Tajemne związki i gdybania

Gdyby poddać analizie niezliczone wypowiedzi dotyczące Wielkich Wydarzeń mijającego roku 2010 – jednym z kluczowych słówek byłoby „gdyby”. Zauważcie: gdyby z rozważań Polaków wyciąć „nabrzmiałe znaczeniem” rzeczowniki (wiecie które), pozostaną wtedy równie znamienne czasowniki poprzedzone niewinnym słówkiem „gdyby”.

Gdyby się nie spóźnił, gdyby odmówił, gdyby wylądował, gdyby ujawniono, gdyby się nie zgodził, gdyby nie kandydował, gdyby nie kłamał – i wreszcie powtarzane ze zgrozą – gdyby wygrał… brrr. Zostawię dziś gdybanie na tematy publiczne, bo okoliczności pozwalają na osobiste wynurzenia a tych publicznych wszyscy mamy jednako dość i jak się przekonujemy – niewiele z całodobowego mielenia domysłów wynika. Na temat możliwych przyczyn i konsekwencji wiadomego Wydarzenia pisałem 10 kwietnia i okazuje się, że poza paroma detalami obecny stan wiedzy zasadniczo pozostaje ten sam. Gdybym był megalomanem ulżyłbym sobie wyniosłym „gdybyście mnie słuchali, wiedzielibyście od razu…” – ale tak nie można, wątpienie i zwiedzanie umysłowych labiryntów jest jedną z rozrywek ludzkości i to nawet dość szlachetną. Zresztą do oczywistych konkluzji (100% pure logic) doszliśmy wtedy wysiłkiem grupowym, (poczytajcie komenty) więc tym bardziej sza… Wracam do rozważań o własnych podróżach, które mogły nie nastąpić, gdyby nie… właśnie co?

Nie liczcie na konstruktywne wnioski. Piszę na kilka godzin przed Nowym Rokiem, bo to dobry czas na podsumowania oraz luzowanie fantazji. Gdybanie jako zajęcie ma w sobie coś pociągającego. Słówko gdyby daje bowiem poczucie minimalnej władzy nad łańcuchem przyczyn i skutków. I nie szkodzi, że jest to poczucie całkowicie złudne. Gdyby ciotka miała wąsy, wcale nie byłaby wujkiem. Byłaby ciotką z wąsami.
Pokusa jednak jest silna i nie poddam się racjonalizacji. Ciąg niosących nas zdarzeń ma swój początek grubo przed naszym urodzeniem, ale cóż szkodzi poudawać, że mamy znaczący wpływ na to co nas spotyka. Oczywiście nie da się nie przyznać do małego szachrajstwa: w rozważaniach na temat tego, co jest skutkiem a co przyczyną musimy pomijać niektóre okoliczności a w zamian eksponować to, co do pożądanego obrazu przystaje. Inaczej obraz zupełnie się nie klei i można się pogubić się w domysłach jak w jakiejś, za przeproszeniem, mgle. Słówko gdyby jest znakomitym „puzzlem” w tego typu łamigłówkach, bez względu na to czy dotyczą one osobistego losu czy troszkę szerszej perspektywy. Gdyby pozwala pogodzić dwie rzeczy naraz: nieuchronność losu (a zatem brak przypadków) oraz potęgę (lub ułomność) własnego umysłu dokonującego wyborów. Uczciwa analiza pokazuje, że najzwyklejsze wydarzenia są zdeterminowane wcześniejszymi przyczynami, które – jeśli nie jesteśmy zbyt leniwi – możemy częściowo odkryć za pomocą użytecznego słówka gdyby.

Jakie były istotne i najprawdziwsze powody moich podróży, pozostanie tajemnicą, splotem okoliczności nie dającym się rozsupłać na tym blogu. Łatwiejsze do prześledzenia są powiązania faktów. Z konieczności zaczynając od środka opowieści: gdybym raz w Lublinie nie poszedł na wino z długoletnim przyjacielem, szefem Festiwalu Brunona Schulza, nie pojechałbym na jego zaproszenie do Drohobycza. Pojechałem, była to wspaniała obfitująca we wrażenia wyprawa w rejony dla mnie egzotyczne. Ale gdybym nie czytał wcześniej prozy Schulza, nie poddał się wpływowi jego legendy i nie był ciekaw artystycznych wydarzeń festiwalu – pojechałbym na Ukrainę z wycieczką albo nie pojechał wcale. Gdybym miał wątpliwości, czy warto przebyć parę tysięcy kilometrów, żeby na jakimś „prowincjonalnym” festiwalu wysłuchać referatów o przeszłości i przyszłości Galicji – tego wielokulturowego fascynującego tygla; albo porozmawiać z ostatnim żyjącym uczniem Brunona Schulza albo zobaczyć monodram Jana Peszka lub koncert zespołu KROKE – nie ruszyłbym się z domu, albo poleciał do Hurghady, o rety!
Ale to jeszcze nie koniec: gdybym nawet zapłonął chęcią wyjazdu, bo ktoś gdzieś wcześniej obudził we mnie wrażliwość i zainteresowania, lecz gdyby mi zabrakło czasu, pieniędzy i zdrowia albo gdybym nie miał w Opolu zmotoryzowanego przyjaciela, który zgodził się jechać tam ze mną, albo gdyby setka innych powodów stanęła nam na drodze – nie zobaczyłbym Drohobycza, jego ulic, kamienic, domu Schulza , cerkwi, Wielkiej Synagogi i innych miejsc równie banalnych co magicznych, w zależności od tego, kto patrzy i co go ukształtowało. Gdyby łyżka nie była łyżką, poznałaby smak zupy.

Na Drohobyczu moje prywatne gdybanie się nie kończy: tam się zaczyna i rozgałęzia gdybanie następne. Bo gdyby zespół KROKE nie dał czadowego koncertu dla drohobyckiej publiczności, nie szukałbym później ich muzyki na YT. Gdybym wkrótce potem nie kupił płyty „East meet East”, na której grają z Nigelem Kennedym, nie podążyłbym tym tropem. A podążyłem i znalazłem zapowiedź koncertu Nigela w londyńskiej Royal Albert Hall. W programie „Cztery pory roku” Vivaldiego, a więc repertuar, w którym Kennedy odniósł największe sukcesy. Gdyby nie podziw dla wirtuoza, showmana i żartownisia Nigela Kennedy’ego – zostałbym w domu. A tak ruszyłem na Londyn. To tylko skok na drugą wyspę: byłbym cymbałem brzmiącym, gdybym taką okazję przepuścił. Owszem, gdybym mieszkał w Polsce, byłoby trudniej, zresztą nie tylko z podziwianiem na żywo słynnego skrzypka. Nawet stąd byłoby może ciut trudniej, gdyby nie to, że mam w Londynie znajomych oferujących gościnę. Lecz nie byłoby tej znajomości i tej serdecznej gościny, gdyby nie fakt, że daawno temu mieszkałem w Toruniu i poznałem Jagódkę, która była wtedy uroczym dzieckiem, a po latach znalazła mnie na portalu społecznościowym. Pamiętała, że byłem znajomym jej rodziców. Gdyby nie internet, gdyby nie jej pamięć…
Aha: gdybym nie był wtedy w Toruniu, nie poznałbym Jacka, który „w ramach obchodów 25 rocznicy znajomości” 🙂 pojechał ze mną z Opola do Drohobycza. Ani Lucjana, który wówczas był znajomym toruńsko-warszawskich znajomych, a potem wyjechał w nieznane (jak się okazało, do Italii). Gdybym wiosną tego roku skasował bez czytania kolejny e-mail z agencji artystycznej, nie dowiedziałbym się, że Lucjan ma grać w Dublinie. Gdybym tego nie wiedział, nie poszedłbym na koncert i nie odnowił zażyłej znajomości, w rezultacie Lucjan nie zaprosiłby mnie do siebie i nie zobaczyłbym Wenecji – najbardziej niezwykłego miasta jakie dane było mi kiedykolwiek oglądać.
Przypadki chodzą po ludziach, a ludzi wpadają na siebie jak meteory. Gdyby nie słówko gdyby, nie moglibyśmy mówić o związkach przyczyn i skutków. Byłoby szkoda – przecież to takie fascynujące. I, jak się okazuje, twórcze: zobaczcie ile można o tym pisać… 🙂

Moi drodzy, kochani Czytelnicy: wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! Życzę Wam wielu niepowtarzalnych chwil, wielu osobistych sukcesów i radosnego odkrywania tajemnych związków między tym co nieuniknione i tym co zdarzyło się, bo właśnie tak chcieliście.

Na zdjęciu: ostatni żyjący uczeń Schulza – pan Alfred Schreyer podczas wystawy malarstwa w zniszczonej synagodze w Drohobyczu, maj 2010.

Reklamy

Tagi: , , , ,

Komentarzy 18 to “Tajemne związki i gdybania”

  1. Roman Strokosz Says:

    Tajemne zwiazki gdybania sa nieodlaczna czescia przemijania.
    Jakze typowym dla polskiej narodowej natury jest to, ze POLAK JEST MADRY PO SZKODZIE !

    Sylwestrowa Noc jest wlasnie zanczacym elementem przemijania.Czestokroc przemijanie nie lubimy, bo asocjuje sie z czyms, co raczej zgorzkniale nazywamy starzeniem.Przemijanie jednak jest czestokroc panaceum na okreslone psychologiczne traumy/rany.Czyz nie mowimy, ze czas goi rany?
    Cokolwiek by wiecej tu nie powiedzial, nader slusznym i wlasciwym jest pozyczyc Tobie Przyjacielu LAUDATE i Wam szanowni internauci goszczacy na tym interesujacym, stojacym na wysokim intelektualnym poziomie Blogu, by nadchodzacy rok byl dla Was spokojniejszy, bezpieczniejszy, dostatniejszy,przepelniony sukcesami, wolnym od trosk i zmartwien.
    Pelnego bukietu optymizmu zycze zamykajac to staropolskim

    D O S I E G O 2 0 1 1 R O K U !!!!!!

  2. Roman Strokosz Says:

    W minionym roku skierowales pod moi adresem pewna krytyczna uwage, za co jestem Tobie bezmiernie wdzieczny! Byc moze zdajesz sobie sprawe kiedy to bylo? Nie wazne daty, wazne fakty!.
    Bede podnosil za kilka godzin tutaj w odleglym Nowym Jorku kielich z szampanem i badz przekonany Przyjacielu, ze czescia mojego toastu bedzie i toast dla Twojej pomyslnosci w nadchodzacym Roku.
    Mam takie wrazenie, ze w wielu moemntach rozumiemy sie bardzo dobrze bez zbednych komentarzy. Nie wiem jak TY ale ja z pelna swiadomoscia pisze i mowie o Tobie PRZYJACIEL !
    Dziekuje !

  3. Eliza Says:

    Naręcze życzeń Ci składam Laudate, niech ten NRok będzie szczęśliwy dla Ciebie, Twoich bliskich, jak i Twoich komentatorow.

  4. mewa śmieszka Says:

    Laudate, życzę Ci w Nowym Roku wielu natchnień i owocnego prowadzenia bloga i obyś nigdy nie składał pióra czy raczej klawiszy 😀 a Twoim czytelnikom ( w tym i sobie) radości z czytania Ciebie.
    No i w ogóle oby nam się 😀

  5. wiedźma Says:

    Serdecznie pozdrawiam Gospodarza i wszystkich bywalców Jego bloga. Gdyby….. to taka daremna nadzieja, że dałoby się odwrócić to co złe…. Niech nam przyświeca nadzieja, że nie będzie to konieczne w Nowym Roku !

  6. Zbyniek Says:

    Laudate ja prosto z serca życzę Ci w Nowym Roku aby ten nowy był lepszy dla Ciebie i Twojej rodziny niż ten stary.
    A komentatorom Twojego bloga życzę abyś częściej pisał

  7. Smok Wawelski Says:

    Splot przypadkow doprowadzil do tego, ze bylismy, gdzie bylismy i jestesmy, gdzie jestesmy. A co nam przyniesie kolejny rok, to sie wkrotce okaze.

    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku.

  8. romskey Says:

    Życzę Ci Laudate aby każda Twoja myśl wywierała wpływ na pozytywne zmiany w naszej rzeczywistości. Brzmi trochę abstrakcyjnie ale skoro o gdybaniu mówimy może za kilka miesięcy, dni czy tygodni powiemy : gdyby Laudate ‚tego’ nie zauważył nie obniżono by podatków..:)

    Kilka razy popadałem w podobne refleksje. O wiele łatwiej rzecz wyjaśnić ogólnie rozumianą Karmą : czując potrzebę podejmowania różnych działań realizujemy jedynie transcendentny zamysł wszechświata w którym mamy do odegrania jakąś rolę. Naszym zadaniem jest wywoływać nawet niewielkie zmiany, niekiedy sprzeczne z naszymi zamysłami aby pobudzać rozwój zmian innych, często większych. Efekt motyla;)

    Tak na ludzkiej płaszczyźnie „gdyby” uważam za sposób społecznej autoterapii udowadniającej nam że nie jesteśmy aż tak „mało rozgarnięci” jak wskazywałyby na to wnioski z obserwacji tego co nas otacza.

    Jeszcze raz Wszystkiego Pomysłowego w 2011;)

  9. laudate44 Says:

    Romskey, chciałbym potwierdzić, że też wierzę w interakcję, ale własciwie co tu jest „do wierzenia”? Mówimy o zjawiskach empirycznych: mały kamyczek może wywołać falę albo nawet lawinę. Tak więc każde słowo i czynność są znaczące – sporą uwagę poświęcają temu Buddyści.
    Mnie do Buddysty daleko, ale przewrotnie po raz kolejny zauważę, że GDYBY nie mój rozwlekły i monotematyczny wpis, nie dopisałbyś (Ty i Pozostali) w komentarzach jakże cennych spostrzeżeń.

    Dziękuję wszystkim za życzenia. Oby nam się!

    • romskey Says:

      Ha, tylko ja wprowadziłem do tematu element misji. Dlaczego piszesz a pozostałe 4 miliardy ludzi na świecie tego nie robi ?;)

      • laudate44 Says:

        Może zajmują się czymś bardziej pożytecznym…
        Znam parę takich osób.

      • romskey Says:

        Nie gadaj;) To co robimy jest pożyteczne nie tylko w aspekcie indywidualnym ale i szerszym. Nie odrywamy współpracowników od ich zajęć tylko dlatego że mamy coś naszym zdaniem ważnego do powiedzenia.

  10. wjaf Says:

    Witaj Laudate
    Dzięki za to, że Ci się chce pisać. Ja się zwykle nie wpisuję, bo i co tu dodawać. Dosiego Roku i oby Ci się nie znudziło.
    Szczególne podziękowania za przypomnienie wpisu (i opinii) z 10 kwietnia. Sam również wyrażałem podobne zdanie na onecie, ale nie wypłynęło. Twoje i Twoich korespondentów, których spotykam na innych blogach, sprawdziło się w 1000%.
    Miejmy nadzieję, że kacze podrygi i żonglerka trumnami przejdą w tym roku do przeszłości.

  11. staruszek Says:

    Gdybym Ciebie Laudate nie poznał, to było by mniej ciekawie.
    I zaspakajania tego głodu czytania wielu już bywalcom i przyszłym bywalcom w 2011 życzę! Ciesz się własnym zdrowiem, zdrowiem rodziny i przyjaciół!

  12. Zbyniek Says:

    Laudate mnie też starucha zaraziłeś gdybaniem a mianowicie:
    Gdybym mógł być tak młodym i sprawnym jak było to chociaż w latach 60 tych i gdybym choć raz przeżył jeden dzień w Nowym Roku 2011 tym bez myśli wielkiego stratega i jego tłumaczy.
    To by był to Nowy Rok spełniony nowych moich marzeń

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: