Samobójcom nie przeszkadzać

Niemal codziennie serwisy przynoszą informacje o kolejnym samobójstwie. Bankructwo finansowe, zawiedziona miłość, wstyd za popełnione czyny lub inne ważne powody zmuszają ludzi do podjęcia ostatecznego kroku. Takie newsy nie mają zreszta dla nas żadnej wartości, oprócz chwilowego skonstatowania faktu. (według badań, nakrecają tylko spiralę samobójstw, zwłaszcza, jesli samobójcą była osoba znana) Najgłębsze przyczyny targnięcia się na swoje życie ci ludzie zabrali do grobu. Wysłannicy tabloidów na szczęście nie wszędzie mogą wejść, podsłuchać i nagrać… Sfera osobistych przeżyć ludzi, którzy podejmują te dramatyczne decyzje powinna być przed tymi hienami szczelnie zamknięta, choć wiem oczywiście, że są to moje naiwne życzenia.

Dziś w świat poszła wiadomość, że bokser Włodarczyk uratował niedoszłego samobójcę ściągając go ze sznura. Panu Włodarczykowi, który jest osobą publiczną taka „przygoda” zapewne może się przydać do celów promocyjnych, ale co tym nieszczęśnikiem, który z wiadomych sobie powodów postanowił zakończyć życie? Czy on nie cierpi teraz w dwójnasób, bo do tamtej udręki, która pchnęła go do desperackiego kroku, doszła nowa trauma i wstyd? Przypuścić należy, że życie przestało być dla niego ciekawe, pasjonujące i dające satysfakcję. Może było tylko pasmem udręk, poczucia bezsiły i innych niewyobrażalnych klęsk.
Zgaduję oczywiście, bo zazwyczaj własnie takie są okoliczności zamachnięcia się na własne życie. Zazwyczaj – bo bywają wyjątki związane z chorobami psychicznymi. Przyjmijmy jednak, że normy społeczne stanowione są dla zdrowych.
Po co i dla jakiej przyczyny ma żyć człowiek, któremu życie się nie podoba? Prawdopodobnie dlatego ma żyć, ponieważ tak zdecydowali ci, którym samobójcy zaburzyliby spokój wewnętrzny, pogwałcili normy etyczne. Normy te ustanowili ludzie, którzy z wiadomych sobie powodów oczekują, że każdy ma żyć, bez względu na to jak paskudnie się w tym życiu czuje. Wedle tych samych pojęć etycznych człowiek ma prawo tylko do śmierci naturalnej, choćby wiązałoby się to z psychicznym i fizycznym cierpieniem. Temat jest rozległy, choć konkluzja dość oczywista. Wiadomo nie od dziś, kim są ci którzy w obecnych czasach uzurpują sobie prawo do naszego życia i śmierci.

„Religia rzymsko-katolicka (…) uznaje samobójstwo za czyn niemoralny, niegodny człowieka wierzącego i zasługujący na potępienie. Kościół katolicki, zwłaszcza w średniowieczu, nie zezwalał na grzebanie samobójców z zachowaniem ceremoniału przysługującego chrześcijańskiemu pochówkowi. Ludzie którzy próbowali popełnić samobójstwo, ale ich odratowano – poddawani byli ostracyzmowi, wykluczano ich ze wspólnoty wiernych, a tym bardziej nie mogli pełnić jakichkolwiek funkcji kościelnych. Trudno więc dziwić się, że ówcześni chrześcijanie, zarówno ci wierzący gorliwi jak i ci, którzy nie mogli znieść myłsi o ostracyzmie, jaki może spotkać ich dzieci – rzadko decydowali się na własnoręczne pozbawienie się życia.”

Samobójstwa są stare jak świat. W epoce antyku, kiedy jeszcze obowiazywały inne normy (nietrudno zgadnąć, kto i w imię czego te normy zmieniał po upadku kultury antycznej) samobójstwo było całkiem powszechną formą kończenia żywota. Samobójczą śmiercią ginęli cesarze, senatorowie rzymscy, filozofowie greccy i wielcy wodzowie antycznych wojen. Dla nich było to wyjście honorowe, albo zwykłe zakończenie udręk fizycznych wynikających z wieku lu stanu zdrowia. Ciekawe czy Seneka Młodszy, Sokrates, Kleopatra, Hannibal, Pertoniusz podziękowaliby zespołom reanimacyjnym, które podwiązałyby podcięte żyły, przepłukały żołądki zaczynające wchłaniać cykutę, albo operowałyby ranę kłutą od miecza? W tamtej kulturze byłoby to absolutne świetokradztwo! Coś nie do pomyślenia, żeby tak dalece nie uszanować ludzkiej woli i brutalnie ingerować w osobiste najdrażliwsze decyzje.
Czy decyzja o ostatecznym odejściu nie należy tylko do tego, kto odejść postanowił i ma odwagę przejść od słów do czynów? Kto uzurpuje sobie prawo do pozbawienia życia drugiego człowieka jest zabójcą. To oczywiste. Ale gdyby tak odwrócić sytuację i zapytać, kim jest ktoś, kto zmusza drugiego człowieka do niechcianego życia? W imię czego zadaje mu cierpienie, którego tamten nie robiąc szkody nikomu innemu chciał sie pozbyć?

Reklamy

Tagi: , , , , ,

Komentarzy 6 to “Samobójcom nie przeszkadzać”

  1. Sadoq Says:

    Kwestia honoru jest sprawą umowną. Jako szczególny przykład człowieka honoru może uchodzić prezydent Karnowski tak określany przez ministra Czumę, czy generał Kiszczak „człowiek honoru” w opinii Adama Michnika.
    Honor jest tak różnie rozumiany i pojmowany jak piękno, którego ideały na przestrzeni wieków zmieniały swe kryteria.
    Czy samobójstwo jest rozwiązaniem honorowym , czy raczej formą ucieczki i tchórzostwa. Oto jest pytanie!!!

    • laudate44 Says:

      Ani się spodziewałem, że pod tym wpisem pojawią się takie nazwiska… będę udawał, że ich nie widzę, dobrze?
      Dobre Twoje pytanie na koniec „honor to czy ucieczka ” Raczej ilu dyskutantów, tyle odpowiedzi. Trzebaby od fundamentów przekopać się przez normy etyczne i konteksty historyczne, żeby znaleźć zadowalającą odpowiedź. Oczywiście na własny osobisty uzytek, bo przekonać do niej innych, to już całkiem odrębny, często syzyfowy trud . Ale rozważać takie kwestie warto, bo to podobno dobrze słuzy „gimnastyce szarych komórek” 🙂
      Dzięki za komentarz, oryginalny ten Twój awatar! Ukłony.

      • laudate44 Says:

        Witam Sadoq.
        Cieszę sie że się zgadzamy w części pierwszej. Co do nazwisk: o panu Czumie napisałem w blogu dwa dni temu. szkoda na niego słów. Kwestia słynnej michnikowej frazy „człowiek honoru” to temat rozległy – sam nie wiem czy umiałbym stanąć po stronie tych, którzy uważają ze takie słowa są uprawnione, czy raczej poprzeć tych, którzy nie chcą słyszeć o żadnym honorze w wydaniu Kiszczaka.
        To związane jest z oceną Okr. Stołu i całego procesu oddawania władzy… Tyle było dyskusji, sam nie wiem, wolę to już zostawić, bo nie lubię bezproduktywnego „bicia piany”. Tym bardziej nie leżało mi łączenie honorowego wyjscia samobójczego z takim honorem, o którym powiedział A. Michnik.
        Nie mam listy wykluczeń, o niektórych sprawach nie piszę, bo nie czuję, żebym mial cos nowego do powiedzenia. Ukłony

  2. Sadoq Says:

    Zgadzam się z konkluzją, że nie znajdziemy takiej odpowiedzi w kwestii samobójstwa, która by znalazła uznanie wszystkich. Ważne, byśmy umieli sami sobie odpowiedzieć.

    Co do nazwisk?!!! Myślę, że w dobry dyskurs nie może posiadać listy wykluczeń, a udawanie, ze czegoś się nie widzi nie jest dobrym podejściem.
    Pozdrawiam

  3. Sadoq Says:

    Żeby było jasne: przytaczając wspomniane przykłady honoru pisałem to z przekąsem, gdyż uważam, że honor dla przywołanych osób jest czymś innym niż w rozumieniu klasycznym…
    Pozdrawiam

  4. Różne śmierci « Laudate Says:

    […] samobójstwach pisałem już kiedyś w tekście „Samobójcom nie przeszkadzać.” Nie obawiam się surowych ocen czytelnkiów i oskarżenia o cynizm. Krok samobójczy nie jest […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: