nad Rzymem, a Klemens musiał wypić piwo nawarzone przez poprzedników.

Łatwo uznać, że Klemens miał pecha, że jego pontyfikat przypadł na niefortunny czas w historii Europy. Ale nie można zapomnieć, iż wiele z wydarzeń, którym on musiał stawić czoła, swoją pierwotną przyczynę miało w zaborczej i obłudnej polityce Watykanu prowadzonej przez wieki. Właśnie niezgoda na obłudę powodowała Lutrem kiedy wystąpił przeciw Kościołowi. Jako młody zakonnik augustiański Luter odwiedził Rzym i po tym co zobaczył, miał powiedzieć: „Również i wynaturzenie może przybrać formę doskonałą”

Po powrocie do Wittenbergi Luter wspinał się po szczeblach kariery akademickiej – wcześniej zdobywał wykształcenie prawnicze, uczył się również retoryki. Wściekły na praktyki watykańskich sprzedawców odpustów, którzy przy pomocy gróźb i straszenia piekłem wymuszali datki od ludności niemieckiej, Luter w 1517 roku sformułował słynne 95 tez. (Ale nie przybił ich na drzwiach katedry, to tylko legenda)
Stojąc na gruncie teologicznym Luter wykazywał, że Bóg nie jest istotą chciwą na pieniądze i że osobiste zbawienie nie zależy od jednorazowego datku, lecz od uczynków całego życia. Ktoś kto obiecuje odpust za pieniądze dopuszcza się nadużycia. Sprzedaje puste kupony – wmawiając kupującym, że nabyli przepustkę do raju.

Luter twierdził, że nie szukał konfrontacji z Kościołem, a wystąpił przeciw niemu powodowany wyłącznie troską o zbawienie dusz braci Chrześcijan. Jednak z niemiecką skrupulatnością wyliczał błędy Kościoła, piętnował jego nadużycia, podważał doktryny wiary. Papież nie mógł ani przekonać Lutra, by zaprzestał szkalowania, ani nie mógł zaprowadzić postulowanych zmian, bo tego się nie dało zrobić szybko, z dnia na dzień. Poza tym potrzebował pieniędzy, więc nie mógł wycofać się ze sprzedaży odpustowych kuponów.
Każdy robił swoje, z tym że Lutrowi poszło lepiej: dzięki wynalazkowi druku jego rewolucyjne nauki w krótkim czasie zyskały popularność i stały się podstawą religii protestanckiej całkowicie zrywającej z papiestwem. Sam Luter po dwóch latach bezowocnych napominań i próśb o wycofanie zarzutów pod adresem władzy papieskiej został ogłoszony heretykiem. Jednak nie wpadł w ręce inkwizytorów, bo chronili go niemieccy książęta. W Niemczech nauki Lutra padły na podatny grunt. Neofici protestanccy przedstawiali Rzym jako siedlisko zła a papieża nazwano Antychrystem. Propaganda odnosiła skutek: Reformacja rozszerzała się błyskawicznie także poza granice Cesarstwa. Nauki Marcina Lutra przetłumaczono na angielski, francuski i inne języki narodowe. Kolejny rozłam Chrześcijaństwa stał się faktem.

Okazuje się, że tak Leonowi jak jego doradcy Giulio Mediciemu zabrakło wyobraźni. Odsuwając Lutra poza wspólnotę kościelną, nie spodziewali się, że w ciągu kilku lat sytuacja polityczna na tyle zacznie sprzyjać przeciwnikom papiestwa, że dojdzie do największej katastrofy w dziejach Rzymu.

W ciągu kolejnych lat autorytet Kościoła rzymskiego ulegał postępującej erozji. Antypapieskie nastroje dominowały na północy Europy. Nie pomagała działalność inkwizytorów i katolickich arystokratów. Klemens szukając rozwiązań na drodze tradycyjnych aliansów i gry na dwa fronty przypuszczalnie nie zdawał sobie sprawy, że katastrofa wisi na włosku.

Niechętny rosnącej potęgi Świętego Cesarstwa Rzymskiego, na którego czele stał władca Hiszpanii cesarz Karol V – Klemens próbował ograniczyć jego wpływy sprzymierzając się z Francją. Doszło do wojny między dwoma potęgami, którą toczono na terytorium Italii. Ale wojna nie przyniosła zmian w układzie sił, przysporzyła tylko wrogów papieżowi (kardynał Colonna) i spowodowała zamęt, z którego skorzystał Georg von Frundsberg, przywódca niemieckiej armii złożonej w większości z nowo nawróconych Luteran. Armia ta przekroczyła Alpy i ruszyła na Rzym. Żołnierze niesieni neoficką gorliwością mieli nadzieję rzucić się Antychrystowi do gardła a przy okazji wynieść z bogatego miasta wielkie łupy. Do krucjaty przyłączyli się maruderzy hiszpańscy pozbawieni żołdu oraz najemne oddziały kardynała Colonny liczącego na przejęcie tronu po Klemensie. Wiosną 1527 trzydziestotysięczna horda znalazła się w pobliżu Rzymu. Podjęte przez papieża próby przekupienia dowódców w zamian za odwrót nie przyniosły skutku. Rozzuchwaleni żołnierze, żądni zemsty i głodni łupów wojennych nie chcieli słyszeć o wycofaniu i sterroryzowali dowódców. Najazd na Wieczne Miasto był nieunikniony.

Klemens przybity tą perspektywą popadł w stan rezygnacji, nie był w stanie podejmować decyzji. Przygotowania do obrony miasta podjęto za późno, a liczebność oddziałów obronnych była i tak niewystarczająca.
Rzym został szybko zdobyty i wydany na pastwę niszczycielskiego żywiołu. Rozpoczęło się podpalanie, rabowanie i zabijanie. Barbarzyńcy z północy, nazywano ich „Landknechtami”, ze szczególną nienawiścią atakowali klasztory, grabili i bezcześcili kościoły, mordowali księży i gwałcili zakonnice. Papież Klemens z przyboczną świtą schronił się w fortecy Świętego Anioła i czekał na odsiecz. Pomoc nie nadeszła. Najeźdźcy zapowiedzieli w tym czasie, że wyjdą z miasta po otrzymaniu 400 tys. dukatów. Takiej sumy papież nie miał. W obliczu klęski, dokuczającego głodu i grożącej Rzymowi zarazy zgodził się na oddanie terytoriów należących do papiestwa. Bogate miasta Parma, Piacenza, Civitavecchia i Modena przeszły pod panowanie Cesarstwa. Z zamętu skorzystała Republika Wenecka i odebrała ziemie na wschodzie Italii, zabrane jej 18 lat wcześniej przez Juliusza II. Klemens spędził w oblężonym zamku sześć miesięcy jako więzień. Ostatecznie przekupiwszy straże, zostawiwszy kilku kardynałów jako zakładników, papież w przebraniu majordomusa uciekł z zamku i schronił się w klasztorze w Orvieto.

Rok 1527 uznaje się za koniec epoki Renesansu. Nie był to jednak koniec panowania Klemensa VII, który z Orvieto próbował ratować resztki swojej władzy i autorytetu. W górskim klasztorze był bezpieczny, barbarzyńcy zadowolili się łupami wyniesionymi z Rzymu. Znaleźli za to Klemensa posłowie króla angielskiego Henryka VIII, który liczył na unieważnienie swojego małżeństwa z Katarzyną Aragońską.

Klemens znowu znalazł się w potrzasku: chętnie spełniłby prośbę Henryka, zwłaszcza, że mógł liczyć na królewską hojność i bardzo potrzebował pieniędzy. Jednak przeszkodą był cesarz Karol V, który nie zgadzał się by jego ciotka Katarzyna miała zostać upokorzona przez brytyjskiego monarchę. Papież wolał nie narażać się Cesarzowi, zwlekał z odpowiedzią przez parę lat, a kiedy pod naciskiem Karola ostatecznie odmówił unieważnienia małżeństwa – Henryk wycofał swoich ambasadorów. Lekceważąc papieską ekskomunikę odprawił Katarzynę na walijskie odludzie i ożenił się z Anną Boleyn, od której spodziewał się męskiego potomka. Henryk VIII całkowicie zerwał z papiestwem: wkrótce przeforsował w Parlamencie „Akt Supremacji” zakładający, że na czele Kościoła Anglii stoi jedynie król. Dalsze akty prawne odbierały Kościołowi Rzymskiemu wszystkie dobra na terenie Brytanii włączając je do zasobów królewskich. Również tradycyjne podatki pobierane od kleru miały trafiać już nie do Watykanu, a do królewskiego skarbca.

Klemens świadom swojej porażki na tronie papieskim skoncentrował się na sprawach rodziny. Przede wszystkim musiał odzyskać Florencję, która podczas wojennej zawieruchy została odebrana Medicim. Tyle mógł zrobić i tyle musiał zrobić, bo jak jego przodkowie, wierny był zasadzie, aby interes rodu przedkładać zawsze ponad funkcje publiczne. Lojalność wobec cesarza Karola opłaciła się: z pomocą jego wojsk Klemens odzyskał rodzinne miasto i osadził tam siostrzeńca Aleksandra, któremu Cesarz nadał tytuł książęcy. Papież otoczył też opieką młodziutką kuzynkę Katarzynę, osieroconą córkę księcia Urbino, Lorenzo Mediciego – brata papieża Leona X. Najpierw zadbał o jej wykształcenie, potem poszukał dla niej męża. W tej delikatnej materii talent dyplomatyczny Klemensa okazał się bardzo użyteczny, bo rozmowy z dworem francuskim przyniosły znakomity skutek. Katarzyna miała zostać żoną Henryka Walezego, syna Franciszka I. Wejście do rodziny królewskiej wiązało się z niebywałym prestiżem i choć posag Katarzyny kosztował Klemensa fortunę (gotówkę na ten cel pożyczył z banku Strozzich) ostatecznie papież mógł być dumny ze swojego osiągnięcia. Ceremonia ślubna i huczne wesele odbyło się w Nicei w roku 1533. Katarzyna rozpoczęła życie u boku Henryka. Nikt wtedy nie mógł przypuszczać, że ta niepozorna włoska sierotka zostanie kiedyś królową Francji. O jej ślubie i okolicznościach śmierci Klemensa – w następnym odcinku.

Reklamy

Tagi: , , , , , ,

komentarzy 15 to “Klemens i katastrofa”

  1. wiedźma Says:

    Ktoś zawsze musi zapłacić za błędy i zaniechania … i nie zawsze trafia to na najgorszego. Klemens nie okazał się wielki ani przewidujący. W takich trudnych momentach nie zawsze warto byc kunktatorem ?
    To są najbardziej, po rozłamie wschód-zachód, dramatyczne chwile KK. Klemens im nie sprostał. Arcyciekawy to czas i aż się prosi o bardziej szczegółową znajomość.
    Dzięki Laudate…:)

    • Laudate44 Says:

      Materiał dotyczący tego fragmentu historii jest obszerny – miałem kłopot z kompresowaniem faktow, żeby opowieść nie była zbyt rozwlekła a jednocześnie chciałem pokazać, jak te okropne klęski spadły na ramiona biednego Klemensa.
      A! To Klemens zamówil u Michala Aniola namalowanie Sądu Ostatecznego w kaplicy Sykstyńskiej. Bo za Juliusza MA malował „tylko” sufit.
      Pozdrawiam

  2. Tetryk56 Says:

    Może to i powierzchowne, ale sądząc tylko po portrecie, Klemens zdecydowanie bardziej podoba mi się od wuja. Ciekawe swoją drogą, ile w tych portretach było PR’u – i w którą stronę? Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że portret Leona był nieco złośliwie malowany. Choć może rzeczywistość była jeszcze gorsza 😉

    • Laudate44 Says:

      Tetryku, jestem po lekturach, więc uwierz mi jak koledze: w przypadku Leona rzeczywistość była jeszcze gorsza. To był opasły typ z wiecznie otwartymi ustami, krótkowidz i satyr.

    • wiedźma Says:

      Zbiorowy portret rodziny królewskiej namalowany przez Goyę pokazuje naprawdę brzydkich ludzi, ( zwłaszcza królową), a jednak nie wzbudził protestu, bo portretowani zobaczyli w tym… majestat…
      Kto wie czy nasz odbiór spodobałby się modelom 🙂

      • Laudate44 Says:

        Nie można zapominać o niewdzięcznej roli malarzy, którzy musieli radzić sobie z dylematem, czy malowywać wiernie, co wiązało się z ryzykiem, że „model” się obrazi i nie zapłaci. Czy upiększać fizjonomie narażając się na zarzut partactwa?
        Trudny wybór. Nic dziwnego, że artyści woleli malować Madonny.

  3. Laudate44 Says:

    Dodałem drugi portret Klemensa VII – na pierwszym ma brodę i ten portret jest bardziej popularny, ale jak podkreślają historycy, przez wiekszość życia K. był gładko ogolony. Brodę zapuścił w czasie uwięzienia w Zamku św. Anioła i nosił ją przez parę lat jako widoczny znak tragedii, która go dotknęła po splądrowaniu Rzymu.

  4. wiedźma Says:

    Portrety pokazują sympatycznego i myślącego człowieka 🙂
    Ta broda jako wyraz żalu…. no cóż dbałość o wizerunek nie jest wymysłem wspólczesności…..

    • Tetryk56 Says:

      Noszę brodę od początku stanu wojennego…
      I nie jest to PR ani wyraz żalu, tylko wtedy cholernie trudno było o dobrą żyletkę, a potem się już przyzwyczaiłem 😉 🙂 🙂

      • Laudate44 Says:

        Zaskoczyłeś mnie. Doprawdy, nie sądziłem, że tu mogą zagladać brodacze 🙂
        Kiedyś bywał jeden łysy, rymowane wiersze układał, ale zniknął…
        Mam nadzieję, że Ciebie nie wywieje.

      • Tetryk56 Says:

        Miałem kiedyś nauczyciela, który zwykł był mawiać:
        – Są ludzie światli, są i brodacze…
        🙂 🙂 😉

  5. Zbyniek Says:

    Laudate nic dodać nic ująć wpisy coraz lepsze siedzę z rozdziawioną gębą i chłonę tekst.

    • Laudate44 Says:

      Zbyńku, Tobie należą się podziękowania, bo pamiętam jak mnie delikatnie przyciskałeś, abym zajął się tym kawałkiem historii. No i zająłem się:)
      Ukłony

  6. Onibe Says:

    zaiste, bardzo ciekawy okres
    Klemens miał pecha, może nie okazał się wybitny, ale i trudno oczekiwać by postawił się takiej nawałnicy zrządzeń losu. Zgadzam się z Tobą, że wypił piwo nawarzone przez poprzedników – ci, ufni w potęgę kościoła, forsowali najbardziej nawet bezczelne rozwiązania wiedząc, że strach gra w ich drużynie. Ale co się odwlecze to nie uciecze…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: