Internet jak słoń

Romskey zadał kiedyś pytanie „czy chcesz przez internet wpływać na zmiany w Polsce ?” Można autora posądzić o naiwność (jak to zrobili komentatorzy) lub dopytywać, o jakie zmiany mu chodzi. Jak się domyślam, Romskey nie sonduje możliwości dokonania kolejnego Przewrotu Majowego albo rewolucji kubańskiej. Przez internet nie można wyeliminować korupcji z PZPNu i wojska, ucywilizować kiboli na stadionach, przekonać biznesmenów do uczciwości a związkowcom zakazać żerowania na nieświadomości robotników.

Internauci, mimo dostępu do wiedzy (Googlu-sezamie, otwórz się!) i manifestowanej niezależności są bezradni wobec inercji ciał ustawodawczych i polityków rzekomo reprezentujących naród. Blogerzy „widzą i opisują” całą nędzę machiny urzędniczej, wyśmiewają socjotechniczne zabiegi w mediach, bałagan w policji, prokuraturze i sądownictwie. Wiedzą dobrze, jak marne są widoki na wymianę polityków fatalnych na jakichś lepszych, w miarę kompetentnych i otwartych na potrzeby społeczne. Polityczna i komercyjna zależność mediów sprawia, że w sieci – ostoi niezależnego komentowania – można znaleźć zaskakująco dużo ciekawych diagnoz gospodarczych i społecznych, a blogerzy wydają się mieć wiecej konstruktywnych pomysłów na funkcjonowanie państwa niż stanowiący o narodowym bycie partyjniacy bez wyobraźni. Nie jest tajemnicą, że obecna klasa polityczna klasy w zasadzie nie posiada, u większości z nas (gdybyśmy mieli wybór) nie zaliczyłaby egzaminów z dojrzałości obywatelskiej, poszanowania prawa i zaangażowania w pracę. Minus 2 w skali ocen szkolnych dostaliby politycy z lewa i prawa. Tylko fakt, że społeczeństwo jest rękami polityków podzielone, przynosi poparcie jednym lub drugim (lub trzecim i czwartym) w myśl zasady wyboru mniejszego zła. Polityk X dostaje ocenę dostateczną i winduje się w sondażach tylko dlatego, że jego konkurenta Y wyborca umieszcza głęboko pod skalą z ocenami.

Umiarkowane powodzenie kilku akcji internetowych (koniec PZPN, Spieprzaj dziadu, Aby PIS nigdy więcej… itp) nie przesądza, że internautów stać na zainicjowanie poważniejszych zmian. Wydaje się też, że politycy gros swojej energii i zabiegów ustawodawczych poświęcają zapewnieniu sobie bezpiecznego trwania u władzy bez oglądania się na obywateli będących dla nich jedynie mięsem armatnim. Probierzem intencji polityków są choćby dwie sprawy: sposób finansowania partii politycznch oraz osławione JOWy czyli Jednomandatowe Okręgi Wyborcze.

Nic nie wskazuje na to, by obecny system – społecznie szkodliwy, korzystny dla kondycji dużych partii – miał być reformowany. Na nic emocjonalne wpisy na blogach, rzucanie pozytywnymi przykładami, liczbami i… mięsem. Politycy potrafią sobie z tym radzić. I nie chodzi wcale o słynne i mocno przesadzone „kneblowanie internautów”, bo na nic takiego się nawet nie zanosiło. Po prostu internauci jeszcze długo nie będą stanowić jednolitej siły zdolnej narzucić politykom i mediom swojej woli. Prędzej sami skoczą sobie do gardeł broniąc „swoich” polityków.
Kłótnie i agitacja w internecie jako sposób na poważniejsze zmiany są wybitnie nieskuteczne. Symbioza dziennikarzy mainstreamowych z politykami jest na tyle silna, że blogerzy im nie podskoczą. Najlepszych można unieszkodliwić metodą kija bądź marchewki. Inni opętani misją lub cierpiący na megalomanię okażą się niezdolni do konstruktywnego działania. Pozostała drobnica może sobie walić w klawiaturę jak czarownik w bęben: od tego hałasu politycy ze stołków nie pospadają, z ciepłych limuzyn nie wysiądą.

Jednak pytanie Romskeya nie jest zupełnie „odjechane”: wielu z nas zasiada do klawiatury z intencją przekonania czytelników do pewnych racji, nasze połączone opinie a także toczone spory tworzą bieżący zapis stanu świadomości i z pewnością tę świadomość poszerzają.

Wbrew anachronicznym opiniom, z internetu korzystają nie tylko amatorzy pornosów i popijający piwo frustraci. Ludzie zwyczajnie szukają wiedzy, której nie dostają z innych źródeł. Oczywiście wiedzę czerpać można z tysięcy web-stron, nie tylko w języku polskim. Po raz kolejny wspomnę fenomen Studia Opinii, witryny elitarnej, całkowicie odmiennej od tego co o internecie wie prezes PIS i jemu podobni. Powodzenie tej witryny ukazuje istnienie w przestrzeni blogerskiej mody na dokształcanie się. Aktywność niezależnych blogerów oraz komentatorów pod artykułami takich sław jak p.p. Szostkiewicz, Passent, Paradowska świadczy, że jest potrzeba dzielenia się wiedzą siegającą dalej niż własna lodówka i sklep osiedlowy. Nie wszyscy zatrzymali się na „naszej klasie”.
Autorzy piszący w sieci – przypuszczam z pełną świadomością efektów swojej altruistycznej działalności – przybliżają czytelnikom zawiłości ekonomii, historii, bieżacej polityki miedzynarodowej czy ekologii. Znajomość zjawisk tworzących współczesny świat oraz rozumienie ich WSPÓŁZALEŻNOŚCI – bagatelizowanej często przez populistów w mediach, jest pierwszym warunkiem przemian. Zatem stawiając wyraźną linię dzielącą agitację i edukację, internet postrzegany jako medium edukacyjne może przyczynić się do przemian.
„Panta rei” – nic nie pozostaje takie jak było, z tygodnia na tydzień zmienia się sytuacja globalna, inne niż rok temu wiatry polityczne wieją z Zachodu, całkiem interesujące ocieplenie nadchodzi ze Wschodu. Czekamy aż ktoś mądry objaśni nam te zjawiska w internecie. Po raz kolejny wzbogaci się nasza wiedza o świecie oraz o naszych własnych możliwościach. Niekoniecznie musimy zmierzać do rewolucji, ale podejmując dyskusję o przemianach, wywieramy na nie minimalny wpływ. Yes, we can – powtórzę za Obamą.

Pozostanę przy wdzięcznym temacie: pisarz Jerzy Pilch udzielił niedawno wywiadu, w którym użył był słów „internet to rzeka gówna”. Nie znalazłem w sieci żadnej polemiki z Pilchem, jakby autorzy tekstów tu publikowanych na Pilcha się obrazili lub wyszli z założenia, że to co napiszą i tak do niego nie dotrze, skoro, jak sam wyjawił, on do internetu nie zagląda, bo nie ma czasu. Nie zagląda, a wie czym internet pachnie!
Pisarstwo pana Pilcha bardzo lubię, przeczytałem dużo i z przyjemnością, dialogi ze sztuki „Narty Ojca Świętego”, a zwłaszcza monolog w scenie końcowej uważam za arcydzieła polskiej literatury. Dlatego za fanfaronadę potępiać go nie będę, bo pan Pilch jest dorosły i z pewnością wie co mówi, nawet jak nie wie o czym.
Pisarz zachował się jak jeden z bohaterów hinduskiej opowieści, w której kilku ślepcom polecono opowiedzieć jaki jest słoń. Jeden dotknął kłów – rzekł, słoń jest twardy, zimny i gładki; drugi opisał jak szorstka, giętka i długa jest trąba, trzeci dotykał miękkich uszu, czwarty ciepłego brzucha, kolejny ślepiec włożył rękę słoniowi pod ogon. Prawdopodobnie tym ostatnim był Jerzy Pilch.

Reklamy

Tagi: , , ,

Komentarze 32 to “Internet jak słoń”

  1. jjw Says:

    masz rację 🙂
    w

  2. laudate44 Says:

    Ty też! 🙂

  3. lessx Says:

    Dobry tekst,
    Słoń, symbol szczęścia i ta ręka w …

    Wesołych Świąt gospodarzu…najlepszego!

  4. Zbyniek Says:

    Szanowny blogerze czy pisząc że drobnica może walić w klawiaturę z marnym zyskiem masz na myśli rzeszę czytających cię Twoich wielbicieli.
    Ja stry zgred Zbyniek mogę Cię zapewnić że kropla drąży skałę jak i Twe słowa i wielu normalnych blogerów wymienionych przez Ciebie nie robią wody z mózgów internautów was czytających tylko przynoszą pożytek

  5. Kartka z podróży Says:

    Chapeaux bas Laudate – nic dodać nic ująć. Mądry tekst.
    A właściwie dopisał bym jedno. Dla mnie przy okazji internetu odkryciem było jak dużo i dobrze ludzie piszą na różne tematy. To trudno bez sieci, na co dzień zauważyć. Może tylko gdy szedłem przez Hiszpanię to w schroniskach zauważałem sporo ludzi siedzących za stołami, na schodkach, w barach i piszących w kajetach wspomnienia. Zresztą nie tylko – również wiersze albo np opisy trasy. Wiele z tych notatek trafia potem do internetu. Dostałem na święta do przeczytania przewodnik po pieszej trasie z Lizbony przez Porto do Santiago, który przez całą zimę na podstawie własnych notatek i wiadomości z internetu pisał jeden z moich czytelników. Niesamowita robota, mnóstwo pracy – blisko 100 stron bardzo potrzebnego tekstu! I to trafi wkrótce do sieci! Moim zdaniem internetowa społeczność jest w wielu wymiarach o niebo lepsza aniżeli ta na ulicach.
    Pozdrawiam

  6. laudate44 Says:

    Zbyńku, nie musisz mnie zapewniać o tym, o czym mnie zapewniasz. Dziękuję.
    Pisząc o drobnicy miałem zupełnie co innego na myśli. Po pierwsze „dzieciaki z Onetu” czyli bezimienny i bezkrytyczny tłumek krzykaczy. Po drugie, wybrażam sobie, że jest w sieci sporo piszących, o których ani nawet nie słyszeliśmy. Jak więc ich opinie moga być znaczące?
    Ty Zbyńku akurat należysz do tych użytkowników internetu, którzy nie poprzestali na Naszej Klasie, tylko m.in. poszukują wiedzy, albo potwierdzenia swoich przemyśleń.
    To chwalebne: mając poukładane w głowie nie pójdziesz z Guzikiewiczem hamować reformy (to w skrócie) bo rozumiesz, że od nich zależy los Twoich wnuków itd.
    To ważne, bo jak wiesz, Twoja generacja na ogół jest apatyczna albo gorliwie popiera najgorszych pasożytów z pisem i rydzem na czele. Pozdrawiam

  7. Tetryk56 Says:

    Też uważam, że masz rację. Pozdrawiam świątecznie.

  8. Starszy Dyszczo Says:

    Internet się rozwija a w zasadzie zmienia. Wchodzą nowe technologie i nowe rozwiązania. Przy tej masowości, muszą następować zmiany. Technicznie, użycie internetu w wyborach możliwe jest już teraz, podobnie referenda, poparcie i protesty. Znaczenie prasy i klasycznych mediów maleje, albo musi się zmienić ich charakter. W jakim to pójdzie kierunku trudno przewidzieć. Jestem umiarkowanym optymistą i tu popieram Romskeya. A generalnie to się też zgadzam – w ogóle zaczynam podejrzewać jakąś zmowę. Wy tu sobie piszecie teksty w taki sposób, żeby nie dało się podyskutować, 😀

    • laudate44 Says:

      Dyszczo! Za ostatnie zdanie należy Ci się butelka śliwowicy!
      Pytanie tylko, kto Ci ją postawi 🙂
      Muszę się naradzić ze „wspólnikiem” Romskeyem.

  9. Starszy Dyszczo Says:

    Jak już napisałem, uznaję tylko jeden rodzaj śliwowicy za godny wypicia – musi być ze starego gatunku węgierek i muszę znać drzewo z którego owoców została zrobiona. Inne to podróby. Dysponentem flaszki ja jestem i czekam na pretekst do przekazania. Tylko musi być porządny ten pretekst, bo i trunek zacny 😀

  10. romskey Says:

    Wiele tematów poruszyłeś zacznę więc od siebie;)
    Pisząc swój tekst miałem świadomość inwazji marudzenia. Kiedyś myślałem że ludzie po prostu są przekorni i jak ktoś coś to oni na odwrót. Jednak nie. To kwestia nastawienia. Wyobraź sobie co byłoby gdyby Wałęsa nie wierzył w sukces ? Fakt, on do końca nie wierzył w upadek komuny ale w osiągnięcie celów strajków wierzył święcie. Podobnie Piłsudski i każdy inny człek który wyłamał się po za obszar powszechnego stereotypowego myślenia. Głupio czuć się naiwnym choć miałem nawet ubaw poznając reakcje krytyków;)
    Jedyny wniosek jaki osiągnąłem po „sondowaniu” był taki że użyłem złej techniki. Po prostu byłem szczery. Ludzi trzeba okłamywać, terroryzować, szantażować – wtedy działają całkowicie zgodnie z planem.
    To bardzo polska cecha. Nie jesteśmy narodem kolektywnym, nie podejmujemy wspólnie decyzji, nie konsultujemy się – żywoty swe spędzamy jako indywidualiści.
    Zjednoczenie indywidualistów może oprzeć się na wspólnym wrogu czy innym zagrożeniu. Gdy tego brak – idą w rozsypkę. To ta cecha doprowadziła do mordu katyńskiego, do aresztowań profesorów w Krakowie i wszelkich innych kaźni. Wielu, naprawdę wielu ludzi zadawało sobie pytanie : Jak to jest że 100 tys jeńców może nie sprawiać oporu garstce strażników ?
    Jest tak dlatego że nikt nie wierzy że „można coś wspólnie”, że można komuś zaufać, że ktoś nie ugnie się. Środowiska kryminalne wykształciły formę współpracy chociaż już nieco zasady starej gwardii zanikły jednak grypsowanie nie ogranicza się jedynie do sposobu doboru kolegów do udziału w skokach. To także zobowiązanie pomocy niezależnie od okoliczności i wiele innych zasad.

    Jesteśmy nieufni, mamy do tego prawo z uwagi na historię i doświadczenia. Jednak popadanie w absurd nieufności w przypadku jasno zdefiniowanej propozycji rządu było raczej zabawne niż rozsądne. Szczęśliwie nikt nie wymyślił jeszcze sposobu na to jak takie konsultacje mogłyby wyglądać i mój wątek można potraktować jedynie jako test „dobrej woli” który nie wypadł najlepiej:)
    —–
    Wielokrotnie słyszę z ekranu że internet to ściek. Wałęsa nazwał kiedyś kaczyńskich „łajniakami”. Poproszony o zdefiniowanie tego słowa odpowiedział że to takie stworzenie które ani do miodu ani do kwiatu nie pójdzie.
    Tak że każdy znajdzie w sieci to czego szuka. Czasem jestem łajniakiem ale raczej w ramach poszukiwania w psiej kupie drogocennego diamentu który piesek nieopatrznie połknął. Pilch świetnie wpisuje się w towarzystwo tych którzy bezkompromisową krytykę własnej postaci uważają za ściek. Bywa tak ale to nie jest norma. Pilchopodobni liczą na to że do ścieku ludzie nie będą zaglądać lub liczyć się z jego opinią. Mrzonka.
    Media nienawidzą sieci gdyż ta odbiera im chleb, powoduje że dziennikarstwo psieje bo musi być sprzedaż.

    aj, rozgadałem się;)

    pozdrawiam.

  11. antoni kopff Says:

    Pod takim widzeniem rzeczywistości internetowej podpisuję się oburącz- zwłaszcza w opisie sytuacji tych piszących, którym nie chodzi o popularność zdobytą pisaniem o Dodzie. Jako człowiek czynu oczekiwałbym jednak wniosków -np. stworzenie własnego portalu, sprzężenie z jakąś gazetą lub telewizją -słowem działanie na nieco większym polu niż , co tu mówić -zachwaszczony internet. Stworzenie skutecznego źródła nacisku, swoistego lobby ludzi rozumnych byłoby osiągnięciem, o którym w ten świąteczny dzionek marzę, zdając sobie sprawę , że pojutrze -powrót do tzw.normalności, czyli ręka znowu w dupie słonia.

  12. laudate44 Says:

    Dziękuję, panie Antoni za komentarz, myślę, że ewolucja blogosfery jest nieunikniona, bo tym „ambitnym” będzie zależało na wyraźnym odcięciu się od całego pudelkowego jarmarku. To taka moja intuicja, bo żadnych newsów na ten temat jeszcze nie mam.
    Pana wpisy regularnie czytam, ale nie mogę zostawiać komentarzy, bo coś je blokuje. Bardzo żałuję, ostatni tekst był wyjątkowo zabawny.
    Może Romskey wie jak tej technicznej przeszkodzie zaradzić?

  13. romskey Says:

    Chyba świąteczne gadulstwo udzieliło się mi. Znowu trochę tekstu 😉

    Romskey wie że Pan Antoni mógłby przesiąść się na WordPress który jest znacznie przyjaźniejszy – nie wyświetla reklam, pozwala uprościć zostawianie komentarzy, można w komentarzach zawierać materiały video, cytaty, komentarze wyświetlane są w schodkach . No sam wiesz jak to jest. Podobnie nieprzyjazny jest blox czyli platforma Niny i kilku innych interesujących blogerów : aby pozostawić komentarz system szantażuje nas że jeżeli nie zostawimy adresu e-mail to wyświetli nasze IP. To jest chore, adres IP jest jedną z danych pomocnych w efektywnym hakowaniu i nie uważam że powinien być upubliczniany a po za tym dodawanie swojego maila do bazy teleadresowej choroba wie czyjej gwarantuje otrzymywanie dodatkowego reklamowego spamu.

    Co do Twojego konkretnie przypadku to przeczyściłbym cookies (choć pamiętaj że one przechowują często pamięć haseł i loginów – tak że po czyszczeniu będziesz musiał zalogować się do miejsc które odwiedzasz ponownie). Możesz spróbować z innej przeglądarki np. Opera 10.5 – najnowsze osiągnięcie Norwegów – ponoć pod względem bezpieczeństwa przerasta Firefoxa który w wersji 3.5 stał się ofiarą bezlitosnych ataków (znaleziono lukę która nie umożliwiła kradzieży danych ale załamanie stosu – znaczy w skrócie zablokowanie programu)

    Trzecia sprawa to własny portal. Niepielęgnowany ogórdek umiera. Jest tak po prostu i nic na to nie poradzisz. Na razie widzę około 10 chętnych do udziału w takiej inicjatywie. Panu Antoniemu chętnie przydzieliłbym autorskie poletko-stały dział. Problem jest jednak inny. Potrafię wygenerować oglądalność kilkukrotnie wyższą niż poseł Palikot na swoich regionalnych spotkaniach. Jestem w wordpressie zaledwie od października i zastanawiam się jaką oglądalność macie Wy. Posiadając wsparcie Deratyzatora możemy bardzo szybko stać się miejscem zauważonym w sieci (przynajmniej tej politycznej). Uważam że 2000 unikalnych odsłon dziennie to byłaby dolna norma. To są poważne obciążenia a więc względy techniczne mogłyby kolidować z przesłaniem portalu.
    (Zastanawiałem się czy „organizacje pożytku publicznego” -takie jak portal-nie mogłyby być sponsorowane przez państwo).
    Widząc co dzieje się u ‚sieciowej kury’ czasem mi go nawet żal. Zamiast wkurzać ludzi użala się nad oglądalnością i finansowaniem.
    Staram się zachowywać jak Putin który lubi przyglądać się zmianom w Polsce aby u siebie adoptować rozwiązania lepsze lub skuteczne. Nic to że narażam się na krytykę że u mnie robota nie najszybciej idzie. Nie zbieram plonów złej roboty a niecierpliwość jestem w stanie przyjąć.
    W wolnych chwilach działam choć ostatnie tygodnie znów przyniosły full pracy nad czymś innym.

    Powiem tak. Ogólne osiągi trochę przerosły moje oczekiwania. Skoro ma być miejsce ambitne i z konkretną oglądalnością to musi być jasna idea. Jeżeli portal ma wywierać wpływ musi mówić głosem ludu. Nie być typową ‚publicystyką’ lecz ‚generatorem opinii’ pod którymi ludzie gotowi są choćby anonimowo podpisać się (nie tylko autorzy a nawet głównie „nie-autorzy”). Taki zamysł wymaga wyjścia po za obszar „text+komentarze”. Sondaże, ankiety, własne materiały foto, video, prawa do publikacji. Jeżeli dołożę do tego reklamy – stajemy się działalnością komercyjną a wtedy nie ma co liczyć na łagodne traktowanie ludzi od copyrights. Bez samofinansowania nie utrzymamy portalu. Może to nie są wielkie sumy ale ja nie cierpię chodzenia po ludziach i dopominania się.
    Sieć się zmienia a ja bacznie temu przyglądam się. Cierpliwości więc bo tu nie gramy o obalenie kaczyńskich ale o coś znacznie ważniejszego i ciekawszego.
    Piszmy, nawiązujmy znajomości, szanujmy się 😉 Twórzmy klikę. Czy tylko aferzyści mogą zakładać kliki ?;)

  14. Kartka z podróży Says:

    A może po prostu określić jakąś najbardziej ogólną, pojemną formułe/deklarację wolnościową do przyjęcia dla tych którzy piszą w kontekście zmian o polityce, religii, kulturze, życiu codziennym, seksie, filozofii itp i oznaczyć blogi tych, którzy się z nią identyfikują. Każdy pisze co chce i o tym co lubi mając pełną swobodę wypowiedzi ale uznaje potrzebę zmian bo jest niezadowolony z rzeczywistości. No i przestrzega pewnych zasad np sprzeciwia się ograniczeniu wolności wypowiedzi, zakłamywaniu rzeczywistości, karze śmierci itp. Chodzi mi o bardzo ogólne a zarazem fundamentalne wartości. Nie ukrywam, że myślę o kanonie klasycznych(!) wartości liberalnych czyli wolnościowych. Jeśli ktoś się z tymi wartościami identyfikuje oznacza swój blog np – „blok związany ze środowiskiem libertat absoluta”. To by pozwalało w sposób nieskrępowany oddawać się swoim pasjom a równocześnie byłoby podstawą jakiejś struktury organizacyjnej. Bo przeciez pisząc o polityce, sztuce, podróżach, miłości mielibyśmy podobna optykę widzenia.
    Oczywiście to co wyżej napisałem to moje wymyślone na kolanie, bardzo wstępne i dyskusyjne propozycje.
    Pozdrawiam serdecznie

    • laudate44 Says:

      Wiesz Kartko, dla mnie sam internet to jest przestrzeń „libertad absoluta” i nie czuję potrzeby dodatkowego zaznaczania, że mam wolnościowe poglądy.
      Przypuszczam, że najbardziej zakuty prawak z S24 też będzie mówił o sobie, że jest wolnościowcem, choć już nie libertynem. Znamy z Romskim wybitnego wolnościowca, specjalisty od tłamszenia opinii niezgodnych z jego humorem (bo poglądów tam już nie ma) … Z pewnością nie chcielibyśmy tego autorytarnego stylu naśladować.
      Może mam awersję do etykietowania i „przynależności” ale zauważ, że trafiliśmy na siebie (my, czyli cała drużyna komentujacych tu i o Romskiego) w sieci właśnie dlatego, że zbliżyło nas podejście do wymienionych przez Ciebie wartości. A nikt nie składał deklaracji – takie rzeczy czyta się między wierszami.
      Pozdrawiam

      • romskey Says:

        Kartka wpadł na podobny pomysł do tego który rozważałem niemal w tym samym momencie. Zakładanie klanów to bardzo pozytywna rzecz. Osiągnięta zostaje różnorodność opinii. Zamiast spamować tych których nie lubisz możesz dogadywać się z tymi których lubisz.
        Zależy mi na tym aby teksty ważne nie nikły wśród tekstów dobrych lub „fajnych”. W wersji prototypowej skrypt losowo wyświetla 8 nowych zajawek tekstów (myślałem że to mój pomysł a stosowany on jest od jakiegoś czasu na WP czy witrynie Newsweeka:) Chciałbym umożliwić przeprowadzanie akcji uczynić je widocznymi dłużej niż 24h (wyjść po za obszar jednodniowego zrywu).
        Nie chcę zagadywać. Wasze opinie są na wagę złota.

  15. laudate44 Says:

    Klika już jest i to taka klika co często klika.
    Zajrzyj na St.Opini, w zakladce „O nas” są wyniki ich oglądalności. Rekord był w lutym, prawie 7 tys , ale norma nie przekracza 2,5 tys wejść dziennie.
    Przyznam, nie rozumiem, jak względy techniczne mogłyby kolidować z przesłaniem portalu? I jakaż to musi być „jasna idea”?
    Czy nie jest wystarczającą ideą stworzenie możliwości pisania w jednym miejscu kilkunastu ludziom?
    Co do sondaży i ankiet – umówmy się – sa zabawą, niczym więcej, skoro na każdym wiekszym portalu widzimy zyupełnie różne wyniki sond np. politycznych. Ben lubi sondaże, bo ma potem o czym pisać. Nie mam nic pzreciwko temu, ale sondaże nie są chyba nieodzownym elementem, którego brak powstrzymalby powstanie portalu.
    I na koniec, po męsku: ile kosztuje roczne utrzymanie portalu dającego (docelowo) możliwość 2 – 4 tys odwiedzin dziennie? Znając kwotę, będziemy mogli wspólnie zastanowić się, jak ją pozyskać, bez narażania ABSOLUTNEJ niezależności piszących. Mądrych głów nie brakuje.

    • romskey Says:

      Względy techniczne to wydajność skryptu który załamując się z powodu duchów, realnych postaci lub ich ilości – burzy zaufanie do miejsca.

      Nie zrozumiałeś mnie Laudate. Nasza koleżeńska pisanina spotyka się z zainteresowaniem co mnie akurat nieco przytłoczyło. Sprowadzenie kilku zgłaszających chęć i potrzebę uczestnictwa w takim miejscu wybiega znacznie po za obszar wspólnej kanapy kilku dobrych znajomych. Stąd myśl o idei. Roboczo używam nazwy „Stowarzyszenie bez statutu” i jest ok. jednak nie chcę abyśmy wchodzili sobie na głowy. Kartka właśnie proponuje działy, klany – to jest rozwiązanie i w wersji prototypowej zalążki tego „kierunku” istnieją.

      Dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach ale nie mówimy właściwie o pieniądzach. Koszt podstawowy (znalazłem bardzo miłą amerykańską ofertę) to 100USD (bez limitów) jednak wydajność. Serwery realnie wydajne kosztują znacznie więcej. Jakby to powiedzieć : muszę zakładać wzrost aktywności aby uniknąć rozpaczliwego szukania wyjść z nieoczekiwanych sytuacji. Operator musi zagwarantować zachowanie stałych cen przez min. 2 lata.
      Na razie to są spekulacje. Chciałbym uniknąć atmosfery presji. Bardziej interesują mnie nowatorskie możliwości lepszej komunikacji, nawigacji, tego czego ludziom brakuje w blogach (oprócz stałego towarzystwa:)
      Skrypt jest prosty i lekki że należy szukać rozwiązań które go nie skomplikują a więc rzeczy niezbędnych. Nie chcę pytać ludzi o to czego potrzebują bo to bezcelowe, chcę zapewnić im komfortowe minimum socjalne.
      …please wait.. a nawet nie wait. II wojna trwała prawie 6 lat. Idę o zkałda że i tak będziemy szybsi niż idea ‚normalnej Polski’ 😉

      • laudate44 Says:

        A czy ideologia naszego klanu dopuszcza korzystanie z jankeskich serwerów? Bo podobno tam Murzynów biją, a przynajmniej bili kiedyś. 🙂
        A teraz poważnie: Suma nie jest zatrważająca, ja tu wiecej płacę za 3 miesięczny abonament na internet… ale wiadomość z ostatniej chwili – dostaliśmy ofertę korzystania z bardzo pojemnego (7 tys wejść) serwera Deratyzatora. Pisał przed chwilą, że daje dostęp, tylko mamy sobie sprawić sofware. A z tym , jak sądzę nie będzie problemu.
        Więc jak?
        Policzmy: chętni do pisania są, serwer jest, jeśli będa poboczne koszty pokryję je sam, trzeba sofware i małej dyskusji nad pryncypiami czyli tym co dotyczy wzajemnych relacji użytkowników, ich praw itd.
        Kiedy startujemy? Może na Dzień Zwycięstwa 9 maja?
        Pozdrawiam

      • romskey Says:

        Bez poświęceń Laudate:)
        Ja nie jestem wolontariuszem lecz rewolucjonistą a nawet Lenin jakiś czas rewolucję planował;)

      • laudate44 Says:

        O co Ci chodzi, o jakie poświęcenia? Chcę sie do czegoś przyłożyć, bo wielokrotnie się deklarowałem.
        Przecież niczego nie narzucam, ale jeśli wolisz nieskończenie teoretyzować planując założenie portalu „kiedyś-tam”, to nie będę przeszkadzał.
        Oferta Deratyzatora jest konkretna i bezpłatna. Dlaczego nie skorzystać? Przecież on nie cenzuruje a ja nie wpraszam się na wspólnika. Obawiam się, że ten naładowany nieufnością tryb rozgrywania spraw spowoduje, że wspomnianą rewolucję będziesz przeprowadzał sam.

      • romskey Says:

        Na razie do rewolucji chętnych wielu nie ma więc wiele nie zmieni się;) Chciałbym zrzucić z siebie pewien ciężar niezbędności. Płacę za własną szczerość. Możesz się zżymać ale ja nie wypuszczę toyoty bez lusterek wstecznych o pedale gazu nie wspominając.
        Poruszając temat portalu myślę o jego organizacji. Jak zauważyłeś nie istnieje sensowna forma konstruktywnego dialogu choćby w ramach tzw. konsultacji społecznych. Dlaczego tego nie pomyśleć nad rozwiązaniem ?
        Myślę o innowacjach, niekonwencjonalnych rozwiązaniach.
        Drupali i WordPressów jest bez liku za darmo. Do tego posiadają wady mimo że tworzą je sztaby ludzi.
        Czy mam rozpisać konkurs na wizję portalu doskonałego do dyskusji polityczno-społeczno-różnych ?
        c.d.n.

        Nie proszę o cierpliwość bo mój czas pracy jest mimo pozorów nienormowany. Ja nie rozumiem w ogóle skąd w Polakach nawet w Irlandii bierze się chęć latania na drzwiach od stodoły;)

      • laudate44 Says:

        Ok. Zgoda. Trzymaj się zatem strategii Lenina a ja poszukam drzwi. Od stodoły.

  16. antoni kopff Says:

    Bardzo się cieszę, że znalazłem u autora poparcie. Moim zdaniem, stworzenie takiej”autorskiej spółki” to początek. Jak wiecie, sam zamieszczam swoje teksty w „Studio Opinii” -mogło być ono bazą dla takich poczynań -niestety, pomysł wzbogacenia oferty o np. internetowa telewizję ugrzązł w jałowych dyskusjach.Wbrew twierdzeniom naczelnego ideologa tej strony -tam z góry wiedzą, że się nie da. Ja, mimo wypominanych mi przez Romskey’a lat, o tym nie wiem -i dlatego trwam w uporze.
    A co do kosztów – komercja to nie hańba, jeśli nie jest celem. Wreszcie nasze pisanie jest właśnie komercyjnie wykorzystywane -z tym, że nie przez nas.
    PS. Jeśli moje przemyślenia spowodują u kolegów podjęcie stosownych decyzji -proszę o kontakt bezpośredni na mój adres mailowy.

  17. romskey Says:

    Telewizja internetowa to pomysł trudny do realizacji z powodów technicznych. Istnieją zalążki w różnych miejscach ale kwestie przepustowości łączy w Polsce mają nadal znaczenie. No i oczywiście TV to cała baza techniczna. Telewizję kojarzymy z relacją LIVE a nie mozolnym ściąganiem wyciętych gotowych fragmentów.
    Na możliwość LIVE musimy niestety poczekać. Wśród moich pomysłów (na dalsze jutro) jest umożliwienie prowadzenia ‚video-spotkań-on-line’.

    A co do wieku to niech się Pan P.Antoni nie przejmuje:) Po prostu przeczytałem Pana tekst i uznałem że w bardziej finezyjny sposób wybrnął Pan z problemu niż zrobiłem to ja;) Musiałem więc jakoś wyzbyć się frustracji i jakoś własną nieudolność wytłumaczyć;)

    pozdrawiam;)

  18. Kartka z podróży Says:

    Laudate
    Jasne, że diabeł tkwi w szczególach. Mnie tylko chodzi o to co jasno napisał Romskey – „Osiągnięta zostaje różnorodność opinii. Zamiast spamować tych których nie lubisz możesz dogadywać się z tymi których lubisz.” Czyli zamiast tworzyć strukturę organizacyjną złożoną ze sprawdzonych ludzi (to już jest) otwierasz się na innych. Tworzysz zaczyn jakiegoś ruchu. To może być trudne bo trzeba by było jak sądzę znosić różne indywidualności i zarazem ponosić pewne koszty ich działalności. No ale masz pozytywy z otwarcia. Napisałeś kiedyś fajny tekst o koszmarach architektonicznych i podałeś link do gościa, który tylko tym się zajmuje. On też konestuje rzeczywistość estetyczną tak jak my polityczną. Mamy z nim coś wspólnego. Ja zaglądam do kumpla, który prywatną batalię toczy o uatrakcyjnienie skostniałych muzeów i pasjonuje się starą kulturą przemysłową, która zanika. Chyba wszyscy – jak tu piszemy – chcielibyśmy mieć fajne skanseny. Czemu z nimi nie spróbować?
    A znaczek byłby tylko symbolem pewnej przynależności do środowiska – rekomendacją. Tak np jak znaczek – „produkt ekologiczny” Po prostu wiesz z czym masz do czynienia. Naprawdę nazwa jest nie istotna.
    Zgadzam się, że nawet deklaracja nie jest potrzebna, bo jak napisałeś wiemy o co nam chodzi – jak myślimy.
    W wyszukiwarkach GW lub Onetu masz blogi podzielone na branże – polityka, fotoblogi, podróże, kobiece itp. Albo masz branżowo-ideowe twierdze w których ludzie się okopali w swoim towarzystwie. Moim zdaniem ten pomysł pozwoliłby na tworzenie ruchu przekraczającego dotychczasowe ograniczenia organizacyjne. A jak to tworzyć? Po prostu szukać, czytać co ludzie piszą i z nimi rozmawiać. A jak się uda to oni będą szukać – efekt kuli snieżnej. Spokojna robota w miarę wolnego czasu.
    Pozdrawiam

  19. laudate44 Says:

    OK. Kartko, teraz skumałem.
    Co do rozszerzania obszaru zainteresowań, zgadzam się, bo – jak zauważyłeś – usiłuję tę zasadę realizować na swoim blogu.
    Efekt kuli śnieżnej? Ależ oczywiście! Widzę to tutaj, (gdy zaczynałem, miałem kilkanaście wejść dziennie i paru wiernych komentatorów) i uważam, że przyrost autorów=czytelników=kliknięć jest nieunikniony.
    Myślę że takie odczucia ma też Deratyzator, obserwując jak mu przybywa piszących na komentarzach.eu

  20. Starszy Dyszczo Says:

    No cóż, jak już pozbawimy stołka jakiegoś niewydarzeńca, to trochę ich jeszcze do wysadzania z siodła pozostanie 🙂 Przecież jeszcze nie jednego, godnego wywalenia, wybierzemy sobie na prezydenta chociażby, więc zajęcia nam nie zabraknie. Może z czasem ktoś z adresatów coś przeczyta i przyswoi, albo np. się wystraszy tego “libertad absoluta”, co w mojej wersji zasłużyło u gospodarza na określenie anarchizmu. Jak to diabeł tkwi w szczegółach, a w zasadzie w nazewnictwie.
    Ja tam ze swojej strony mogę obiecać, że się tego anarchizmu nie mam zamiaru pozbywać 😉
    No i z okazji startu portalu może być ta flaszka, tyle, że warto by określić jak duża, bo może się skończyć na lizaniu a nie piciu 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: