Baldassare Cossa – antypapież


Herb rodu de Medici

Wspomniałem poprzednio o Soborze w Konstancji – dziś znowu pojawi się ten wątek, choć tematem głównym są dzieje i konsekwencje pewnej męskiej przyjaźni na przełomie XIV i XV wieku. Można tę przyjaźń interpretować jako długofalowy układ biznesowy. Jednym z bohaterów jest Giovanni di Bici de Medici (w skrócie di Bici)- potomek handlarzy wełną, florencki bankier, wcale nie najbogatszy za to bardzo przewidujący. Jego przyjacielem był Baldassare Cossa, kuty na cztery nogi potomek zubożałej szlachty neapolitańskiej.

Obaj urodzili się ok. roku 1360, poznali się pod koniec wieku w Rzymie. Di Bici kierował tam oddziałem banku swojego krewnego, a Baldassare rozpoczynał karierę w Kościele kat. Wcześniej bywał żołnierzem, zajmował się piractwem na morzach a uzbierawszy małą fortunę pojechał na uniwersytet w Bolonii, żeby kupić tytuł doktora nauk. Następnie objął posadę wikariusza, uznając, że tylko praca w Kosciele zapewni mu dochody porównywalne z tymi jakie uzyskiwał łupiąc żeglarzy na morzu. Baldassare prowadził rozrywkowy tryb życia, nic dziwnego, że wydatki miał ogromne. Był ambitny, więc w 1402 roku postanowił zdobyć kapelusz kardynalski. Już wtedy stanowiska kościelne można było kupić jak owcę na targu.
Jednak wysokie stanowisko wymagało odpowiednio wysokiej ceny: aby zostać kardynałem Baldassare potrzebował 12 000 florenów. (Dla porównania roczny dochód dobrze prosperującego kupca lub rzemieślnika to ok. 200 florenów) Oczywiście jako hulaka nie miał takiej sumy, po pożyczkę zwrócił się do zaprzyjaźnionego bankiera. Di Bici uchodził za człowieka ostrożnego i przewidującego, w dodatku znał historię trzech florenckich rodów bankierskich, które lekkomyślnie pożyczały wielkie sumy koronowanym głowom a nie mając później dość sił (militarnych) aby należność odzyskać – bankrutowały. Znał też porywczy charakter Baldassara i jego skłonność do rozpusty przy całkowitym braku inklinacji religijno-duchowych. Umiał też florencki bankier oceniać stopień ryzyka – uprzedzony do kupców niemieckich wprowadził w swoich filiach całkowity zakaz pożyczania im pieniędzy.

Zaryzykowanie tak ogromnej kwoty wymagało ze strony przyszłego kardynała jakiegoś poręczenia i – jakbyśmy powiedzieli obecnie – biznes-planu. A biznes-plan był prosty: za pieniądze di Biciego Baldassare kupuje stopień kardynała, potem zostaje papieżem, a wtedy pożyczkę zwróci z nawiązką. Miał więc di Bici twardy orzech do zgryzienia, ale ostatecznie zaopatrzył neapolitańczyka w pożądaną sumę i czerwony kapelusz został kupiony.

W czasie swojej posługi w bazylice św. Eustachego w Rzymie kardynał Cossa zajmował się tym, na czym się dobrze znał: sprzedawał stanowiska kościelne, odpusty i udzielał koncesji. Był to czas wielkiej schizmy zachodniej (1378 – 1417), co znaczyło tyle, że wierni Kościoła kat. mieli do dyspozycji równolegle dwóch papieży (przez kilka lat było ich nawet trzech!), bo kardynałowie podzieleni na frakcje i stronnictwa wybierali takiego papieża, jaki odpowiadał interesom poszczególnych władców europejskich. Czas schizmy przypadł na okres ożywienia gospodarczego. Trwało jednocześnie zapotrzebowanie na wszelkiej maści relikwie i pocieszenia duchowe. Masowo handlowano odpustami i szczątkami świętych, co przynosiło Kościołowi ogromne zyski, (dochodziły do nich podatki i szczodre dary rozsianych po Europie władców szukających u papieża wsparcia w ich roszczeniach politycznych bądź terytorialnych). Wszystko razem powodowało, że w dostatek opływali też papiescy bankierzy, z czego di Bici doskonale zdawał sobie sprawę.

Gdyby hazardowe zagranie mu nie wyszło, nie słyszelibyśmy dziś o rodzinie de Medici. Ktoś inny otaczałby opieką Leonarda da Vinci, Michała Anioła, Boticellego lecz nie wiadomo, czy skutki byłyby równie znakomite. Ktoś inny fundowałby we Florencji szpitale, przytułki i kościoły, jeśli w ogóle… Jednak los był łaskawy: w 1408 roku urzędujacy papież Grzegorz XII został wypędzony z Rzymu, bo zbuntowali sie przeciw niemu kardynałowie ( wsród nich Cossa) Równolegle w Avinionie na tronie papieskim zasiadał Benedykt XIII. Aby sytuację uzdrowić zwołano w Pizie Sobór, który miał sporne sprawy rozstrzygnąć i zakończyć schizmę. Kardynałowie pod przewodnictwem Cossy nie zdołali jednak przekonać żadnego z dwu papieży do ustąpienia i… wybrali trzeciego. Nie był to jednak Cossa, bo „przez nieporozumienie” wybrano papieża Aleksandra V. Tego biznes-plan nie przewidywał. Okoliczności jednak nie przestały sprzyjać duetowi di Bici – Cossa i po roku Aleksander V zmarł. Czy z przyczyn naturalnych? Tego nie wiadomo, choć nie można tej opcji wykluczyć – cuda się zdarzają. Zwłaszcza w środowisku kardynałów żądnych władzy.

W kolejnym konklawe kardynałowie się nie pomylili i papieżem wybrali Baldassara Cossę. Przyjął on imię Jana XXIII, którego dalej bedę nazywał J-23. Od tej pory przez 7 lat było papieży trzech – wskutek tego chrześcijańska Europa podzieliła się na trzy frakcje: każdy kraj i każde księstwo uznawało tylko jednego papieża pozostałych dwu traktując jak uzurpatorów.

J-23 został uznany w Republice Florenckiej, gdzie natychmiast wzrosło znaczenie rodziny Medici, ponadto poparła go Francja, Anglia, Czechy, Portugalia, Republika Wenecka i niektóre księstwa Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Także Polska widziała w nim zwierzchnika Kościoła kat. i do niego zwracała się ze skargami na niegodziwości Zakonu Krzyżackiego. J-23 wykazał zrozumienie dla sprawy polskiej i stosowną bullą odebrał Krzyżakom ich przywileje, wzmacniając jednocześnie pozycję polskich władców. (Niestety, kilka lat później jego następca tę bullę anulował.)

Dnia 17 maja 1410 r J-23 został papieżem a Giovanni di Bici de Medici najszczęśliwszym człowiekiem w Rzymie. Biznes-plan wszedł w drugą fazę – bank Medicich został oficjalnym bankiem papiestwa, co dawało perspektywę ogromnych zysków z obrotu kościelną gotówką oraz prestiż i kolejne krociowe zyski, bo w „papieskim” banku lokowali pieniądze kardynałowie, patrycjusze rzymscy i najbogatsi handlarze.

To nic, że J-23 panował jako antypapież i po Soborze w Konstancji Kościół się go wyrzekł. Jego układ z di Bicim przyniósł dobroczynne skutki dla rodu Medicich, który przez kilka kolejnych wieków urósł do rangi jednego z najznamienitszych rodów europejskich. Wiadomo powszechnie o ich zasługach dla rozwoju sztuki we Florencji. Dzięki fortunie i rosnącemu znaczeniu politycznemu dwóch Medicich zostało później papieżami a Katarzyna oraz Maria z Medicich królowymi Francji.
Historyk Paul Strathern – autor książki, z której zaczerpnąłem powyższe wiadomości, nazwał Medicich „Ojcami chrzestnymi Renesansu”.

(dalsze losy J-23 w następnym odcinku)

Reklamy

Tagi: , ,

komentarzy 11 to “Baldassare Cossa – antypapież”

  1. Zbyniek Says:

    O ileż temat piękniejszy jak bajki Macierewicza właśnie skończyłem czytać rodzinę Borgiów laudate co mi polecasz w tym temacie proszę Cię poleć coś

    • laudate44 Says:

      Zbyńku, gdybyś zamiast „poleć coś” napisał mi „poleć gdzieś…” to byłoby fajniej. Poleciałbym oczywiście do Florencji. 🙂
      A tak serio – będę pamiętał o Twojej prośbie. Może zresztą ktoś z blogowiczów coś podpowie.
      Mika Waltari pisał ciekawe historyczne książki. O starozytnym Egipcie oraz o Rzymie w czasie Cesarstwa.
      Pozdrawiam

    • Tetryk56 Says:

      Waltari faktycznie wart przeczytania – niektóre zdania z „Egipcjanina Sinuhe” zostały mi w pamięci na zawsze…
      Ponadto, nie wiem czy znasz cykl Maurice Druona „Królowie przeklęci”. Sporo czytania, smakowite.

      • Zbyniek Says:

        Egipcjanina czytałem Królów Przeklętych mam wszystkie tomy tylko gdzieś u kogoś i myślę że ich nie odzyskam

  2. SAWA Says:

    Laudate, ciekawe sprawy opisujesz. Z niecierpliwością czekam na dalsze odcinki.
    Jestem ciekawa kiedy tajemne sprawy bankierów współczesnych Watykanu będą tak ciekawie opisane 🙂 a jestem przekonana, że byłoby o czym pisać.
    Zbyniu, ja jestem dopiero w połowie lektury – moje chore oczko nie pozwala mi na taką eksploatację.
    A na półce mam trochę zaległych książek – m.in. powieść o papieżycy Arturo Ortega Blake – „Joanna kobieta, która została papieżem”. Książka pewnie poczekałaby w kolejce na doczytanie, ale teraz Laudate tematyką zaszczepił we mnie chęć sięgnięcia po nią.

    • laudate44 Says:

      Sawo, „szczepienie” było dobrowolne… 🙂
      O papieżycy Joannie kiedyś czytałem, ale to było tak dawno, że prawie nic nie pamiętam.
      Ukłony!

    • Zbyniek Says:

      Sawo dzięki za podpowiedż poszukam tej książki w bibliotece mam tam cholerne chody

  3. laudate44 Says:

    Odbiegnę od tematu.
    Poczytajcie co w 100-lecie urodzin Miłosza napisal A. Michnik. Sama esencja tego co mozna powiedzieć o poecie i jego miejscu w świadomości Polaków. Nie dla wszystkich Miłosz był ukrytym guru i o tym też MIchnik wspomina.
    http://wyborcza.pl/1,90913,9867235,Milosz__ukryty_guru.html

  4. wiedźma Says:

    Florencję naprawdę warto zobaczyć . Podobał mi się znacznie bardziej niż Wenecja. A na Piaza della Signoria, oprócz wspaniałych rzeźb i fontanny stanąć na płycie uwieczniającej ” ognisko próżności” ….. miejsce stracenia wybitnej postaci Renesansu,…. Savonaroli. Bardzo ciekawa to postać, uważany za świętego a przecież budzący kontrowersje. Florencja, miasto Medyceuszów pokonało charyzmatycznego kaznodzieję
    Laudate…. dzięki, za poszerzanie horyzontów 🙂
    Pozdrawiam

    • laudate44 Says:

      Wiedźmo, obieżyświat z ciebie!
      W pisaniu o postaciach Renesansu nie sposób pominąć Florencji – bo „tam to wszystko się zaczęło”, a nie w wadowickiej cukierni z kremówkami. O siedzibie Medicich będzie więcej w następnych odcinkach. Także o dwu rzeźbach z Piazza della Signoria. Historię Savonaroli znam – bardzo znamienna – te same metody manipulowania ludźmi wykorzystuje w obecnej Polsce partia „odnowy moralnej”.
      Wyjawię jeszcze, co tajemnicą nie jest, że zabrałem się za lektury książek i albumów związanych z Renesansem, bo do Florencji i Sieny wybieram się w tym roku. Chyba już przeczytałem za dużo, bo czuję się jakbym tam mieszkał za czasów Lorenza lub Cosimo Medicich 🙂
      Pozdrawiam – u was podobno jakieś trąby powietrzne, uważaj!

  5. wiedźma Says:

    Siena ma tez swój nieodparty urok i zwariowany ogromny rynek do zawodów konnych, o czym juz na pewno wiesz . Nie polecam tylko katedry, bo tam na jednym z ołtarzy jest ” głowa św. Katarzyny”….. jasne, że nie prawdziwa, ale i tak robi wrażenie… 😦 choć nie aż takie jak ogromny srebrny relikwiarz w Padwie z żuchwą św. Antoniego.
    Zresztą relikwie to paskudny temat…..
    Cieszę sie na Twoje następne teksty .

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: