Sieć jak wiadomo z nauk o rybołóstwie służy do wyciągania z wody tego, co w wodzie żyje. W Dublinie istnieje firma handlująca rybami, ktora reklamuje się hasłem ” If it swims, we have it” co można przetłumaczyć “Jeśli to pływa, my to mamy” – Obawiam się jednak, że polska wersja może sugerować, iż oni handlują także tym, co pływa na powierzchni wody. A jak wiadomo z innych polskich powiedzonek, nie zawsze szlachetne rzeczy unoszą się na wodzie. Basta, wracam do meritum.
Korzystam z sieci internetowej, aby wyławiać wiadomości, opinie, podglądać trendy i nastroje społeczne. Wiem, wy też korzystacie, tylko że ja bardziej, ponieważ nie mam dostępu do TV i papierowych gazet. Tak więc rybackim sposobem zarzucam sieć na polskie wody i przygladam się co tam akurat pływa. Przyznam, że mniejszą wagę przykładam do tego , co mówią politycy, bo oni mają swoje “strategiczne cele”, jedno im wolno mówić, innego nie, czasem mówią udając, że to w ogóle nie powinno być ujawniane itd. Słowem, politycy uprawiają swoje sztuczki,zazwyczaj przewidując jaki będzie efekt także “nieoficjalnej” wypowiedzi. Efekt jest tylko wtedy, gdy wypowiedź zaczyna być komentowana. Dlatego probierzem nastrojów, mód i stanu umysłu Polaków są komentarze dziennikarzy i blogerów. Zgodzicie sie z tym? Im ważniejszy dziennikarz, ważniejsza stacja skomentuje jakąś odzywkę, tym bardziej staje się ona nośna. Przytaczam oczywistości, z których zdają sobie sprawę niektórzy politycy i wiekszość komentatorów, ale jak pokazują dzisiejsze wpisy – są także tacy, którzy pomijają czysto marketingowy aspekt wypowiedzi polityków. Skupiają sie tylko na kontrowersyjnym ich zdaniem meritum, wieszcząc, że oto znów wyłazi z polityka nieznajomość prawa a może co gorsza dążenie do powiekszenia swojej władzy. Oj naiwni, naiwni. Polityk, który nie dąży do powiekszania swojej władzy to jest leszcz, a nie polityk. Bez połknięcia paru małych rybek, nie wyrósłby na wielkiego rekina.
“Czy wiesz, o kim mówię? Wiem, o Schetynie!” Zrobił się w sieci mały magiel po tym jak wicepremier palnął w radiu o możliwym połączeniu funkcji prezydenta z przewodniczeniem partii. Przykład dotyczył Platformy i osoby Donalda Tuska, więc prawackie fora podniosły lament i rwetes. Te same fora milcząco przyjmują zachowanie obecnego lokatora pałacu, który od paru lat jest wyłącznie prezydentem PISu i wykonawcą zaleceń pewnego zakonnika z Torunia.
Również panowie niedzielni komentatorzy u Bogdana Rymanowskiego bardzo serio potraktowali słowa Schetyny, zarzucając mu, że nie zna konstytucji lub, że taka wypowiedź świadczy o personalnej walce w PO. Nic nowego, prosze panów! Gdzie jest partia, tam jest walka o pozycję. Jak wśród ryb, krabów, kałamarnic i ośmiornic: kto ma refleks i rekinie zęby, przetrwa. Schetyna ma jedno i drugie: kiedy zrobiło się nudno po wyborach, wypuścił balona próbnego licząc na małe zamieszanie, które po pierwsze: ściągnie uwagę mediów na sprawy Platformy, a odciągnie od szalonych wypowiedzi Jarosława. Po drugie: ugruntuje w świadomości społecznej fakt kandydatury Tuska na urząd prezydenta. Po trzecie: kiedy już nadejdzie czas kampanii wyborczej i Tusk odda przywództwo partyjne, wywoła efekt pozytywny. I jeszcze jedna drobna rzecz:oobecnej wysoce partyjnej prezydenturze Lecha Kaczyńskiego wicepremier powiedział “Prezydentura Lecha Kaczyńskiego była bardzo polityczna…” a więc w czasie przeszłym, co dodatkowo osłabia pozycję ciągle i niestety urzędującego prezydenta. Po trzecie – jeśli o mnie chodzi – po raz kolejny obnażył płytkość myślenia chętnych do krytyki komentatorów, snujących niewyobrażalne wizje zagrożeń i wypaczeń czekających polska demokrację w wyniku łączenia funkcji prezydenckiej z partyjną. Spokojnie leszcze: chodziło tylko o marketing w wydaniu wypasionego rekina.
Tagi: marketing polityczny, polityka, propaganda, Schetyna, socjologia