Estetyka świętokradców

W zakończeniu tekstu Wirtualny Toruń zachęcałem do obejrzenia wnętrz toruńskich kościołów za pomocą stronki multimedialnej. (Dostałem później miłego maila od twórców tej stronki, która jak się okazuje, w całości jest wynikiem osobistej inicjatywy grupy zapaleńców z panoramicart.pl) Chciałbym dziś wytłumaczyć, skąd wzięła się ta być może zaskakująca zachęta. Intencja była oczywista: zajrzyjcie do tych unikalnych wnętrz, przesuńcie kursor myszki na ogromne okna, na niewiarygodnie wysokie sklepienia, podziwiajcie – jako i ja podziwiam – wspaniałe dzieło ludzkiej wyobraźni i sztuki rzemieślników. Może wam się na tyle mocno spodoba, że pojedziecie do grodu Kopernika zobaczyć te perełki na żywo, a raczej „na cicho”. Zresztą nie tylko kościoły toruńskie są warte polecenia, o czym będzie trochę dziś a wiecej w kolejnym wpisie.
Kościoły są budowlami o szczególnym znaczeniu, można zatem domyslać się, że szczególna też bywa motywacja architektów i budowniczych, żeby wspiąć się na wyżyny swych umiejętności i stworzyć autentycznie wielkie dzieło. (Nie mam na myśli współczesnych potworków architektonicznych szpecących niemal każde osiedle mieszkaniowe. Te omijam z daleka). Budowniczowie gotyckich katedr twierdzili, że stawiają je dla „chwały Bożej” – trudno zaprzeczyć, bo z religijności tamtych czasów oraz odkrywanych możliwości technicznych wyłoniła się idea strzelistych wież, wysokich sklepień i ostrych łuków jako wskazanie kierunku transcendencji „ku górze’ czyli do Boga. Pierwsze katedry były, jakbyśmy powiedzieli, narzędziem propagandowym: miały na celu człowieka oszołomić i przytłoczyć swoją potęgą. I zadanie to znakomicie spełniały, bo budowle o takich rozmiarach i bogactwie (witraże!) długo nie miały konkurencji. Co nie zmienia faktu, że najlepsze przykłady kunsztownych kościołów niezależnie od tego czy to gotyk, barok czy klasycyzm to przede wszystkim triumf możliwości ludzkich. Także tych najgłębszych, duchowych, bo z nich wypływała idea twórcza. Ceniąc sobie ludzki geniusz twórczy odwiedzam kościoły, bo są dziełami sztuki. Owszem, ze względu na ich sakralny charakter dziełami szczególnego rodzaju. Rozumieją to właściciele świątyń całego świata, dlatego publikują foldery, sprzedają pamiątki i bilety wstepu bez pytania turystów o przynależność religijną. O barcelońskiej katedrze Sagrada Familia raczej nie mówi się w kategoriach religijnych. Powszechnie traktuje się ją jako unikalne dzieło sztuki, a fakt że budowa kolosa trwa od 1882 roku wzbudza tym większe zaciekawienie.
Wydaje się oczywistością, że sztuka sakralna także jest towarem. Dlatego mocno zdziwiłem się po przeczytaniu opinii Leszka Kołakowskiego zawartej w książce „Czy Pan Bóg jest szczęśliwy i inne pytania”:
„W hipotetycznym kompletnie sekularnym społeczeństwie, gdzie nic nie jest święte, nie ma ani bałwochwalczych ani świętokradczych czynów. Dla ludzi całkowicie wyzutych z wrażliwości religijnej oba pojęcia tracą sens: nic nie jest świętokradcze, nic nie jest bałwochwalcze. W oczach ludzi religijnych, przeciwnie, zarówno świętokradztwo, jak bałwochwalstwo sa wszechobecne w społeczeństwie świeckim: to, co ludzie uwielbiają i czczą nie jest Bogiem, tak wiec każdy akt czci jest z konieczności bałwochwalczy; skoro zaś ludzie są w najlepszym razie obojetni na jakość świętości, popełniają świetokradztwo nieustannie, niekoniecznie tego świadomi. Świętokradztwem jest na przykład odwiedzać kościół tylko po to by podziwiać jego architekture i malarstwo, i może nawet słuchać muzyki sakralnej z uwagi na jej wartości artystyczne lub czytać Biblię dlatego, że jest to wspaniałe dzieło literackie itd.”
(str.92)
Tym samym zostałem zaliczony do świętokradców, ponieważ nie ma we mnie za grosz religijności a najsilniejsze, powiedzmy, doznania transcendentalne były mi dane w górach i w paru jeszcze sytuacjach intymnych. Absolutnie nie czuję się z niczego „wyzuty”, uważam, że bez „wrażliwości religijnej” moje życie też jest wystarczająco pełne. Wystarcza mi zwyczajna wrażliwość, po co zaraz „religijna”. Czy ona jakoś ma ludzi nobilitować? W moim mniemaniu jest raczej na odwrót i to religie są balastem dla życia psychicznego, dla wolności ducha. Poza tym słowo „wyzuty” sugeruje jakieś ubóstwo, niepełność, może nawet patologię. Nie podoba mi się ta kategoryzacja. W rewanżu stawiam profesora Kołakowskiego w jednym rzędzie z pewną sprzataczką, która bezceremonialnie wypędziła mnie z kościoła w Raciborzu wskazując świeżo umytą posadzkę jako uzasadnienie swojego chamstwa. Zapamiętałem jej to, bo jako poborowy byłem wtedy w trakcie potyczek z Ludowym Wojskiem, na zewnatrz panował straszny upał, a ja potrzebowałem cienia i wyciszenia.
Nie będę zresztą ukrywał, że lektura książki „Czy Pan Bóg jest szczęśliwy…?” mnie rozczarowała. Po profesorze filozofii oczekiwałem większej odwagi w przedzieraniu się przez zasłony ukrywające rzeczywistość. Wydało mi się, że Autor dość niefrasobliwie poczyna sobie z podjętymi tematami, jakby wolał przypodobać się czytelnikom o nastawieniu religijnym, niż wykazać się przenikliwością i bezkompromisowością. Mimo pozorów, uprawia bardziej gawędę niż przytacza wyniki swoich dociekań. Nie chce mi się wierzyć, że to wszystko na co było stać sławnego profesora. Czasem Autor idzie na skróty i przyjmuje za pewnik coś, co jest znane jako twór lokalnej kultury, co jest niepotwierdzonym naukowo zapisem literackim czy dogmatem religijnym, wobec którego raz po raz kapituluje.

Wrócę tymczasem do swoich świętokradczych (teraz już wiem i wy wiecie) wędrówek po kościołach. Nie liczyłem, ile wspaniałych brył, ile wnętrz do tej pory obejrzałem, musi ich być sporo. Każde z nich odmienne, a jednocześnie takie samo, w ten sam sposób uporządkowane z ołtarzem w głębi, amboną, miejscami dla wiernych, organami pod sklepieniem za plecami, kaplicami bocznymi itd. Każde odstępstwo od kanonu jest dodatkową atrakcją, jak np dwie ambony u Dominikanów w Lublinie, albo kolisty kształt nawy głównej i wianuszek kaplic dookoła w Bazylice Wambierzyckiej. Czy wreszcie jeden z największych skarbów architektury sakralnej w Polsce, zbudowany wyłącznie z gliny i drewna ewangelicki Kościół Pokoju w Świdnicy. Niezawodnie kościoły posiadają jakiś magnes, który przyciąga nawet ludzi obojętnych religijnie. Mają przecież ten specyficzny klimat, którego nie posiada żadne „zwykłe” muzeum, najwspanialszy pałac czy sala operowa.
Czasem ten klimat pozostaje, mimo, że budowla przestaje być tylko miejscem odprawiania nabożeństw. Nowe świeckie funkcje nie zawsze ujmuja starym kościołom atmosfery. Może się zdarzyć, że im jeszcze dodaja blasku i wzmacniają ukrytą w samej budowli tajemnicę. Takie wrażenie miałem w kościele Św. Magdaleny w Bruggi w Belgii. Kościół stoi trochę na uboczu, nie w samym historycznym centrum miasta. Kiedy wszedłem do wnętrza, zamiast rzędu ławek zastałem prostokątną sadzawkę wpuszczoną w ogromny drewniany podest sięgający powyżej kolan. Wielki witraż za skromnym ołtarzem głównym odbijał się pysznie w płaskiej tafli wody, pani przewodniczka siedziała w głębi, czytając książkę, w tle płynęła muzyka smyczkowa. Pytam o co tu chodzi, skąd taki pomysł, dla kogo kolorowe klocki ułożone na półkach okalających sadzawkę? Projekt nosi nazwę YOT (to skrót pełnej nazwy w jezyku flamandzkim) i ma na celu integrację okolicznych mieszkańców, szczególnie dzieci i młodzieży wokół m.in. działań artystycznych. Pani zachęca mnie, abym wszedł do małego pomieszczenia w nawie bocznej, gdzie umieszczono instalację pt. „Droga Życia”. Na trzydziestu cienkich sznurkach rozpiętych w rzędzie pomiędzy podłogą a sufitem przywiązano gęsie pióra. Ich położenie jest dla odmiany poziome, rozmieszczone są w odstępach ok. 20 cm jedno od drugiego. „Kiedy będziesz przechodził i ruch powietrza wprawi te pióra w ruch, one będą pisać drogę twojego życia” – podpowiada przewodniczka. Pomieszczenie było niewielkie, umieszczony na podłodze reflektor oświetlał całą instalację, cienie na ścianie potegowały wrażenie wytężonej pracy setek niewidzialnych pisarzy dzierżących gęsie pióra. Wszyscy w ciszy pisali moją drogę życia. Poczułem wdzięczność.
Kolejny przybytek sakralny w Bruggi to katedra St. Salvatore – prawdziwy olbrzym, podręcznikowy przykład gotyku, wypełniona masywnymi meblami, licznymi ołtarzami i obrazami. Szczególnie bogato ornamentowane są ołtarze umieszczone w okalających całą tylną ścianę kaplicach. Dzieki ogromnym oknom witrażowym wrażenie kruchty jest tam nieobecne. Przytulone do siebie kaplice, każda dedykowana innemu świętemu, są pełne światła i kolorów. W miejscach gdzie zwykle stali kapłani odprawiający msze turyści mogą teraz oglądać dawne szaty liturgiczne umieszczone na manekinach. Odczytałem to jako znak czasu: ludzie odeszli, szmaty zostały. Świetokradcy szwendają się po świątyni a ja między nimi. Alleluja!

link do zdjęć Koscioła Pokoju w Świdnicy

Reklamy

Tagi: , , , ,

Komentarzy 6 to “Estetyka świętokradców”

  1. Zbyniek Says:

    Kościół w Swidnicy to Fachwerk pierwszej klasy, jestem oczarowany tym stylem budowy .
    Swego czasu byłem fachowcem od renowacji takich budowli.
    Najstarsza jaką po przewiezieniu do innej wsi budowałem miała datę, jeśli się nie mylę, z 15-tką na przodzie.
    Pozdrowienia

    • laudate44 Says:

      Widzę Zbyńku, że masz wiele talentów i z niejednego pieca chleb jadłeś, nawet drewniane chałupy remontowałeś.
      Pamiętam jednak o Twojej głównej profesji i dlatego składam Ci najlepsze życzenia z okazji górniczego święta. Wiem , że Barbórka to jest wielkie święto dla górników, także tych, którzy już zakończyli służbę. Trzymaj się Zbyńku zdrowo, niech Cię nie opuszcza energia i pasja. Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia wiosną, kiedy znowu zajrzę w Twoje (a trochę moje) strony.

      • Zbyniek Says:

        Laudate 44 jeśli do tego czasu do żyję moim największym marzeniem będzie Cię spotkać .
        Za życzenia serdecznie dziękuję Górnikiem tak jak Strażakiem i Policjantem jest się na całe życie

  2. SAWA Says:

    Dziękuję ci za ten nastrój. Cudnie ci to wychodzi.
    Kościoły lubię z ich ciszą i pustką, bo tylko wtedy umiem odczuwać drżenia zagnieżdżonej w nich czasoprzestrzeni. Jest cisza i pustka, a obie wypełniają się po brzegi tak, że żaden inny dźwięk, ani nic więcej już się tam zmieścić nie może.
    Tego wrażenia nie umiem przelać w słowa, choć jestem pewna jednego – te słowa byłyby samymi oksymoromami. 🙂
    I jeszcze jedno – każda z tych budowli wyzwala inne wrażenia, inny czas, inne myśli, choć właściwie trudno je myślami nazwać, raczej ponadpercepcyjnymi zmysłami.
    Ale są też takie, które nazwałabym jednym zimnem – ściany, które nie wzruszają, są tylko budowlą i niczym więcej. 😦

  3. laudate44 Says:

    Witaj Sawo, dzięki za dopowiedzenie. A już traciłem nadzieję, że zajrzysz dziś tutaj… 🙂
    Co do zimnych ścian: trzeba ich unikać tak samo jak zanadto rozpalonych głów. Pozdrawiam !

    • SAWA Says:

      Musiałam to sobie przeczytać jeszcze raz i jeszcze – tak potrafisz słowa w nastrój złożyć. Dopełniłeś więc świętokradztwa w dwójnasób 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: