Politycy jak puch marny. Ideolodzy jak skała.

Ktoś anonsując swojego bloga użył przewrotnej frazy „Piszę o niczym, bo czymże jest polska polityka?” (cyt. z pamięci) Zgodnie z powyższym mottem, nie pisałem ostatnio, bo nie chciałem pisać o niczym. A raczej o nicości jaka wyziera z polskiego permanentnego zamętu politycznego. Vanitas vanitatis et omnia vanitas chciałoby się podsumować zmagania nieszczęsnych ( a jednocześnie przebiegłych) polityków. Trudno właściwie mieć do nich pretensje o to, że dbają o interesy swoich partii nawet nie stwarzając pozorów, iż chodzi im o coś innego niż trwanie na zdobytych przyczółkach. Są skłonni do ustępstw, kompromisów i lizania butów przeciwnika – byleby zachować posadę, bo przecież nie twarz. Wiedzą, że balansują na krawędzi, więc za tę krawędź uczciwości i przyzwoitości gotowi są wypaść, byle ugrać swoje. Mają poczucie bezkarności: korzystają z wyników badań społecznych, które pokazują, że nie ma i długo nie będzie takiej siły, która by ich tych przywilejów pozbawiła. Gromadne „nie!” w odpowiedzi na propozycję wprowadzenia JOWów bylo tego dobitnym potwierdzeniem. Polityczna sprawność AD 2009 to nie jakieś tam działanie dla dobra mniejszej lub większej społeczności. To przede wszystkim prezencja, elokwencja, umizgi do dziennikarzy i wyczulenie na trendy, pęknięcia, wiejące wiatry koniunktury. W wolnym czasie głosowanie nad ustawami, których realizacji trudno jednak oczekiwać, bo albo unieważni je wyrok TK, albo weto pałacowego niesfornego pacjenta albo „w praniu wyjdzie”, że poprawione akurat prawo nadal jest od czapy, w lepszym wypadku do bani.

Jak wiadomo żyję w oddaleniu i jednocześnie „w pomieszaniu”. Mimo obecnego miejsca zamieszkania śledzę sprawy polskie z nadzieją. Kibicuję zmianom społecznym, cieszę się z widocznego postępu gospodarczego, nie jest mi obojetna poprawa estetyki i obyczajów w miejscach publicznych itd. Wpadam w dumę, gdy Polak (artysta, naukowiec, sportowiec) odniesie sukces poza granicami kraju, wreszcie doznaję ulgi, gdy kończy się kolejny szczyt polityczny, na którym polski prezydent był na tyle nieobecny, że nie przyniósł Polakom wstydu. Równocześnie przyglądam się kondycji polityków, dziennikarzy, opieszałości i niesumienności sądów, arogancji kleru, wszelkim przejawom zaściankowego wstecznictwa – wtedy euforię zastępuje zwatpienie, światełko w tunelu gaśnie, a chwilowe nostalgiczne śnienia o powrocie do Ojczyzny ulatują z atlantyckim wiatrem.
Kilka razy dziennie macham ręką na ten polski grajdół polityczny, „bo cóż mnie on obchodzi?” A potem ponownie otwieram komputer z ciekawością, bo może akurat dziś coś drgnęło, może pojawił się jakiś zwiastun zapowiadanych przez władzę szybszych zmian, przedsmak prawdziwego rozwoju i ulepszania. Od paru lat przyglądam się, czy ten zagrzebany po osie wóz z napisem Polska ruszył wreszcie ku wyrazistym celom, czy też jak zwykle woźnice pokrzykują na konie, i tłuką się nawzajem nie zważając, że batem obrywa niewinny tłum. I w zgiełku giną doradcze głosy ekspertów od smaru w osiach, specjalistów od koloru końskich kopyt, znawców konsystencji obroku i autorytetów w dziedzinie symboliki stosowanej na końskiej uprzęży. Dominuje jarmarczny wrzask, dęte przemowy i tabloidowe sensacje. Coś w sam raz dla dziennikarzy i blogerów – tylko pożytku dla całej niepiśmiennej reszty jakoś z tego niewiele.

Kilka ostatnich polskich wydarzeń:
– kradzież napisu z obozu w Oświęcimiu. Na poprzednim blogu pisałem o „szczęśliwym” zakończeniu tej przykrej sprawy . Pozostaje mieć nadzieję, że w przyszłości do cennych elementów muzeum przypięty zostanie zwykły czujnik alarmu, a nie bezużyteczne kamery, które nocą nie rejestrują obrazu i dają czas złodziejom na ucieczkę.

– ciągnąca się publiczna dyskusja dotycząca wszelkich wątków i interpretacji tzw. sprawy senatora Piesiewicza. Dziś na wp.pl głos zabrała prof. Środa, ciekawe, jakie nożyce odezwą się po niej. Bo dyskusja wykroczyła poza osobisty dramat senatora, żyje swoim życiem, a kolejnym mentorom daje możliwość zastosowania jej jako klucza do wyłożenia osobistych poglądów. Kilka dni temu czytałem (nie pamiętam czyj) apel o bojkot szmatławca, którym posłużyli się szantażyści, żeby obsmarować Piesiewcza. Apel jest tyle szlachetny, co nietrafiony. Prawdopodobnie osoby podzielające poglądy autora tak śmiałego apelu z zasady nie czytują Faktu i SE. Żartobliwie można uznać, że oni już od dawna bojkotują tego typu publikatory nawet nie wiedząc, że ich osobista niechęć do plotek i oszczerstw ma coś wspólnego z bojkotem. Nie wezmą tej gazety do reki nawet po ewentualnym procesie naczelnego redaktora, który to redaktor pozwał Radę Etyki Mediów. O ile pamiętam, zarzuca jej niesprawiedliwą opinię, a więc postępowanie nieetyczne. Koń by się uśmiał.

– padła zapowiadana deklaracja Andrzeja Olechowskiego o starcie w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Niespodzianki nie było, szumne hasła o potrzebie ratowania Rzeczypospolitej z rąk koalicji PO PIS też nikim chyba nie wstrząsneły. Drugi koń, ten który się nie śmieje – widzi, że aktywność A.O. jako kandydata ma na celu urozmaicenie politycznej monotonii oraz, co ważniejsze, wypromowanie nowej-starej partii SD w kolejnych wyborach parlamentarnych. Na prezydenckim fotelu pan Andrzej nie zasiądzie, prędzej będzie to fotel bujany podarowany mu z wdzięczności przez znanego handlarza antykami Pawła Piskorskiego.

– co przyniosła ostatnia niedziela? Ostry zjazd (w dół oczywiście) partii mieniącej się lewicową czyli zabawna konwencja SLD, na której partyjny beton przykrył Grzesia Napieralskiego czapkami i chociaż nie odebrał mu przywództwa w partii, pokazał, z kim polski Zapatero musi trzymać, żeby za rok nie musiał wydać sławetnej komendy „sztandar wyprowadzić!” Przy okazji ogłoszono, że najlepszym kandydatem lewicy w wyborach prezydenckich jest Jerzy Szmajdziński, ale prędzej mi kaktus…

– ostatnia sprawa z gatunku nijakich czyli przewidywalnych to długo oczekiwane, choć przyjęte bez aplauzu, rozdanie stanowisk w TVP. Skok na media w wykonaniu PISowskich i SLDowskich aparatczyków zbratanych w walce o słuszną sprawę barwnie opisał Antoni Kopff. Żartobliwa obserwacja pana Antoniego, że telewizją rządzi „Orzeł na czerwonym tle” znakomicie podsumowuje poziom tej farsy. Co nie zmienia faktu, że jest to raczej sprawa ponura – stosowna może w jakiejś bananowej republice Płd Ameryki, ale nie w Polsce, w której słowa wolność i demokracja odmienia się 24/7 przez wszystkie przypadki.

To był rzut oka na sprawy ogólnie nijakie. Takie tam turbulencje w życiu politycznych wyjadaczy. Pora wspomnieć rzecz, przy której nawet moja rozdwojona jaźń nie ma wątpliwości. Patrząc na poziom otumanienia społeczeństwa polskiego coraz trudniej uwierzyć w optymistyczne słowa Miłosza, że „piękny jest rozum ludzki i niezwyciężony”. Chodzi niestety o przygotowywaną ustawę o zapłodnieniu in-vitro. Piszę niestety, bo jak większość z Was, mam jej szczerze dość. Wolałbym, aby państwo, którego obywatelem się czuję, stosowało zapisy prawne uwzgledniające obecne możliwości medycyny oraz społeczne zapotrzebowanie nie będące w sprzeczności z ogólnie przyjętymi w świecie normami etycznymi. Tymczasem na prawodawców (służących świeckiemu państwu?) jawne naciski wywiera Kościół Katolicki. Rozum zatem jest w odwrocie, naukowe autorytety wolą się nie narażać na otwartą wojnę z hierarchami, zwycięża zabobon, myślenie magiczne i pokrętna (czy oni umieją inaczej?) argumentacja kleru. Przygotowania do uchwalania tej ustawy i publiczne dyskusje trwają od jakiegoś czasu, mozna się zatem spodziewać jaki będzie jej ostateczny kształt. Obserwatorzy – oraz 2 mln osób żywotnie zainteresowanych posiadaniem potomstwa z in-vitro – muszą liczyć się z porażką na tym polu. Restrykcyjny, idiotyczny kształt przyszłej ustawy pokaże słabość władzy świeckiej nie potrafiącej oprzeć się bezwzględnym ideologom, oddającej głęboko ludzkie prawa swoich obywateli pod osąd grupy ludzi nie radzących sobie z własną seksualnością i płodnością, za to chętnej do forsowania fundamentalistycznej ideologii. Nie udawajmy, że nie wiemy o co gra idzie: o jedynie słuszną ideologię i opanowanie przy jej pomocy jak największych obszarów życia społecznego. Gdzie rozum śpi – wkracza ideologia. „Życie poczęte” katoliccy uzurpatorzy mają w takim samym poważaniu jak argumenty zdesperowanych par czekających na łaskawe zezwolenie na posiadanie upragnionych dzieci.
Link do wstrząsającego artykułu, który te smutne refleksje wywołał:
Dziurka w prezerwatywie, czyli katolickie in vitro.

Reklamy

Tagi: , , , , ,

Komentarzy 11 to “Politycy jak puch marny. Ideolodzy jak skała.”

  1. Zbyniek Says:

    Szanowny Laudate rozumiem Twoje rozgoryczenie Polakami i polską sytułacją,Jesteś jednym z nas tylko troszeczkę bardziej doświadczonym z racji przebywania wśród ludzi którzy są bardziej przewidywalni mimo tego że piją mocniejsze piwa.
    Polacy od zarania dziejów nie utożsamiali się ze swoim państwem dzisiejsze partie to odnośniki dawnwj szlachty i magnateri którzy za poparcie KK opartego w nieswiadomości obywateli są zdolni sprzedać wyżej wymienionych za apanaże.
    Przestałem mieć wszelkie zludzenia myślałem że mój liberalizm miom tego że jestem dzieckiem komuny będzie miał jakie takie poparcie w parti dzisiaj rządzącej.
    Zauważ drogi kolego wirtualny że w dzisiejszej Polsce od 20 lat bez względu jaka obcja by nie rządziła życie toczy się w okól KK ta instytucja jest wyznacznikiem tak poziomu życia jak i świadomości naszych obywateli.
    Jest to bardzo przykre zważywszy co miała do zaoferowania tym że obywatelom poza datkami i obietnicami lepszego jutra w życiu po życiu .
    Nawet w czsie rozbiorów Polski poparła rozbierających niż swoich wiernych a Kościuszkę faceta który jako jedyny miał jaja i powiesił biskupów sprzedawczyków więcej cenią za Atlantykiem niż u swoich rodaków.
    Szkoda gadać my piszemy dla waskiej grupy światłych ludzi.
    Z racji tej życzę Tobie i Twoim bliskim z okazji nadchodzących świąt pomyślności zdrowia i nadzieji że my Polacy w końcu otrzeżwiejemy

  2. laudate44 Says:

    Dziękuję Zbyńku za komentarz i życzenia. Sprostuję jedno: nie jestem rozgoryczony Polakami. Nawet jak mi jeden z drugim obywatel napytał biedy, to szybko staram się zapominać, publicznie nie rozgłaszać. Co innego przedstawiciele władzy. To nie są w moim rozumieniu zwykli Polacy. Oni się mianowali politykami, zatem politykom zgodnie ze zdrową zasadą na ręce trzeba patrzeć i błędy wytykać…
    Co do reszty się zgadzamy. Pozdrawiam.

  3. Jurgi Filodendryta Says:

    Nic i ględzenie o niczym – też akurat o tym ostatnio pisałem. Pustosłowie, pustogłowie…

  4. Zbyniek Says:

    Jurgii Twoje czy naszego kumpla Laudate bo jeśli Twoje to się nie dziwię zamiast podać link do Twojego bloga który z racji że może się okazać ciekawy i komentatorzy krytykującego mogli by na niego zaglądać wzorem prezesa z wyższej półki atakujesz.

  5. laudate44 Says:

    Zbyńku w goracej wodzie kąpany. Jurgi ma na mysli ględzenie polityków. Tak to zrozumiałem, bo gdyby chciał mi przyłożyć, to użyłby argumentów a nie ogólników. Spoko.

    • Zbyniek Says:

      Laudate tak to jest ze starymi zrzędami takimi jak ja którzy nieraz nie kumają niuansów.
      Jeśli jest tak jak to zrozumiałeś to jest to prawdą ale tacy ludzie jak Jorgi Romskey Ty i wielu innych są potrzebni aby maluczkim nie kumatym przypominać o tym
      Pozdrowienia

      • romskey Says:

        A tam Zbyniek przejmujesz się. Czasem za niewinność można komuś przyłożyć – prewencyjnie 😉 Anioły nie istnieją 😉

  6. romskey Says:

    Sprawy nijakie – to zależy jak na nie spojrzeć.
    Pojedyncze przypadki traktuję jako drobne części większych całości. Czyniąc krok w kierunku uzdrawiania większych ‚spraw’ mam nadzieję rozwiązywać problemy tych pojedynczych, sprawiać aby nie powtarzały się cyklicznie wciąż te same małe problemy. Każda sprawa jest więc dla mnie ważna. Wybrałem sobie trudniejsze zadanie bo można rzucać 1 zł dziennie temu samemu żebrakowi a można zrobić coś aby żebrak przestał być żebrakiem i przestał rujnować nasze portfele. W tym kierunku staram się coś robić, choć pisanina z tego co widzę wiele nie daje 😉

    Wspomniałeś jeszcze o Piesiewiczu…
    Dziś obejrzałem materiał z zatrzymania złodziei obozowego napisu.
    Ich twarze rozmyto. Jest tu jakaś logika ?

    pozdrawiam

  7. laudate44 Says:

    Logika być może występuje, ale w ilosciach niewielkich a na dodatek dość pokrętna powołująca się na paragrafy i fakt, że senator jest osobą publiczną. Nie od dziś wiadomo, że przestępca w PL ma większe prawa niż ofiara, ale to inny temat.
    Dla porównania dodam, że w Irlandii, każdego złapanego i aresztowanego kolesia gazety maja prawo nazwać po imieniu, nazwisku, podać adres zamieszkania, imię żony i ilość dzieci. I z tego prawa gorliwie korzystają. Dzięki temu notki kryminalne w szmatławcach są dłuższe, a autorzy mają większe dochody.

  8. Tetryk56 Says:

    Cześć, Laudate i wszyscy „naszyści”!
    Odpoczynku od polityki, dużo zdrowia, spokoju i refleksji w swojskim gronie życzę! I żeby potrawy smakowały, i żeby brzuszki nie bolały, żeby można było przez chwilę żyć samą przyjemnością, jak wylegujący się kot.
    Krótko mówiąc – Wesołych Świąt !

  9. laudate44 Says:

    Dzięki Tetryku, równiez życzę aby czas świąteczno-noworoczny był Wam spokojny i zdrowy. Jutro dorzuce jeszcze trochę życzeń i okazjonalnych refleksji nie-politycznych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: