Łemko na tabletkach z krzyżykiem

Ostatniej nocy mieliśmy w Dublinie minus 9 stopni, pozamarzały rury wodne, których dotychczas nie izolowano, bo nie było potrzeby. Lokalne drogi są nieprzejezdne, znikoma liczba pługów i piaskarek ledwo nadąża z oczyszczeniem dróg głównych. Jeździ się powoli, bo na letnich oponach. O zimowych tu mało kto słyszał. Pokrywa śnieżna ma grubość około 15 centymetrów i jest prawdziwy kataklizm. Zielona Wyspa od kilku dni jest zdecydowanie Białą Wyspą, co cieszy dzieci, które mają przedłużone ferie szkolne, a emigrantom z Polski przywodzi na myśl ich „niegdysiejsze śniegi”. Stąd pomysł na poniższe zimowe wspomnienie, obiecane pewnemu blogerowi z tamtych stron.

Spędziłem rok na wsi w Górach Izerskich, miałem tam znajomych artystów, którzy pomogli mi wynająć opuszczoną chałupę. Mieszkałem sam, nic nie zakłócało mojego bratania się z przyrodą i smakowania życia wśród wzgórz i lasów. Moim sąsiadem był pan Stefan, człowiek niepozornego wzrostu, pracowity, początkowo trochę nieufny. Kupowałem u niego mleko i warzywa. Zaczęliśmy więcej rozmawiać, pan Stefan okazał się niezłym gawędziarzem, ale jak odkryłem, także lekomanem. Zjadał w ciągu dnia nawet kilkadziesiąt tabletek z krzyżykiem, stosowanych przy bólu głowy. Czasem prosił mnie, żebym mu kupił w mieście kilka opakowań tych tabletek, gdybym znowu jechał. Więc mu kupowałem, dziwiąc sie po cichu, że go tak często głowa boli, choć wyglądał na zdrowego. Dopiero jego żona, troche zawstydzona, zdradziła mi sekret: Panie, to już trwa wiele lat, siły na niego nie mam, przecie on się truje. Ale niech mu pan nic nie mówi…
Wyszło, że on się tak otumania z poczucia krzywdy, bo przecież po wojnie wysiedlili ich z gospodarstwa położonego gdzieś między Wołosatem a Dwerniczkiem. Nie wiem gdzie dokładnie, kto by się jeszcze orientował w tych bieszczadzkich wsiach, których niewiele już zostało? Prochy jego zabitych rodziców tam zostały, zagród już z pewnością nie ma. Sady zarosły zielskiem, góry tak samo dzikie i rozległe, ale on już ich nie zobaczy, bo nie odważy się tam pojechać, nawet na chwilę.
Tyle się dowiedziałem od jego żony, bo pan Stefan nigdy o tamtym życiu nie opowiadał. Może przez to milczenie, tak go „dusza bolała” i musiał chrupać pigułki na sucho jak koń, czasem popiwszy wodą ze strumyka, który na naszej wysokości był jeszcze czysty.

Zima którą tam spędziłem było wyjątkowo sroga, może to nawet była zima stulecia. W mojej chałupie woda nocą zamarzała w wiaderkach, a przy drzwiach wyjsciowych trzymalem łopatę, żeby rano móc odkopać sobie ścieżkę do furtki lub do wychodka. Pewnego razu, gdy z panem Stefanem odśnieżaliśmy jego podwórze, usłyszałem, że on nie wyobrażał sobie, że tyle może napadać. „Ja już tu panie żyję prawie czterdzieści lat. Za rok będzie czterdzieści, bo w czterdziestym siódmym my przyjechali, no to takich śniegów ja nie pamiętam” A ja mu wierzyłem, bo w swoim krótkim życiu również nie widziałem, żeby zaspy wznosiły się powyżej płotów. Na niektóre chałupy tyle go nawiało, że gospodarze musieli odkopywać zupełnie zasypane okna, aby światło do domu wpuścić. Samochody i traktory miały zjechać w dół, do szosy, dopiero w marcu. My mieszkaliśmy w najwyższej części wsi, gdzie nawet pługi śnieżne nie dojeżdżały. Zakupy ze sklepu wciągało się na sankach, brnąc po ścieżynce wydeptanej wśród wielgachnych zasp. Co rano trzeba było zwieźć na dół bańki z mlekiem, bo przecież krowy nie przestały sie doić. Ciągnęło się je po śniegu jak sanki. Bywało, że jeden gospodarz zabierał także sąsiedzkie mleko, „po co wszystkie mamy chodzić z jedną bańką? Niech dziś się jeden pomęczy, a jutro drugi.” Ludzie całkiem naturalnie nieśli sobie pomoc, rozumiejąc, że w pojedynkę trudniej przeciwstawić się żywiołom. Odbywało się to zwyczajnie, bez zachęcania i przekonywania, wszyscy czuli, że „tak trzeba”, nikt o tej szczególnej gotowości do pomocy nie mówił, bo nie było o czym.

Pan Stefan, od którego tego dnia czuć było samogon, rzucał śnieg na wysoką pryzmę i opowiadał.
– Na wsi, panie, to nigdy nie ma łatwego życia, nawet jak zima lekka, nie dopiero taka. Nawet jak wiosna, to też błoto i robić ciężko, orać ciężko, bydło się brudzi, trzeba więcej koło tego chodzić, myć, słomy podścielać. W lecie znów spiekota, a robota pilna, nie odłożysz sianokosów czy żniw na później jak będzie chłodniej, bo jak będzie kurwa chłodniej, to znaczy, że już nie masz po co na pole wychodzić, bo tam już wszystko zgnite. Łatwe życie na wsi to ma ksiądz, może nauczyciel a reszta, panie, to szkoda gadać…
Przez chwilę machał łopatą w milczeniu, jakby zastanawiając się , czy podjąć temat, który mu chodził po głowie, po czym wrócił do opowieści.
– Zależy zresztą na jaką kto trafi kobitę, jak ma dobrą i spokojną, to przy takiej nawet robota nie straszna, zawsze się nią pocieszy, jest z kim w chałupie pogadać. Ale jak się któremu trafi pyskata i skąpa, to dopiero ma z taką dopust boży. Co byś chłopie nie zrobił będzie źle. Jak się piwa napijesz to żal jej tych paru groszy, jak zwieziesz siano za wcześnie i zacznie pleśnieć w stodole, to twoja wina, jak zostawisz na polu i deszcz przyleje, to też twoja, bo czegoś nie zwiózł przed deszczem. A chłop to nie jest kurwa żaden jasnowidz, co by miał naprzód wszystko wiedzieć, jaka będzie pogoda, albo czy na przyszły rok lepsze ceny będą za wieprzki czy za buhaje. Józef Rojek, co pan teraz mieszkasz w jego chałupie, to baba mu tak dokuczyła, że się powiesił, o, tu w tej stodole, jakoś z pięć lat temu będzie, jak się powiesił. Mówią ludzie, że na złość tej babie, co mu całe życie ino dokuczała, grosza skąpiła. Ksiądz nie chciał go pochować, bo kościół samobójców nie uznaje, bo to wiesz pan, wielki grzech, ale zięć Rojka, co ma firmę budowlaną poszedł tam do proboszcza, porozmawiał mu do kieszeni i znalazło się miejsce na cmentarzu. Był pan już na naszym cmentarzu? Nie? A może to i lepiej, nie ma tam czego szukać. Śmierć to jest, panie, siostra snu, nie gorsza od niego, tyle że głupsza, bo zapomina obudzić.
– Wiesz pan po co się żyje? Nie wiesz pan. Żyje się po to, żeby na życie zarabiać. A umiera, żeby dać zarobić innym.

Reklamy

Tagi: , , , ,

komentarzy 12 to “Łemko na tabletkach z krzyżykiem”

  1. Kartka z podróży Says:

    Witaj
    No to Panu Stefanowi nieźle te tabletki z krzyżykiem służyły bo całkiem rozsądne miał podejście do życia. Nieźle się musialeś zahartować w Izerach. Faktycznie, tam wyżej to potrafi nieźle napadać i życie jest ciężkie. No ale sensownymi sprawami wypełnione. Mieszkałem kilka lat na wsi i by nie być zdanym na ludzi musiałem wiele umiejętności opanować. Nie chwaląc się umiem pracować piłą, spuścić drzewo, rozszczepiać klinami itp. Kosą też potrafię. Cholera wie czy mi się to jeszcze w życiu przyda ale mam chociaż tematy do pisania. I czasem myślę, że gdyby jakaś katastrofa cywilizacyjna się przytrafiła to dam sobie radę.
    W Twoich Izerach zima na całego. Na dnie kotlina śniegu do kolan więc wyżej jest tak jak pisałeś. Ale jak zwykle w takich przypadkach (powodzie, zamiecie itp) ludzie się aktywizują jak mróweczki i odkopują śnieg – no bo i co im zostało. Przecież nie będą czekać na państwo i jego służby. Mnie to nawet cieszy i napawa otuchą. Wolę ludzi wygrzebujących się ze śniegu niż zaprzątniętych jakimiś bzdurami np gonitwą z obłędem w oczach po sklepach „wielkogabarytowych”
    Trzymaj się i nie zamarznij
    Ps. Wczoraj mi wcięło zgryźliwy wpis krytyczny wobec tego, który nie lubi świnek morskich.

    • romskey Says:

      Przetrwanie.
      Zastanawiam się czasem dlaczego o tym myślimy i to zwykle o ekstremalnych sytuacjach. Potrzeba nabycia i nabycie umiejętności przetrwania „katastrof” wydaje się niekiedy ważniejsza/e niż umiejętność przetrwania w mieście czy ogólnie w rzeczywistym życiu.
      Czy traktowanie nabytych umiejętności traktujemy z dumą gdyż sztucznie pompujemy ich znaczenie w obliczu świadomości o całkowitym braku sensu ich posiadania ?:)

  2. laudate44 Says:

    Dzięki Kartko za nocne odwiedziny, oczywiście rzecz działa się w Kopańcu i to nie zupełnie są Izery, ale też nie Karkonosze. Tak wyszło, a w końcu nie lokalizacja jest ważna tylko Morał, he he…
    Jak ci się chce, odszukaj mój stary wpis pt. Kopaniec – poetycki jest, ale nie ma nic o morskich świnkach, dasz radę! 🙂

    PS. Frostknight’owi – temu od świnki sam odpowiedziałem. Nie wiem co go ugryzło, może powienien czytać wyłącznie instrukcje obsługi odkurzaczy?
    Pozdrawiam

  3. romskey Says:

    Laudate, tekst o „pastylce” nadal aktualny 😉
    Gratulacje;)

  4. Mad Dog Says:

    Powinieneś to przeczytać: http://maddogowo.cba.pl/bieszczadzki_los.html

    Pozdrowienia.

    • laudate44 Says:

      Czytałem wcześniej, dobrze napisane choć prywatnie nie przepadam za opisami okrucieństw. Dzięki za linka.

  5. laudate44 Says:

    Gdyby pan Stefan doczekał obecnych czasów i pojechał na druga stronę Karkonoszy do Republiki Czeskiej, mógłby swoją „bolącą duszę” leczyć nie tabletkami tylko poczciwą maryśką, która tam jest legalna (Pokojowa nagroda Nobla dla Czechów za zerwanie z hipokryzją i zabobonami!).
    Mariusz Szczygieł czeski fenomen obserwuje z bliska:
    http://wyborcza.pl/1,75480,7426247.html

    • mihala Says:

      o tak! czeski fenomen! wprost nie potrafię uwierzyć w tą legalizację. nie żeby była dla mnia istotna, ale Czechy, kraj tak bliski Polakom, a jednoczesnie – tak daleki…

  6. Zbyniek Says:

    Szanowny Laudate ten wpis to miód na moją duszę aż chce się czytać i wspominać swoje stare dzieje .
    Nareszcie coś ludzkiego bo zajmowanie się politykami i czytaniem o ich wygłupach wychodzi mi już bokiem więc proszę o jeszcze takich fajnych wspomnień.
    Pozdrowienia

  7. laudate44 Says:

    Zrobi sie Zbyńku, w miarę wolnego czasu. Tematów nie braknie. Pozdrawiam.m

  8. Zbyniek Says:

    To już się cieszę, zacieram rączki i przecieram okulary.
    Ale będzie się działo, jak by powiedział Jurek O.

  9. Firma Budowlana Says:

    Ciekawy artykuł

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: