Wydarte naturze

Dla stałych czytelników, którzy zauważyli, iż uciekłem od komentowania polityki na rzecz opowiadania o artystach i roztrząsania pewnego wycinka historii – dzisiejszy wpis będzie zaskakujący. Walter zachęcał mnie niedawno, abym napisał coś o „doczesności” polskiej lub irlandzkiej. Spełniam ten postulat: dziś będzie o obu „doczesnościach” naraz. Z tym, że wklejam tu tekst cudzy, pisany „z babskiej perspektywy” i pozornie z polityką nie związany.
Ale tylko pozornie, bo obserwacje Autorki dotkliwie uświadamiają, że sytuacja w Polsce – jeśli idzie o świadomość społeczną i dostęp do zdobyczy cywilizacji – jest chora, a politycy, ci w cywilu i ci w sutannach, posuwają się za daleko. Okrutnie ingerują w intymne i bolesne sprawy. W dodatku oczekują samych oklasków.

Autorką jest pani mieszkająca w małym irlandzkim mieście.
Nie znamy się osobiście, znalazłem jej blog:

http://zbabskiejperspektywy.blox.pl/2011/06/Wydarte-naturze.html

Wydarte naturze

„Kiedy słyszę w telewizji polskiej debaty o In vitro, o tym, że finansować to nie, a tak w ogóle to nieetyczne, bo tylko naturalnie to jest dobre, a te procedury do wymysł siły nieczystej i ingerencja w dzieło Boże, w Jego decyzje, której matce się dziecko należy, a której nie – nóż mi się w kieszeni otwiera.
Wprawdzie nie znałam nigdy żadnej kobiety, która by się poddała zabiegowi In vitro, ale tak po ludzku, po prostu, jako kobieta i matka, osoba, która wie, co to znaczy nosić dziecko, urodzić, wychowywać, opiekować się, protestuję przeciwko takiemu pojmowaniu sprawy. Ciasne umysły niektórych ludzi tym bardziej mnie przerażają, odkąd poznałam kobietę, która o możliwość zajścia w ciążę i urodzenia dziecka walczy od wielu lat.

Nazwijmy ją Marie, znamy się od wielu lat, do tej pory miałam ją za niezwykle rzutką bizneswoman, co to ‘kulom się nie kłania’ i nawet w tej recesji sobie radzi, mało tego, trzyma dom żelazną ręką, wszystko na czas, posprzątane, a i niespodziewanych gości potrafi przyjąć obiadem z trzech dań. Przy tym wesoła, życzliwa, nigdy żadnych much w nosie, zadbana, drobniutka – idealna kobieta. Jej mąż świetny facet, razem prowadzą biznes, kochają się, odnoszą do siebie z szacunkiem, niepijący, niepalący, niedawno wybudowali piękny dom. I tylko dzieci brak. Wcześniej tego nie zauważyłam, bo znałam ją tylko z kontaktów klient-dostawca, ale z czasem się zaprzyjaźniłyśmy i zaczęło do mnie docierać, że ona jest niezwykle dobrą ciotką dla swoich bratanków i siostrzenic (stąd dom pełen dzieci), ale z jakiegoś powodu własnych nie ma. Myślałam – ma czas, młoda jeszcze, ale i to okazało się złudzeniem, bo młodo to może i wygląda, ale tak naprawdę, to właśnie jej stuknęła 40-tka.

Któregoś dnia sama zagaiła o tym, że ma problem z zajściem w ciążę. Właśnie sięgała po mleko do kawy do lodówki, a tam bateria leków – złapała mojej spojrzenie i poczuła w obowiązku wyjaśnić. Nie może zajść, a jak zajdzie, nie może utrzymać, już raz była dość daleko w ciąży, jednakże w trzecim miesiącu straciła i już nigdy jej się nie udało tak daleko zajść. Kilka poronień, kilka prób In-vitro, możliwości zaczynają się kurczyć, już prawie żadna klinika nie chce podejmować się kolejnych prób. Ni stad, ni zowąd poprosiła mnie o to, bym pojechała z nią do Belfastu, bo tam jeszcze zgodzili się przeprowadzić badania i kolejną próbę, czy dwie. Jakże mogłam jej odmówić?

Do kliniki zajechałyśmy wcześnie rano, zostałyśmy przyjęte przez niezwykle przyjazną i taktowną recepcjonistkę, skierowała nas do poczekalni, a tam na ścianach same zdjęcia matek i dzieci. Nie wiem, czy to jest właściwe, żeby tak ludzi bombardować niemowlętami, kiedy oni mieć ich nie mogą, ale z drugiej strony może to taki sygnał – z nami masz na to szansę? Nie wiem, nie mnie oceniać. Bez zbędnego oczekiwania i nerwów zabrali Marie do gabinetu, gdzieś tam w czeluściach budynku, a ja zajęłam się sobą i swoimi myślami. Nigdy się nie zastanawiałam nad tym, że posiadanie dziecka to błogosławieństwo i wielki przywilej. Trochę kłamię, bo straciłam swoje pierwsze i to pod koniec ciąży, ale chyba wypieram ten fakt, bo to jednak duża trauma była. Potem jednak urodziłam córkę i cudem, bo lekarze nie dawali szans na drugie (a jednak) – syna. Czuję się kompletna, ale wtedy naszło mnie nagłe olśnienie – jakbym w łeb obuchem dostała – kobieto, ale z ciebie szczęściara. Niestety najtrudniej zdać sobie sprawę z rzeczy oczywistych. Spojrzałam na kolejne pacjentki, które doszły do poczekalni, na mężczyzn, którzy boją się już mieć nadzieję, na te dziewczyny, które mają walkę wypisaną na twarzy i to mocne przekonanie widoczne w całej ich postawie – uda się, nie ma innej opcji! Szacun, nie wiem, czy byłabym taka zdeterminowana przy jednoczesnym braku oznak depresji, czy załamania wiary w to, że się uda.

Marie wyszła cała blada. Okazało się, że lekarz nie jest zadowolony z kuracji, bo trzeba wam wiedzieć, że to nie tylko czary mary rąk lekarskich i probówki, ale wiele tygodni, jeśli nie miesięcy przygotowań przed godziną zero. Marie ma tabletki, jakieś zastrzyki, poza tym trzyma swoje łono cały czas w ciepłym kokonie (butelka z gorącą wodą i koc), do tego jakieś masaże stóp u chińskich specjalistów, jakieś zioła, pite rano na czczo, suplementy czegoś tam, a to wszystko wstrętne w smaku, bolesne, w najlepszym wypadku niewygodne i niepraktyczne. Bo ona cały czas pracuje, a te wysiłki nie mogą poczekać na koniec pracy, tylko w trakcie lata i popija tabletki, zawija się w ciepłe i cuda wyprawia, żeby tylko mieć dziecko. Zasugerowałam jej w pewnym momencie, że może powinna adoptować. Ona na to, że owszem, jeszcze dwa razy i koniec, potem skoncentruje się nie procedurze przysposobienia. Już ma wypełnione dokumenty i jakieś obserwacje psychologiczne zaliczone. Czyli nie zasypia gruszek w popiele. Dzielna Marie. Spojrzałam na nią i się zawstydziłam, że sobie tak żyję jak pantofelek i wszelkie dobroci natury przyjmuję jak rzecz oczywistą.
Panowie politycy, etycy, księża i panie z trójki kościelnej – wara wam od łona kobiety, która szuka wsparcia w zdobyczach współczesnej nauki i medycyny. Gdyby Bóg nie chciał zapłodnienia In vitro, nie dałby ludziom takiej wiedzy.”

Reklamy

Tagi: , , ,

komentarzy 37 to “Wydarte naturze”

  1. wiedźma Says:

    Ideologia, religia… to straszne słowa. In vitro? toż to przecież wkraczanie w kompetencje boskie.! Dlaczego wobec tego leczy się ludzi, przeprowadza operacje, często niezwykle skomplikowane, a nawet transplantacje? Przecież gdyby dobra Bozia chciała, to darowałaby życie zagrożonym śmiertelną chorobą, prawda ? Albo dała upragnione dziecko wyczekującym rodzicom.
    KK przez wieki zmieniał poglady na to, kiedy zaczątek człowieka dostaje duszę, wcale nie było tak, że od samego początku. Najwyraźniej nie mogą przełknąć tej ludzkiej zuchwałości, tego porywania się na tworzenie zycia w probówce.
    Z lęku, że posuniemy się zbyt daleko czy ze strachu, ze owieczki przestaną być posłuszne i bierne ?
    Nie doświadczyłam cierpień kobiety, która nie moze doczekać się upragnionego dziecka, ale potrafię pojąć, że można pragnąć macierzyństwa z całej duszy. I jeśli okupione drogą przez mękę in vitro daję taką szansę, to zbrodnia jest zakazywanie.

    • laudate44 Says:

      No własnie, no właśnie… Ich argumenty są żałosne, natomiast wciąż mają siłe perswazji i wiedzą, że mogą szantażować polityków.

  2. onibe - blog kulturny Says:

    cóż, tak to jest, kiedy faceci zaczynają decydować o kobiecych sprawach. W dyskusji na temat in vitro najwięcej do gadania mają właśnie podstarzali zawodowi krzykacze. Kobiety są dopuszczane przez męskie komisje tylko jesli wyznają poglądy przez te komisje akceptowane. Teoretycznie, jako facet nie powinienem narzekać, ale nie kumam tego. Jakoś nie widzę potrzeby rządzenia łonami nieznanych mi kobiet. Nie rozumiem skąd ta potrzeba u innych…

    • laudate44 Says:

      Onibe, małe sprostowanie: otóż NIE jest tak, że” faceci ZACZYNAJĄ decydować o kobiecych sprawach” – oni od wieków za kobiety decydowali. Jakąkolwiek kulturę starozytną czy nowożytną weźmiesz pod lupę, wszędzie kobieta miała pierwotnie status „zwierzęcia domowego”. Powoli to sie zmienia, ale meska potrzeba dominacji nie wygasła. Przypomnę rozpętana przez katolickich teologów nagonkę na kobiety podczas kilku wieków polowania na czarownice – to Europa.

      A w Japonii? Kraj napuszonej tradycji samurajskiej, cesarstwo i takie tam. Cywilizacja wojowników: kiedy samuraj popełniał harakiri, żona MIAŁA OBOWIĄZEK zabić się razem z nim. W Chinach łamano i krępowano kobietom stopy aż do początku XX wieku. W imię czego? Durnych przesądów i „estetyki” stworzonej przez mężczyzn. Dalej Afryka: do tej pory okalecza się tam narządy rodne małym dziewczynkom – nikt nie pyta czy je boli i czy to ma jakiś sens. Opresyjna antykobieca cywilizacja posłuszna przesądom stowrzonym przez mężczyzn. Islam – wiadomo, burki, kwefy, czarafy – żadnych praw obywatelskich. Indie – szkoda gadać, lepiej napisc się wody z Gangesu.

      Nacje europejskie stawiają się za wzór cywilizacji i oświecenia. A jednak ulegają dyktatowi zazdrośników w sutannach, których mentalność zatrzymała się w średniowieczu. Kościół cierpi na obsesję seksu i rozrodczości – jest maskulinistyczny w 100 % i to stamtąd płyną zachęty do dyskryminacji i poniżania kobiet.
      Najbardziej wkurza mnie hipokryzja przeciwników in-vitro: opowiadają bajki o tym, że chrześcijaństwo jest religią miłości (jak się samodzielnie poczyta Ewangelie, można do takiego wniosku dojść, zgoda) – a jednocześnie z pogardą i nienawiścią traktują kobiety, ich potrzebę miłości macierzyńskiej.

      • wiedźma Says:

        Oczywiście masz rację Laudate. Tak jest w istocie i kobiety z trudem ” wybijają się na niepodlegość”…. więcej do zrobienia mają panowie, którzy niechętnie przyjmują, ze kobiety to też istoty rozumne i niekoniecznie przeznaczone wyłącznie do niemieckiego trzech K : Kinder, Kueche, Kirche.
        Zmiana mentalności to przewlekły proces…..

      • onibe - blog kulturny Says:

        racja, słuszna uwaga: męska dominacja była i jest standardem, równoupranienie jest odchyłką od normy. Ja do tematu podchodzę elastycznie. Przez całe życie musiałem rywalizować z dziewczynami / kobietami i nigdy się tego nie wstydziłem. Faceci, którzy już na początku swojego życia założyli że są lepsi od kobiet tylko dlatego, że mają fiuty, dzisiaj zamiatają ulice (w przenośni). Potrzeba wykluczenia konkurencji jest naturalną potrzebą każdego człowieka, ale z drugiej strony, nic tak nie rozwija jak konkurencja właśnie. Nie brakuje mi skłonności do szowinizmu 😉 ale prawda jest taka, że w XX wieku największy postęp odnotowały te społeczności, które dopuściły kobiety do ważnych procesów cywilizacyjnych: od uczestniczenia w wyborach (w sposób czynny i bierny), poprzez pełnoprawne uczestniczenie w projektach naukowych, w zarządzaniu itd po pełną wolność osobistą. Islam utknął w martwym punkcie – gdyby nie ropa naftowa państwa arabskie byłyby dzisiaj na tym samym poziomie co afrykańskie: stada brudnych facetów pałujących wszystko co ma inne zdanie… Socjologowie i ekonomiści dawno już stwierdzili, że dzisiaj żadnego państwa nie stać na pozostawienie połowy społeczeństwa w domu ze szczotką i garnkiem w ręku…

        KK jest instytucją z założenia konserwatywną i niekonkurującą. KK jest monopolistą takim jak kiedyś Telekompromitacja Polska. I pewnie tak samo skończy: jako przybudówka do czegoś, tracąc abonentów / wyznawców, potencjał i pieniądze. Oczywiście potrwa to dłużej, ale kijem Wisły nie zawrócisz…

  3. andy lighter Says:

    Przejmująca opowieść. Mnie też się nóż w kieszeni otwiera, jak słyszę tych nawiedzonych „duchownych” (co za nazwa – oni są antyduchownymi) i polityków, a’la Masłowska czy inny PiS (najbardziej ten emerytalny).

  4. wiedźma Says:

    Masłowska była działaczką samorządową. Czasem myślę, że ludzie są jak wino… jedne gatunki szlachetnieją z wiekiem, inne zmieniają się w ocet…. Nawróceni bywają wściekli i bezwzględni.
    Wydaje mi się, że w postawie „naszych okupantów” ( jakby powiedział Boy) przebija wręcz miziginizm i to sprawia, że tak chętnie ograniczają prawa kobiet i wyznaczają normy nie z tego świata.
    Nie wydaje mi się, zeby kraje protestanckie źle się miały z powodu ich żonatych pastorów i żeby aż tak zajadle walczyły o ” boski charakter poczęcia „…

    • laudate44 Says:

      Nie miałem pojęcia o tej jakiejś działaczce…. Znam tylko Masłowską – młodą pisarkę od „Wojny polsko-ruskiej”.
      Znam też podłoże polowań na czarownice: gadanie o „boskim charakterze poczęcia” ma wiele wspólnego z teoriami o szczególnej podatności niewiast na podszepty szatańskie oraz wynikającą z kobiecej natury łatwość ulegania mocom magicznym.
      Tamto też było niezbitą prawdą – a niechby się kto spróbował sprzeciwić.

  5. Tetryk56 Says:

    Cóż dodać… Nie tak dawno na jednym z blogów zostałem zwymyślany przez gospodynię – skądinąd raczej sensowną kobietę – za stwierdzenie, że nie znamy definicji życia – zatem uznanie momentu jego początku jest z konieczności sprawą umowną.
    „Obiektywizacja” własnych odczuć tkwi także w was, drogie Panie…
    Co nie znaczy, że bronię „naszych okupantów” 😉

    • laudate44 Says:

      Dzięki Tetryku za wskazanie kolejnej strony medalu.
      Ignorancja nie jest domeną tylko złych mężczyzn. Przyjmijmy że pod tym względem nasze drogie panie doczekały się parytetu i jest fifty-fifty. 🙂

    • wiedźma Says:

      Nie chcę i nie mogę zaprzeczyć Tetryku, ale przekornie Cię zapytam: do czego wychowuje się dziewczynki ? Zmorą mojego dzieciństwa było to, że różne zakazy na ogół wynikały z tego, że nie byłam chłopcem. A i tak mój rozumny ojciec dawał mi sporo swobody 🙂 Prawdą jest i to, że wahadło poszło w drugą stronę i niektóre małolaty naprawdę mnie przerażają. ….

      • laudate44 Says:

        Mnie też, Wiedźmo, mnie też przerażają. A przecież powinny się podobać… bo może jestem „feministką” 🙂 ale ciągle i niezmiennie hetero.

  6. Zbyniek Says:

    tym wszystkim nawiedzonym najbardziej chodzi o zarodki ponieważ kto to słyszał człowieka zamrażać

    • laudate44 Says:

      A kto to widział wycinać watrobę nieboszczykowi i wszczepiać ją pacjentowi? Przeciw temu nie protestują? Transplantacja widać nie jest naruszeniem „praw boskich”, bo pacjentem może być też facet w sutannie.
      Czy pisałem już, że nie znoszę hipokryzji???

      • Tetryk56 Says:

        Jest, nawet transfuzja jest naruszeniem – dla Zielonoświątkowców czy innych Świadków Jehowy

    • wiedźma Says:

      i wchodzić na teren zastrzeżony dla boskich mocy Zbyńku 🙂

    • laudate44 Says:

      To może niech Świadkowie Jehowy zaczną ustawodawcom narzucać swoje poglądy? Jak jazda to na całego!!!

  7. Kartka z podróży Says:

    Przejmująca ta opowieść, wzruszająca… . Właściwie te kobiece, irlandzkie obserwacje oparte na szczegółach, nastrojach, prostych ludzkich uczuciach najwyraźniej obnażają bezsens i okrucieństwo tego co się tutaj dzieje. Ludzkie, intymne sprawy przeciwko zimnej, betonowej doktrynie. Właściwie nie tyle przeciwko co walcowane przez doktrynę z piekła rodem. Bardzo daleko jesteśmy od cywilizowanego, przyjaznego ludziom świata. Jedno mnie tylko pociesza. Irlandczycy tego samego doznawali i jakoś się otrząsnęli. Wydmuszka pękła. Mam nadzieję, że dożyję momentu kiedy ktoś (my!) ją skruszy w dłoni i tutaj wyrwiemy się z ciemnoty
    Pozdrawiam…

    • laudate44 Says:

      Celnie to ująłeś Kartko – też mam nadzieję, że świadomość sytuacji powoli się obudzi także w Polsce.
      Hamulce fundamentalistów są za słabe wobec praw rozwoju.
      Mnie opowieść też poruszyła – dlatego ją skopiowałem. Babski punkt widzenia w tym przypadku jest mi bardzo bliski.
      Pozdrawiam

  8. laudate44 Says:

    Zbliżona do naszego tematu dyskusja na SO:
    http://alfaomega.webnode.com/products/micha%C5%82%20leszczy%C5%84ski%3a%20kobiety%20polskie/

    • Astrid Says:

      Laudate, piękne dzięki za tę notkę i za to, że masz tyle empatii i zrozumienia dla kobiet.
      Mogę tylko powtórzyć przesłanie autorki wpisu:
      Panowie politycy, etycy, księża i panie z trójki kościelnej odwalcie się od naszych majtek.

  9. laudate44 Says:

    Astrid, empatii nie mam szczególnie dużo, akurat tyle, żeby protestować, gdy wymienieni przez ciebie uzurpatorzy chcą zamknąć kobiety w mentalnym obozie koncentracyjnym.
    Duże zasługi na polu poniżania kobiet ma niestety wspaniała partia rządząca, która tak hucznie i dumnie objęła przywództwo w Europie.
    http://fakty.interia.pl/felietony/walenciak/news/witaj-europo,1663216

    • Kaśka Says:

      Laudate jeśli chodzi o poniżenie to poniżyć może mnie tylko ktoś komu dam na to przyzwolenie.
      owszem ktoś może próbować to robić jednak ja wcale nie muszę czuć się poniżona.
      wprost przeciwnie to w moich oczach poniża się ktoś kto gra nieczysto i stosuje chwyty poniżej pasa.
      ale w ogłoszeniu kierunku w jakim zamierza iść państwo nie widzę żadnego poniżenia tym bardziej ,że jest to zgodne z logiką.
      w interesie naszego państwa w obecnym momencie ,jest jak najwyższy przyrost naturalny.
      dla grupy -a tym jest państwo-ważniejsze jest dobro większości niż jednostki, i myślę że z tą zasadą nie da się dyskutować.

      a co do kobiety opisanej na blogu…przykre jest kiedy dorosły inteligentny człowiek używa dziecka do tego, żeby się dowartościować.
      osoby decydujące się na in vitro nie chcą zrealizować potrzeby bycia rodzicem,chcą potwierdzić w najbardziej stereotypowy sposób swoją kobiecość/męskość.
      nie chcę oceniać czy jest to dobre czy złe jednak uważam ,
      że dla grupy ( państwa) jest to zbyt kosztowna kuracja nadwątlonego ego.
      tym bardziej że w efekcie rodzi się dziecko,które ma przynajmniej jednego rodzica, który z biologicznego punktu widzenia nie powinien powielać swoich genów.

      • laudate44 Says:

        Kaśko, siła Twoich argumentów zwaliła mnie z nóg.
        Wybacz niedyspozycję.

      • wiedźma Says:

        Kaśko…. powtarzasz mantrę że w interesie państwa jest jak najwyższy przyrost naturalny…To nie jest prawda, w interesie naszego państwa jest rozwój gospodarczy i edukacja szeroko pojęta… od przedszkola do uczelni wyższych. Chyba, że chcemy wysyłać ludzi ” na saksy” i dorobek w obcych krajach i ciagnąć się w ogonie państw rozwiniętych.
        A skoro ten przyrost, to sprawdź sobie, ile dzieci urodzonych przy pomocy in vitro jest w krajach o wyższym niż u nas przyroście naturalnym. I juz na koniec…. zdajesz sobie sprawę, że to co napisałaś o genach rodziców, których dzieci są z in vitro, to eugenika ? Specjalistą od jej stosowania był pan z wąsikiem, Hitler mu było .
        Nie gratuluję ani horyzontów ani poglądów.

      • laudate44 Says:

        Wiedźmo, 🙂

      • Astrid Says:

        Kaśko, twoje poglądy są szokujące. O przyrost naturalny nie walczy się z pomocą katolickich restrykcji ideologicznych, tylko przy pomocy państwa przyjaznego obywatelom, a więc rozwój gosppodarczy, inwestowanie w młodych, pomoc dla matek, by mogły łączyć pracę z wychowaniem dzieci itd.
        Przyłączam się do gratulacji Wiedźmy.

  10. J.S. Says:

    Czy obydwie Panie nadal modlą na kolanach do obrazków błogosławionego JP II ?

  11. J.S. Says:

    Rozdwojenie jaźni :
    Pilnie gania się do kościoła i żarliwie modli, a następnie idzie się na zabieg in vitro, zwalczany przez KK.
    Mam trójkę dzieciaków i życie bez nich pozbawione byłoby sensu. Dlatego popieram wszystkie metody ich posiadania.

  12. kasia.eire Says:

    Widzę, że dyskusja tutaj gorąca. U mnie chyba mniej ‚żwawo było’. Cieszę się, że zauważył Pan mój felieton, dyskusja wydaje mi się ważna, cieszę się, że został podlinkowany.
    Pozdrawiam serdecznie
    Kasia Hordyniec

    • laudate44 Says:

      A to ja dziękuję za odwiedziny, a w imieniu licznych komentatorów za poruszający artykuł. Rzeczywiście wzbudził emocje, co wcale nie dziwi. Trzeba by takie tresci tłuc do głów polityków i księży 24/h – wtedy może daliby kobietom spokój.
      Pozdrawiam z Dublina

      • kasia.eire Says:

        A ja z Donegalu 🙂

      • laudate44 Says:

        Donegal to już kraniec świata, pani Kasiu. Tylko dla Orłów! 🙂
        Nigdy tam nie byłem, choć mówią znajomi, że krajobrazy warte obejrzenia.

      • kasia.eire Says:

        kraniec piękny i wymagający, faktycznie trzeba być twardym nie miętkim, pogoda tutaj zawsze kapryśna, krajobrazy do zatracenia, dech zapiera ta surowość Donegalu. Warto zobaczyć.
        Dla mnie Dublin jest ‚tylko dla orłów’, odwiedzam córkę czasami, bo jest tam na ostatnim roku studiów, wracam tak zmęczona, ze gotowam jak Papież ziemię całować, kiedy wysiadam z samolotu. Niby daleko, ale powietrzem tylko 50 minut, nie jest źle

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: