Wpływ komety Halleya na zachowania ludzkie

Wbrew temu co sugeruje tytuł, nie mam zamiaru pisać rozprawy z pogranicza astrofizyki i socjologii. Jak wielu piszących blogi chciałbym złożyć Wam okolicznościowe życzenia. Ale mam z tym pewien kłopot. Od wielu lat zastanawiam się , co my właściwie świętujemy 25 i 26 grudnia? Czy przelot komety Halleya nad terytorium Galilei ponad dwa tysiące lat temu? Czy umowną date narodzin Jezusa Chrystusa, który bez wątpienia jest ważną postacią dla pewnej grupy ludzi, lecz dla większej grupy ludzi jest bohaterem mitu albo wręcz ikoną pop-kultury? Sorry, tak to wygląda. Dlaczego mam celebrować umowną rocznicę prawdopodobnych urodzin postaci z legend rozpowszechnionych przez garstkę ludzi kontestujących ówczesną religię faryzeuszy i obowiązujące prawo rzymskie? Ani opisy wybranych (wg jakiego klucza?) fragmentów życia Jezusa, ani jego magiczne czyny i słowa nie przekonują mnie, że fakty były zgodne z powstałą legendą. Tym bardziej nie zachwyca i nie inspiruje mnie postawa rzeszy jego wspólczesnych orędowników i wyznawców. Nie chcę być taki jak oni, dlatego od dawna nie czuję bym chciał z nimi świętować. Tak jak nie obchodzę Ramadanu i Chińskiego Nowego Roku.

Pierwsze informacja o święcie Bożego Narodzenia obchodzonego 25 grudnia pochodzi z roku 356 n.e. Wcześniej prawdopodobnie dzień narodzin Jezusa obchodzono 6 stycznia. 25 grudnia ustanowiono dniem świątecznym jako przeciwwagę do pogańskiego święta słońca.
Podobnie jak dzień, nieznany jest dokładny rok narodzin Jezusa, wiadomo już prawie na pewno, że rok zero nie jest rokiem narodzin Chrystusa. Wiadomo, że wzmiankowany w Nowym Testamencie, król Herod zmarł w 4 roku p.n.e. toteż niektórzy badacze skłaniają się do przyjęcia tego roku jako roku narodzin Jezusa, inni natomiast podejrzewają, że ‚gwiazda betlejemska’ towarzysząca narodzinom była kometą Haleya widoczną w 12 roku p.n.e lub kometą opisaną także przez chińskich kronikarzy w 5 roku p.n.e.
(źródło)

„Data 25 grudnia już starożytności była dniem szczególnym. Główną tego przyczyną było to, iż określała czas przesilenia zimowego, w którym noc stawała się krótsza, a dzień dłuższy. W Rzymie w tym okresie odbywały się Saturnalia na cześć boga Saturna, w Persji natomiast czczono Mitrę – bóstwo słońca.
Przyjście na świat Jezusa, oznaczało pojawienie się nowej światłości i nadziei dla świata, dlatego też można dostrzec analogię pomiędzy hołdem dla Jezusa a bóstw mitycznych.
Ponieważ żaden z Ewangelistów nie określił dokładnej daty narodzin Chrystusa, od momentu soboru Kościelnego z IV wieku przyjmuje się, że Jezus narodził się właśnie wtedy. Boże Narodzenie zastąpiło wówczas obchody święta Niezwyciężonego Słońca, a data ta stała się powszechną dla wiary chrześcijańskiej.
Wraz z narodzeniem Jezusa nastała również nowa era. Jednak według współczesnych badaczy, twórca oszacowań – Dionizy Mały, popełnił błąd. Uważa się, że Jezus przyszedł na świat kilka lat wcześniej. Świadczyć mogą o tym historyczne zapisy dotyczące m.in. powszechnego spisu ludności przeprowadzonego za cesarza Oktawiana Augusta, podczas którego Święta Rodzina udała się do Betlejem (rok 8 p.n.e ), bądź też odwołania do króla Heroda, który zmarł w 4 roku p.n.e.”

(źródło)

Od kiedy uznałem, że chrześcijaństwo budzi więcej wątpliwości niż przynosi duchowych korzyści i że osobnicy w czarnych sukienkach nie są mi absolutnie potrzebni do podejmowania życiowych decyzji, mam do wszelkich świąt stosunek ambiwalentny. Bywało, że czułem się wtłoczony w powszechny model zachowań (lenistwo, obżarstwo, Kevin sam w domu) ponieważ presja społeczna była zbyt wielka, aby się ze schematu wyłamać. Obecnie, gdy podchodzę do życia łagodniej i jednocześnie stać mnie na większą kreatywność, dookolne zwyczaje nie uwierają. Co sie dzieje przez kilka ostatnich tygodni roku jest pewną rzeczywistością, ale tak samo poważną jak znany z reklamy świstak, który „siedzi i zawija je w te sreberka”. Ktoś ludziom powiedział, że trzeba świętować, więc świętują jak potrafią, z całych wytężonych sił! Czasem aż miło popatrzeć! Kolorowo jest. Estetycznie i serdecznie. Może niepotrzebnie się czepiam.

Zdarzyło mi się spędzać Boże Narodzenia samotnie w wynajętej chałupie w Karkonoszach. To był jak najbardziej świadomy wybór. Byłem młody, musiałem przekonać się doświadczalnie, że wszelkie święta wynikają z pewnej umowy międzyludzkiej, a nie z tego, że w „onych dniach” wisi coś w powietrzu i napełnia człowieka zadumą, wzruszeniem i patosem. Albo, że w „ten dzień szczególny” każdy chce być w gronie bliskich. Bullshit! Sam byłem sobie najbliższy i nikogo nie potrzebowałem. Przyjmuję, że jeśli ktoś chce, to pozwoli się światecznie napełnić (nie wszyscy patosem), otoczyć gromadą krewnych i znajomych. A jeśli ktoś sobie tego nie życzy to nie. Nieświętowanie jest tak samo uprawnione jak świętowanie, nie ma się co licytować. Ostatecznie świąt nie zwalczam, obce mi jest awanturnictwo i donkiszoteria. Jednak spisania na tym blogu swoich refleksji sobie nie odmówię. W końcu mamy tradycyjny czas refleksji.
Słodkie lenistwo trwające przez parę tygodni przyjmuję pokornie choć bez euforii. Mógłbym się doskonale obejść bez tego zamętu, który w imieniu wyznawców Chrystusa lecz przede wszystkim dla własnych korzyści wzniecają media i korporacje handlowe. Czas własnego życia staram się pojmować jako ciągłość a nie jak dziwaczne skoki od Gwiazdki do Wielkanocy i tak dalej. Od profanum do sacrum. Fakt istnienia jest dostatecznym świętem, żyjemy zanurzeni w sacrum, tylko nie zawsze udaje się o tym pamiętać. Kto nie dość mocno pamięta, ten ma wiekszą potrzebę świętowania. Ja mam mniejszą i już.
Nie współczujcie mi: tak jak ponad 40 poprzednich świąt, tak i tym razem przetrwam ten dziwny stan zawieszenia, porzucenia normalnej aktywności na rzecz wzmożonych zakupów i konsumpcji. I przewidzianej kalendarzem zadumy. Najlepsze jest to, że corocznie po świętach i Sylwestrze można spokojnie obejrzeć i posłuchać Koncertu Noworocznego w wykonaniu Filharmoników Wiedeńskich. Płynące z telewizora dźwięki walców, polek i marszy działają na mnie niezwykle pozytywnie i kojąco: oznaczają bowiem, że oto koszmar zbliża się do końca i już od jutra wraca normalność!
Ukłony dla wszystkich, świętujcie według uznania!

Reklamy

Tagi: , ,

Komentarzy 11 to “Wpływ komety Halleya na zachowania ludzkie”

  1. deratyzator Says:

    Wiec zycze ci, milego sluchania walcow, a jak widac niektorzy inni blogerzy nadal zyja w przekonaniu, ze to bylo 2009 lat temu.

    http://komentarze.eu/gateway.php?url=jankepost.salon24.pl%2F146127%2Cpieknego-bozego-narodzenia

    i tak pewnie pozostanie.

  2. Tetryk56 Says:

    Cześć1 ;-))))
    W każdym z nas istnieje potrzeba świętowania. Pierwotnie pojmowana jako rzadka odmiana w trudzie codziennego życia, w miarę jak życie staje się coraz łatwiejsze od codzienności odróżniają je już tylko kampanie reklamowe…
    Rozumiem twój punkt widzenia, moje życzenie przyjmij więc jako „miłych refleksji w trakcie leniuchowania w osobności swojej” 😉
    Dla mnie te Święta to przede wszystkim spotkanie rodzinne – taka tradycja, dawno już oderwana od obyczajów KK – choć część rodziny na pasterkę pójdzie. W sumie, każda okazja jest dobra aby życzliwie pomyśleć o bliskich.
    A że „żyjemy zanurzeni w sacrum” – to fakt; ja sądzę, że nie wszyscy to wręcz zauważają…
    Pozdrowienia!

  3. laudate44 Says:

    W odpowiedzi dodam tylko „Pokój ludziom dobrej woli”.

  4. romskey Says:

    Rozmowa dygnitarzy z SB, generała Zambika i płk Molibdena:
    – Czy wy nie uważacie, że my za mało prywatnie się widujemy? Zaprosilibyście mnie kiedy do siebie.
    – Gdyby towarzysz generał zechciał dać się zaprosić na tradycyjną wigilię.
    – Bardzo chętnie. Kiedy urządzacie?
    – Dwudziestego czwartego.
    – Aha, znaczy jeszcze przed świętami. Może i słusznie.

    I już podczas wigilii u Molibdenów:

    – Miał być szczupak po litewsku, ale że nie dostałem szczupaka, więc będzie goloneczka w piwie, towarzyszu generale.
    – Ooooo, brawo
    – Bardzo wystawna wigilia.
    – No zgodnie z tradycją właściwie powinien być opłatek.
    – Słusznie, słusznie, ale nie róbcie z tego zagadnienia. Najważniejsza jest tradycja. Podzielimy się jajeczkiem.
    – Aha.

  5. laudate44 Says:

    Hm…
    z tym jajeczkiem wigilijnym to taka nowa świecka tradycja, „extradycja”.
    A jako że ja nie jestem z SB idę zaraz na suszki z makiem. Popijane Porto 🙂

    • romskey Says:

      Dlaczego hm ?:)
      Omawiamy przecież różnorodne tradycyjne formy świętowania 😉
      Co ciekawe słowo „świętowanie” ma dwa dość różne znaczenia.
      Świętowanie po słowiańsku czyli np. herbata z dwóch torebek, lub zgodnie z 1000-letnią tradycją. To drugie zależy od charakteru święta. To pierwsze ma zdecydowanie więcej niż 1000 lat.

      Jeżeli mam być szczery to nie mam nic przeciwko temu co ludzie czynią w swoich domach. Nie potrafię ulegać po prostu przez ileś lat z rzędu tym samym refleksjom gdyż jak zwykle próbuję rozwiązywać problemy a nie jedynie je rozpatrywać. Jakoś przeżyję goszcząc licznie w różnych miejscach. Jestem jak widać bardziej słowianinem (choć tą nazwę staram się negować) niż „1000-letnim tradycjonalistą”.
      Lubię szczerość, nie lubię zbyt szczerej wylewności.
      Nie lubię obietnic bez pokrycia, powierzchowności, narzucania sobie tego czego nie rozumiem lub nie zgadzam się.
      Prowadzę zbyt zgodne życie aby życzenie sobie pogody ducha, pojednania itp. spraw miało dla mnie jakikolwiek sens. Z kaczyńskimi nie mam zamiaru dzielić się opłatkiem i życzyć im czegokolwiek, opłatek w sejmie jest dla mnie żenującym spektaklem przypominającym opłatek policji i złodziei czy skinów i gejów. W sejmie każdy gest ma niemal urzędowe znaczenie i wznoszenie się nad podziały w imię religii a nie narodu jest w mojej opinii żałosne. Zobaczymy jak z realizacją życzeń pójdzie w 2010. Prezydent życzył Polakom większej ilości wzajemnej życzliwości – wygadywanie takich rzeczy to bezczelność a nie szacunek dla tradycji a jeżeli tylko szacunek dla tradycji to zwykłe kłamstwo.
      W tym roku testuję niewznoszenie się nad żadne podziały.

      😉

  6. lessx Says:

    Wszystkiego dobrego Laudi. Wena niech Cię nie opuszcza a Święta niech będą dla Ciebie i Twojej rodziny, spoiwem naszych czasów.
    Wszystkiego naj…!

  7. laudate44 Says:

    Thx Lessx.
    Tobie też All the Best!

  8. laudate44 Says:

    Dzięki Romskey za komentarz polityczny. Piszesz:
    opłatek w sejmie jest dla mnie żenującym spektaklem przypominającym opłatek policji i złodziei czy skinów i gejów. W sejmie każdy gest ma niemal urzędowe znaczenie i wznoszenie się nad podziały w imię religii a nie narodu jest w mojej opinii żałosne.
    Zgadzam się bardzo. Niwelowanie podziałów jest nie tylko żałosne ale oszukańcze: najpierw politycy dzielą społeczeństwo na naszych i onych (pełnych złej woli kłamców i wrogów ludu) a potem sami się z onymi obściskuja przy opłatku.

    • Zbyniek Says:

      Nie ma nic bardziej łączącego naszych wybrańców Narodu jak sejmowa restauracja lub pokoje sejmowego hotelu przykład Lipiński Renia Beger.
      Dzielenie się opłatkiem to mały pikuś w hipokryzji naszych wybrańców jaką uprawiają wyżej wymienione miejsca są godniejsze uwagi

  9. SAWA Says:

    Kiedyś ciężko przeżywałam zbliżający się czas wzmożonej hipokryzji – cioć i wujków uśmiechających się, łamiących opłatkami i łypiących na siebie zazdrosnymi spojrzeniami, jakby nieustannie powtarzali „i odpuść nam winy jako my 😉 nie odpuszczamy i zaraz po Nowym Roku oplujemy was z nawiązką, to suszenie zębów i sakramentalne – wszystkiego najlepszego ………..
    Teraz mniej już u mnie i we mnie oszukiwania siebie samej, że tradycja, że miło, że rodzinnie – tak chciałoby się powiedzieć – „Jak zachwyca, kiedy nie zachwyca ….”
    Ze spotkań rodzinnych biorę to co mnie cieszy, a przyłączam się do takich aktów, które przez szacunek dla otoczenia uważam za ważne, ale nie dla mnie samej i już nie mam z tym żadnych problemów. Powiem więcej nawet podziwiam u nich taką autentyczną potrzebę świętowania i wtopienie tego czasu w ich styl życia.
    Ale ponieważ w dalszym niż rodzinne otoczeniu więcej hipokryzji niż prawdy, to nie oglądam tego – nie włączam TV, nie wiem co życzą sobie posłowie, bo wiem na co dzień czego sobie nie życzą.
    Niech sobie to uprawiają skoro ich to bawi, nie muszę na ten spektakl patrzeć, bo wciąż nie wyzbyłam się dziecinnego reagowania ze spektakli kukiełkowych, gdy mali widzowie głośno uprzedzają kukiełkę – „Uważaj z tyłu wilk”, albo „Nie jedz tego jabłka, bo zatrute” 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: