Różne śmierci

Wczoraj po południu, gdy świat zastygł w szoku po tym co wydarzyło się w Norwegii, media podały informację o śmierci brytyjskiej piosenkarki Amy Winehouse. Trudno nie zadumać się nad tym jak różne to były śmierci. Podczas gdy norweskie dzieci i młodzież ginęły niewinnie w stanie absolutnego zaskoczenia, być może nie zdając sobie sprawy co tak naprawdę się dzieje – o tyle smutny koniec życia Amy Winehouse był do przewidzenia. 27-letnia piosenkarka od lat nadużywała alkoholu i narkotyków, jej tryb życia można nazwać samobójstwem na raty. Co nie znaczy, że ją należy opłakiwać mniej niż tamte niewinne ofiary szaleńca z karabinem.

Amy Winehouse choć otoczona rodziną i współpracownikami nie podjęła wystarczających kroków do leczenia, tkwiąca w niej siła destrukcyjna była większa niż chęć życia, większa niż satysfakcja z sukcesu zawodowego; większa niż miłość i szacunek do rodziny oraz poczucie wspólnoty z przyjaciółmi. „Męczarnie duszy” Amy Winehouse, o których piszą dziś tabloidy wynikały z jej wewnętrznej niezdolności do uczuć wyższych, do przejęcia się losem innych.

Dla wielu alkoholików i narkomanów pierwotną przyczyną nałogu jest egoizm prowadzący prędzej do destrukcji niż do otwarcia się na potrzeby drugiego człowieka. Systematyczne i ostentacyjne niszczenie swojego życia jest ucieczką przed zajmowaniem się innymi. Jest ohydną wymówką i przekierowaniem współczucia w swoją stronę. Wieczne użalanie się nad sobą, koncentrowanie wyłącznie na własnych doznaniach, w tym takze na okropnych cierpieniach – staje się sposobem na życie. Cierpienie narkomana jest ceną jaką płaci za swój nieuświadomiony egoizm. Winiszczenie ciała prowadzące bezpośrednio do zgonu jest efektem wcześniejszej tragicznej psychicznej niepełności, której terapia nie zawsze potrafi zaradzić. Przytulenie kogoś i zapewnienie o tym, że jest kochany i potrzebny ludziom – efektownie wygląda w amerykańskich filmach. W życiu na ogół nie przynosi żadnej zmiany. Korzeń samodestrukcji, lęk przed odpowiedzialnym życiem polegającym na współodczuwaniu z innymi tkwi zbyt głęboko i umiera tylko razem z ciałem.

O samobójstwach pisałem już kiedyś w tekście „Samobójcom nie przeszkadzać.”
Nie obawiam się surowych ocen czytelnkiów i oskarżenia o cynizm. Krok samobójczy nie jest chwilowym kaprysem i robieniem „babci na złość” – to krzyk rozpaczy i niezgody na własny los. Jednak wielu z nas zdarzyło sie rozpaczać i buntować, a ciągle żyjemy. Żyjemy, bo nie przekroczyliśmy tej granicy, za którą zaczyna się obsesyjne myślenie o śmierci lub choroba, na którą nawet bardzo współczujący i opiekuńczy, nie mają lekarstwa.

Dziś mija 32 rocznica śmierci Edwarda Stachury. Dzięki temu, że Stachura dużo pisał o swojej zranionej psychice, o pobycie w szpitalu psychiatrycznym i umysłowych męczarniach poprzedzających samobójstwo, jesteśmy bliżej zrozumienia jego sytuacji. Z dużą rezerwą możemy przyjąć, że dramatyczne relacje Stachury oddają stan ducha innych osób, które skutecznie targnęły się na własne życie. Nie twierdzę, że zrozumiemy je do końca. Gdyby zrozumienie było takie łatwe, częściej możnaby samobójstwom zapobiegać.

Z historycznych powodów samobójstwo w kulturze judeo-chrześcijańskiej jest czymś niepożądanym, nagannym, potępianym. Czymś co zaburza normalny tok myślenia (lub niemyślenia) o naturze życia. W czasach antyku było inaczej. Od co najmniej dwóch tysiącleci jesteśmy wychowywani w afirmacji dla życia. Choć to życie dla wielu bywa tak ciężkie, że liczba myśli o zakończeniu cierpień z pewnością wielokrotnie przewyższa liczbę udanych i nieudanych samobójstw. W głębokim odczuciu społecznym śmierć samobójcza jest jakimś wyłomem, bezczelną drogą na skróty, tchórzliwą ucieczką od trudów życia, które my żyjący z mozołem wypełniamy. Nie lubimy samobójców, może podświadomie zazdrościmy im odwagi. Ale staramy się do tego nie przyznawać. Zatem mocniej ich potępiamy (szczególnie, tych których nie znalismy i nie mieliśmy szansy wniknąć w ich problemy), potępiając i zagłuszając zarazem swoje wstydliwe myśli, przeciwne naturalnemu porządkowi.

Również wielkie religie, które przynajmniej w założeniach służą trwaniu i rozwojowi ludzkości, uznają samobójstwo za postępek niegodny człowieka, sprzeczny z „planem boskim”. W czasach ich powstawania, gdy sposobem na przetrwanie były wojny plemienne a ich powodzenie zależało w linii prostej od liczebności wojsk, do priorytetów należało powiększanie liczebności plemienia. Idąc naprzeciw oczekiwaniom władców twórcy tych religii dołączyli samobójstwo do listy uczynków grzesznych. Prawie na tej samej zasadzie co onanizm, bo w obu przypadkach chodziło o rozwój populacji. Interes społeczny ważniejszy od jednostkowego.

Kosciół Katolicki stoi na stanowisku, że życie ludzkie, a szczególnie życie pełne cierpienia jest wartością nadrzędną, o czym ma przekonywać eksponowanie cierpień Jezusa na krzyżu. Kościół deklaruje że niesie wiernym „duchową pociechę”, ale nikomu nie przyznaje ulgi: sprzeciwia się eutanazji i ostentacyjnie gardzi samobójcami odmawiając im godnego pochówku. Według kościelnych dogmatów samobójstwo jest ciężkim grzechem. Trudno zgadywać, na ile ten fakt powstrzymuje potencjalnych samobójców, a na ile był dopingiem dla tych, którzy skutecznie zaprotestowali przeciw doktrynalnej opresji i przymuszania ich do cierpień za życia. Samobójstwo jest aktem buntu skierowanego przeciw hipokryzji tych, którzy afirmując życie jako takie sprawiają, że dla wielu jest ono nieznośną egzystencjalną pułapką. Osobiście wątpię, czy człowiek, który dokonuje rozrachunku swojego życia, lub którego dopada ciężka depresja jest w stanie przejąć się normami etycznymi lub religijną bajeczką o piekle. Dla wielu samobójstwo jest ucieczką z piekła życia.

Reklamy

Tagi: , ,

Komentarzy 28 to “Różne śmierci”

  1. Onibe - TEKST i OBRAZ Says:

    co do ćpania – nie jestem pewien czy jest to wynik odwrócenia się od potrzeb innych. Rozważałbym to na zupełnie innej płaszczyźnie: nim przychodzi żalenie się nad sobą i biadolenie (typu „oh, ja biedny multimilioner… co ja ze sobą zrobię, skoro znudziły się mi moje zamki i wyspy…”) następuje etap pierwszy: ROZRYWKA. O to chodzi w ćpaniu. O odjazd, luz, odlot, stan na granicy światów. To przyjemne, inne, zabawne. I pewnie dlatego narkotyki tak bardzo wciągają: łatwo się je dawkuje i dzięki nim, praktycznie od pstryknięcia palcem, można sobie zafundować kosmiczny stan. To o czym piszesz to już chyba etap opóźnionych płatności. Faktura ostateczna to ta, którą otrzymała Amy. Nikomu nie życzę śmierci, ale wiadomo, że jeśli się kładziesz z psami, to się budzisz z pchłami. Jeśli się ćpa, pije itd to ryzyko śmierci wzrasta. Szkoda mi ludzi, którzy się niszczą na własne życzenie…

    natomiast, jeśli chodzi o samobójstwo, to interesująco przedstawia się pozycja tej czynności w kulturze japońskiej. U nas, wiadomo, jest jak jest, a powody do popełnienia samobójstwa mogą być różne. Ja sam otarłem się bardzo blisko o ten temat, bo bliska mi osoba (a nawet bardzo bliska, bo bliżej się już nie da…) zdecydowała się na taki krok. Ani jej nie winię za to, ani nie oskarżam. Widzę w tym pewną logikę i konsekwencję. Ludzie decyzję o popełnieniu samobójstwa podejmuję – często nieświadomie – wiele lat przed faktem. Sami zaganiają się do kąta, z którego nie ma wyjścia. Palą mosty, niszczą kapsuły ratunkowe. I pewnego dnia pozostaje albo przyznać przed wszystkimi, że się nie miało racji, że się bardzo błądziło, że całe dotychczasowe życie było błędem, pomyłką, kpiną albo… doprowadzić rzecz do końca. Sądzę, że wielu osobom dałoby się pomóc, przekazać, że przyznanie się do porażki może stanowić fundament dalszych sukcesów. Ale każdy chyba kalkuluje po swojemu…

  2. Laudate44 Says:

    Dzięki za przejmujące uzupełnienie. Piszesz że na początku ćpania jest ROZRYWKA.Zgoda. Nie chcę uchodzić za ascetę, ale rozrywka w swojej istocie to akt wybitnie samolubny. Nie służy nikomu innemu poza mną samym! Człowiek Rozrywkowy nie ma możliwości myślenia o innych.

    O postrzeganiu samobójstwa jako „wyjscia honorowego” wspomniałem kiedyś w linkowanym tekscie.
    Również wiele postaci świata starożytnego odeszło na własne życzenie – co nam uświadamia jak odmienne było wtedy nastawienie do życia. Nie wiem, czy lepsze. Nie osądzam.

    • Onibe - TEKST i OBRAZ Says:

      Laudate, ale takie pojmowanie egoizmu bardzo rozszerza jego logiczne znaczenie. W tym ujęciu czytanie książki jest egoistyczne, podobnie jak słuchanie muzyki. Czy uważasz się za egoistę słuchając Bolera? Czy egoizmem jest robienie zdjęć, chodzenie na spacery, czy pływanie w morzu? Wszystko to może być rozrywką – ale gdzie tu widzisz akt wybitnie egoistyczny?

      Nie wiem czy jest sens dzielić pulę czynności na egoistyczne i altruistyczne, to mogłoby nieco zafałszować obraz sytuacji. A tylko przyjęcie takiej dychotomii spojrzenia mogłoby usprawiedliwić pojmowanie rozrywki jako zjawiska egoistycznego, w myśl zasady, że co skierowane do wewnątrz i nakierowane na własne korzyści (dowolnego kalibru i bez relacji z innymi ludźmi) jest egoizmem, a to co skierowane na zewnątrz altruizmem.

      • Laudate44 Says:

        Otwierasz pole do kolejnych dywagacji, np: która rozrywka ma w sobie element altruizmu? (spacer po parku służy zdrowiu, więc jest OK – ale jak ktos zaniedbuje rodzinę i całymi dniami spaceruje po parku oglądajęc króliki – to już nie jst OK)
        Upraszczając: chodziło mi o rozrywki, które łatwo zaliczyć do tych hedonistycznych, aspołecznych. Choć i tu muszę przyjąć zasadę zdrowych proporcji, bo jedni mogą popijać alkohol przez całe życie pozostając ludźmi psychicznie zdrowymi i osiągającymi sukcesy – a inni po dwóch latach daja sie wciągnąć w taki korkociąg, że nawet leczenie nie pomaga.
        Zatem konieczny „złoty środek” i liczenie się z faktem, że „ludzie są różne”…
        A tak w ogóle, tekst miał służyć pokazaniu, że nie jestesmy w stanie dociec „najgłębszych ” przyczyn tego, że ktoś czuje się nieszczęśliwy do tego stopnia żeby odebrać sobie życie. Są to stany dla nas „normalnych” niezrozumiałe – dawniej wszelka psychiczną dziwność tłumaczono opetaniem przez demona. Teraz mając trochę wiedzy zapuszczamy się w domniemania i interpretacje. Jednak TAM wstępu nie mamy. Za to czasem jesteśmy ciekawi, co takiego samobójca zrozumiał przed śmiercią, ze postanowił wyjść jej na spotkanie?

      • Onibe - TEKST i OBRAZ Says:

        laudate, ja w ogóle nie chcę rozważać rozrywki w bipolarnym układzie egoizm / altruizm. Freud podzielił kiedyś przyjemności na analne i oralne, co może jest dość bliskie prawdy. Sądzę, że rozrywka – będąca frakcją przyjemności – może mieć charakter zarówno egoistyczny jak i altruistyczny, a nawet neutralny. No i zamiast dzielić na czarne i białe, wolałbym podkreślić fakt, że oba elementy występują wspólnie w każdej czynności. Pierwiastek egoizmu i altruzimu idą łeb w łeb, czasami jeden wyprzedza drugi.

        pytasz: „co samobójca zrozumiał przed śmiercią?”. Sądzę, że samobójstwo może być efektem zarówno uzyskania wiedzy jak i jej braku. Czyli może być dla kogoś rozwiązaniem lub może być „wyjściem awaryjnym” wobec braku rozwiązań. Jako napisałeś: „ludzie są różne”. Śmierć niby zrównuje, ale dopiero po drugiej stronie, ale i tego nie wiemy na sto procent 😉

  3. andy lighter Says:

    Laudate,
    co do monstrualnego egoizmu jako przyczyny alkoholizmu lub narkomanii to chyba spora pomyłka. Jest dokładnie odwrotnie: poczucie odrzucenia, a co za tym idzie potrzeba akceptacji przez otoczenie (pijące przecież), lęk przed rzeczywistością, przytłaczającą rzeczywistością, niskie poczucie własnej wartości – przeciwieństwo egoizmu.
    Egoizm, ale podświadomy, raczej nieświadomy, przychodzi później, kiedy nałóg jest już daleko zaawansowany i kiedy ów egoizm, jak światło z samochodu z przeciwka, oślepie drogę uniemożliwiając widzenie.
    ITdd., itd.,..

    • Laudate44 Says:

      Andy, weszliśmy na teren śliski, ale spróbujmy…
      Piszesz, że niskie poczucie własnej wartości to przeciwieństwo egoizmu.
      Niezupełnie się z tym zgadzam. Jedno i drugie może występowac niezależnie. Nie ma reguł.
      I nie każde poczucie niskiej wartości kończy się alkoholizmem. Zależy co człowiek wybierze na „wstępnym etapie” – czy ma siłę, żeby słabość pokonywać przez rozwój czy przez przyjemną (poczatkowo) destrukcję.
      Nie ma tu ocen i wartościowania. Wszyscy mamy ten strach przed światem i egoizm. Tylko nie kazdy jest trujący. Zależy w jakim zestawie występuje.

  4. Tetryk56 Says:

    Na pewno można zgodzić się z tym, że wszelkiego rodzaju uzależnieniom – zwłaszcza w ostrym stadium – towarzyszy zmniejszenie, a z czasem zanik wrażliwości na dobro innego człowieka. Spór o przyczynowość przypomina tu słynny problem jajka i kury…

    • Laudate44 Says:

      Tym bardziej, że pisałem o nieuświadomionym egoizmie, z którego wyrasta całkiem świadomy bunt np. przeciw rodzicom… który też przybiera różne, nieraz wysublimowane formy.

      Generalnie trzeba mieć sporo szczęścia, żeby przejść przez traumy dzieciństwa nieskrzywionym i nie wpakować się w jakąś spiralę autodestrukcji.

  5. Roman Strokosz Says:

    Ciezki temat, ale sprowadza sie do wspolnego mianownika, jakim jest szalenstwo. Szalenstwo skrzywionego politycznie psycho[paty z Norwegii, szalenstwo Amy, ktora nie byla zdolna przyjac na siebie balast slwy i popularnsoci i tzw. woda sodowa wraz z alkohilem i narkotykami zjadla jej osobowosc i wreszcie przytoczony Stachura. Zadna smierc samobojcza nie jest normalna i niczym nie jest usprawieldiwiona. Balast obciazenia odpowiedzialnoscia za taka smierc jest najblizsze otoczenie. Sam czyn samobojczy to slabosc psychiczna czlowieka lub jego tchorzostwo.
    Rozne wiec sa smierci ale w pozostajacym w Twoim zainteresowaniu obszarze sa to smierci zawinione przez otoczenie, zas sama ofiara smierci jest ofiara otoczenia i wlasnych slabosci.
    Szaleniec z Norwegii to ostrzezenie!. Ostrzezenie dla nas wszystkich, ktorzy przygladamy sie jak mlode pokolenie ( nasze dzieci) graja w gry komputerowe, gdzie zabijanie jest tym czynnikiem, ktory wzywala u grajacych pozytywne emocje. Pozniej mamy takich norweskich szalencow. I znowu sygnal podsuwam ze my – jako otoczenie- nie pozostajemy bez winy w takich i temu podobnych sytuacjach.

  6. Laudate44 Says:

    Passent o sytuacji po zamachu w Norwegii:
    http://passent.blog.polityka.pl/2011/07/24/wulkan-multi-kulti/

    TUTAJ był link – skasowałem go, bo okazało się, że prowadził do zamkniętej strony, a wypowiedź JKM była prowokacją.Cytat podany przez Zbyńka – też skasowałem.
    Nie bierzemy udziału w prowokacji.

  7. Watra Says:

    ” A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy, toczy, toczy się los….” Nie tylko z obserwacji, z doświadczenia najbliższego otoczenia śmiem twierdzić, że osoby uzależnione to istoty niezwykle wrażliwe, przeżywające nie tylko własne niepowodzenia ale także bliskich im osób. Dlaczego dobrowolnie odchodzą? Pomijam wszelkie religijne aspekty zagadnienia, potrzeba akceptacji to jedna z potrzeb o której mówi sie oględnie a która stanowi jeden z bardzo ważnych czynników życia. Wsiedlismy do super ekspresowego pociągu życia i nie mamy czasu na rozmowę , wysłuchanie kogoś/ to może być rozmowa bez słów / i tak pędzimy na zatracenie wciąż popędzani, pokonujący nowe wyzwania. Śmierć samobójcza to nie tylko wybór X, to także nasza odpowiedzialność za ten wybór i dlatego, mimo że nie akceptuję takiego życiowego rozwiązania, to jednocześnie nie oskarżam.

    • Laudate44 Says:

      Ja też nie oskarżam, mimo napomknień o egoizmie. Właśnie dlatego próbuje wgryzać się w temat, żeby pokazać jak całą tę złożoną, wielostronną sprawe samobójstw zdołałem zrozumieć. Wiem, że nic nie wiem – chciałoby się dodać.
      Właściwie zacząłem od zupełnie innej refleksji…

  8. Tetryk56 Says:

    Laudate, zwróciłeś uwagę na udział Włodarczyka zarówno w linkowanym dawniejszym felietonie, jak i w bieżącym temacie? Tylko rola się zmieniła…

  9. Kartka z podróży Says:

    Moim zdaniem Laudate nałóg nie wynika z egoizmu tylko czyni człowieka egoistą. Dopiero nałóg degeneruje ludzi do chorobowego stadium skrajnego egoizmu.
    Co do samobójstwa. Zawsze to alternatywa gdy nie ma już wyjścia. To jedyna ucieczka ze stanu osaczenia.
    W tych kategoriach widział bym koniec Amy Winehouse. Umierała ostatecznie w samotności. Nikogo przy niej nie było choć była chora
    Pozdrawiam

  10. Zbyniek Says:

    A ja się tak zastanawiam czy słabość do nałogów człowiek czasami nie ma zapisane w genach.
    Mogę się mylić w swych myślach a może jest w tym odrobina prawdy na razie jestem na etapie zastanawiania

    • Laudate44 Says:

      Znalazłem taki cytat:

      Ostatnimi czasy naukowcy wiele zrozumieli na temat uzależnienia. Wiadomo, że sprzyja mu:
      – gen od przodków mających kłopot z uzależnieniem
      – doświadczenie zaniedbania lub przemocy w okresie dzieciństwa
      – zły przykład wyniesiony z domu (nawet sporadyczne widzenie pijanych rodziców znacznie podnosi ryzyko nadużywania alkoholu przez dziecko)
      – choroby psychiczne, bieda, słabe wykształcenie

      Harry Shapiro z brytyjskiej organizacji pozarządowej Drug Scope uważa jednak, że nadal za mało rozszyfrowany jest fenomen uzależnienia, aby można było powiedzieć zawczasu, kto będzie miał z tym problem, a kto nie.
      – Z drugiej strony wiele osób, do których można by przypasować dużo czynników ryzyka, nigdy się nie uzależnia. To jest fascynujące – komentuje prof. Ilana Crome, psychiatra zajmująca się uzależnieniami na Uniwersytecie Keele.

      http://wyborcza.pl/1,75476,10009782,Dlaczego_jedni_ludzie_uzalezniaja_sie_a_inni_nie_.html#ixzz1TKLMIC8B

  11. Logos Amicus Says:

    Być może zainteresowałaby Cię książka, jaką niedawno wydał Chwin. Jej tytuł: „Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni”.
    Traktuje wprawdzie o bohaterach literackich, ale można ją jednak odnieść także do tych, co zabijają się naprawdę – w życiu realnym.

    • Laudate44 Says:

      Dzieki Logosie, to chyba Twoja pierwsza wizyta na tym blogu (?)
      Przyznam , że temat mnie od czasu do czasu pociąga – ciekawa jest historia samobójstwa Piotra Czajkowskiego – a po książkę Chwina chętnie bym sięgnął, tylko mam dość daleko do najbliższej polskojęzycznej księgarni… Ale zapamiętam tytuł i autora.

  12. wiedźma Says:

    Samobójstwo w kulturze chrześcijańskiej jest ciężkim grzechem, odmawiano samobójcom prawa do godnego pochowku …czy to wpłynęło na zniknięcie tego zjawiska? Pytanie retoryczne.
    W moim odczuciu to jest krok desperacji, niemożności poradzenia sobie z sytuacją…. więc jednak pewna ” skaza” psychiczna. I jeszcze jedno : rzadko popełniają samobójstwo ludzie starsi i sądzę, że to wynik świadomości, że nie jest się niezniszczalnym, że życie to jednak dar nie na zawsze Z pewnościa i narkotyki i alkohol ułatwiają samobójcze kroki, bo odrealniają świadomość.
    A rozrywka ? Mnóstwo wysiłku wkładamy w zapewnienie sobie rozrywek różnego rodzaju, bo to jest miłe i zwalnia od myślenia, nawet jesli jest to rozrywka ” wyższego rzędu”. I dobrze, bo na szereg fundamentalnych pytań, które czają sie gdzieś z tyłu głowy i tak nigdy nie uzyskamy odpowiedzi.

    • Laudate44 Says:

      Witaj Wiedźmo, już zastanawiałem się czy nie pojechałaś na wakacje do… Międzyzdrojów. 🙂
      Co do Twego pierwszego akapitu: nic nie wpłynęło na zmniejszenie się liczby samobójstw, bo decyzja samobójcy jest ekstremalna. Dla niego samego jest pewnie straszna o tyle, że łamie społeczne i religijne normy.
      „Skaza psychiczna” – tego określenia mi zabrakło, gdy próbowałem dotrzeć do pra-przyczyn postawy człowieka prącego do samobójstwa. Wciąż wiedza potoczna o tym jak funkcjonuje psychika jest mizerna. A nie sądzę, aby to była jakas hermetyczna wiedza (jak np. fizyka kwantowa) – po prostu codzienne lektury, podejmowane też dla „rozrywki” i nic w tym złego – dostarczają nam opowieści i opinii opartych na przesądach i stereotypach a nie na osiągnięciach współczesnej nauki. Mało wiemy o sobie. Dlatego wciąż dziwimy się ludzkim odruchom, motywacjom, postępkom.
      Sam też się dziwię, ale częściej staram się zrozumieć.
      Wspomniałaś rozrywkę „wyższego rzędu” – jutro idę na koncert KROKE z NIgelem Kennedym – od tego nie powstają samobójcze myśli. Przeciwnie, po dawce dobrej muzyki chce się żyć! I to jest ta różnica jeśli chodzi o „dawki” i „działki”.

      • wiedźma Says:

        Witaj Laudate…..bo Ty umiesz wybierać 🙂 i dlatego wybierasz taki właśnie koncert…. miłej zabawy życzę Ci z pewna nutką zazdrości ….

      • Laudate44 Says:

        Oj tam, oj tam…
        Wrócę to może opiszę

  13. wiedźma Says:

    Popatrz…. Laskowik wydobył się z nałogu i nawet prowadzi dwa kluby AA….. nie wiem, czy jest takich wielu, którzy umieli sobie poradzić z sobą samym ….

    • Laudate44 Says:

      Nie jestem znawcą, ale wiem że takich którzy sobie z nałogami poradzili jest naprawdę wielu. (W rodzinie mam dwóch takich bohaterów!) Tylko, że ich zwycięskie historie nie są tak zajmujące dla mediów jak historie porażek. A jeszcze jak trafi na celebrytę, który sobie nie poradził bo miał tę „skazę…”! Media szaleją z uciechy, bo mają o czym pisać.
      Świat oszalał, chyba napiszę coś o Natanku – który stał się „trendy” 🙂

      • wiedźma Says:

        Natanek to tez zjawisko w kategorii braku stabilności psychicznej, żeby nie naywać tego inaczej…..
        Jakoś mi te jego wywody pachną średniowieczem, ale może się mylę, bo nie skupiałam się ma tej postaci.

      • Laudate44 Says:

        To już masz okazję. Jest nowy wpis. Zapraszam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: