Brunelleschi, jajko i kopuła

Jednym z ważniejszych artystów Florencji XV wieku był Filippo Brunelleschi. Jego ojciec był notariuszem i widział w synu swego następcę, ale Filippo od młodych lat przejawiał skłonności do rysunków, pasjonowała go też matematyka i mało wtedy znana geometria. Ostatecznie Filippo zdybył umiejetności złotnicze , nauczył się odlewać figury w brązie. Przyjaźń z Donatello skierowała jego zainteresowania w stronę rzeźby, ale to nie było jego ostateczne powołanie.

Na początku XV wieku, kiedy gildia importerów sukna szukała wykonawcy na wielkie, odlane w brązie drzwi do Baptysterium, do konkursu stanęło trzech artystów. Wśród nich Brunelleschi, którego talent dorównywał temperamentowi i który cieszył się zaufaniem wpływowych osobistości. Jednak projekt debiutanta Lorenzo Ghibertiego był tak znakomity, że to jemu gildia powierzyła realizację zamówienia.
Aby nie skrzywdzić Filippo Brunelleschiego zaproponowano mu pracę w duecie z młodziutkim Ghibertim. Urażony Brunelleschi oferty nie przyjął i w towarzystwie Donatella wyjechał do Rzymu. Ghiberti pełen młodzienczego zapału wykonał drzwi sam. Tworzył je mozolnie i w bólach, wielokrotnie niszczył nie dość doskonałe odlewy i cyzelował płaskorzeźby. Ostatecznie po 18 latach prac drzwi zawisły na północnej ścianie Baptysterium, a Ghiberti wszedł do panteonu wybitnych florenckich artystów. Oczarowany kunsztem plastycznym Michał Anioł nazwał je „drzwiami do raju”.

Brunelleschi podczas kilkuletniego pobytu w Rzymie pełnym budowli pamiętających świetność Cesarstwa Rzymskiego uległ fascynacji architekturą tamtego okresu. Ogarnięty pasją szkicował stare pałace, akwedukty, amfiteatry i świątynie. Wytrwałe badania i pomiary przydały się bardzo w przyszłej karierze. Brunelleschi porzucił dotychczasowe zajęcia poświęcając się całkowicie nowej dziedzinie – architekturze. Nowej w podwójnym znaczeniu, bo wprowadzając antyczne proporcje i detale stał się prekursorem stylu zwanego później renesansowym. Styl gotycki wydawął mu się tak barbarzyński jak plemiona, które go przyniosły z dalekiej północy.

Pierwszym znaczącym dziełem Brunelleschiego stał się florencki szpital podrzutków (Spedale Deglli Innocenti), zaprojektowany na zlecenie rodziny Medicich. Jego proporcje i zachwycająca lekka kolumnada stały się wzorem do naśladowania dla późniejszych architektów. Z tych samych rozwiązań opartych na proporcjach antycznych korzystał Brunelleschi przy tworzeniu Kaplicy Pazzich uchodzącej dziś za kanoniczny przykład budownictwa renesansowego.

W tym czasie we Florencji od lat trwała budowa katedry Santa Maria dei Fiori. Jej wznoszenie rozpoczęto w połowie XIII wieku, prace wstrzymywano dwukrotnie z powodu zarazy i braku funduszy, a kiedy znajdowali się kolejni fundatorzy, projekt przerabiano, za każdym razem powiększając wielkość bryły. Powodem była zażarta rywalizacja Florencji w sąsiednimi miastami, szczególnie z Sieną, która od lat posiadała imponującą katedrę. Florentyńczycy w żadnym wypadku nie mogli pozostać w tyle, wspaniałość katedry decydowała o prestiżu miasta.

Kiedy na początku XV wieku wzniesiono mury ogromnej katedry i pokryto dachem główną nawę, do zakończenia pozostało już tylko przykrycie kopułą otworu nad prezbiterium. Ale tu właśnie tkwiła największa trudność: ośmiokątny bęben czyli murowana część na której miała spocząć kopuła osiągnął wysokość 56 metrów nad posadzką, miał rozpiętość 42 m. Było jasne, że megalomania Florentyńczyków zaprowadziła ich w ślepy zaułek: nie dysponowano technicznymi możliwościami, aby zbudować kopułę tak wielką. O radę poproszono Brunelleschiego, który podczas spotkania z urzędnikami i delegacją fundatorów wygłosił grzeczną lecz zarazem aluzyjną mowę:
„Szanowni Panowie, wielkie projekty zazwyczaj idą w parze w ogromnymi trudnościami, a w przypadku tej kopuły trudności są większe, niż sobie wyobrażacie. Wątpię czy starożytni Rzymianie kiedykolwiek próbowali stworzyć budowlę wymagającą tak ogromnego sklepienia. Rozmyślałem nad możliwością postawienia rusztowań i wykonania drewnianej ramy pod przyszłe żebrowanie z cegieł – dochodzę do wniosku, że zastosowanie tradycyjnych metod wydaje się niemożliwe. Tak wielka kopuła wykonana z cegieł i kamienia grozi zawaleniem pod własnym ciężarem. Jestem przekonany, że Najświętsza Panienka, patronka tej katedry, nie zawiedzie naszej ufności i ześle niezbędną wiedzę na tego, kogo dostojni panowie uczynicie odpowiedzialnym za projekt i wznoszenie kopuły.”

Filippo Brunelleschi wkrótce wyjechał do Rzymu, żeby studiować matematyczne prawidła antycznych sklepień. Na słowa zachęty do powrotu do Florencji, odpowiadał, że dopóki nie dostanie oficjalnego zlecenia, żadnego projektu nie przedstawi. Zasugerował nawet, aby zarząd budowy katedry zasięgnął rady u architektów z innych miast Italii, a także z Francji i Niemiec. Wiedział już, że poza nim samym nikt nie podoła temu arcytrudnemu zadaniu.

Po powrocie do Florencji, gdy wciąż trwały dyskusje nad najlepszym, najbezpieczniejszym projektem – Brunelleschi wziął udział w spotkaniu architektów z mocodawcami – publicznie pochwalił się, że zna sposób na zbudowanie kopuły bez użycia rusztowań, dodatkowych wzmocnień murów i bez gigantycznych szalunków. Został za to wyśmiany i wyrzucony ze zgromadzenia. Innym razem, gdy w gronie architektów upierał się, że potrafi zaprojektować kopułę piękną, lekką i co najważniejsze, nie zagrażająca istniejącym murom – zebrani domagali się dowodów. Na co Brunelleschi wyjął jajko i zaproponował konkurs: kto postawi to jajko na marmurowym stole, otrzyma prawo do wznoszenia kopuły. Oczywiście nikomu się to nie udało, jajko ciągle się przewracało. Gdy przyszła kolej na Brunelleschiego, ten ukruszył podstawę jajka i dbając, by go całkiem nie rozbić, umieścił je pionowo na stole. Zebrani podnieśli krzyk: tak to i my byśmy potrafili!
Na co Brunellschi: ha!, to samo powiecie, gdy wam zdradzę sekret budowy kopuły – „tak to i my byśmy potrafili!”. Jeszcze tej samej nocy sporządził list opisując w nim wszystkie założenia konstrukcyjne, zastosowany materiał i kolejność prac niezbędnych do wzniesienia trwałej i bezpiecznej kopuły. Dołączył do tego precyzyjne wyliczenia i rysunki. List dostarczył zarządowi katedry i czekał na werdykt. Podobno w tym czasie wykonywał modele i budował mniejsze kopuły wg tego samego projektu – jednak nic nie zachowało się do naszych czasów.

Ostatecznie po kilku miesiącach doszło do podpisania umowy, ale wspólnikiem Brunelleschiego, wyznaczonym przez mocodawców został znowu Ghiberti. Prace były jednak zbyt zaawansowane a szansa zdobycia nieśmiertelnej sławy zbyt blisko, żeby tym razem Brunelleschi miał się obrażać. Początkowo tolerował obecność Ghibertiego, ale gdy doszło do bardziej skomplikowanych prac, wykazał jego niekompetencję i wymusił usunięcie z budowy. Przez pewien czas nawet udawał chorego, aby pokazać zarządowi, że Ghiberti sam sobie nie radzi.

Wznoszenie kopuły trwało 16 lat, wiekszość prac dozorował sam Brunelleschi. Konstrukcja oparta jest na podwójnym (dwuwarstwowym) wiązaniu belkowym wzmacnianym poziomymi wieńcami (platformami), które podczas wznoszenia służyły jako baza do konstruowania wyższego poziomu. Konstrukcję uzupełniono dwoma powłokami wymurowanymi z cegły. Obydwie warstwy w połączeniu z żebrami i wieńcami tworzą sztywną całość. Każdy kolejny wieniec miał coraz mniejszą średnicę, ostatni już tylko 6 metrów i na nim ustawiono tzw. latarnię (na fotografii) spełniającą rolę kamiennego zwornika zapobiegającego rozerwaniu kopuły przez masę żebrowania. Uroczyste zakończenie budowy z udziałem papieża odbyło się 25 marca 1435 roku.

Kopuła florenckiej katedry jest jedną z najwyższych na świecie, wraz z latarnią wznosi się 107 metrów ponad poziom ulicy. Góruje nad czerwonymi dachami Florencji od prawie sześciuset lat. Brunelleschi z niszy sąsiedniego domu patrzy na swoje monumentalne dzieło.

Reklamy

Tagi: , , ,

komentarzy 25 to “Brunelleschi, jajko i kopuła”

  1. Onibe Says:

    ponownie bardzo ciekawie
    czyta się te artykuły jak książkę… wciągają jak cholera 😉

  2. Zbyniek Says:

    Powtórzę za Onibe znów porcja wrażeń historycznych o ile jest to lepsze jak przepychanki polityczne na temat śmierci Leppera.
    Laudate aby Ci tematów takich jak do tych czas na długo starczyło racz nimi nas częściej.
    Pozdrowienia.

  3. Kartka z podróży Says:

    Laudate, gdy patrzyłem na średniowieczne katedry spokoju mi nie dawała myśl jak oni przy pomocy tamtych narzędzi i materiałów budowlanych mogli coś tak niesamowitego wznieść. Przecież chyba nawet jakiś pra suwaków logarytmicznych nie mieli. To jest nie do ogarnięcia. Przecież zrobienie tej kopuły o której piszesz to jest niesamowite wyzwanie techniczne. Współcześnie nie wiem do czego porownywalne. Mnie budowy tych katedr kojarzą się z cudem. Przypomina mi to odkrywanie nowych kontynentow przy pomocy przecież prymitywnych statków i najprostrzej nawigacji. Powinniśmy mieć kompleksy wobec tych ludzi.
    Pozdrawiam

    • Laudate44 Says:

      Kartku, mnie bogactwo architektury pociąga na równi z mądrością natury (te strzelające nasionka, kwiatowe wabiki na owady, kolory maskujące ryb i kameleonów itd)
      Szczególnie stare budowle ujawniają ogrom pomysłowości konstruktorów. A katedry… absolutne mistrzostwo świata: strzeliste wieże, misterne zdobienia gzymsów, wysokaśne okna i kopuły stanowią dla mnie najpiękniej wyrażony dowód potęgi ludzkiego umysłu. Jeśli do wrażeń estetycznych dodać wiedzę o tamtych czasach i okoliczności powstawania budowli – szczęka musi opaść z podziwu.
      Można nie znać się na budownictwie, można nie lubić technicznych szczegółów, ale minimalna wiedza o nich pozwala zrozumieć, przed jak ogromnymi wyzwaniami stawali dawni mistrzowie. Tacy jak zadziorny Brunelleschi…
      Pozdrawiam

  4. wiedźma Says:

    Dziękuję Laudate za wyprawę do Florencji i w głąb czasu. Niemal widziałam i katedrę i wieżę Giotta…. to jest jedyne w swoim rodzaju.
    Przekazywanie umiejętności nie zawsze odbywało się płynnie, a przecież bez rzymskich budowli ta kopuła nigdy by nie powstała.
    Kto uczył Rzymian?

    • wiedźma Says:

      Z pewnym zaskoczeniem przeczytałam anegdotę o postawieniu jajka w pionie, bo ” jajko Kolumba” jest chyba bardziej popularne… Z wrazenia poszukałam w googlach i wszystko się zgadza… ” jajko głupiego Jasia”, jak mówią Hiszpanie, przypisywane jest obu wielkim ludziom i Brunelleschiemu i Kolumbowi !

      • Laudate44 Says:

        Odpowiem krótko: anegdotę oraz pozostałe wiadomości o Brunelleschim zaczerpnąłem z książki Giorgio Vasariego „Żywoty artystów”.
        Będę do niej wracał przy okazji opisywania kolejnych postaci.

  5. romskey Says:

    W jakimś sensie również dziś staramy się wznieść przewspaniałą budowlę. Czy Tusk próbował już metody z jajkiem?:)

    • laudate44 Says:

      Monotematyczny jesteś. Daj spokój!

      • romskey Says:

        Myślę po prostu że przeszłe dokonania mogą dawać pewne wskazówki dla przyszłości. To nie monotematyczność, to taniec chocholi. Przyznaj że nie całkiem nieuzasadniony.

  6. Tetryk56 Says:

    Podróżować jest bosko! Zwłaszcza w czasie.

  7. Hirundo Says:

    Bardzo podoba mi się, że wspomniałeś Brunelleschiego. W jego postawie podoba mi się bardzo wiele. Także umiejętność rozgrywania własnych interesów. Miał to opanowane znakomicie. Potrafił wyjechać na czas negocjacji z Florencji do Rzymu, po to by poproszono go o przybycie, zamiast samemu się dopraszać. Potrafił udać chorobę, by udowodnić indolencję konkurenta, który nie potrafił podejmować decyzji. Tytan pracy i twórczy uparciuch.

    • Laudate44 Says:

      Podjąłem temat Brunelleschiego, bo mi imponuje uporem i przebiegłością. Był też megalomanem, ale jak zauważył pan Opałka „megalomania jest nieodłaczną cechą artystów”. No i ten wymowny zabieg z jajkiem – aby spełnić warunek, trzeba przełamac schematy myślowe, trzeba zdobyć sie na odwagę i byc gotowym na ryzyko porażki. Obaj byli: pan B. i pan O.

  8. SAWA Says:

    Dziękuję. 🙂
    Zazdroszczę ci talentu – tak poskładać słowa, by tekst był jak atłas – miękki i płynny.
    Po niektórych tekstach kroczy się znużonym krokiem kalecząc stopy i im dalej, tym bardziej odchodzi ochota ma ten spacer, a po twoich stąpa się jak po miękkich jedwabistych szlakach z coraz większą ochotą na tę wędrówkę. 🙂

    • laudate44 Says:

      Sawo, doprawdy… czymże zasłużyłem na te piętrowe pochwały? Długo się znamy, mogłaś już przywyknąć 🙂 🙂
      Poza tym ja też lubię jak jest miękko…

      • SAWA Says:

        🙂 🙂 To fakt, że sporo czasu minęło …
        A piętrowe pochwały? Byś dalej nam umilał wędrówki po mięciutkich szlakach 😉

  9. Logos Amicus Says:

    Z ciekawością przeczytałem Twój artykuł.
    Mnie również zdumiała kopuła Brunelleschi’ego. Ale także „boskie” sklepienie baptysterium i campanilla Giotta.
    Rozczarowała nieco galeri Uffizi (swoją „świętą” monotematyczności ;)), ale Florencję wspominam miło, zwłaszcza jak sobie przypomnę widoki z Piazzalle Michelangelo:

    http://amicuslogos.wordpress.com/category/wlochy-panoramy/

    Jeśli chciałbyś obejrzeć trochę więcej obrazków z Toskanii (na zachętę: sporo architektury ;)), to możesz je zobaczyć tutaj:

    http://swiatowid.bloog.pl/id,6290965,title,TOSKANIA-KRAINA-SLONCA-WINA-I-SZTUKI,index.html

    PS. Mam nadzieję, że nie obraziłeś się za naszą dyskusje na moim blogu 🙂
    Pozdrawiam serdecznie

  10. Logos Amicus Says:

    Widzę, że „zjadło” mi drugą część mojego komentarza.

    Może zainteresują Cię zdjęcia z Toskanii (dla zachęty: sporo architektury ;)) – pięknej krainy, pełnej nie tylko słońca, wina i oliwek, ale i sztuki. Jest tam też i Florencja:

    http://swiatowid.bloog.pl/id,6290965,title,TOSKANIA-KRAINA-SLONCA-WINA-I-SZTUKI,index.html

    PS.Mam nadzieję, że nie obraziłeś się z powodu dyskusji na moim blogu.
    Pozdrawiam serdecznie

    • Laudate44 Says:

      Dzięki Logosie za linki, oba ciekawe i na temat. Przypominam sobie, że blog światowida juz oglądałem – wysmakowane fotki…
      PS Nie obraziłem się. Po prostu zakończyłem…

  11. malgotosca Says:

    Po nitce do kłębka i trafiłam tutaj 🙂 Z zaciekawieniem przeczytałam, o czym sama niedawno zbierałam informacje. Ośmielę się tylko sprostować pewną nieścisłość. Ghiberti wygrał konkurs, jak słusznie napisałeś na północne drzwi, a te nie są „Bramą Raju”. Katedra florencka jest zorientowana na wschód i tak też prowadzą do niej najsłynniejsze drzwi Baptysterium. Na wykonanie ich Ghiberti dostał wolną rękę, po uznaniu jego pracy nad konkursowym północnym wejściem.

    • Laudate44 Says:

      Witam, dzięki za odwiedziny (przed chwila czytałem o Waszej ostatniej wyprawie w góry, gdzie miało być chłodniej…:) )
      Sprostowanie jak najbardziej na miejscu. Pomyliłem drzwi konkursowe z tymi „najpiękniejszymi”, które rzeczywiście są vis a vis wejścia do Katedry. Na szczęście jedne i drugie są autorstwa Ghibertiego.
      Pozdrawiam

  12. Duomo jak Everest | Laudate Says:

    […] mogłem zobaczyć. Musiała mi wystarczyć świadomość, że byłem w środku arcydzieła. (które opisałem tam) Wreszcie ostatni zakręt, ostatnie pasmo schodków i wyjście na zalany słońcem taras widokowy, […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: