Trzeźwo o narkotykach

Rozczarowania są gorzkie, ale jakże miło doznać czegoś odwrotnego. Odkąd przeczytałem pierwszą książkę Mario Vargasa Llosy („Miasto i Psy”) poczułem do niego sympatię, a późniejsze jego powieści i udzielane wywiady wzmacniały mój dla niego szacunek za ironiczny ogląd świata, wielką intuicję w sprawach społecznych oraz za umiejętność nazywania po imieniu każdej bzdury choćby była bzdurą uświęconą z rodzaju tych nienaruszalnych bronionych przez wszystkie konserwatywne gremia i zapalczywych przedstawicieli vox populi. Nagrodę Nobla dla Mario Vargasa Llosy przyjąłem z wielką satysfakcją, jako prztyczek w nos konserwatyzmowi i głupocie ubranej w galowe stroje. Nie znaczyło to, że walory literackie pisarstwa Llosy zepchnąłem na dalszy plan, nagroda była właśnie miłym potwierdzeniem, że trzydzieści lat temu dobrze swój młodzieńczy zachwyt ulokowałem i wraz z Mario Vargasem doczekałem się Nobla (choć trzeba od razu nadmienić, że różnie z tymi Noblami bywało a książki paru poprzednich laureatów omijam szerokim łukiem).

Zapytacie, dlaczego w środku lata zebrało mi się na peany pochwalne pod adresem peruwiańskiego pisarza? Odpowiedź brzmi: z powodu narkotyków! Vargas Llosa wespół z Carlosem Fuentesem, Richardem Bransonem (również szacun) oraz kilkunastoma byłymi politykami z całego świata zasiadał w Globalnej Komisji d/s Polityki Narkotykowej i przyczynił się do opublikowania raportu, na który mówiąc szczerze czekałem od lat. Czekałem nie dlatego, abym miał jakiś osobisty interes w łatwiejszym dostępie do narkotyków – ale z powodów czysto rozsądkowych: w obliczu otaczających nas w świecie absurdów podtrzymywanych przez korporacje, rządy i reżimy, dobrze jest czasem odnotować jakiś racjonalny głos, bo to świadczy, że jeszcze nie cały świat zwariował. Nierozsądne i absurdalne jest bowiem traktowanie narkotyków jako zła wcielonego przy jednoczesnym zezwoleniu na obrót, reklamę i spożycie alkoholu. Oba specyfiki maja szkoldliwe działanie zdrowotne, skąd wiec taka histeryczna nienawiść do narkotyków? Tak, tak narkotyki gorsze od alkoholu, powoduja większe spustoszenie w organizmie i psychice – słyszałem to wiele razy, nie bedę zaprzeczał, ale pora skończyć z hipokryzją, bo alkohol to też nie jest enviromental friendly product i mimo rządowej aprobaty (czytaj: akcyzy) miliony ludzi wykończył i wpędził za kratki.

Zastrzegam od razu: nie mam nic przeciw alkoholowi, lubię bardzo, ale wojny amerykańskich gangów w czasach Al’a Capone pokazały, że całkowita prohibicja nie odnosi pożądanych skutków – za to przyczynia się do powstawania korupcji, przemocy i innych zjawisk społecznie szkodliwych. Od lat dziwiło mnie, że żaden kraj, żadna organizacja międzynarodowa nie potrafiła wyciagnąć prostych wniosków z historii. Bo gdzie jest zakaz i karanie – tam mnożą się problemy.
Wreszcie przed tygodniem ten moment nastąpił: Globalna Komisja stwierdziła, że obecna polityka narkotykowa, która jest faktycznie permanentną wojną rządów z gangami i konsumentami, poniosła fiasko i należy ją zmienić. Tego wcześniej nikt głośno nie powiedział. Komisja zerwała z utożsamianiem konsumenta narkotyków z przestępcą.

Występując w jej imieniu, były prezydent Brazylii Fernando Henrique Cardoso zaznaczył, że zakończenie wojny narkotykowej nie oznacza pełnej legalizacji narkotyków, lecz wymaga podjęcia odmiennych działań. Obecna polityka narkotykowa to porażka: przynosi krwawe wojny gangów, przenikanie gangsterów do lokalnych administracji, powoduje wzrost korupcji i wydatków na tropienie producentów, handlarzy i konsumentów, a tymczasem spożycie narkotyków nadal wzrasta. Jaki więc sens prowadzenia tej nieskutecznej walki, w dodatku za ciężkie pieniądze?

Cardoso powiedział, że celem raportu Komisji jest wywołanie debaty o narkotykach, zmianę nastawienia rządów i podjęcie bardziej konstruktywnych działań, które przyczynia się do zmniejszenia spożycia narkotyków i redukcji społecznych kosztów tej plagi.
Zdaniem Komisji, rządy powinny skończyć z polityką kryminalizacji, stygmatyzacji i spychania na margines ludzi, którzy oprócz zażywania narkotyków nie wyrządzają innym żadnej szkody. Szczególnie rekomendowane jest to wobec palaczy marihuany i innych miękkich narkotyków. Takie złagodzone podejście ma podkopać pozycję narkotykowych gangów (które za handel nadal miały by być ścigane prawem) i poprawić bezpieczeństwo obywateli.

Co prawda „czas na całkowitą legalizację narkotyków jeszcze nie nadszedł”, a Komisja wie, że „regulacje prawne i odejście od karania więzieniem posiadaczy narkotyków nie są idealnym rozwiązaniem” – jednak przy odpowiedniej kampanii informacyyjnej i nasileniu inicjatyw chroniących zdrowie (metadol), powinny one przynieść lepsze efekty niż dotychczasowa kosztowna wojna i penalizacja.

O kosztach walki z narkotykami mówił Richard Branson, stwierdzająć, że sumy wydane na ten cel idą w tryliony dolarów, a i tak jest to wojna bez szans na zwycięstwo. Z ekonomicznego punktu widzenia lepiej odejść od represji i zastąpić je polityką wsparcia dla uzależnionych oraz podnoszeniem świadomości społecznej. Byłoby to rozwiązanie o wiele skuteczniejsze i zarazem o wiele tańsze.

Tyle rekomendacja mędrców z Komisji, która może okazać się przełomowa jeśli chodzi o spojrzenie na problem narkotykowy i jest to jakaś jaskółka zmian. Ale zmiany wcale nie muszą nastąpić, bo istnieją dodatkowe uwarunkowania (konflikt między bogatymi krajami konsumenckimi a biednymi producenckimi) oraz przeróżne, dobrze ulokowane we władzach, grupy nacisku, którym obecna „wojenna” sytuacja odpowiada. Nie ma w tym troski o los uzależnionych, raczej chodzi o publiczną kasę na prowadzenie tej wojny, (zakup sprzętu, szkolenie armii agentów, budowę więzień) i podtrzymywanie psychozy strachu przed narkotykami, na której można zbić kapitał polityczny. Wobec tych grup szacowna Komisja jest bezradna, ale zawsze miło usłyszeć głos rozsądku. A potem zapalić jointa 🙂
smog on the sky

Reklamy

Tagi: , ,

Komentarzy 5 to “Trzeźwo o narkotykach”

  1. Roman Strokosz Says:

    Czas na legalizacje narkotykow nie nadszedl jeszcze, ale jest blisko.Jego bliskosc zalezy praktycznie wprost proporcjonalnie od kultury konsumpcji pewnych swobod. Swobody w kazdym kraju maja swoj wymiar, przestrzen i stopien akceptacji.Ja podchodze do tematu z punktu widzenia Stanow Zjednoczonych, w ktorych spedzilem juz 1/3 mojego zycia.W POlsce pod wplywami KK swobody i przestrzen, zasieg, konsumpcja maja inny ( ograniczony ) wymioar i tu trzeba pokoleniowych przemian, czyli dlugo bedzie mi rosl kaktus na lewej dloni.

  2. wiedźma Says:

    Narkotyki są obce w kulturze, powiedzmy, europejskiej…. są wyraźnie ” nieosowojone”, budzą lęk i …pożądanie . Alkohol był zawsze,, w różnej postaci, obecny w naszej cywilizacji. Słusznie piszesz o niszczącym działaniu alkoholu, bo uzależnia i zjada mózg nadużywającym. Tyle, że większość z nas jakoś umie się z nim obchodzić. Nie sądzę, żeby udało sie uniknąć legalizacji przynajmniej miękkich narkotyków, trudno powiedzieć w jakim czasie to może nastąpić. Może być i tak, że nauczymy się z narkotykami życ, choć nie ukrywam, że mam do nich zdecydowanie duży dystans. Moze powinnam spróbować jointa ? 🙂

  3. laudate44 Says:

    Masz rację Wiedźmo, alkohol jest zakorzeniony w kulturze europejskiej. Producent wina to prawie jak artysta, a w kazdym razie szanowany biznesmen. Bycie smakoszem wina to nobilitacja, a opowieści o tym jak to było podczas ostatniej „upojnej nocy” należą do kanonu towarzyskiego w całej EU od Finlandii po Irlandię, o Rosji nie wspomnę. Europa spożywa miliony hektolitrów alkoholu i oprócz paru nawiedzonych abstynentów (J. Melibruda) nikt nie usiłuje tej części naszej kultury obalić.
    Jednak świat się zmienia, skoro do obiegu kulturowego wchodzą narkotyki, to powinno się je zaakceptować, (jak najnowsze osiągniecia medycyny i techniki) Czesi jakoś nie mieli oporów by trawkę zalegalizować. Ale oni zawsze jacyś dziwni byli – niezrozumiale dla Polaków rozsądni.
    Nie wiem, czy trzeba próbować jointów, żeby śmielej popatrzeć na zajwisko używania narkotyków (tych naturalnych a nie chemii).
    Tak silny zabobonny opór przed marihuana, haszyszem czy kokainą ma kilka powodów – jednym z nich jest strach przed nieznanym (tym silniejszy im bardziej dane społeczeństwo jest konserwatywne), strach wzmacniany prawdopodobnie przez lobby winno-spirytusowe, któtre nie chce miec konkurencji. Znałem paru namiętnych palaczy trawki – oni alkoholu nie tykali.
    Pozdrawiam, do niczego nie namawiam 🙂

  4. Smok Wawelski Says:

    Kryminalizowanie nie prowadzi do niczego, poza powstawaniem gangow i karteli, ktore dzialaja poza wszelkim prawem i kontrola. W.g. mnie kazdy dorosly powinien moc sie truc czym chce, pod warunkiem, ze za jego leczenie nie bedzie musial placic ogol obywateli.

  5. Nadzieja na narkotyki « Laudate Says:

    […] Polityki Narkotykowej. Kto ciekawy, może zajrzeć kto w tej Komisji zasiadał. O samym raporcie pisałem zaraz po jego publikacji – w czerwcu […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: