Organiczna kampania znudzonych monopolem

“Jest w orkiestrach dętych jakaś siła…” śpiewała przed laty Halina Kunicka. Jest też jakaś, niemała, siła w Internecie, a dokładniej w ludziach potrafiących zrobić z niego użytek. Ostatnio internauci wywołali szok w Wielkiej Brytanii wkraczając w sferę showbiznesu. Na początek jednak kilka faktów zebranych na brytyjskich portalach, niezbędnych do zrozumienia skali spustoszenia jaką wywołała – cytując pisowskiego profesora Legutko – „szczeniacka” zabawa nieznanego wcześniej nikomu Jona Mortera i jego żony. Oni rzucili na Facebooku wyzwanie wielkiemu medialnemu show X Factor. Ale po kolei:
X Factor to rywalizacja wokalistów, „Szansa na sukces” po angielsku, organizowana z wielkim rozmachem i przy użyciu ogromnych pieniędzy. Konkursem przez wiele jesiennych tygodni żyją telewidzowie w Wielkiej Brytani, w Irlandii, może gdzieś jeszcze. W połowie grudnia zostaje wyłoniony zwycięzca X Factora i naturalne jest, że jego „pierwszy własny” utwór (w ramach konkursu uczestnicy śpiewają covery) zyskuje największą popularność w okresie przedświątecznym. Tak od paru lat działa machina promocyjna wielkich wytwórni współpracujących z producentami X Factora. Pozycja na liście wynika po prostu z ilości sprzedanych kopii nagrania. (sprzedaż płyt CD oraz płatne ściąganie plików MP3 z internetu) Zostać „number one” na brytyjskich listach przebojów to marzenie wszystkich wokalistów. Kiedyś musieli na to zapracować całoroczną pracą, ostatnie lata odwróciły wszystko do góry nogami: debiutant mający dość odporności i talentu by wygrać przesiąknięty kiczem X Factor niemal z automatu zostawał Nr 1.
W tym roku zwycięzcą mega-show został osiemnastoletni Joe McElderry i jego właśnie, przy wielkim wsparciu producenta Simona Cowella, media typowały do roli laureata list przebojów.
Wszechwładnej, ocierającej się o magię potędze mediów nie można zaprzeczyć. Telewizje (za nimi gazety i portale sieciowe) w dużym stopniu kreują rzeczywistość: banalnym zdarzeniom potrafią nadać kosmiczną rangę, są w stanie wmówić odbiorcom ich gusta, kształtować hierarchię wartości, wskazywać politycznych wrogów i przyjaciół. Z równą łatwością lansują gwiazdy jak niszczą autorytety. Społeczeństwa zdążyły to zaakceptować, nie dysponują zresztą żadną bronią, która byłaby w stanie konkurować z siłą rażenia mediów. A jednak robienie gwiazdy z przeciętnego chłopaka lub dziewczyny, których agenci dogadali się z wydawcami muzycznymi i producentami telewizyjnymi ma w sobie znamiona szarlatanerii. Prędzej czy później musiała być reakcja.

W połowie listopada, gdy X Factor w najlepsze hulał w telewizji a jego uczestnicy w tabloidach, gdy bookmacherzy przyjmowali pierwsze zakłady typujące przegranych i wygranych – Jon Morter napisał na Facebooku:
„Masz dość lansowanych przez Simona Cowella piosenek na poziomie karaoke, które stają się świątecznym „number one”? Bo ja tak! Chcę przełamać dominację X Factora.” Zamiast przeciętnej, trafiającej w uśrednione gusta publiczności piosenki Joe Mc Elderrego zaproponował nagrany w 1992 roku utwór amerykańskiej grupy rockowej Rage Against the Machine (w skrócie RATM) „Killing in the name of!” („Zabijając w imieniu..”) Wybór nie był przypadkowy: piosenka jest w konwencji rap-metal, treść dotyczy manipulowania ludźmi przez systemową propagandę wojen, w refrenie powtarzają się oskarżycielskie słowa „robisz to co ci każą, mają nad tobą kontrolę, robisz to co ci każą” a potem ostrzej „p… się, nie będę robił co mi nakazują!”
Przeciwstawienie słodkiej wokalistyki chłopaczka spod skrzydeł Simona Cowella buntowniczemu krzykowi amerykańskich metalowców było strzałem w dziesiątkę. Na apel Mortera natychmiast odezwali się użytkownicy Facebooka tak jak on przeciwni dyktaturze mediów. Klawiatury poszły w ruch, o akcji dowiadywały się kolejne osoby, którym bliskie wydało się zawołanie „nie będę robił co mi nakazują”. Efekt kuli śnieżnej spowodował, że zjawisko stało się wyraziste, dostrzeżone przez dziennikarzy i samego Simona Cowella, który określił wysiłki internautów jako „cyniczne i głupie”. Również bookmacherzy zachowali stoicki spokój, wierząc bardziej w siłę przekazu wielkich mediów i machinę promocyjną przemysłu muzycznego niż w akcję anonimowych „szczeniaków” z Sieci. Stawiając 1 funta na buntowników spod znaku „RATM” można było wygrać 150 funtów w przypadku ich wygranej. Ostatecznie bookmacherzy ponieśli straty w wysokości ponad miliona funtów. Niemożliwe stało się możliwe. Po trwającej kilka tygodni obsesyjnej bitwie o prestiżowe pierwsze miejsce w świątecznym rankingu buntownicy wygrali. Utwór „Killing in the name” kupiło 500 tysięcy fanów, podczas, gdy debiutancka piosenka Joe McElderrego „The Climb” znalazła tylko 450 tysięcy nabywców.

Dziennikarz muzyczny BBC, Colin Paterson:
„To jest po prostu największy szok w historii brytyjskich rankingów muzycznych. Powszechna przecież była zgoda na to, że X Factor zniszczył (tradycyjną, trwającą od wielu dziesiątek lat) rywalizację wokalistów o nr 1 na liście. W tym roku korporacje i medialna potęga Simona Cowella zostały pokonane przez inicjatywę jakiegoś małżeństwa z Facebooka.”

To wszystko co chciałem powiedzieć o potędze internetu. Może ta historia jest wynikiem jednorazowego zrywu, a może jest przykładem, że ludzie coraz częściej i na większą skalę będą posługiwali się internetem do realizacji różnych społecznych celów. Taką nadzieję wyraził zresztą Zack de la Rocha, muzyk RATM w wywiadzie dla stacji radiowej, podkreślając „zdumiewający, organiczny” charakter tej akcji i wielką dumę całego zespołu z faktu, że to ich utwór internauci wybrali jako taran w rozbijaniu medialnego monopolu. „Teraz dotyczyło to mało istotnej sprawy jak muzyka i showbiznes, ale może kiedyś takie połączone głosy internautów będą potrzebne w sprawach wiekszej wagi jak wojna, pokój i nierówność ekonomiczna. Może będą w stanie odmienić dotychczasowy system” – powiedział dziękując Jonowi Morterowi za jego „robotę”.
Warto na koniec zauważyć, że kupując MP-trójki z nagraniem „Killing in the name of” internauci wsparli cel charytatywny. Od każdej sprzedanej kopii część dochodu przekazano na fundację „Shelter” pomagającą bezdomnym. To kolejny aspekt tej fascynującej akcji.

Poniżej podaję linki do artykułów:
Google, BBC.co.uk oraz You Tube gdzie można posłuchac wywiadu z RATM oraz samej nagrodzonej piosenki.

Reklamy

Tagi: , , , ,

komentarzy 7 to “Organiczna kampania znudzonych monopolem”

  1. romskey Says:

    Przepowiednią losu Simona mógł być występ aroganckiego chórku Singing Souls http://www.youtube.com/watch?v=zplE_lwoIds
    Mimo iż widzowie krzyczeli co krzyczeli kibicowałem dziewczynom właśnie za to co swoim występem powiedziały.
    W Polsce nie odczuwamy presji wydawców muzycznych gdyż zajmujemy się głównie piractwem 😉 W UK wygląda to jak widać zupełnie inaczej.
    Gdzieś w ciągu ostatnich lat popełniono błąd pozostawiając samym sobie producentów którzy zawarli małżeństwo z mediami.
    Lukrowany chłopaczek stanie się bożyszczem 12-to latek które oprócz płyt kupią koszulki, czapki i kubki z logiem The Climb ale przełamano pewien schemat. Czekam aż doczekamy się czegoś podobnego u nas.

    pozdrawiam

  2. laudate44 Says:

    Przemysł rozrywkowy ma swoje prawa i łatwo się nie podda. Dzięki Sieci coraz wiecej ludzi zauważa manipulacje gigantów medialnych. Oczywiście internauci bedący „against the machine” sięgają po czyli humor i szyderstwo.

  3. Jurgi Filodendryta Says:

    Szkoda, że nie wiedziałem wcześniej o tej akcji. RATM to doskonały wybór, cała ta płyta to protest przeciwko zmanipulowaniu ludzi. To była muzyka mojej młodości, hymn moich przyjaciół, „I won’t do what you tell me” było mottem mojego przyjaciela. Słowa „Bullet in the head” pamiętam do dziś. Chyba pora odświeżyć przesłanie RATM.

  4. laudate44 Says:

    Jak widać, ktoś mocno podziela twoje zdanie Jurgi.
    Utwór RATM świetnie nadał się jako „rebel song” garstki internautów „wściekłych na systemową machinę”.
    Zajrzyj także na YT, gdzie pojawiły się kolejne (aktualnie Xfactor) pastisze z Hitlerem w roli głównej: pamiętna scena w bunkrze z filmu „Downfall” (Upadek) 🙂

  5. romskey Says:

    Nie wiem czy zwróciliście uwagę na to że do programów typu Factor X zaprasza się także bardzo utalentowane osoby tyle że one są po pierwsze do odstrzału a po drugie ich obecność ma zamknąć usta takim żartownisiom jak rebelianci z Facebooka.
    Zawsze kiedy widzę realnie utalentowaną osobę w takim kotle z jednej strony podziwiam jej talent z drugiej żałuję że jej rola jest ustalona.
    Po jakimś czasie zadaję sobie pytanie po co w ogóle występują ? I tutaj okazuje się że niektórzy nie potrafią zrezygnować z wizji lukrowanego gwiazdorstwa i nie potrafią same ocenić własnej wartości i szans.
    Po śmierci E.Presleya pierwsze słowa jakie wypowiedział jeden z członków ekipy do menagera Elvisa brzmiały : załatwiłeś go !
    Gwiazdy wybierane przez Simonów to zwykle potulne, dające się maksymalnie eksploatować ‚ludzkie-plasteliny’. Po roku mogą iść na śmietnik, mamy przecież nowy konkurs.

  6. romskey Says:

    off topik 🙂 (Stacey Soloman zajęła III miejsce).
    ———————–
    Jeden z ostatnich projektów Toma Morello (RATM,AUDIOSLAVE) & Boots’em Riley’em.

  7. frostknight83 Says:

    I bardzo dobrze. Dość mam bowiem sezonowych crapów, tworzonych przez miernych wykonawców, co to nawet koło prawdziwego artysty nie stali. Tacy mierni z kolei nigdy by nie zaistnieli, gdyby ktoś wielki ich nie lansował, często na siłę. Wszędzie da się znaleźć takie pseudogwiazdki, które nie mają nic do przekazania ponad „teraz jest moje pięć minut, więc chcę się nachapać ile się da, bo potem i tak zniknę”. Cieszę się, że choć raz ktoś się przeciwstawił trendowi lansowania muzycznych ZER.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: