Ideolodzy ślepną, karawana jedzie dalej.

Przed pierwszym wpisem na nowym portalu odczuwam niemałą tremę – bo gdzieś za plecami czai się pytanie, co z tego będzie, czy to miejsce rozwinie się zgodnie z moimi oczekiwaniami, czy też rozmyje się i rozmydli ponieważ taka jest kolej rzeczy. Jakkolwiek miałoby być, zmiany trzeba wkalkulowac w swoje przewidywania, bo dotychczasowe doświadczenia dowodzą, że zmiany po to właśnie są, żeby następować, czy nam sie podoba czy nie. A kreatywna praca przy pisaniu tekstów nigdy nie idzie na marne.

Wszyscy medrcy uczą, żeby nieuchronnośc zmian akceptować i nie przejmować się za bardzo ani zmianą ustroju ani odejściem kochanka, ani powiekszającą się łysiną, zmarszczkami czy powiększającym się obwodem talii. Należy przyjąć godnie i ze zrozumieniem fakt, że dzieci w miarę wzrastania psychicznie oddalają się od rodziców i ostatecznie odchodzą z domu, że głowa staje się słabsza a odporność na hałas mniejsza. Napisano grube rozprawy o różnicy między biernym pogodzeniem się z losem, a akceptacją zmian z jednoczesnym podejmowaniem wysiłków w celu poprawy własnego bytu, osiągniecia większej dozy osobistego szczęścia. W literaturze roi się od mądrych sentencji, choćby słynny motyw z Zemsty Fredry: „Niech się dzieje wola Nieba, z nią sie zawsze zgodzić trzeba” albo fraza z chrześcijańskiej modlitwy „bądź wola Twoja”. Odróżnianie postawy barana milcząco idącego na rzeź od aktywności nocnej ćmy, która „z szumem i fantazją” wlatuje w płomień świecy może być zajmujące, ale czuję, że oddalam sie od tematu. Nie o determinacji i nie o fatalizmie miał być ten wpis, choć to może być niezłe tło tego, co nastąpi dalej.

Osobiście pewne zmiany przyjmuję jako zło konieczne, zagryzam zęby, przypominam sobie cytaty z Seneki, Lao-Tsy i tak podbudowany intelektualnie godzę się na pojawiające się z wiekiem niedogodności i ograniczenia. To nic, że łatwiej o zadyszkę, że słabsze mięśnie, mniej włosów na głowie i konieczne okulary do czytania. Nie warto się tym przejmować, bo jednocześnie nastąpiły inne, ogromne zmiany, które w podsumowaniach zawsze wypadają na plus. Są źródłem radości i satysfakcji. Co do tego nie mam wątpliwości: mogę, razem z Janem Kaczmarkiem, śpiewać: „Warto było czekać na te piękne czasy…” W tym zawiera się cała moja afirmacja postępu, jaki nastąpił w okresie, który obejmuję pamięcią. Oczywiście pełnego podsumowania nie da się zmieścić w jednym tekście, dlatego pominę wiele wątków, (np. nowinki techniczne, dostęp do rozrywki i informacji) Skupię się na tym, co najbardziej mnie uwierało za czasów realnego socjalizmu w PRL, na wolności osobistej.

Z lat osiemdziesiątych, kiedy byłem uczniem średniej szkoły, pamiętam radość znajomej rzeźbiarki, która otrzymała oficjalne zaproszenie na plener we Włoszech. Uskrzydlona szkicowała projekty przyszłej rzeźby, na którą w Italii czekał gotowy śliczny blok marmuru z samej Carrary. Po paru tygodniach wszystkie szkice poszły do kosza. Powód? Nie dostała paszportu. Na nic okazały się dodatkowe podchody jej męża mającego jakieś tam układy we władzach. Nie bo nie. Władza kontrolowała wszystko, nawet nasze myślenie o jej niegodziwościach. Bo przecież nie buntowaliśmy się aż tak bardzo przez długie lata, po prostu do głowy nam nie przychodziło, że władza odpuści i pozwoli żyć inaczej.

Powiedzieć, że w tym względzie zmieniło się dużo, to powiedzieć za mało. Bo zmieniło się totalnie: sytuacja obróciła się o 180 stopni. Kiedy się jedzie przez Zgorzelec do Niemiec, pociąg nie stoi na stacji 2 godziny a Wopiści z psami nie spacerują po przedziałach kontrolując paszporty i bagaże. Już nie tylko Wopistów nie ma, ale w ogóle granicy nie ma! Chociaż była, o, jak bardzo ona tam była i miała być zawsze! A my, obywatele polscy mieliśmy zawsze tkwić jak palec w d.. w jednym miejscu, bo tak się szanownej wladzy podobało. Jadąc autem do Czech lub na Litwę, trudno zauważyć, gdzie była granica a dzieciom z podstawówki równie trudno wytłumaczyć, po co ta granica przez tyle lat istniała. Uznacie czytelnicy, że na fali świątecznego entuzjazmu piszę o rzeczach oczywistych. Po kilku latach poszerzającej się sfery wolności zdążyliśmy już do luksusu przywyknąć. I bardzo dobrze: korzystajmy z należnych praw, z których nie wszystkie narody mogą korzystać. Smakujmy tę wolność, która nam się należy (human rights etc) – ale doceniajmy też jakimi jesteśmy szczęściarzami. Pokolenie naszych rodziców tego nie miało, nasi bracia zza wschodniej granicy są już tak blisko, a jednak o całą epokę w tyle. Ich dzieci mogą zaledwie pomarzyć o przywileju, który jest naszym udziałem. Mniej więcej wiemy, jakie siły i układy polityczne spowodowały, że jest jak jest. Ale tak poza tym, po ludzku: mamy szczęście, że naszych oczywistych praw nikt już nie łamie, wolności słowa nie knebluje, szlabanów nie stawia.

Mówią mi znajomi, że mam bujną wyobraźnię, ale życie, na szczęście, poszło dalej, niż moja wyobraźnia. Gdybym 25 lat temu powiedział załamanej rzeźbiarce, że doczeka czasów, kiedy bez wychodzenia z domu, bez płaszczenia się przed bucem w wydziale paszportowym w ciągu 10 minut kupi sobie bilet na samolot do Rzymu, to ona by mnie wyśmiała, a ludzie w miasteczku zaczęliby mnie omijać jako nieszkodliwego wariata. Wcale nie miałbym im tego za złe. Te zmiany zaskoczyły nas wszystkich. To jest największa i najwspanialsza niespodzianka mojego życia. Jedyne, co nadal mnie smuci i zaskakuje, to poziom głupoty ludzi, którzy te gigantyczne zmiany bagatelizują i pomniejszają, bo im nie pasują do chorych teorii i ideologii. Nie wszystkich stać na pełną szczerą afirmacje obecnego stanu rzeczy, ale w imię czego opluwać tych, którzy nam wszystkim wymarzoną wolność wywalczyli? Może ich walka była pokraczna, może obarczona skazami, może, tak jak mnie, brakowało im czasem wyobraźni, ale obecna wolność obywatelska jest jednak realna. Dlatego wszelkim obsikiwaczom nogawek dawnych bohaterów i ich mocodawcom, wszelkim ideologom ślepym na autentyczne zdobycze transformacji proponuję troszkę pokory. Chociaż raz do roku, na święta. Wy też nie wyobrażacie sobie, gdzie będziemy za następne 25 lat.

PS. Od wczoraj zacząłem zamieszczać swoje teksty na nowopowstałym portalu
http://www.nieocenzurowano.pl/

Reklamy

Tagi: , , , , ,

Jedna odpowiedź to “Ideolodzy ślepną, karawana jedzie dalej.”

  1. TJK Says:

    Witam
    „Gdybym 25 lat temu powiedział…”
    Tak. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, że mógłbym wtedy wyobrazić sobie taką Polskę jaką mamy teraz.
    Dopiero w samej końcówce lat osiemdziesiątych czuło się, z pewną nieśmiałością, że można coś zmienić. Jednak udało się, a ‚obsikiwaczy’ nigdy nie brakowało.
    Nie umiem tak zgrabnie pisać ale czytam z wielką przyjemnością 🙂 No, to się podlizałem 😉
    Jakbyś miał czas i ochotę przedrukować(lub napisać), jakiś swój tekst to zapraszam: http://www.kontra-punkt.pl
    Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: