Roentgenem w propagandę

Przechadzałem się rano po plaży, świeciło słońce, muszelki chrupały pod butami, lekki wiatr niósł zapach wodorostów i soli. Zastanawialem się, o czym ma być dzisiejszy, sto pierwszy (tutaj), wpis. Wiadomo, że o sprawach Polski, bo tak jakoś wyszło, że najmocniej trzymam się tematów „ojczyźnianych”, choć wydawało mi się kiedyś, że „nad innym morzem, pod innym niebem” nie będzie to miało dla mnie znaczenia.
Zadałem sobie pytanie, co byłoby dzisiaj najbardziej aktualne? Nic co miałoby być chwytliwe lub na siłę kontrowersyjne, ale ważne, po prostu ważne. Czy dalsze obśmiewanie zasmuconego hipokryty z pałacu? Czy kpina z działaczy LPR wylewających łzy nad rzekomo utraconą suwerennością Polski? Czy rozważanie braku autorytetów lub braku potrzeby słuchania owych autorytetów? Czy może gorączkowe, zahaczające o sadyzm szukanie winnych, oraz słowne policzkowanie tych, którzy ich winnymi czynią, żeby własne winy zasłonić?
O hipokrytach chwilowo nie mam nastroju, o autorytetach i ich braku pisze dość ciekawie Benfranklin, prawackie śmieszne zawodzenia o utraconej (częściowo!) suwerenności bezlitośnie prześwietlił Galopujący Major. Dociekania, kto komu przekazał jaką tajemnicę, gdzie złamał przepis, czy to się kwalifikuje i jak przełoży się na wynik wyborczy za dwa lata, zostawiam wszystkim domorosłym ekspertom spod Chojnowa lub Koziej Przerębli, którzy zanim coś zrozumieją – już zdążą opisać i wyciagnąć wnioski. Podobno niezależne.
Zastanawiałem się nad jakąś syntezą. Bo musi być tak, że wspomniane wyżej zjawiska mają jeden wspólny mianownik. Co nim jest? Co właściwie dzieje się w Polsce? Skąd tyle agresji i narastających nieoporozumień? Komu zależy na ciągłym wywoływaniu konfliktów, a komu na przywracaniu spokoju i wszechstronnym rozwoju państwa i społeczeństwa? W morzu wzajemnych oskarżeń łatwo się pogubić, łatwo się również wściec na wszystkich głównych aktorów nieustającej wojny politycznej, światopoglądowej i medialnej. Choćby za to, że od wielu lat poddają nas bezsensownej próbie nerwów wmawiając rzeczy, które nie istnieją, albo wyolbrzymiając problemy drugorzędne z puktu widzenia zwykłego spragnionego spokoju i dostatku obywatela. Ta konfrontacja zmusza do opowiedzenia się po którejś ze stron, co też nie daje komfortu, bo ciągle mamy poczucie niezrozumienia, co naprawdę się dzieje. Dlaczego nieustannie musimy wybierac jakieś „mniejsze zło”, skoro żadna ze stron konfliktu nie jest bez winy. Czy komuś zależy, żebysmy byli zdezorientowani?
Nie odkrywam Ameryki stwierdzeniem, że w Polsce trwa wyjątkowo ostra walka polityczna z użyciem wypróbowanej broni – propagandy. Propagandę stosuje się nie wobec polityków, ale wobec obywateli: im są mniej świadomi i zobojętniali, tym większe sukcesy odnoszą propagandziści. Zatem propagandzie można dać odpór tylko poprzez zrozumienie jej mechanizmów, rozpoznawanie jej brudnych sztuczek i trików. To nie przychodzi łatwo, czasem z wiadomych przyczyn, trwa całe pokolenia. Biernością nikt jeszcze propagandy nie pokonał. Dlatego warto dowiadywać się, dlaczego np. obecnym politycznym awanturnikom mniej zależy na rozwoju gospodarczym a bardziej na fałszowaniu historii, na stwarzaniu poczucia zagrożenia i podkopywaniu autorytetów. Bo to m.in. pozwala utrzymywać w społeczeństwie stan najbardziej przez nich pożądany – chaos, strach i podejrzliwość. Żeby nie dać się uwieść i oszukać, trzeba m.in. umieć samodzielnie znajdować analogie do poczynań dawnych lub całkiem niedawnych speców od propagandy, która nie jest, oj nie jest, niewinnym PR (pijarem, jak się przyjęło mówić w PL) tylko bezwzględnym praniem mózgów. Nie od dziś mówię sobie: albo ja prześwietlę propagandę albo ona mnie. W tym rozpoznawczym procesie pomogło mi wiele tekstów, w tym cytowany poniżej artykuł Kazimierza Dziewanowskiego.
Poczesne miejsce w dziejach propagandy przypada także Napoleonowi, który posługując się różnymi środkami, a zwłaszcza najpotężniejszymi: biuletynami swej zwycięskiej armii, uprawiał coś, co nosiło już wyraźne cechy propagandy totalitarnej. On to właśnie napisał w roku 1814 do swego brata Józefa: „Gazety nie tworzą historii i nie tworzą jej również biuletyny. Trzeba zawsze wzbudzać wśród wrogów przeświadczenie, że jest się w posiadaniu olbrzymich sił zbrojnych”. (…)
Ale nie chodzi o to, kto był pierwszy. Prawdą jest, że w powszechnej opinii kulawy doktor (Goebbels) jawi się jako nieprześcigniony mistrz propagandy uprawianej w służbie monopartyjnego reżimu przemocy, jako wirtuoz gry na najpotężniejszych i zarazem najniższych instynktach społecznych, jako artysta nienawiści i jubiler kłamstwa. Jego złowroga, karłowata i utykająca postać stała się w naszym oczach odpowiednikiem diabła, upostaciowaniem piekielnej przewrotności, bezbrzeżnego cynizmu, straszliwej chytrości. Ten, który pierwszy zorientował się w sile środków, jakie dała mu do ręki nowoczesna technika, a zwłaszcza radio i film, stał się dzięki temu w oczach wielu twórcą nowoczesnych metod manipulowania masami. I tak przeszedł do powszechnej świadomości historycznej jako perfekcjonista fałszu, najprawdziwszy, realny Mefisto, człowiek, który w czarodziejski sposób odbierał rozum milionom innych ludzi.
Długoborski pisze:”Ta garść refleksji moralnych (zbyt ich mało w naszej literaturze o hitleryzmie i faszyzmie!) pozwala w jakimś stopniu zrozumieć mechanizmy zarówno kariery Goebbelsa, jak i funkcjonowanie stworzonego przez niego systemu propagandy. Jeden z biografów ministra – Helmut Heiber – uważa go nawet za bardziej wyrachowanego od Hitlera, którego mowy były w pewnym stopniu rezultatem „psychopatologicznych erupcji”, opętań i emocji, którym poddawał się i sam mówca. Goebbels był człowiekiem nieprzeciętnej inteligencji i również nieprzeciętnego cynizmu. Podobno po swoim najsłynniejszym wystąpieniu – w berlińskim Sportpalast 18 lutego 1943, kiedy to zafascynowani słuchacze rykiem entuzjazmu odpowiadali na rzucone przez Goebbelsa pytanie: – czy chcecie wojny totalnej? – miał powiedzieć do swojego sekretarza – „To była godzina idiotów; gdybym zawołał: skaczcie z okna, nie wahali by się ani chwili.”
(…) Dlaczego więc tak duża liczba Niemców do końca w całości, albo przynajmniej częściowo wierzyła w fantasmagorie rozsnuwane przez kulawego doktora? Wydaje się to bardzo proste. Po pierwsze dlatego, że Goebbels mówił im rzeczy, w które oni za wszelką cenę chcieli wierzyć; po drugie dlatego, że było to dopiero pierwsze rzeczywiste załamanie się jego konstrukcji propagandowych, załamanie poprzedzone długim okresem sukcesów.(…) Jest oczywiste, że taka, utwierdzona licznymi sukcesami propaganda, może stosunkowo długo bronić się przed zdemaskowaniem, długo wywierać wpływ psychologiczny na ludzi chcących jej – nawet wbrew faktom – wierzyć. Taka właśnie sytuacja panowała w Niemczech.
Inaczej jest z propagandą zdemaskowaną, która nie może się powołać na wiarygodne sukcesy z przeszłości (zwłaszcza z niedalekiej przeszłości), na osiągnięcia powszechnie akceptowane, a nie będące tylko gołosłownym sloganem, któremu przeczy rzeczywistość. Taka propaganda, szczególnie, gdy przeżyje kilka kolejnych załamań, gdy jej mechanizm i cały ogrom jej przeinaczeń zostaną parokrotnie odsłonięte, gdy więc zostanie zdyskredytowana, lecz powtarza się ją nadal z uporem i długotrwale – staje się narzędziem samobójczym. Nie tylko nie jest skuteczna, lecz przynosi skutki przeciwne do tych, jakie zamierzają osiągnąć jej twórcy. Dochodzi wreszcie do tego, że adresaci odczytują taką propagandę odwrotnie: gdy ona twierdzi, że coś jest czarne, adresaci wierzą, że to jest białe i nie ma już znaczenia, jaki jest prawdziwy kolor

http://alfaomega.webnode.com/news/kazimierz-dziewanowski-o-kulawym-diable-i-jego-kulawym-dziele/
Tyle zaczerpnąłem z jednego wielowątkowego artykułu. O propagandzie i jej współczesnym obliczu pisze też Stefan Bratkowski. Kim jest Bratkowski, wiadomo, a jego najnowszego wpisu na Studio Opini po prostu nie wolno pominąć. Przeczytajcie. Po lekturze oczy otwierają się do wielkości dawnych pięciozłotówek „z rybakiem”. Pod wpisem sporo głosów zachęcających do rozpowszechniania całego niesamowitego artykułu. Mówili polecać, więc polecam: LINK

Tagi: , ,

Komentarzy 8 to “Roentgenem w propagandę”

  1. SAWA Says:

    Laudate, czy ty na prawdę pamiętasz jeszcze pięciozłotówki z rybakiem? Albo za wcześnie dostawałeś zaskórniaki, albo rodzice na pamiątkę ci je przechowali. 🙂
    Twórcy tej propagandy wzorują się jednak na mniej skutecznej, a nawet przeciwskutecznej wersji takiej właśnie zdemaskowanej.

    • laudate44 Says:

      Mam nadzieję, że „nasi” propagandziści doszli już do etapu wspomnianego przez p. Dziewanowskiego. Gdy wszelkie sztuczki obracają przeciwko nim, a misterna w ich mniemaniu fastryga rozłazi się w konfrontacji w wyczulonym społeczeństwem i spod fałd kłamliwej materii wyłazi goła dupa.
      Pięciozłotówki z rybakiem rzadko dostawałem, tym bardziej pamiętam, jako obiekt pożądania. Dostępniejsza mojej pocerowanej kieszeni była złotówka z kłoskiem plus osiemdziesiąt groszy. W sam raz na wspaniałą Oranżadę!

  2. Abulafia Says:

    Zgadzam się z przedstawioną przez p.Bratkowskiego (i nie tylko) wizją marszu w Polsce brunatnych koszul z logo PiSu. Zgadzam się z posądzeniem inkryminowanych o faszystowską progeniturę. Co tam, nawet z przysłowiem; Co wolno wojewodzie…nie dyskutuję. Chociaż odwrotność dałaby się lepiej uzasadnić.
    Trafiane podprogowo propagandą do odbiorcy, w celu osiągnięcia zamierzonego efektu, jest ulubionym zabiegiem psychosocjologicznym. Mniejsza o to, czy godziwe i komu ma służyć. Mimo prostoty (a może właśnie dlatego), nawet Watykan nie uciekał się do tego chwytu przy agresji hitlerowskich Niemiec na Polskę. Domorośli żurnaliści stosują go z upodobaniem pospólstwa.
    Apologeci IVRP straszą wizją upadającej Polski dolewając oliwy do już ponoć płonących jej podstaw. Beneficjenci obecnych rządów, dostrzegając niecne zamiary antystrażaków, roztaczają złowieszczą wizję skutków ewentualnego ,,uratowania” kraju. Jedni i drudzy szermują niewybrednymi argumentami, analogiami…pustosłowiem w duchu demokratycznych i bogoojczyźnianych haseł. Kreślone wizje przez obie strony wypływają oczywiście z poczucia sprawiedliwości i dbałości o ład społeczny. Zwłaszcza, gdy odwołują się odpowiednio do; hitleryzmu i stalinizmu.
    Trafić podprogowo do szarych mas traktowanych jak motłoch nierozróżniający dobra jednych od zła drugich. Albo odwrotnie. W niewyszukany sposób kłaść łopatą do głów służące komuś lub czemuś argumenty. Ubawić się przy tym zmamieniem chociażby jednego adwersarza, zachłystując własną racją i dezawuowaniem inaczej postrzegających stan rzeczy. Ot, bawić się karczemnie.
    Znałem p.Bratkowskiego. Ze zdjęcia i pióra. Był bardziej dojrzały. I elitarny.

    • laudate44 Says:

      Myślisz, że teraz, gdy straszni bracia pod rękę z Napieralskim i Rydzykiem idą po władzę, jest w Polsce pora na elitaryzm ? (cokolwiek on znaczy, gdziekolwiek się zaczyna)
      I wcale nie „mniejsza o to, czy to godziwe i komu ma służyć”. Metody Kaczyńskich i ich sługusów są jak najbardziej niegodziwe, a komu oni wszyscy służą, to wszak nie do końca wiadomo.
      Odważne analizy prowadzą do Putina, ale dowodów nie ma. I trzeba by jeszcze bardziej niegodziwych armat użyć, żeby społeczeństwu ich fałszywą grę uświadomić. Może więc elitarność polega na tym , by siedzieć cicho? Nie sądzę.

  3. lessx Says:

    „obecnym politycznym awanturnikom mniej zależy na rozwoju gospodarczym a bardziej na fałszowaniu historii, na stwarzaniu poczucia zagrożenia i podkopywaniu autorytetów.”
    Nie te czasy, nie ta pora by o demokracji Polsce powiedzieć, ugruntowana
    PiS nie uznaje wyników wyborów. Kontestuje wszystko co się z rządzeniem wiąże, delikatnie mówiąc, na granicy prawdy i swojsko pojmowanej sprawiedliwości. Pisowskiej sprawiedliwości. Staje do batalii o być albo nie być. Afery, hazardowa, stoczniowa i być może z tego kapelusza wyłoni się jeszcze seria „afer. Nagłaśniane do niewyobrażalnych rozmiarów powinna przerażać. Powinna powalić rząd na kolana a zwolenników PO przekonać o pomyłce przy wyborze nieprawych i niesprawiedliwych.
    Metody zdobycia władzy przez zniewolenie mas demagogią, agitacją, propagandą do perfekcji opanował dr Józef Goebbels. Potrafił uniknąć monotonii i schematyzmu, kłamał ohydnie, bezwstydnie z zimną krwią. Przeciwników zohydzał i ośmieszał w mistrzowski sposób, wyznając zasadę, że kłamstwo powtarzane nieustannie i stale, staje się wiarygodne.

    „Ani to afera ani to kryminał” – takie i podobne tytuły sprowadzają tą gorączkę do rzeczowego i dogłębnego przyjrzenia się tym aferom. Na ostateczną opinię poczekajmy.

    CBA powołano do wykrywania patologii, nie do osądów i obalania aktualnie rządzących.
    J Kaczyński będzie się musiał uzbroić w cierpliwość, do następnych demokratycznych wyborów.

    • laudate44 Says:

      Pozwolę sobie użyć metafory meteorologicznej: Spadnie Grad, przyjdzie zima. A wraz z zimą Kaczyński i Lepper w czapkach uszankach. Czy Polacy czekają na taką ewentualność? Media na pewno, a reszta?

  4. Abulafia Says:

    laudate 44.
    Nie stoję po żadnej ze stron barykady, aczkolwiek ta z pokurczami bardziej mi capi Dzikim Zachodem. Spójrz tylko ile ekskrementów wylewają zza niej hunwejbini IV RP. Zakon PiSu, poza jedynowładcą, nie używa retoryki wojennej. Kurscy, Brudzińscy, Gosiewscy et consortes ograniczają się do podgrzewania atmosfery. Znając ich niewyparzone mordy można powiedzieć; Diabły się w ornat ubrały i na mszę dzwonią.
    Naprzeciw paru zaskoczonych oblaniem Tuska gnojówką blogerów strzelających na wiwat. Nawet Kurak nie wie w kogo celować. I paru Ordonów w osobach pp; Bratkowskiego, Kuczyńskiego, Misia, Koraszewskiego…zniżających się do brukowego jęzora żula z Żoliborza. Prawi i sprawiedliwi, a nie stać ich na rzeczowe argumenty, tylko rozpaczliwą obronę rozkradanego spichlerza, by nie utracić konfitur. Ogólniki typu marsz brunatnych koszul czy SA marschieren świadczą, że potrafią się posługiwać bronią tylko brak im amunicji.
    Więc bez złośliwej satysfakcji i emocji śmieję się z jednych i drugich. Bo jakże nie parskać, skoro obie strony barykady zamieniły hasła;
    socjalizm-tak, wypaczenia-nie na
    socjalizm-nie wypaczenia-tak, że posłużę się myślą innego blogera-przechery.
    I ostatnia już uwaga.
    Cała ta retoryka wojenna Ordonów ledwie między paragrafami się mieści. Jeśli kaczory przerżną (w co nie wątpię) myślisz, że nie wyciągną z niej sankcji prawnych?

  5. laudate44 Says:

    Troszkę odejdę od tematu. Coś lżejszego ale jakże trafnego znalazłem na blogu W.Orlińskiego:
    „…infantylna zabawa funkcjonariuszy CBA w akowskich konspiratorów i posługiwanie się kryptonimem „Zośka”. Rzeczywiście widzę tu pewną wierność tradycji.
    W Powstaniu Warszawskim godzina W na Żoliborzu wypadła o 13:50, w związku z czym kiedy reszta Warszawy zaczynała zgodnie z planem, Niemcy już od godziny mieli zarządzony alarm. Co za tym idzie, już pierwszego dnia było widać, że nie uda się zrealizować planu zakładającego zaskoczenie. Odwołano najbardziej nierealne elementy, ale nie wszyscy gońcy z rozkazami dotarli na czas, więc na przykład 120 ludzi z pułku „Garłuch” zginęło w bezsensownej próbie szturmu na lotnisko (odwołanego, ale co z tego).
    Przedwczesne działanie, fatalna organizacja, błędne przygotowanie akcji – faktycznie, te powstańcze tradycje CBA kontynuuje z całą pieczołowitością.”
    http://wo.blox.pl/2009/10/Mario-powstaniec.html

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: